InformacjeFelieton

Switch szansą na przeżycie. O tym jak polskie studia zakochały się w platformie Nintendo

... Mateusz Mucharzewski

Coraz więcej rodzimych ekip skupia swój biznes na Nintendo Switch. Większość studiów może uznać ten ruch za strzał w dziesiątkę.

Switch to jeden z największych fenomenów branży gier wideo ostatnich lat. Sam biję się w pierś i przyznaję, że spodziewałem się raczej chłodnego przyjęcia przez rynek. Czas jednak pokazał, że hybryda Nintendo okazała się strzałem w dziesiątkę. Chociaż ten rok nie obfitował w taką liczbę nowych, dużych tytułów jak poprzedni, konsola w żaden sposób nie zwalniała tempa rozwoju. W tym procesie brali również udział polscy deweloperzy. Wielu z sukcesami, na które czekali od lat.

Kończący się powoli rok dla Switcha to głównie horrendalna liczba portów. Studia na całym świecie przenosiły na konsolę Nintendo absolutnie wszystko co się dało. Obserwując to z boku widać, że sprzęt japońskiej korporacji przyciąga ogromną liczbę gier niezależnych. Nie jest to skala Steama, ale na pewno na Switcha ląduje znacznie więcej indyków niż na PlayStation 4 czy Xboksie One. Momentami wręcz platforma Nintendo staje się ważniejsza niż PC-ty. Nic więc dziwnego, że wiele ekip zmieniło swój model biznesowy i przekwalifikowało na studia specjalizujące się w portowaniu, czasami nawet wyłącznie na Switcha. O takich właśnie deweloperach będzie ten tekst. Analizując ich sytuacje da się zauważyć, że niepozorna konsola Nintendo stała się dla wielu mało znanych ekip prawdziwym rajem.

Wśród najważniejszych polskich zespołów związanych ze Switchem można wymienić QubicGames, Sonka, Ultimate Games, Forever Entertainment czy Crunching Koalas. Nie zdziwię się, jeśli dla wielu czytelników Gram.pl te nazwy nie będą mówić zbyt wiele. Najbardziej rozpoznawalną ekipą powinna być ta ostatnia. Warszawskie studio zaczynało od MouseCrafta, który jednak nie okazał się wielkim hitem. Krótko potem deweloper mocno zmienił swój model biznesowy i odszedł od robienia własnych gier. Zamiast tego wykorzystał posiadane doświadczenia i zaczął pomagać innym indykom w portowaniu ich produkcji na konsole. Obecnie ekipa ma na koncie współpracę z Transhuman Desing (Butcher), Digital Melody (Timberman Tennis Versus), Vile Monarch (dwie części Oh...Sir!) czy Infinite Dreams (Sky Force: Reloaded). Crunching Koalas najczęściej odpowiada za port na PlayStation 4, Xboksa One i Switcha oraz czasami wciela się w rolę wydawcy. Renoma studia jest na tyle duża, że to właśnie jemu 11 bit Studios powierzyło przeniesienie This War of Mine oraz Beat Cop na platformę Nintendo. Obecnie trwają również prace nad konsolową wersją horroru Darkwood.

Poziom skomplikowania portów

Mnogość indyków na Switchu może sugerować, że portowanie gier na konsolę Nintendo jest łatwiejsze niż na inne konsole. Otóż jest wręcz przeciwnie. Z rozmów jakie przeprowadziłem wynika, że sprzęt japońskiej korporacji zazwyczaj wymaga nieco więcej pracy. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze moc obliczeniowa samej konsoli. Switch nie należy do najmocniejszych maszyn, co czasami wymaga dodatkowej pracy związanej z optymalizacją. Dodatkowo sprawę komplikuje konieczność przygotowania gry w kilku trybach wyświetlania – na telewizorze oraz tablecie. Na koniec dochodzi jeszcze spora liczba kontrolerów, których sprawną obsługę wspiera tylko kilka bibliotek.

W efekcie portowanie wcale nie jest ani dużo szybsze, ani prostsze. Mimo wszystko wiele studiów podchodzi do tego tematu jak do produkcji masowej. Koszty przeniesienia na Switcha jednej gry to zazwyczaj od kilkudziesięciu tysięcy do 200 tysięcy złotych. Niektóre ekipy, jak na przykład Ultimate Games, nie kryją się ze swoimi planami. Na konsolę Nintendo chcą przenosić gry szybko i w dużych ilościach. Póki rynek wciąga wszystko, trzeba z tego korzystać. Studio chce do końca roku wydać na Switcha do siedmiu tytułów. W kolejnym ma ich być nawet 40!

Nowa moda – studia tylko od Switcha

Crunching Koalas jest przykładem studia, które przeszło od tworzenia własnych gier do portowania tytułów zewnętrznych ekip. Są jednak zespoły, które zostały powołane tylko do prac nad switchowymi wersjami tytułów innych deweloperów. Przykładem może być UF Games, spółka zawiązana przez wspomniane wyżej Ultimate Games i Forever Entertainment. Obaj deweloperzy mają w niej po 50% udziałów. Prekursorem w tej dziedzinie jest jednak Sonka. Studio zostało założone przez PlayWay (50% udziałów) oraz QubicGames (30%).

Obecnie portfolio UF Games i Sonka zawierają przede wszystkim gry stworzone przez spółki zależne grupy PlayWay (jedną z nich jest m.in. Ultimate Games). Dzięki temu na Switcha ląduje wiele symulatorów oraz innych produkcji takich ekip jak na przykład Movie Games. Oczywiście w planie wydawniczym znaleźć można również tytuły zewnętrznych ekip czy innych udziałowców (np. QubicGames). Całość wygląda na dosyć nietypową siatkę powiązań kapitałowych. Widać, że kilka zainteresowanych ekip mocno ze sobą współpracuje, aby sprawnie realizować główny cel – przenosić na Switcha wszystko co się da. Czasami mam wrażenie, że po drodze zapomina się o działaniach marketingowych. Mimo iż bardzo głęboko siedzę w temacie polskiej branży gier, niekiedy nawet ja nie jestem w stanie zauważyć, że jeden czy drugi tytuł pojawił się na Switchu. Jak widać nawet znikoma komunikacja nie przeszkadza w tym, aby taki biznes się opłacał.

Nie jest jednak tak, że na konsoli Nintendo sprzedać da się wszystko. Polskie studia mają za sobą już tak wiele premier, że wiedzą co ma większe, a co mniejsze szanse na powodzenie. O szczegółach opowiedział mi Jakub Pieczykolan, prezes QubicGames.

Konsola Nintendo Switch, w przeciwieństwie do poprzednich platform Nintendo, sprawdza się bardzo dobrze dla gier midcore, a nawet hardcore. Dużo trudniej jest natomiast plasować gry casual. Bardzo istotnym elementem jest dodanie funkcjonalności local multiplayer, w szczególności cooperative mode.

Ile da się sprzedać na Switchu?

Przejdźmy do tego, co najważniejsze, a więc liczb. QubicGames w mniej niż rok sprzedało 450 tysięcy gier na Switchu. Pamiętajmy, że mówimy o studiu bez większych sukcesów komercyjnych na koncie. Najlepszy wynik osiągnęło małe Astro Bears Party, które nabyło 150 tysięcy osób (próg rentowności udało się przekroczyć po sprzedaniu kilku tysięcy sztuk). 80 tysięcy kopii to z kolei wynik ciekawej platformówki Robonauts, którą na premierę miałem okazję recenzować. Mówimy oczywiście tylko o sprzedaży na Switchu, bez uwzględnienia innych platform. Sukcesy ma również Sonka. Stworzony przez studio port The Way (oryginalnymi twórcami są ludzie z Puzzling Dream, spółki z grupy PlayWay) znalazł na konsoli Nintendo już 50 tysięcy nabywców (premiera miała miejsce w kwietniu).

Wiele studiów przyznaje, że obecnie więcej gier sprzedaje na Switchu niż na PC. Taką opinię usłyszałem między innymi od przedstawiciela ekipy Mythic Owl w kontekście jej tegorocznej, bardzie ciekawej gry logicznej Hexologic. Podobnego zdania jest Mateusz Zawadzki, prezes Ultimate Games. Nic więc dziwnego, że jego spółka nabiera szaleńczego tempa przy portowaniu gier na Switcha. Oprócz licznych symulatorów i indyków na konsolę Nintendo dostarczy również większe tytuły – Agony oraz Hard West. Oba oczywiście pochodzące z szerokiego portfolio gier związanych z grupą PlayWay.

Liczby może nie dobijają jeszcze do milionów, ale pokazują, że Switch pozwala sprzedać znacznie więcej kopii przy relatywnie niewielkim wysiłku. Nic więc dziwnego, że jako pierwsi tematem zainteresowali się ci, którzy do tej pory nie mieli szczęścia na rynku. Konsola Nintendo dała więc drugie życie takim ekipom jak Forever Entertainment czy QubicGames. Dobrą decyzją była również współpraca ze spółkami z grupy PlayWay, które zapewniają ogromny dopływ nowych tytułów. Gier do portowania szybko więc nie zabraknie. Jeśli po drodze nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i Switch nadal będzie żyłą złota, kilka rodzimych ekip będzie mogło liczyć na spore zyski.

Taka ewolucja rynku to również wielka korzyść dla mniejszych ekip. Wiele studiów może skupić się na nowych projektach, bo portowanie dotychczas wydanych tytułów na konsole trafia do zewnętrznych studiów. Wielu pewnie nieźle na tym zarabia. Przykładowo Digital Melody, twórcy między innymi słynnego Timbermana, skupiają się tylko na grach mobilnych. Mimo wszystko współpraca z Forever Entertainment czy Crunching Koalas sprawia, że ich projekty dodatkowo są dostępna na konsolach. Taka kooperacja wszystkim się opłaca.

Pozostaje tylko pytanie jak długo jeszcze potrwa ta sytuacja. Switch wreszcie się nasyci. Niedawno odpalając swoją konsolę na samym wstępie sprzęt wyświetlił mi informację o nowych premierach z bieżącego tygodnia. Było ich niemalże 30, w tym dwie z Polski. W takim tempie kiedyś eldorado wreszcie się skończy. Mam nadzieję, że rodzime studia, obecnie tak mocno skupione na Switchu, będą na to gotowe.

Najnowsze
Lubisz nas?