Felieton

Co osiągnie Sapkowski? Miliony czy kompromitację?

Mateusz Mucharzewski, 11 października 2018 17:08 11

Andrzej Sapkowski wytoczył najcięższe działa w ciągnącej się od wielu lat “wojnie” z CD Projektem. Więcej na tym zyska czy straci?

60 mln złotych. Takiej rekompensaty domaga się Andrzej Sapkowski od CD Projektu, który uważa że pieniądze otrzymane za licencję na gry oparte na wiedźmińskich książkach są zbyt małe. Stawka jest więc niezwykle wysoka. W razie wygranej pisarz może liczyć, że do końca życia, oby jak najdłuższego, grosza mu raczej nie zabraknie, a i spadkobiercy nieźle się obłowią. Z drugiej strony na szali jest wizerunek, honor i dobre imię. Wiele jest do zyskania, ale i drugie tyle do stracenia. Na razie w tej batalii Sapkowski przegrywa (wizerunkowo). Można zastanowić się czy w najlepszym wypadku, oprócz odszkodowania, nie poniesie również powyższych kosztów. Atak na CD Projekt był pod tym względem bardzo nierozważny. Zastanówmy się jednak co konkretnie może zyskać i stracić twórca postaci Geralta z Rivii. No i oczywiście jakie ma szanse na powodzenie.

Szanse na wygraną

Prawnicy Andrzeja Sapkowskiego twierdzą, że pieniądze otrzymane przez pisarza za licencję są nieproporcjonalnie małe do korzyści jakie osiągnął CD Projekt. Uzasadniając konieczność wypłacenia dodatkowej rekompensaty powołują się na zapis art. 44. ustawy o prawach autorskich. Brzmi on następująco:

W razie rażącej dysproporcji między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy autorskich praw majątkowych lub licencjobiorcy, twórca może żądać stosownego podwyższenia wynagrodzenia przez sąd.

Według nieoficjalnych informacji Sapkowski za licencję otrzymał 35 tysięcy złotych. Kwota może różnić się od rzeczywistości, ale pokazuje skalę. Pisarz nie zrobił wielkiego interesu. Powszechnym błędem jest jednak ocenianie takich działań z perspektywy czasu. W momencie podpisywania umowy Sapkowski nie miał prawa spodziewać się takiego sukcesu gry. Branża w Polsce prawie nie istniała. Działało kilka mniejszych firm (Reality Pump czy Metropolis Software), ale CD Projekt do nich nie należał (oczywiście w kwestii produkcji, działka wydawnicza to inny kawałek chleba). Pisarz miał już doświadczenia z filmem i pierwszym podejściem do gry w uniwersum Wiedźmina. Nic więc dziwnego, że wolał pewną gotówkę niż udział w iluzorycznych zyskach.

Umowa została podpisana, a gra wydana. Po niej pasmo coraz większych sukcesów, których efektem jest stan na dzisiaj - trzy gry, dwa duże dodatki do jednej z nich i kolejny “dwupak” w datą premiery w tym miesiącu (Gwint, multiplayerowy i fabularny). Dzięki temu CD Projekt stał się jedną z największych w Polsce prywatnych firm z setkami milionów złotych rezerw. Biorąc to pod uwagę, wspomniane 35 tysięcy złotych brzmi jak ponury żart.

Należy jednak zastanowić się czy Sapkowski faktycznie ma prawo domagać się tych pieniędzy. Sprawę komentował między innymi Jacek Markowski, prawnik specjalizujący się w obsłudze prawnej twórców gier wideo. Na łamach portalu Graczpospolita ocenił, że można mieć spore wątpliwości co do treści wezwania do zapłaty jakie trafiło do CD Projektu. Adwokat zwraca również uwagę, że artykuł 44. ustawy o prawach autorskich można wykorzystać jeśli wynagrodzenie licencjodawcy jest zaniżone i godzi w poczucie elementarnej sprawiedliwości.

Zestawiając sytuację finansową CD Projektu, nawet odliczając od niej udziały sklepu GOG.com, z wynagrodzeniem Andrzeja Sapkowskiego, faktycznie możemy mówić o ogromnej niesprawiedliwości. Pamiętajmy jednak, że okoliczności w jakich podpisana została umowa były zgoła odmienne. Wtedy kwota kilkudziesięciu tysięcy złotych wcale nie była tak rażąca. Miejmy również na uwadze, że autor książek świadomie zrezygnował z udziału w zyskach, wybierając pewniejszą opłatę stałą. Nie można więc zarzucić CD Projektowi, że oszukał czy wykorzystać Andrzeja Sapkowskiego.

Najlepszym tego dowodem może być fakt, że umowa została podpisana kilkanaście lat temu, a pisarz dopiero teraz domaga się dodatkowych pieniędzy. Po drodze firma znacząco się rozwinęła, tworząc między innymi własną technologię, ogromny zespół, zdobywając nowe źródła finansowania czy inwestując w rozpoznawalność marki. Nie można odmówić twórczości Andrzeja Sapkowskiego wielkiego udziału w sukcesie gry. Jest on jednak nieporównywalnie mniejszy niż sądzi pisarz. Gdyby było inaczej, już pierwsza gra byłaby wielkim sukcesem finansowym. Ten nie był na tyle duży, aby uchronić CD Projekt od bankructwa, którego finalnie udało się uniknąć pozyskując nowego inwestora i wchodząc na giełdę. Nie każdy już pewnie pamięta, ale faktycznie między premierą jedynki, a Zabójców Królów spółka przechodziła ogromne problemy. To był jeden z powodów, dla których z growego biznesu wycofał się współzałożyciel CD Projektu, Michał Kiciński.

To jest zresztą kolejny wątek, który można poruszyć. Osobą, która wyciągnęła rękę do CD Projektu był znany giełdowy inwestor, Zbigniew Jakubas. Jako ówczesny właściciel Optimusa pomógł raczkującemu producentowi gier, co pozwoliło między innymi na dokończenie produkcji drugiego Wiedźmina. Jakubas to jednak biznesmen “starej” szkoły, specjalizujący się raczej w “realnej” gospodarce. Jego największe inwestycje to przemysł, między innymi producent taboru kolejowego Nawag czy Mennica Polska. Sam przedsiębiorca dzisiaj podkreśla, że biznes cyfrowy to nie jego świat, stąd decyzja o wycofaniu się ze spółki kiedy kurs akcji pozwolił przyzwoicie zarobić na inwestycji w Optimusa. Gdyby jednak uwierzył w CD Projekt, u szczytu wyceny spółki mógłby mieć pakiet akcji warty ponad 1,5 mld zł. Czy dzisiaj żali się on w mediach biznesowych, że nie zarobił grosza na spółce, którą uratował? Nie, bo jest poważnym człowiekiem i zdaje sobie sprawę, że pretensje może mieć tylko do siebie.

Nie jestem prawnikiem, ale szczerze wątpię w sukces krucjaty Andrzeja Sapkowskiego przeciwko CD Projektowi. Zbyt duży przeciwnik i zbyt duże roszczenia w porównaniu do potencjalnej krzywdy wyrządzonej pisarzowi. Samo studio podkreśla, że nie chce wojny i preferuje ugodę. Nikt jednak 60 mln zł nie zapłaci. Aby zobaczyć skalę roszczeń wystarczy napisać, że to o kilka milionów więcej niż spółka zarobiła na czysto w pierwszym półroczu tego roku. Nie zdziwię się więc, jeśli CD Projekt będzie chciał zapłacić Sapkowskiemu kilka milionów. Nie naruszy to specjalnie budżetu firmy i pozwoli ostatecznie zamknąć sprawę. Akurat CD Projekt jak mało kto dba o wizerunek “tego dobrego” i nie będzie chciał dłużej ciągnąć tematu. Z drugiej strony to nie są frajerzy, którzy oddadzą mnóstwo kasy, aby tylko pozbyć się problemu.

Co Sapkowski może stracić?

Jeff Bezos, twórca i szef Amazona, definiuje markę osobistą jako to, co ludzie o nas mówią kiedy wychodzimy z pokoju. Co niegdyś mówiono o Sapkowskim? Wybitny pisarz, autor wielu wspaniałych książek. Inteligentny, z ciętym językiem i celnymi spostrzeżeniami na temat otaczającego nas świata. Wszystko to zbudował przede wszystkim poziom książek o Geralcie z Rivii. Po latach wiele się jednak zmieniło. Widać, że Sapkowskiego boli sukces gier, wyraźnie przewyższający dokonania jego książek. Próbując postawić się w jego roli trochę go rozumiem - przeciętny człowiek na świecie uniwersum Wiedźmina kojarzy głównie z gier i często nawet nie wie, że to dzieło życia Andrzeja Sapkowskiego. Nie trudno przecież znaleźć takich, dla których książki to zwykła przystawka do produkcji CD Projektu RED, której celem jest monetyzowanie popularności na innych polach. Tak jak powstało wiele książek w uniwersum Halo, Mass Effect czy Gears of War, tak to samo wydarzyło się z Wiedźminem. Ciężko nie być poirytowanym widząc taką ignorancję wielu osób. Nie ma znaczenia, że na rodzimym rynku Sapkowski nadal jest należycie doceniany.

Mimo wszystko uważam, że błędem są częste ataki Sapkowskiego na gry CD Projektu. Stwierdzenie, że zrobiły mu “mnóstwo smrodu i gówna” (Polkon 2016) jest nie tylko nieeleganckie, ale i wręcz haniebne. Musimy przecież pamiętać, że to talent, ale nie Andrzeja Sapkowskiego, a twórców gier (rzadko niestety wymienianych z imienia i nazwiska), sprawił że marka zyskała w świecie taką popularność. Książki były rozpoznawalne w niektórych krajach, ale dopiero premiera produkcji CD Projektu pozwoliła osiągnąć taki poziom jaki obserwowany jest obecnie. To właśnie dzięki warszawskiej spółce prezydent Obama dostał w prezencie Wiedźmina (wprawdzie grę, ale to i tak wiele), sprzedaż książek znacząco wzrosła, pojawiły się nowe wydania, ktoś zdecydował się wystawić musical osadzony w tym świecie, Netflix pracuje nad serialem, a sam Sapkowski otrzymał prestiżową nagrodę World Fantasy Award za całokształt twórczości (2016 rok). Za tym wszystkim idą ogromne pieniądze, nieporównywalnie większe niż opłata licencyjna wynegocjowana przez Sapkowskiego kilkanaście lat temu. Można więc przekornie zapytać, czy czasem CD Projekt nie powinien domagać się jakiegoś procentu. W końcu bez pracy i inwestycji RED-ów nie byłoby tego wszystkiego.

Największym błędem Sapkowskiego jest więc ciągłe atakowanie CD Projektu i stawianie siebie w roli wielkiego poszkodowanego. Pisarz nie do końca chyba zdaje sobie sprawę z wręcz niespotykanej w skali świata marki jaką ma największy polski producent gier. Spółka zapracowała na to, że w każdej sytuacji otoczenie staje po jej stronie. Znany pisarz fantasy, Brandon Sanderson, stwierdził nawet, że akurat CD Projektowi to licencje na swoje książki oddałby za darmo. Nic więc dziwnego, że po wypłynięciu sprawy na światło dzienne w Internecie zaroiło się od memów i żartów z Andrzeja Sapkowskiego. Niektóre z nich nawet ubarwiają ten tekst. Wielki pisarz stał się więc pośmiewiskiem, niszcząc tym samym zbudowany swoją twórczością pomnik.

Andrzej Sapkowski ma gigantyczne ego. Nie zdziwię się, jeśli po otrzymaniu nawet kilku milionów złotych nie będzie go już więcej nic interesować. Kasa z CD Projektu i kolejne tantiemy wystarczą, aby żyć w luksusie do końca swoich dni. Czy cena nie jest jednak zbyt wysoka? Czy warto było wykazywać taką butę i arogancję? Może przy odrobinie większej życzliwości obu stronom udałoby się osiągnąć jeszcze więcej? Tak jednak mamy kolejną, nikomu niepotrzebną awanturę.

Kodowanie popkultury: ten nasz wspólny Wiedźmin
Blitzkrieg nad Jarugą, czyli Wojna Krwi: Wiedźmińskie opowieści - recenzja
Wiedźmińskie opowieści i Gwint fabularyzowany, czyli wrażenia z kampanii Wojna Krwi
Trafienie Krytyczne #70. Wilk biały, ale Jaskółka czarna?
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?