Recenzja - konsole

My Memory of Us - recenzja - wojenna opowieść zagubiona w gmatwaninie zagadek

Katarzyna Dąbkowska, 09 października 2018 16:20 0

Juggler Games wzięło na swoje barki bardzo poważny temat.

Moja babcia przeżyła rzeź wołyńską. Pamięta jedynie tyle, że tato chował osobno dzieciaki w wykopanych wcześniej dołach, by miały większą szansę na przeżycie. Ale nie czuła strachu, nie bała się, że zginie. To pierwsze o czym pomyślałam, kiedy zobaczyłam dwójkę niezwykle odważnych przyjaciół, którzy zmagają się z trudami wojny w My Memory of Us. Juggler Games udowadnia, że wojna, pokazana nawet poprzez dziecięcą wyobraźnię, potrafi być bardzo przerażająca i przygnębiająca.

Początek My Memory of Us przenosi nas do wspomnień pewnego starszego pana, który dzieli się życiową historią z wpychającą wszędzie swój mały nos dziewczynką. Znajduje ona pewną książkę, która skrywa sekrety utraconej lata wcześniej przyjaźni. Starszy pan postanawia więc podzielić się opowieścią z dzieckiem. Mówi o swojej najbliższej przyjaciółce, którą poznał w przeddzień wielkiej, wyniszczającej wojny. W trakcie gry poznajemy perypetie dwóch odważnych dzieciaków, których przyjaźń została nastawiona na próbę poprzez wichry wojny.

Choć leciwy pan bujający się w fotelu nie mówi o jakiej wojnie mowa, nietrudno się domyślić, że chodzi tutaj o najbardziej wyniszczający konflikt zbrojny XX wieku. Nie mamy tu jednak do czynienia z bezpośrednimi wskazówkami. W końcu jest to opowieść dla dziecka i o dzieciach, więc nie spotkacie tu swastyk, litrów krwi i posoki, czy bestialskich scen, choć bywają i takie sceny, od których zakręci się nam łza w oku.

My Memory of Us to gra logiczna z elementami zręcznościowymi. Podczas rozgrywki poznajemy dwójkę postaci, z których każda ma unikalne umiejętności. Dziewczynka jest nieco mniej odważna w ciemnych pomieszczeniach, ale za to świetnie radzi sobie z procą i bieganiem. Chłopiec ma niezwykłe zdolności do oślepiania ludzi (i nie tylko) i potrafi się też umiejętnie ukrywać skradając się z miejsca na miejsce. W myśl zasady "w kupie siła" częściowo zdolności bohaterów przechodzą na drugą postać, jeśli trzymają się one razem. Możemy wtedy znacznie szybciej biegać czy przemykać po cichu unikając wzroku żołnierzy. Jest to miły dodatek, ale nie raz i nie dwa zapomnicie o swoim partnerze, co skończy się najzwyczajniej w świecie schwytaniem przez niecne siły Złego Króla.

Gra została podzielona na kilkanaście różnych rozdziałów, z których każdy uraczy nas pakietem różnych sekwencji. Będziemy się skradać, uciekać, strzelać, chować i przede wszystkim rozwiązywać masę, ale to ogromną masę zagadek. Łamigłówki wbrew pozorom nie są tu skomplikowane - trudno jednak jest wpaść na to, jak je rozwiązać. Nie liczcie też na pomoc, bo gra jest pod tym względem bardzo wymagająca i niejeden raz będziecie chcieli zostawić dzieciarnię na placu boju albo rzucić padem w ekran telewizora, żeby tylko nie musieć kolejne pół godziny kombinować, jak przenieść wiadro czy wymienić zębatkę w zepsutej maszynie. Nie lepiej jest z elementami zręcznościowymi. Dane mi było zagrać zarówno w wersję na PC, jak i na PlayStation 4, jednak ani tu, ani tam nie było mi łatwo przechodzić do następnych poziomów bez wyrywania sobie włosów z głowy. Mam wrażenie, że miejscami elementy zagadek i elementy zręcznościowe są tutaj wplatane na siłę. Czasami rozwiązujemy zagadkę przez pół godziny, by okazało się, że na końcu brakuje nam jeszcze kijka czy innego wihajstra i musimy wracać do punktu wyjścia. Gra częściowo blokuje nam nieodpowiednią kolejność w zagadkach, jednak ostatecznie często błądzimy we mgle odbiegając myślami od tych głównych tematów, którymi chcą nas karmić twórcy.

Jak to było już wcześniej wspomniane, nie doświadczycie tu hektolitrów krwi. Produkcja została „ubrana” w charakterystyczną oprawę graficzną. Całość jest skąpana w szarościach, a kolorem czerwonym zaznaczone są jedynie wybrane elementy. Pokazano w ten sposób, kto jest „naznaczony”. Szarość to zwykły świat, zwykli ludzie, zwykli żołnierze Złego Króla. Czerwienią oznaczono tylko tych wybranych, ale nie szczególnych. Nie będę zdradzać, kogo dokładnie, choć nietrudno się domyślić, jeśli brać pod uwagę realia drugiej wojny światowej. Oprawa jest bardzo urodziwa, choć miejscami trzeba przyznać, że gryzie się z powagą całej sytuacji. Nie obyło się również bez pewnych problemów natury technicznej. Gra zalicza miejscami spadki płynności, co doprowadza do wrzenia krwi, szczególnie podczas elementów zręcznościowych. Nie raz i nie dwa zawiesiła się tak, że trzeba było ją włączać od nowa i tym samym rozpoczynać etap od samego początku.

Choć gra jest w teorii przeznaczona dla osób starszych przez masę odniesień, tak naprawdę trudno jest ją sklasyfikować. Z jednej strony miejscami jest nieco zbyt dziecinna, jak na taki przekaz, z drugiej dziecko może mieć nie lada problem z przejściem tej gry. Trudno będzie Juggler Games znaleźć odpowiednią publiczność dla tej pozycji, bo choć ma piękny przekaz to miejscami gubi się on w gmatwaninie trywialnych zagadek i pościgów. Dlatego w moim mniemaniu My Memory of Us to gra na dwa razy – pierwszy raz przejdziecie ją dla rozgrywki, drugi – dla historii.

My Memory of Us PS4

  • oprawa graficzna
  • historia
  • potrafi się porządnie zawiesić
  • spadki liczby klatek na sekundę
  • miejscami zbyt dziecinnie przedstawia wojnę
Historia w lekkiej, grywalnej pigułce. 6.5
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?