InformacjeRecenzja - konsole

Przyspieszony kurs dojrzewania, czyli recenzja Life is Strange 2

... Paweł Pochowski

Bez nastolatek i szkolnych problemów, za to z tym samym klimatem i stylem. Life is Strange 2 wprowadza zmiany, choć pewne rzeczy pozostają niezmienne.

Po niespodziewanym upadku studia Telltale już tylko Life is Strange 2 broni honoru odcinkowych przygodówek. Jednocześnie trudno wskazać do tego zadania lepszego kandydata. Dontnod udowodniło już, że potrafi przygotować wciągające i emocjonujące interaktywne opowieści, obok których ciężko przejść obojętnie. W Life is Strange 2 jedynie potwierdza swoje kompetencje, przeszczepiając cześć sprawdzonych zagrań na kompletnie nowy grunt, zabierając nas przy okazji w daleką podróż. Dosłownie i w przenośni.

Life is Strange 2: Roads

Fani pierwszego Life is Strange pewnie nie będą zdziwieni, że wraz z kontynuacją dochodzi do kompletnej zmiany składu. Duet Chloe i Max otrzymał już swój dodatkowy czas antenowy w postaci Before the Storm, natomiast w Life is Strange 2 pierwsze skrzypce grają zupełnie nowe postacie. Są nimi bracia meksykańskiego pochodzenia, Sean oraz Daniel Diaz, którzy do pewnego momentu wiodą kompletnie normalne życie w Seattle w USA. Przez pierwszych kilkanaście minut rozgrywki Sean zajęty jest jedynie swoimi szkolnymi problemami - skąd skołować hajs i przekąski na wieczorną imprezę, jak zagadać do swojej sympatii czy jak pozbyć się z głowy namolnego młodszego brata. Jednak nie zdążycie dobrze zapamiętać imion szkolnych kolegów Seana, zanim sytuacja zmienia się o 180 stopni, a rodzeństwo zmuszone jest do wyruszenia w długą i niebezpieczną podróż w nieznane. Szybko dowiadują się, że nie wszędzie są mile widziani, ale to nie jedyne ich zmartwienie. Jeszcze bardziej doskwiera trudność w zaspokajaniu podstawowych potrzeb - takich jak miejsce do noclegu, woda czy pożywienie. W tym aspekcie na pierwszy plan wychodzi zresztą relacja pomiędzy braćmi.

Sean w wielu sytuacjach może podjąć decyzję mającą istotny wpływ na młodego. I nie mówię tu o jakiś dramatycznych decyzjach czy nagłych zwrotach akcji, wprost przeciwnie, o wielu prozaicznych momentach, w których starszy brat może wykazać się troską o młodszego. Szybko możemy dowiedzieć się dlaczego lepiej nie opowiadać dzieciom przed snem strasznych historii oraz co stanie się, jeśli nie zdążysz zareagować zanim dziewięciolatek ze smakiem wpałaszuje bliżej nieokreślone leśne owoce. Podczas tych wszystkich pozornie błahych scen obserwujemy jak relacja rodzeństwa się zmienia. Czujemy odpowiedzialność za młodszego brata, bo on może polegać już tylko na nas. Nic więc też dziwnego, że bacznie obserwuje poczynania starszego brata i szybko zaczyna naśladować. Trzeba to mieć na uwadze, przez co rozgrywka nabiera nowego wymiaru, bo nie jesteśmy już odpowiedzialni tylko za siebie.

Żeby nie było nam za łatwo, scenariusz bierze się dodatkowo za barki z poważnymi tematami serwując nam opowieść nacechowaną odniesieniami do aktualnej sytuacji politycznej w USA. W ten sposób dowiadujemy się, że są w Stanach Zjednoczonych miejsca, w których meksykańskie pochodzenie nie jest w żaden sposób mile widziane. W pewnym dialogu pojawiają się wprost słowa o budowaniu muru i nietolerancji wobec południowych sąsiadów. Niestety, Life is Strange 2 nie stanęło na wysokości zadania, by wspomnianą tematykę przedstawić w wyważony sposób. Raczej dosłownie dostajemy polityką po łbie i wcale nie jestem pewien czy to odpowiedni kierunek dla tej produkcji. Z całą pewnością nawiązań jest trochę za dużo i zbyt często zaglądają na pierwszy plan.

Podróż stwarza idealne warunki do podziwiania widoków, nic więc dziwnego, że deweloperzy stwarzają w Life is Strange 2 jeszcze więcej okazji ku temu, by spokojnie usiąść i pokontemplować. Nie zawsze jesteśmy wtedy sami. Kamera prezentuje akcję z różnych ujęć, a my słyszymy przemyślenia głównego bohatera lub jego pogawędki z bratem (to kolejny plus wprowadzanie drugiej pierwszoplanowej postaci, sterowanej przez SI). Czasem nie słyszymy nic poza odgłosami natury i muzyką lecącą w tle, ale także wtedy chwile te wprowadzają do gry szczególny klimat i nastrój zadumy.

W Life is Strange zabawa kręciła się wokół motywu podróży w czasie. Główna bohaterka posiadała zdolności, które pozwalały jej cofać bieg wydarzeń i skrupulatnie z nich korzystała. Przy okazji była to jedna z głównych mechanik zabawy w grze. Z oczywistych powodów zabieg ten nie został wykorzystany ani w Life is Strange: Before the Storm ani też nie ma dla niego miejsca w Life is Strange 2. O ile jednak w prequelu pierwszej części niejako w zastępstwie pojawiły się pyskówki, podczas których Chloe mogła przegadać swojego rozmówcę i tym samym nakłonić go do postąpienia w ten lub inny sposób, o tyle w dwójce jak dotąd pustka nie została niczym zastąpiona. Sean może jedynie skorzystać z pomocy brata przydzielając mu w określonych momentach proste zadania, ale trudno uznać to za szczególnie emocjonujący element zabawy. Może w kolejnych odcinkach zostanie on ciekawiej wykorzystany. Dodatkowo Sean może szkicować - przygląda się wtedy uważnie otaczającej go rzeczywistości, a następnie przenosi ją na papier, a my delikatnie mu w tym pomagamy machając lewą gałką analoga we wszystkie strony. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o przygotowanie ciekawszej minigry, ani też nie wprowadzili żadnej nowe mechaniki rozgrywki.

Spory plus trzeba im jednak przyznać za oprawę wizualną. Life is Strange 2 wygląda zauważalnie lepiej od pierwszej części oraz od wydanego rok temu prequela. Poprawy doczekały się animacje postaci oraz ich twarzy, przez co na dialogi patrzy się znacznie przyjemniej. Z tła zniknęła także spora część impresjonistycznie rozpikselowanych elementów, a ich miejsce zastąpiły bardziej szczegłowe tekstury. Całość utrzymana jest jednak w znanej stylistyce i palecie baraw. Szczególnie korzystnie prezentują się wszystkie krajobrazy z przyrodą w roli głównej, ale silnik daje radę także w przypadku nocnych scen jak i gry światłocienia. Wizualnie "dwójka" robi więc krok naprzód. Dźwiękowo stoi natomiast w miejscu, ale to jedynie zasługa wysoko zawieszonej poprzeczki. Soundtrack być może odstaje delikatnie poziomem od najlepszych momentów LiS, ale za to aktorzy głosowi spisują się jak zwykle na medal. Największe gratulacje powinny przypaść dla chłopaków podkładających głos dla rodzeństwa, bo naprawdę dobrze słucha się wszystkich wymienianych przez nich uwag oraz zdań.

Pierwszy odcinek Life is Strange 2 wypada bardzo dobrze. Tak naprawdę przyczepić można się tylko do eksponowania polityki i braku nowości w mechanikach rozgrywki szczególnie w miejsce zabranego cofania czasu. Poza tym otrzymaliśmy jednak długi i satysfakcjonujący odcinek, który trzyma poziom w tym co kluczowe w tej grze, czyli świetnych dialogach i fantastycznym klimacie, a całość jest podana jak zawsze w akompaniamencie świetnej strony audio oraz ładniejszej niż ostatnio oprawie graficznej. Nie wiem jeszcze dokąd zabierze mnie podróż z braćmi Diaz, ale na ten moment absolutnie nie żałuję, że się w nią wybrałem. Zobaczymy, co będzie dalej.

Recenzja w toku - gra zostanie oceniona po premierze ostatniego epizodu.

Najnowsze
Lubisz nas?