Recenzja - konsole

Niebieski znowu w akcji - recenzja Mega Man 11

Jakub Zagalski, 05 października 2018 16:15 0

Po ośmioletniej przerwie przyszła pora na poważniejsze zmiany. Niektóre widać gołym okiem, ale wbrew pozorom to i tak stary, dobry i trudny Mega Man.

Włączając Mega Mana 11 wita nas ekran z logiem informującym o 30. rocznicy istnienia bohatera Capcomu, na którego w Japonii wołają Rockman. Wpływ niebieskiego robota na branżę gier jest niezaprzeczalny. Nie da się przy tym ukryć, że główna, numerowana seria od lat bazuje na sprawdzonym modelu i pozostaje wierna 8-bitowej tradycji. Mega Man 11 na pierwszy rzut oka zmienia nieco status quo, ale rozczaruje się ten, kto będzie po nim oczekiwał rewolucji.

Nowe podejście do tematu zwiastuje zerwanie z NES-ową pikselozą (czy raczej pixelartem), która była obecna aż do Mega Mana 10. Od wydania "dziesiątki" minęło jednak już osiem lat i choć lubię pikselowy klimat, to nie ukrywam, że cieszy mnie uwspółcześniona oprawa graficzna. Mega Man 11 to połączenie trójwymiarowych modeli postaci z tłami 2,5D. Czyli widać głębię, ale poruszamy się wyłącznie w dwóch wymiarach. Tradycjonaliści będą kręcić nosem, ale dla mnie wygląda to świetnie.

Ogromna w tym zasługa projektów postaci, czyli rozmaitych robotów, które różnią się w zależności od wybranego poziomu. To samo tyczy się scenografii. Co prawda można jej zarzucić wtórność (musi być poziom z lodem, ogniem itp.), jednak pomysły i klimat niektórych miejscówek to prawdziwe perełki. Jak chociażby etap Bounce Mana, którzy jedni pokochają, a inni znienawidzą za fizykę odbijania się od wszechobecnych balonów. Mnie napsuła sporo krwi.

Formalnie Mega Man 11 nie różni się od wcześniejszych gier, czyli znowu kierujemy tytułowym robotem, który musi stawić czoła ośmiu wynalazkom Dr. Wily'ego. Pokonując danego bossa przejmujemy jego umiejętności, by wykorzystać je w kolejnym etapie itd. Brzmi znajomo, ale do tego dochodzi poważna zmiana, czy raczej urozmaicenie sposobu grania. Mowa o wynalazku Dr. Wily'ego znanym jako Double Gear, który daje Mega Manowi zupełnie nowe możliwości.

Wciskając jeden ze spustów możemy na chwilę skorzystać z mocy Power Gear lub Speed Gear. Pierwszy bonus pozwala naładować ręczne działko i wypuścić potężny strzał w kierunku przeciwnika czy przeszkody terenowej. Dzięki Speed Gear wydaje nam się, że cały świat zwalnia i możemy łatwiej skakać po platformach, unikać nadlatujących pocisków itp. Działanie takich bonusów jest oczywiście mocno ograniczone czasowo i po każdorazowym użyciu trzeba schłodzić cały mechanizm. Double Gear ma jeszcze jedno, awaryjne zastosowanie - gdy Mega Man ledwo dyszy, możemy chwycić się ostatniej deski ratunku i chwilowo skorzystać z obydwu mocy oferowanych przez wynalazek.

Czy Double Gear to rewolucyjna zmiana? Nie do końca, bo o ile wielu graczy przywita ten patent z otwartymi ramionami, to weterani z pewnością poradzą sobie bez niego. Można więc przyjąć, że twórcy chcieli w ten sposób nie tylko uwspółcześnić i urozmaicić Mega Mana, ale zrobić także ukłon w kierunku nowych graczy. Świadczy o tym nie tylko Double Gear, ale także cztery stopnie trudności. Oprócz normala (tak powinno się grać w Mega Many) i harda (tylko dla masochistów), jest także poziom casual (dla niedzielnych fanów Mega Mana) i newcomer (dla totalnych laików). Od razu zaznaczę, że nawet grając na najniższych poziomach trudności nie należy się spodziewać prowadzenia za rączkę i wybaczania wszystkich błędów. Mega Man 11 to w dalszym ciągu staroszkolna zręcznościówka run&gun, w której bez sprawnych palców i błyskawicznych reakcji nie dojdziemy nawet do pierwszego bossa. Chyba że będziemy się wspomagać power upami kupowanymi w sklepiku.

Mega Man 11 to przede wszystkim przechodzenie ośmiu etapów z bossami na końcu, co wprawnym graczom, którzy zjedli zęby na poprzednich częściach, nie zajmie więcej niż jeden wieczór. Później można się oczywiście bawić w speedrun i eksperymenty z używaniem różnych broni na różnych bossów. Szczególnie, że nie wszystkie są jedynie wariacjami sprzętu znanych fanom serii. Na tym jednak nie koniec, bo w menu kryje się cały szereg pobocznych aktywności z arcytrudnymi wyzwaniami na czele. Jest też galeria, do której warto zaglądać, dzięki czemu nie sposób się nudzić po jednorazowym skończeniu Mega Mana 11. Ale z ręką na sercu – kto kupuje taką grę, by jeden raz obejrzeć napisy końcowe?

Mega Man 11 to pod wieloma względami esencja zręcznościówek w starym stylu. Liczy się doskonałe opanowanie ograniczonych ruchów postaci, refleks, a czasem nawet przewidywanie ruchów przeciwnika. Już przejście etapu bez zadraśnięcia to nie lada wyczyn, ale prawdziwe wyzwanie kryje się tradycyjnie na końcu. "Jedenastka" ma kilku świetnych bossów i poziomów, choć należy podkreślić, że twórcom zdarzało się często pójść na łatwiznę w sposobie uśmiercania gracza. Na mój gust trochę tu za dużo przeszkód typu "jedno dotknięcie i giniesz", albo przesuwania ekranu i uciekania przed ścianą śmierci. Na pewno wielu graczom się to spodoba, jednak porównując te elementy z o wiele bardziej pomysłowymi poziomami, czułem niesmak.

Mimo to Mega Man 11 odwala kawał świetnej, choć momentami rzemieślniczej roboty, by zadowolić weteranów i zachęcić do zabawy nowicjuszy. Jako niehardcore'owy miłośnik takiej rozrywki byłem bardzo zadowolony z czterech poziomów trudności, sklepiku z power upami i całego systemu Double Gear. Urzekła mnie oprawa graficzna i projekty większości poziomów i bossów, za to zupełnie nie pamiętam ścieżki dźwiękowej. W przypadku Mega Mana można to odczytać jako obelgę, bo motywy muzyczne z NES-owych odsłon wryły się w pamięć całej rzeszy graczy.

Niespecjalnie czekałem przez ostatnie osiem lat na nowego Mega Mana, ale efekt końcowy trafił w mój gust. Tradycjonaliści na pewno będą kręcić nosem na niuanse związane ze zmiany w ruchach Mega Mana, rezygnację z pikselozy itp., ale taka cena postępu. Zmiany i nowości nie są przy tym rewolucyjne, ale czy ktokolwiek się takich spodziewał po nowej, numerowanej przygodzie niebieskiego robota?

Mega Man 11 PS4

  • Oprawa graficzna
  • Double Gear
  • dla nowicjuszy i weteranów
  • dodatkowe atrakcje
  • Ścieżka dźwiękowa
  • połowa poziomów nie trzyma wysokiego poziomu
Nowa grafika, nowe pomysły, stary Mega Man 7.9
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Nowa generacja konsol coraz bliżej. Pojedynek PS5 i Project Scarlett zapowiada się ekscytująco
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
najnowsze