InformacjeRecenzja - PC

Niezbyt łaskawe kości, czy coś jest nie tak z poziomem trudności? - recenzja Pathfinder: Kingmaker

... Małgorzata Trzyna

Pathfinder: Kingmaker to świetny RPG ze wspaniałą opowieścią. I nie, nie trzeba obawiać się, że okaże się za trudny.

Klasyczne RPG-i mają w sobie pewną magię (nie chodzi o czary rzucane przez postaci). Fani tego gatunku, którzy uwielbiają takie tytuły, jak Baldur's Gate, Icewind Dale, czy bardziej współczesne Pillars of Eternity albo Torment: Tides of Numenera, nie mogli przejść obojętnie obok Pathfinder: Kingmaker, które jest oparte na systemie Pathfinder (podobnym do D&D 3.5). Gra zdecydowanie zasługuje na uwagę, chociaż nie wszystko wyszło idealnie, acz twórcy starają się rozwiązywać problemy jak najszybciej. W sieci można znaleźć mnóstwo opinii, że walka jest źle zbalansowana i właściwie przypomina rozgrywkę z mistrzem gry, który nienawidzi graczy i zabija drużynę "bo tak", przed każdą potyczką trzeba zapisać, a twórcy zakładają, iż odbiorcy doskonale znają system Pathfinder. Jest w tym sporo racji - weterani RPG-ów, o wiele lepsi ode mnie, tracili cierpliwość do ciągłego wczytywania - ale trzeba podkreślić, że chodzi tu o poziomy trudności od normalnego wzwyż; na poziomie Story czy Easy gra się naprawdę łatwo.

Twórcy już zdążyli wydać kilka poprawek od premiery gry (25 września 2018), odnosząc się do opinii graczy: zmienili w prologu i akcie pierwszym umiejętności przeciwników, których niemal nie sposób skontrować czy dodając przedmioty, które są przydatne do ukończenia jednego z zadań, by nie trzeba było zachodzić w głowę, co robić. Poziom skomplikowania może bardzo przytłoczyć początkujących, ale kto nie lubi się męczyć i gra przede wszystkim dla fabuły, równie dobrze może wybrać poziom trudności story i grać byle jak - pozwolić walkom toczyć się niemal bez ingerencji, tylko od czasu do czasu, używać czaru albo przedmiotu, nie martwić się o poległych towarzyszy. Można też skorzystać z własnych ustawień i idealnie dopasować grę do własnych preferencji. Wybór poziomu trudności na starcie do niczego nie zobowiązuje, można go zmienić w trakcie zabawy - chyba że zależy nam na osiągnięciu, by ukończyć grę na poziomie Unfair.

Pathfinder: Kingmaker zaczyna się od bardzo rozbudowanego kreatora postaci - można dostosować wygląd - fryzurę, budowę ciała, twarz, kolor skóry czy płeć; wybrać portret i głos. Dużo ważniejsze jest jednak przestudiowanie, czym różnią się od siebie poszczególne rasy i klasy (dla niezaznajomionych z systemem Pathfinder tylko to będzie zajęciem na długi czas, a przecież to zaledwie początek), oraz zdecydowanie, które umiejętności i cechy okażą się najbardziej przydatne. Liczba opcji może wręcz oszołomić, ale dla osób, które nie mają doświadczenia w RPG-ach jest kilka "gotowców" do wyboru, można też stworzyć własnego bohatera i załadować przygotowany przez twórców build danej klasy (czy będzie optymalny, to już inna sprawa). W dalszej części rozgrywki spotkamy postaci, które po prostu do nas dołączą, można też stworzyć własne, jednak koszty wynajęcia najemników są bardzo duże.

Tworzenie postaci odhaczone - czas więc na danie główne! Opowieść w Pathfinder: Kingmaker bardzo przypadła mi do gustu, zarówno przez sposób narracji, jak i wyraziste postaci, świetny voice-acting i niełatwe wybory. Rzadko w RPG-ach chce mi się czytać wszystko i wyczerpywać opcje dialogowe, ale w tym przypadku twórcom udało się mnie wciągnąć, nawet jeśli historia nie jest szczególnie odkrywcza. Fabuła rozpoczyna się w momencie, gdy trafiamy do posiadłości Aldorich. Mamy tam otrzymać bardzo niebezpieczne zadanie, za którego wykonanie czeka nas ogromna nagroda. Zgromadzeni awanturnicy, których przyciągnęło ogłoszenie, to bardzo ciekawe indywidua: poznajemy m.in. niecierpliwą Amiri wywodzącą się z plemienia barbarzyńców czy wesołą Linzi, której celem jest napisanie książki o heroicznych czynach jakiegoś wspaniałego bohatera. Wykonanie misji w pojedynkę jest niemożliwe - zwłaszcza, że mamy ograniczony czas - ale nie wszyscy chcą zgodnie współpracować i dołączyć do jednej drużyny. Na szczęście znajdziemy towarzyszy, którzy wyciągną pomocną dłoń i nie będą z nami konkurować o nagrodę główną.

Zanim wyruszymy na podbój Stolen Lands, będziemy musieli poradzić sobie w posiadłości Aldorich i pokonać pierwszych przeciwników, a przy okazji zaznajomić się z systemem potyczek. Walka toczy się w czasie rzeczywistym, ale można włączyć pauzę w dowolnym momencie, by wydać rozkazy poszczególnym bohaterom. W opcjach rozgrywki można też ustawić, w jakich warunkach pauza ma załączać się automatycznie - np. na starcie każdej walki, na końcu każdej rundy, po każdym rzuceniu zaklęcia i w wielu, wielu innych przypadkach, dzięki czemu możemy mieć pełną kontrolę nad wydarzeniami i nie obawiać się, że nie nadążymy z rozwojem sytuacji. Większość mechanik opiera się na systemie RPG Pathfinder, a rezultaty akcji zależą od wyniku rzutu kością (zazwyczaj 20-ścienną). Jak już wspomniałam na wstępie, Pathfinder: Kingmaker może być ekstremalnie łatwy na poziomie trudności Story, jak i wymagający już na poziomie trudności normalny - trzeba wiedzieć, jak się przygotować, wzmocnić i jakich umiejętności i czarów używać, by poradzić sobie z daną sytuacją, a najczęściej też liczyć na dobre wyniki rzutów kośćmi. Niektórych rozczaruje, że system nie został oparty na turach; osobiście nie mam nic przeciwko potyczkom z aktywną pauzą.

Na wyższych poziomach trudności bywa, że natkniemy się na przeciwnika, którego bardzo trudno trafić, kiedy on sam składa naszą postać na trzy ciosy, co może być bardzo frustrujące, kiedy gra staje się symulatorem oczekiwania na dobre wyniki rzutów kośćmi oraz wciskania F5 i F8, czyli szybkiego zapisu i wczytywania. Częste zapisywanie jest najlepszym przyjacielem gracza także na najniższym poziomie trudności, nie tylko ze względu na walki - zawsze można niechcący wpaść w pułapkę, która nie została wykryta albo uruchomić ją podczas rozbrajania. Przed rozpoczęciem każdej rozmowy również lepiej zapisać niż żałować, że kości nie okazały się zbyt łaskawe i zawiedliśmy jako dyplomaci.

Zdobywane doświadczenie pozwala postaciom awansować. Leniwi i ci, którzy sami nie wiedzą, od której strony Pathfindera "ugryźć", mogą skorzystać z opcji automatycznego awansu, acz jest to możliwe tylko do momentu, póki nie dokonamy ręcznie jakichkolwiek zmian. Oczywiście, najlepiej samemu wszystko kontrolować, choć doceniam, że można grać, nie przejmując się rozwojem postaci. W każdym momencie możemy zacząć budować bohaterów po swojemu, jeśli nie odpowiada nam sposób, który proponują twórcy.

Prawdziwa zabawa rozpoczyna się jednak dopiero w momencie, kiedy zostajemy baronem i zaczynamy rozwijać swe królestwo. I w tym przypadku zarządzanie może być zarówno ekstremalnie łatwe (wystarczy włączyć automat i wszystko potoczy się samo, bez konieczności naszego udziału, zyskamy stuprocentową pewność, że będzie dobrze), jak i utrudnić sobie zadanie. W rozwiązywaniu problemów pomagają doradcy: nasi towarzysze lub NPC. Błędne decyzje i niepowodzenia mogą doprowadzić do upadku królestwa, a to oznacza koniec gry. Do naszych zadań należy wznoszenie budynków w osadach (co wiąże się z pewnymi kosztami i odpowiednim zaplanowaniem, jak powinny być rozmieszczone), przejmowanie nowych terenów i zakładanie kolejnych osad, rozwiązywanie pojawiających się problemów (np. z bandytami nękającymi ludzi) czy korzystanie z nadarzających się okazji, by poprawić statystyki. W zależności od wydarzeń, w naszych włościach będą pojawiać się kolejne misje.

Po mapie świata poruszamy się po ściśle wyznaczonych drogach tworzących bardzo gęstą sieć, łączącą niewielkie lokacje. Podczas podróży często pojawiają się losowi przeciwnicy, choć można próbować ich uniknąć. Pokonanie każdego odcinka zajmuje długi czas (dla gracza mija kilka sekund, dla postaci w grze to długie godziny), przez co ledwo przejdziemy parę kroków, a już towarzysze zaczynają narzekać, że chcą odpocząć (wyczerpanie przekłada się na kary do szybkości poruszania się, do rzutów kośćmi, nie pozwala też podróżować ze zbyt ciężkim ekwipunkiem). Czasem miałam ochotę udusić moją drużynę - wszyscy dopiero odpoczywali, więc czemu znów kwękają? Tylko marnują mój czas i racje żywnościowe, jeśli polowanie się im nie uda, a nie można przecież taszczyć ze sobą ton jedzenia. Mapa z początku jest zasłonięta, więc wszystko trzeba stopniowo odkrywać samemu, eksplorować niezbadane ścieżki, znajdować nowe obiekty i miejsca. Lokacje, do których kierują nas różne zadania, często nie są zaznaczone, więc zdarzało mi się błądzić, ale po drodze przynajmniej odkrywałam coś, co mogło się przydać później. Zaglądanie do każdego zakamarka nie zawsze miało sens (a szkoda, nie lubię bezsensownego wczytywania i błąkania się po pustych mapkach, gdzie nic nie można znaleźć i nic ciekawego się nie dzieje).

Pathfinder: Kingmaker to pod względem mechaniki bardzo skomplikowana i bardzo rozbudowana gra, wystarczająca na kilkadziesiąt godzin zabawy (40-80, w zależności od angażowania się w misje poboczne). Opanowanie zasad wymaga trochę poświęcenia, jeśli chcemy grać na wyższych poziomach trudności. Jeśli nigdy nie mieliście do czynienia z systemem Pathfinder, nie szkodzi - bardzo wiele elementów można ustawić na autopilota, od rozwoju postaci po zarządzanie królestwem, ułatwić sobie walkę wybierając poziom trudności przeciwników, skupić się tylko na eksploracji i fabule. Historia bardzo mi się spodobała - gdyby dodano polską wersję językową, bardzo bym się ucieszyła - polubiłam też barwne postaci, wspaniały voice-acting, jak i muzykę oraz kolorową grafikę. Osobiście nie natknęłam się na błędy, które zepsułyby mi zabawę (niektórzy wspominają o problemach z wczytywaniem czy crashach w różnych miejscach) - mnie zdarzyły się zaledwie drobiazgi w opisach, np. "hold unknown_binding" oraz crashowanie przy wyjściu do pulpitu - dziękuję, przecież o to mi chodziło, żeby program przestał działać. Mam nadzieję, że błędy zostaną szybko załatane i wszyscy będą mogli cieszyć się bezproblemową rozgrywką, gdyż jest to zdecydowanie gra warta uwagi.

PCPathfinder: Kingmaker

  • wciągająca, choć nie odkrywcza opowieść
  • ciekawe wybory w dialogach
  • barwne postaci
  • voice-acting
  • przytłaczająca liczba opcji podczas kreowania postaci
  • rozgrywka oparta na systemie Pathfinder
  • bardzo dobry RPG z systemem rozwoju królestwa
  • gra może być zarówno ekstremalnie łatwa, jak i hardcore'owa
  • przydałyby się poprawki w balansie i klarowniejsze tłumaczenie, jak poradzić sobie w pewnych sytuacjach
  • nie wszystkim przypadnie do gustu system walki w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą
  • zwiedzanie mapy staje się nużące i irytujące, gdy postaci co kilka kroków proszą o odpoczynek
  • sporo błędów
  • trochę mała liczba portretów w kreatorze postaci do wyboru
  • eksplorowanie lokacji, gdzie nic nie ma i nic się nie dzieje, zniechęca do sprawdzania każdego zakamarka

Cud, miód, malina. Pozostaje tylko załatać błędy i klarowniej wytłumaczyć, czego używać w niektórych sytuacjach.

Najnowsze
Lubisz nas?