InformacjeBez prądu - film

M jak dywizjon ku pokrzepieniu serc - recenzja filmu Dywizjon 303. Historia prawdziwa

... Joanna Kułakowska

Są dwa filmy na temat bohaterskich lotników – w koprodukcji brytyjsko-polskiej i polski (wciąż często i gęsto emitowany). Jak poszło Denisowi Delićowi?

Oba obrazy wyświetlane są w kinach równolegle, warto więc dokonać małego porównania. Dywizjon 303. Historia prawdziwa i 303. Bitwa o Anglię niby opowiadają o tych samych ludziach i tych samych wydarzeniach, a jednak to odmienne od siebie filmy. Biorąc pod uwagę fakt ogromnych różnic pomiędzy scenariuszami, nieco intryguje kwestia, czy któryś z nich rzeczywiście lepiej odzwierciedla „historię prawdziwą”. Swego czasu nastąpiła zmiana dystrybutora polskiej wersji historii o dzielnych pilotach, ów zaś wycofał się z powodu „niezgodności scenariusza z prawdą historyczną”. Film w reżyserii Chorwata Denisa Delića oparty jest o wątki z prozy dość kontrowersyjnego dziś Arkadego Fiedlera (powieść Dywizjon 303), natomiast utwór w koprodukcji brytyjsko-polskiej, którym zajął się David Blair, powstał w drodze konsultacji z żyjącymi pilotami dywizjonu 303, historykami i ekspertami lotnictwa (tak przynajmniej napisano w wikipedii). Oczywiście nic z tego nie zapewnia, że którejkolwiek z owych opowieści należy w pełni uwierzyć. Drugi z wymienionych obrazów wydaje się o wiele bardziej wiarygodny w warstwie relacji międzyludzkich (choć i w jednym, i drugim dziewczyny ważne dla pierwszoplanowego bohatera stanowią postacie fikcyjne), ale – pomimo zaangażowania wspomnianych speców od lotnictwa – zdecydowanie mniej realistyczny w kwestii walk, a już szczególnie prezentacji sposobu działań Polaków w powietrzu.

Film Denisa Delića ma wstęp nieprzyjemnie kojarzący się z agitką, a później następuje sekwencja z Hermannem Göringiem (Jacek Samojłowicz) – sprawiająca wrażenie parodii filmów o hitlerowcach... Dalej wygląda to lepiej, choć nastrój jest męcząco podniosły i mocno bogo-ojczyźniany. Natomiast film Davida Blaira unika zadęcia i patosu jak ognia i choć chłopaki adaptują opuszczony budynek na swoją własną katolicką kaplicę, to ich zainteresowanie modlitwą startuje powoli i wzrasta wprost proporcjonalnie do liczby zgonów współtowarzyszy – jest to bardziej strawne. Gwoli sprawiedliwości należy jednak przyznać, że scena spowiedzi w wykonaniu Urbanowicza to jeden z momentów przydających Dywizjonowi 303. Historii prawdziwej pazura, który wywołuje uśmieszek aprobaty na twarzy widza. Poza tym modlitwa modlitwą, ale wojacy jak to wojacy – walą wódę i podrywają panienki, co podkreślono w obu filmach.

Co ciekawe, brytyjska wersja owej historii przemyca więcej martyrologii całego narodu polskiego. Generalnie widać spore różnice w ukazaniu problematyki śmierci. 303. Bitwa o Anglię pokazuje ją w sposób bardzo dojmujący – począwszy od płonących i wybuchających samolotów (niestety kiepskie CGI), poprzez rozbicie się o skały i szokująco nagłe zniknięcia z pola widzenia kolegów, z którymi dopiero co wymieniało się sprośne żarciki, a na leżących na ziemi trupach i braniu pamiątek z samolotów wroga skończywszy. Ukazuje też, że nie wszyscy tak samo podchodzą do walki, nie wszyscy są w stanie działać bez litości oraz że doświadczenia wojenne i stres z powodu losu bliskich tak czy inaczej wypalają piętno na żołnierzach, siłach pomocniczych, a także cywilach. Tymczasem wersja polska kreuje niemal sielankę, grupę jajcarzy na wycieczce, którą od czasu do czasu przyćmiewa jeszcze bardziej kolorowe wspomnienie o nauce w Dęblinie albo przedwojennych imprezach. Śmierć następuje nader bezboleśnie – rzadko jest pokazana. W zasadzie tylko raz twórcy Dywizjonu 303. Historii prawdziwej pokusili się o wywołanie dreszczu na plecach oglądających, ciut pretensjonalnie naruszając czwartą ścianę. Przez chwilę spoglądamy oczami, nomen omen, świeżo upieczonego młodziutkiego pilota, po czym ekran gaśnie...

Obraz Davida Blaira bardziej podkreśla ideę bohatera zbiorowego, lecz oba filmy wyławiają z tła Jana Zumbacha i Witolda Urbanowicza. I tu jednak zauważymy liczne różnice. Dywizjon 303. Historia prawdziwa kieruje oczy widza przede wszystkim na Urbanowicza (Piotr Adamczyk), podczas gdy 303. Bitwa o Anglię zdecydowanie koncentrował się na Zumbachu. W obrazie Denisa Delića Zumbach (Maciej Zakościelny), mimo początkowych akcji, ustępuje pola swemu dowódcy (ale przynajmniej dowiadujemy się, że Jan nosił przezwisko „Donald”). Inny jest również sposób przedstawienia tej postaci. W każdym z recenzowanych filmów to praktycznie zupełnie inny facet; inny charakter i nawet inne umiejętności. W filmie Blaira bierze na siebie ciężar konwersacji z Brytyjczykami, w filmie Delića zaś ledwie coś tam kojarzy po angielsku. U tego pierwszego widzimy niejednoznacznego moralnie, cynicznego i czasami nieco melancholijnego specjalistę od powietrznych akrobacji i takichże likwidacji, który wita świat uśmieszkiem bezczelnej łasicy. Bardzo łatwo uwierzyć, że w przyszłości będzie mordował w Katandze i Biafrze, a jednocześnie przez cały czas jest prawdziwym bohaterem spełniającym swą powinność. U tego drugiego oglądamy błaznującego pyszałka-amanta. Scenę, w której Zumbach tłumaczy kolegom słowa pełnego pogardy angielskiego oficera, złośliwie je przeinaczając i kompletnie ośmieszając Brytyjczyka, zastąpiła scena, kiedy to Urbanowicz generuje patriotyczną, motywacyjną mowę do swojego oddziału. Warto też dodać, że w polskiej wersji jakoś rozmyto Johna Kenta (tu gra go Marcin Kwaśny), który był bardzo ważną osobą dla 303.

Odmienne są również pomysły odnośnie do wątków męsko-damskich i dynamika tych relacji. Phyllis Lambert z filmu Blaira to prawdopodobnie postać fikcyjna, której zadaniem było unaocznić wagę działań personelu pomocniczego, potrzebę poczucia, że wciąż żyjemy pomimo śmierci wokół nas, i podwójne standardy stosowane wobec płci. A do tego jej specyficzny związek z filmowym Janem Zumbachem uwypuklał fakt, że był to mężczyzna psychologicznie skomplikowany. W filmie Dywizjon 303. Historia prawdziwa pojawiają się za to Victoria Brown z WAAF (Cara Theobold), a zarazem przedwojenna aktorka, podsunięta polskim lotnikom przez szefa propagandy w ramach tandetnej intrygi mającej na celu zająć uroczym romansem opinię publiczną, jak również Jagoda Kochan (Anna Prus) – córka inżyniera, sama będąca wybitną specjalistką od wojskowych samolotów. Obie stanowią postacie fikcyjne (pomimo nieco mylącej dedykacji na początku polskiej historii o dywizjonie 303) i obie w pewnym sensie rywalizują o Jana Zumbacha: Zazdrosna o przeszłość Victoria to jego teraźniejszość – choć uwijał się wokół, by zdobyć jej względy, wydaje się traktować ją jak zapchajdziurę po prawdziwej miłości. Jagoda to właśnie przeszłość, za którą tęskni i do której wciąż wzdycha. Dużo czasu ekranowego zjadają w gruncie rzeczy mącące opowieść retrospekcje z udziałem panny Kochan. Ona także ma za zadanie zaprezentować pewien typ kobiety tamtych czasów, bo bynajmniej nie wszystkie interesowały się kuchnią i dziećmi, ale wątek ten (i generalnie motyw uczuciowego trójkąta) wprowadzony został sztucznie i trochę niepotrzebnie – jako w gruncie rzeczy sztampowy dodatek do postaci Zumbacha, który wcale nie czyni owego pilota ciekawszym ani bardziej skomplikowanym.

Jeśli chodzi o konstrukcję fabuły, oba utwory stanowią po trosze paczłork utkany z retrospekcji nachodzących na główną linię wydarzeń, scen walk w powietrzu i fragmentów archiwalnych materiałów filmowych z tamtych lat. Dywizjon 303. Historia prawdziwa zapewnia solidniejszą jakość tych ostatnich i o niebo lepszą stronę wizualną w kwestii lotniczych potyczek. Lecz sama opowieść sprawia wrażenie warsztatu pełnego różnych różności, w którym pomimo prób uporządkowania i posegregowania wciąż panuje bałagan – niestety, napisy umiejscawiające akcję w czasie i przestrzeni niewiele tu zmieniają. Delić to skacze sobie kilka lat do tyłu, to znów wraca, znowu skacze i jeszcze wprowadza Niemców. Mieszane uczucia budzi wątek przyjaźni Urbanowicza z niemieckim lotnikiem Hermannem Von Oste (Steffen Mennekes), z którym przed wojną łączyła go koleżeńska rywalizacja. Z jednej strony to ciekawa historia, pokazująca inną stronę medalu, tragizm innego rodzaju – oto przez politykę i ideologię musisz strzelać do kogoś, kogo lubisz i szanujesz. Z drugiej zaś posłużył on jako wytrych, by pokazać „dobrego Niemca” i „złego Niemca” – ten „zły” to Rudolf Knage (Piotr Witkowski), do bólu przerysowany „złoty chłopiec Hitlera” – co daje wręcz efekt kreskówki i wszystko dodatkowo gmatwa. Sposób prowadzenia fabuły jest bardziej przejrzysty w obrazie 303. Bitwa o Anglię.

Co do obsady i realizacji: Aktorzy (jak również aktorka) wcielający się w role polskich pilotów i inżynierów sprawili się tu średnio, ale do wytrzymania. Dobrze ogląda się Piotra Adamczyka. Osoby kreujące postacie Brytyjczyków i Niemców, niestety, nie wybrnęły z postawionego przed nimi zadania. Na „brytyjskich oficerów” i „Göringa” ledwo da się patrzeć. Między Carą Theobold a Maciejem Zakościelnym kompletnie brak chemii. Patetyczna muzyka Łukasza Pieprzyka podkręca ogólną atmosferę. Generalnie film Dywizjon 303. Historia prawdziwa, podobnie jak 303. Bitwa o Anglię, nie miał zbyt wielkiego budżetu. Tu zainwestowano w efekty specjalne i choreografię (widać wreszcie jakieś śladowe elementy taktyki stosowanej przez polskich lotników), w rezultacie dzieło Delića przypomina trochę biedniejszą wersję Pearl Harbor Michaela Baya. Na ziemi jednak nie wygląda to tak pięknie – ludzie są ledwie naszkicowani, niemal jednowymiarowi, sposób realizacji nieco czerstwy i przypomina mniej udane odcinki Tajemnicy twierdzy szyfrów. Nacisk na taką formę love story pomiędzy Jagodą Kochan a Janem Zumbachem robi zaś z tego „M jak dywizjon”.

Jeśli zaś chodzi o wspomnianą atmosferę i wymowę – oba filmy stanowią hołd, ale Dywizjon 303. Historia prawdziwa jest ku pokrzepieniu serc, natomiast 303. Bitwa o Anglię to bicie się w piersi ze strony kajających się Brytyjczyków. Zarówno w pierwszym, jak i drugim utworze podkreśla się fakt, że Polacy traktowani byli jak podejrzana banda pozerów i lamerów, którzy z prawdziwym pilotażem nie mają zbyt wiele wspólnego. W filmie Delića dodatkowo podkreśla się, że mieli stanowić mięso armatnie, aby kupić czas na wyszkolenie nowej kadry Brytyjczyków – „prawdziwych pilotów”. Jednakże potem wszystko się zmienia, Angole są zachwyceni, Dywizjon 303 odwiedza sam król Jerzy VI (Jamie Hinde), by pogratulować dzielnym lotnikom, a członkowie oddziału wywodzący się z innych nacji jak jeden mąż oświadczają, że są Polakami, w rezultacie zachwycony monarcha oświadcza, że to „stan umysłu” i on też zacznie czuć się Polakiem... Tak, jasne. Film Blaira jest brutalny i gorzki – mówi, że noszeni na rękach bohaterowie zostali zdradzeni, gdy skończyła się wojna. Polak zrobił swoje, Polak może odejść. I to jest historia bardzo prawdziwa.

Podsumowując: Jak zatem poszło Denisowi Delićowi? Dywizjon 303. Historia prawdziwa ma swoje walory i na pewno warto ów film obejrzeć, jednak 303. Bitwa o Anglię (recenzja znajduje się tutaj), choć kojarzy się z filmem telewizyjnym i nie ma co się chwalić efektami specjalnymi, robi mocniejsze wrażenie. Z drugiej strony, każdy widz może zareagować inaczej. Jedną osobę bardziej poruszy patos, ekstatyczny triumf i rodzaj happy endu, drugą zaś hołd z nutką goryczy. Oceńcie sami.


Dywizjon 303. Historia prawdziwa to film dla Ciebie, jeśli lubisz gry dotyczące II wojny światowej, gdzie fabuła biegnie z zadęciem, a w symulatorach lotniczych cenisz wysoki poziom realizmu.

Najnowsze
Lubisz nas?