InformacjeRecenzja - konsole

Yo-Kai Watch Blasters: kiedy Diablo spotyka Pokemony

... Jakub Zagalski

Seria postrzegana jako klon Pokemonów zaczęła romansować z gatunkiem hack'n'slash. Eksperyment udany, choć bardzo nierówny.

Bardzo wdzięczna alternatywa dla Pokemonów doczekała się kooperacyjnego spin-offa, który na pierwszy rzut oka wygląda jak "Diablo dla dzieci". Czy fani Yo-Kai Watch przekonają się do takiej formuły? I co z nowicjuszami, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z przebojową serią Level-5?

Jeżeli należycie do tej drugiej grupy potencjalnych odbiorców, należy wam się krótkie wyjaśnienie. Pod pojęciem Yo-Kai (czy też Yōkai) kryją się rozmaite stwory, duchy, demony z japońskiego folkloru, które przybierają różne kształty, są złośliwe lub pomocne, ale co najważniejsze – żyją obok nas i nieustannie oddziałują na naszą codzienność. W grach z głównej serii poznawaliśmy je wcielając się w postać młodego Japończyka. W Blasters nie było dla niego miejsca i na pierwszy plan wysunęły się tytułowe yokaie, które wzięły sprawy w swoje ręce i niczym Pogromcy Duchów (mają nawet pojazd wzorowany na Ecto-1) muszą się rozprawić z niebezpiecznymi istotami.

Dwie części Yo-Kai Watch na 3DS-a były w dużym uproszczeniu odpowiedzią na Pokemony, czyli dosyć prostymi przedstawicielami gatunku jRPG z turową walką i kolekcjonowaniem stworków (po więcej szczegółów odsyłam do recenzji https://www.gram.pl/artykul/2016/05/05/to-nie-jest-klon-pokemonow-recenzja-yo-kai-watch.shtml). Blasters, jak na spin-off przystało, wprowadza kilka istotnych zmian do sprawdzonego modelu, bo chociaż przedstawienie świata i eksploracja wygląda znajomo, to mamy do czynienia z innym rodzajem zabawy.

Największą różnicą jest zastąpienie turowych walk potyczkami w czasie rzeczywistym. Bieganie po mapie, kilka przycisków obłożonych atakami normalnymi i specjalnymi, korzystanie z przedmiotów, drużynowe akcje dla 2-4 graczy (chociaż można grać solo) – to wszystko sprawia, że nazywanie Yo-Kai Watch Blasters "Diablo dla dzieci" nie jest dużym nadużyciem. Estetyka i język jest dostosowany do poziomu kilkuletnich graczy, podobnie jak niezbyt skomplikowany system. Nie ma co ukrywać – weterani szukający głębi i trudnych wyzwań nie mają tu raczej czego szukać. Same walki są w większości prostolinijne i monotonne, i dopóki na naszej drodze nie stanie potężny boss, nie trzeba się zbytnio przejmować obmyślaniem taktyki. Czyli raj dla młodych i niedoświadczonych odbiorców zafascynowanych kreskówką czy zabawkami na licencji gry.

W grze natkniemy się na ponad 400 yokaiów, które można werbować do drużyny, uczyć nowych ataków, rozwijać, ewoluować, łączyć z przedmiotami (większość mechanizmów jest znana z Yo-Kai Watch 1/2) etc. Na polu walki reprezentują jedną z czterech sztampowych klas: Fighter, Tank, Ranger, Healer. Każda ma oczywiście swoje mocne i słabe strony, i z łatwością ustalimy, jaki skład najlepiej odpowiada naszemu stylowi gry.

Cała zabawa występuje w trzech wariantach. Story mode to tradycyjne misje i sidequesty, w których musimy wykonywać tak wyszukane i oryginalne zadania jak "pokonaj X przeciwników", "zbierz Y przedmiotów", "obroń NPC-a". Co jakiś czas trzeba się zmierzyć z bossem, a po zaliczeniu 10 rozdziałów dochodzą nowe ulepszenia i działamy dalej.

Alternatywą są Patrole, czyli eksploracja przy wyłączonym zegarze, ale za to ze zbieraniem przedmiotów, pokonywaniem yokaiów i farmieniem Oni orbs (bardzo przydatna waluta). Na koniec pozostaje Big Boss mode, w którym powtarzamy walki z wcześniej pokonanymi szefami. Po co? Oczywiście dla nowych przedmiotów i by sprawdzić się na wyższych poziomach trudności.

Jeżeli o poziomie trudności mowa, to Yo-Kai Watch Blasters ma okazjonalny problem z balansem i stopniowaniem tego elementu. Przez większość czasu gra jest prosta, łatwa i przyjemna (czytaj: w sam raz dla dzieciaków), ale bywają momenty, gdy wyzwanie drastycznie wzrasta i trzeba się ratować grindowaniem w misjach pobocznych albo kombinowaniem z yokaiami. Nie mam nic przeciwko temu, by gra wymagała czegoś więcej niż ciągłego nawalania dwóch przycisków i wybierania czterech Fighterów. Mimo to nie podobały mi się te nagłe, niczym nieuzasadnione skoki poziomu trudności, po których znowu można było wrócić do prostej, łatwej i przyjemnej zabawy.

Innym zgrzytem jest praca kamery, która potrafi pokazywać akcję z bardzo dziwnych kątów lub całkowicie zasłaniać przeciwnika. Nie jest to może krytyczny błąd uniemożliwiający wygranie jakiejś walki, ale potrafi mocno zirytować.

W ogólnym rozrachunku Yo-Kai Watch Blasters jest jednak bardzo przyzwoitym spin-offem, który udanie romansuje z gatunkiem hack'n'slash/action RPG. Rzecz raczej dla fanów serii, bo tylko oni wyłapią mnóstwo smaczków i nawiązań do poprzednich gier. Choć nic nie stoi na przeszkodzie, by nowicjusze zaczęli swoją przygodę ze światem japońskich duchów właśnie od Blasters.

Na koniec dwa słowa o dwóch wersjach Yo-Kai Watch Blasters, które są dostępne w sprzedaży. Red Cat Corps i White Dog Squad to oczywiście podtytuły tej samej gry. Poszczególne edycje różnią się 50 yokaiami na wyłączność, startowym yokaiem (Red Car Corps reprezentuje Jibanyan, a w White Dog Squad zaczynamy z Komasanem), dwoma big bossami, innym intrem itp. Wzorem Yo-Kai Watch 2 brakujące duchy z drugiej wersji można pobrać od kolegi, więc nie trzeba koniecznie kupować dwóch gier, by mieć pełny katalog. I co najważniejsze, w trybie kooperacji posiadacze RCC mogą grać z WDS, więc gracze nie będą tworzyć wrogich obozów.

Yo-Kai Watch Blasters to rasowy spin-off obierający własny kierunek i świetny prezent dla młodych graczy/fanów serii. Pod kątem realizacji to najwyższa półka i kolejny dowód na to, że 3DS może jeszcze trochę pożyć.

Nintendo DSYO-KAI WATCH BLASTERS: Red Cat Corps (3DS)

  • Kooperacja dla 2-4 osób
  • świetna propozycja dla młodszych graczy i weteranów serii
  • ponad 400 yokaiów
  • walki z bossami
  • Monotonne walki
  • skaczący poziom trudności
  • praca kamery

Zbierz drużynę i złap je wszystkie

Najnowsze
Lubisz nas?