InformacjeRecenzja - PC

Ragequit w kolejce do lekarza - recenzja Two Point Hospital

... Małgorzata Trzyna

Skoro są kolejki, potrzeba więcej wykwalifikowanych lekarzy i specjalistycznych gabinetów. Tylko skąd wziąć na wszystko pieniądze?

Two Point Hospital to duchowy następca lubianego symulatora Theme Hospital, w który zagrywaliśmy się ponad dwadzieścia lat temu. Wskakujemy w buty administratora szpitali, którego zadaniem jest dbać o to, by każda placówka działała sprawnie, miała najlepszy sprzęt, najlepszych lekarzy i była przy tym dość przytulnym i atrakcyjnym miejscem. Całość potraktowana jest z przymrużeniem oka, pełno w grze brytyjskiego humoru, mamy sympatyczne postacie, śmieszne choroby i równie śmieszne, kreskówkowe maszyny służące rozwiązywaniu problemów. Zabawie towarzyszy wesoła muzyka i komentarze płynące z głośników radiowych. Gra jest dziełem Two Point Studios, utworzonego przez byłych pracowników Lionhead i Bullfrog, którzy niegdyś zajmowali się takimi grami, jak Fable czy Theme Park.

W Two Point Hospital szpitali możemy mieć aż 15, zlokalizowanych w różnych regionach hrabstwa Two Point. Oczywiście, na początku mamy tylko jedną placówkę i niezbyt skomplikowane zadanie do wykonania. Początek zabawy okazał się bardzo prosty, a samouczek tak sprytnie pomyślano, że nawet osoby nie mające doświadczenia z symulatorami zarządzania poradzą sobie bez najmniejszego trudu ze zrozumieniem, co trzeba robić.

Dzięki doradcy błyskawicznie dowiadujemy się, co jest niezbędne, by rozpocząć działalność. Najpierw stawiamy recepcję i zatrudniamy pierwszego asystenta - pacjenci muszą się gdzieś zapisywać. Później budujemy gabinet, dodajemy biurko i szafkę na dokumenty, a następnie zatrudniamy lekarza pierwszego kontaktu, który zajmie się wstępnym diagnozowaniem. Kiedy już dowiemy się, na co ktoś jest chory, trzeba umożliwić mu zakup niezbędnych leków, czyli dorzucić aptekę (i aptekarza). Jeśli nie do końca wiadomo, co pacjentowi dolega, można skierować go na dalsze badania. Zatrudniając lekarza, pielęgniarkę czy asystenta, trzeba zwrócić uwagę zarówno na jego kwalifikacje (a co się z tym wiąże - pensję), jak i charakter - wszak sami wolelibyśmy leczyć się u kogoś, kto tryska energią niż mieć do czynienia z okropną marudą.

Kiedy pacjenci zaczynają cenić nasz szpital, przybywa ich coraz więcej, kolejki są coraz dłuższe. Trzeba im zapewnić miejsce do siedzenia, dostęp do czasopism lub książek, postawić automaty z napojami i przekąskami, wreszcie ożywić nieco nudne pomieszczenia, stawiając doniczki z roślinami albo rozwieszając plakaty, dodać nieco funkcjonalnych elementów typu zegary, telefony i automaty do gier. Nie zapominajmy o zbudowaniu toalet i wyposażenia ich w umywalki, inaczej możemy mieć problem z utrzymaniem higieny i pojawią się cuchnące miny na korytarzach (a zdarzało mi się zapomnieć o tak podstawowych elementach). O utrzymanie porządku, naprawianie maszyn i podlewanie kwiatów ktoś dbać musi, a więc bierzemy dozorców, którzy pilnują, by wszystko wyglądało jak należy i sprawnie funkcjonowało. I... to wszystko. Jak to, już mamy działający szpital?! Najwyraźniej nie jest to takie trudne, jak się początkowo wydawało. Jednakże nie wystarczało mi zbudowanie placówki, która radzi sobie generalnie dobrze, ale też niczym szczególnym się nie wyróżnia. Wypełniając wyznaczone cele, podnosimy swój prestiż, co przełoży się na więcej "kudosów" (za które odblokowujemy kolejne elementy dekoracyjne) i gwiazdek. Co prawda wystarczy tylko jedna gwiazdka, by odblokować kolejny szpital, a wraz z nim - kolejne wyzwania, ale osoby pragnące się wykazać jako najlepsi zarządcy mają pole do popisu. Odkrycie nowych możliwości w kolejnych miastach ułatwia wypełnianie celów w poprzednich szpitalach, z kolei uzyskanie lepszych wyników pomoże nam w odblokowaniu przydatnych rzeczy.

Wraz z postępami w grze, odkryjemy nowe choroby, do których będziemy potrzebowali rozmaitych gabinetów i odpowiedniego sprzętu oraz odblokujemy dostęp do nowych opcji, jak np. szkolenia, dzięki którym nasi lekarze i inni pracownicy będą mogli lepiej radzić sobie z zadaniami. Podstawy zawsze będą takie same, ale poziom skomplikowania zarządzaniem rośnie, kiedy musimy zaplanować układ pomieszczeń, by nie zabrakło miejsca na wszystko, co pragniemy zbudować; zadbać o utrzymanie odpowiedniej temperatury - zainstalować ogrzewanie lub klimatyzację; zapewnić bezpieczeństwo, a więc rozmieścić gaśnice, które przydadzą się, jeśli wybuchnie pożar; pamiętać, by pracownicy nie czuli się przemęczeni i mieli gdzie wypocząć (jeszcze gotowi złożyć wypowiedzenie) oraz pilnować, by kolejki nie były zbyt długie i aby układ pomieszczeń nie zmuszał pacjentów do przemierzania zbyt długich tras. Zniecierpliwieni, głodni albo znudzeni ludzie mogą wyjść wściekli, a to nie wróży dobrze naszej reputacji - w końcu to dzięki ich portfelom możemy działać.

Choroby, które przyjdzie nam leczyć, to całkowita abstrakcja. Na wstępie mamy mnóstwo przypadków "pomroczności jasnej", czyli pacjentów, którzy zamiast głów mają wielkie żarówki. W kolejnym szpitalu okazuje się, że pilnie potrzebujemy otworzyć gabinety psychiatryczne, gdyż wielu mieszkańców święcie wierzy, że są Freddie'm Mercurym. Musimy też rozwiązać problem klaunów, którzy zakłócają porządek swoimi żartami, mumii (co za marnotrawstwo bandaży), pomóc ludziom pozbyć się żółwiogłowia albo uleczyć z pikselozy. Byłoby zbyt pięknie, gdybyśmy odnosili sto procent sukcesów - do tego powinniśmy mieć naprawdę dobrze przeszkolony personel i odpowiedni sprzęt - czasem więc zdarzy się, że nieszczęśnik nie otrzyma pomocy i zemrze, by później wracać i nawiedzać szpitalne korytarze, strasząc innych, biednych pacjentów. W tym przypadku dozorca specjalizujący się w łapaniu duchów okaże się niezbędny. Oczywiście, nasza w tym głowa, by śmiertelnych przypadków było jak najmniej, więc trzeba też przyjrzeć się pracy poszczególnych lekarzy. Zdarzyło mi się zatrudnić takiego, który więcej ludzi posyłał na tamten świat niż leczył, więc w końcu wymieniłam go na lepszego specjalistę. Bywa też, że mamy odwrotny problem: posiadamy wszystko, co niezbędne, by leczyć np. likantropię, ale pacjenci wybierają inne szpitale - w takim wypadku zatrudniamy speca od marketingu i staramy się przyciągnąć ludzi do siebie.

Coraz nowsze choroby oznaczają, że potrzebujemy rozbudowywać szpital i wykupywać kolejne parcele, by pomieścić potrzebne gabinety. To wszystko wiąże się z gigantycznymi kosztami, a brak funduszy możemy boleśnie odczuć, jeśli zaczniemy działać na łapu-capu. Bywało, że trochę szastałam pieniędzmi z początku i żałowałam, że nie mogłam kupić wszystkiego naraz, kiedy kolejki chętnych rosły. Wyjście z funduszami na minus to jeszcze nie tragedia, w tym przypadku możemy wziąć pożyczkę, zanim wymyślimy sposób na wydostanie się z finansowego dołka. W każdym momencie gry możemy ją zapisać, tworzone są także automatyczne zapisy, dzięki czemu możemy cofnąć się do momentu przed podjęciem zbyt wielu nieprzemyślanych decyzji. Kiedy jest naprawdę źle, można zacząć dany poziom od nowa.

Całość może wydawać się skomplikowana, ale bardzo prosty i intuicyjny interfejs sprawia, że budowanie i ozdabianie gabinetów jest prawdziwą przyjemnością. Wystarczy wybrać typ gabinetu i zaznaczyć, które miejsce ma zajmować, by później automatycznie przełączyć się na drzwi (przecież zawsze musimy je dodać) a następnie biurko bądź konkretny sprzęt, który jest potrzebny w danym pomieszczeniu. Póki personel może wyjść zza biurka, a pacjenci - położyć się w łóżku, umeblowanie byle jak też w niczym nie przeszkadza, o ile nie próbujemy wcisnąć jak najwięcej elementów na ograniczonej przestrzeni, by podnieść poziom prestiżu.

Rozwijanie kolejnych szpitali od zera, stawianie na nowo tych samych gabinetów i dodawanie elementów wyposażenia z czasem staje się jednak wykonywaniem rutynowych zadań przed zajęciem się właściwymi problemami. Niemniej na każdym poziomie musimy mierzyć się z innymi wyzwaniami - czy to trzęsieniami ziemi, prowadzeniem badań, brakiem wykwalifikowanego personelu, czy też z doprowadzeniem rudery do stanu używalności.

Aby w szpitalu wszystko działało jak w zegarku, musimy pamiętać o bardzo wielu aspektach. Nigdy jednak nie czułam się przytłoczona ilością problemów, doradca zawsze usłużnie podpowie, kiedy okaże się, że brakuje dozorców, że zapomnieliśmy o zbudowaniu toalet albo że pielęgniarka grozi odejściem z pracy z powodu zbyt niskich zarobków i przepracowania.

Nie jestem wielką miłośniczką symulatorów zarządzania, ale Two Point Hospital od razu mnie urzekło - sympatyczne ludziki, styl graficzny, humor i wesoła muzyka sprawiają, że nie sposób się od gry oderwać. Podstawy da się opanować błyskawicznie dzięki przyjaznemu samouczkowi, później zostaje już tylko zabawa, jak najlepiej wykorzystać zdobytą wiedzę, by szpital działał sprawnie, wyglądał ślicznie i przyciągał ludzi, którzy będą mieć pewność, że nie skończą jako duchy ganiane przez dozorców na korytarzach. Zdobycie trzech gwiazdek we wszystkich szpitalach to wyzwanie na wiele, wiele godzin - tak więc wybaczcie, ale czas zająć się pacjentami, zanim wyjdą z hukiem.

PCTwo Point Hospital

  • zabawne choroby
  • śmieszne animacje i komentarze
  • przyjazny interfejs
  • doskonały samouczek
  • zróżnicowane wyzwania w każdym szpitalu
  • po prostu wciąga
  • rozbudowywanie każdego szpitala od zera może być na dłuższą metę nużące

Lekarz ze mnie żaden, ale podoba mi się zarządzanie całym szpitalem!

Najnowsze
Lubisz nas?