InformacjeBez prądu - film

Największe lęki - recenzja filmu Niepoczytalna

... Joanna Kułakowska

Niepoczytalna w reżyserii Stevena Soderbergha okazała się thrillerem, o którym powiedzieć, że jest interesujący, to zdecydowanie za mało.

Boimy się wielu rzeczy, a fakt, że zdajemy sobie sprawę, iż większość naszych lęków jest nieracjonalna, bynajmniej ich nie osłabia, tak więc oglądanie hiperrealistycznie przedstawionej traumy osoby, której najgorszy koszmar się spełnia (w zasadzie nawet to owa poprzeczka została zdrowo przeskoczona), i w dodatku traci ona pewność co do swoich zdrowych zmysłów, może wywołać większe ciarki na grzbiecie niż podczas seansu horroru o istotach nie z tego świata. Niepoczytalna (ang. Unsane) nie jest może majstersztykiem kinematografii, który każdego rzuci na kolana i każe tkwić w niemym podziwie, niemniej jednak raczej nie pozostawi nikogo obojętnym na perypetie tytułowej bohaterki, które są zdecydowanie z tego świata i właściwie mogą się przydarzyć każdemu. Film Stevena Soderbergha przykuwa uwagę zarówno ze względu na tematykę, jak i sposób realizacji. Na mnie osobiście zrobił on znacznie większe wrażenie i bardziej przypadł do gustu jako „straszak” (pomimo że napięcie chwilami siada) aniżeli ostatnio recenzowane tzw. „najlepsze horrory od lat”.

Sawyer Valentini (Claire Foy), centralna postać filmu Soderbergha, to młoda analityczka zatrudniona w banku, która niedawno zmieniła i pracę, i miasto, w którym mieszka. Pozornie pewna siebie, twarda, oschła (wręcz sprawiająca wrażenie antypatycznej) kobieta skrywa pewien bolesny sekret. Skrywa go tak dobrze, że nawet jej własna matka nie ma o niczym pojęcia. Dość rzec, iż przeszłość nie chce zostawić jej w spokoju, utrudniając nawiązanie jakichkolwiek relacji i sprawiając, że Sawyer żyje w ciągłym zawieszeniu, lęku, że grozi jej niebezpieczeństwo, co więcej, zaczyna powoli tracić więź z rzeczywistością. Bohaterka decyduje się szukać pomocy psychiatrycznej, skądinąd słusznie zakładając, że specjalista właściwie oceni jej stan, co pozwoli się zeń wykaraskać. Niestety, specjalistka zawodzi zaufanie klientki. Sawyer wbrew własnej woli trafia na obserwację do zakładu zamkniętego, za którego drzwiami czeka ją piekło.

Niepoczytalna eksploruje zespół lęków charakterystycznych dla współczesnego społeczeństwa. Szalenie ważną rzeczą jest bycie osobą „normalną” – czujemy przez skórę, że jeśli uznają nas za osoby nie w pełni władz umysłowych, stracimy wszystko: szacunek, godność, wiarygodność, a w skrajnej sytuacji możliwość samostanowienia. Słowem, bezpieczeństwo i wolność osobistą. Przy czym często o wiele większą grozę budzi wizja, iż zostaniemy uznani za niepoczytalnych niesłusznie, niż że naprawdę zapadniemy na chorobę psychiczną, po czym wpadniemy jak śliwka w kompot – prosto w ramiona, lub jak kto woli „macki”, służby zdrowia, której bezduszni, ślepo wierzący zwierzchnikom funkcjonariusze już się postarają, byśmy rzeczywiście stracili zdrowe zmysły, a etykietka wariata przylgnęła na stałe... Boimy się kontaktu z chorymi, „świrów” wszelkiej maści, którzy mogliby w ten czy inny sposób wkroczyć w nasze życie, boimy się też psychiatrów (a zwłaszcza tego, iż sami okażą się „psychiczni”) oraz ich domniemanej władzy, ale przede wszystkim boimy się utraty kontroli nad sytuacją (włącznie z faktem, że w dzisiejszym świecie wystarczy jeden podpis lub jego brak pod niezrozumiałym prawniczym bełkotem, by stracić grunt pod nogami). Wszystko to znajduje odzwierciedlenie w niniejszej produkcji.

W obrazie Stevena Soderbergha znajduje się dość wnikliwy komentarz odnośnie wciąż niedocenianego problemu – stalkingu. Z jednej strony widać tu „napisane drukowanymi literami” ostrzeżenie: Nie okazuj nadmiernego zaufania – ani prywatnej osobie, ani żadnej instytucji – i zawsze czytaj, co podpisujesz, nawet (zwłaszcza?) gdy ktoś mówi ci, że to tylko formalność. Z drugiej zaś pozornie sprzeczny przekaz, że nie możemy być samotni, odcięci od społeczeństwa, bo to wydaje nas na łup niebezpiecznych ludzi i nastawionych na zysk organizacji, tak więc trzeba znaleźć osoby godne zaufania. Na uwagę zasługuje analiza przeżyć głównej bohaterki – odwoływanie się do racjonalności interlokutorów, poszukiwanie wsparcia, kolejne poziomy zaszczucia i wreszcie moment, w którym coś pęka i staje się ona drapieżnikiem walczącym o przetrwanie, nie bacząc na koszty i ofiary po drodze. Podjęto próbę ukazania psychiki ofiary szeregu nadużyć, jej alienacji i w końcu odrealnienia, z którym trzeba się zmierzyć, by mieć szansę wyrwać się z matni. Taka persona nigdy już nie wyzwoli się od skutków traumy, przeszłość wypali w niej trwałe piętno. Nawet jeśli nie była, to i tak stanie się i już pozostanie niepoczytalna.

Konstrukcja Niepoczytalnej jest w zasadzie typowa dla thrillerów psychologicznych i dramatów kryminalnych wykorzystujących tematykę choroby psychicznej i zachwiania percepcji między tym, co rzeczywiste, a tym, co stanowi efekt sugestii bądź autosugestii. Widz jest przez pewien czas wodzony za nos, nie wie, czy można ufać Sawyer. Z jednej strony ukazano wyraźne nadużycie ze strony placówki, włącznie z umieszczeniem bohaterki w jednej sali z mężczyznami oraz z ewidentnie niebezpieczną pacjentką, z drugiej natomiast jej nieoczywiste reakcje i zachowania, które chwilami wydają się czymś więcej niż utrata panowania nad sobą wskutek stresu. Tak więc kiedy, oprócz coraz bardziej oczywistego spisku ze strony pracowników szpitala psychiatrycznego, pojawia się nowe, czy raczej stare, niebezpieczeństwo, wcale nie jesteśmy pewni, jak je zaklasyfikować. Stopniowo pogłębiane jest wrażenie surrealizmu i kafkowskiej sytuacji bez wyjścia, koszmaru, z którego obudzenie okazuje się kolejną warstwą snu, a dramat psychologiczny zamienia się w krwawy thriller. Niepokój, narastające poczucie zagrożenia podsyca wibrująca muzyka, w której kryją się dźwięki kroków i łomot serca. Szkoda trochę, że są tu nielogiczności oraz momenty, gdy iskra gaśnie, dynamika siada, przez co obiektywnie straszne, tragiczne wydarzenia bardziej dziwią, generując pytanie, jak mogło do tego dojść w strzeżonym ośrodku, niż wywołują gęsią skórkę.

Ciekawą kwestię stanowi sposób realizacji filmu – otóż Niepoczytalna została w całości nakręcona telefonami komórkowymi (iPhone). Podobno Soderbergh chciał zachęcić młodych twórców do działania, udowadniając, że można wykonać sensowne dzieło, wykorzystując to, co mają pod ręką. Oczywiście rzecz nie jest jednak taka prosta – zadbano tu o profesjonalne udźwiękowienie i oświetlenie planu filmowego. Sposób ten istotnie wpływa na odbiór – przez cały czas czujemy, że coś jest nie tak, że praca kamery lub kolorystyka zwykle wygląda inaczej. Tutaj mamy a to ujęcia zza węgła, to znów zbliżenia typu selfie, kontrasty barw – od ciepłych brązów do zimnych niebieskości – przez co stworzone zostaje poczucie braku komfortu, bycia śledzonym, halucynacji. Powstaje zimny, nomen omen, kliniczny sznyt charakterystyczny dla starych filmów dokumentalnych, co pogłębia wrażenie namacalności sytuacji, ale zarazem jej obcości. Użyta technologia skutkuje specyficznymi zaburzeniami perspektywy, brakiem płynnego przejścia pomiędzy barwami, które wydają się wyblakłe w porównaniu z tym, co na ogół widzimy na kinowym ekranie. Jeśli dodamy do tego klaustrofobiczne wnętrza i wąskie kadry, otrzymujemy scenerię, która sama w sobie mogłaby przyczynić się do utraty zdrowia psychicznego. W rezultacie osiągnięty został interesujący efekt artystyczny.

Generalnie mamy do czynienia z solidnym, wiarygodnym psychologicznie, porządnie zagranym thrillerem, któremu nietypowa realizacja dodaje walorów.


Niepoczytalna jest filmem dla Ciebie, jeśli podobało Ci się rozgryzanie zagadki Sanitarium, a w serii Dementium walka nie była najważniejsza.

Najnowsze
Lubisz nas?