InformacjeBez prądu - film

Podręczna opowiada po raz drugi i dalej robi wrażenie, chociaż już mniejsze

... Kamil Ostrowski

Nie musicie się zastanawiać czy powrót do Gileadu ma sens, bo to dalej jeden z najlepszych obecnie emitowanych seriali. Drugi sezon chociaż gorszy, również zadowala.

Uwaga, uwaga – nie da się napisać recenzji drugiego sezonu bez spojlerowania pierwszego. Jeżeli więc nie zaczęliście jeszcze przygody z Opowieścią Podręcznej, to czym prędzej tę zaległość nadróbcie i dopiero wracajcie do czytania tego tekstu.

Opowieść podręcznej w drugim sezonie najpierw dowala do pieca, a później sprawia, że z niedowierzaniem wywracamy gałkami ocznymi i z jęknięciem pytamy się, przede wszystkim głównej bohaterki June, ale także scenarzystów, a po części siebie samych: „A… a… ale po co? Dlaczego? A komu to potrzebne?”. O ile bowiem jesteśmy w stanie zrozumieć co powodowało scenarzystami, którzy tak zapragnęli pokierować losami dzielnej podręcznej, tak charakterologicznie wypada to wszystko niespójnie i niewiarygodnie. Na szczęście reszta nadrabia z nawiązką.

No, ale po kolei. Drugi sezon zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończyliśmy pierwszy. June z jakiegoś powodu jest wyprowadzana z rezydencji Waterfordów. Później przyjdzie czas na okres w życiu głównej bohaterki, który nieco wywróci delikatną równowagę, jaka zapanowała pomiędzy nimi, a Waterfordami. Nie zdradzę czy dzieje się to w domu, ani czy w ogóle wróci do domu, aczkolwiek uwierzcie mi na słowo, że relacje te to istny kalejdoskop zdarzeń. Wahadło relacji na szczególnie napiętej linii, tj. między panią Waterford, czyli Sereną a June wychyla się raz za razem – to w jedną, to w drugą stronę.

Mam wrażenie, że drugi sezon mniej niż na świecie przedstawionym skupia się na życiu wewnętrznym bohaterów, którym przychodzi działać w tej dziwacznej rzeczywistości. Część z nich pokazuje swoje prawdziwe oblicze, inni natomiast przechodzą przemiany – raz subtelne pod wpływem widocznego rozmysłu, innym razem nagłe, pod wpływem gwałtownych wydarzeń. Wszyscy wydają się osiadać w rzeczywistości Gileadu. Jednym się to podoba i pozwalają sobie na coraz więcej, innym zaczynają otwierać się oczy i postanawiają działać. Ostatecznie wszystko zmierza ku jednej z najbardziej udanych transformacji charakterologicznych ostatnich lat. Jakiej? Nie będę zdradzał – jedna z bohaterek/bohaterów przeżywa jednak zmianę, która jest od początku do końca wiarygodna, doskonale napisana, nieziemsko zagrana i wywraca do góry nogami nasz sposób myślenia o tej osobie.

W drugim sezonie Opowieści Podręcznej jest jeszcze więcej mocnych scen, niż w pierwszej serii. Sądziliście, że skóra cierpła podczas żmudnego poznawania dramatycznej rzeczywistości codzienności tytułowych podręcznych? Poczekajcie, aż zobaczycie co dzieje się teraz. W drugim sezonie jeden wypadek goni drugi, a bezlitosny system karny Gileadu oparty o zapisy Starego Testamentu, uzupełniony o wytwory wyobraźni aktualnych władców niegdysiejszych terenów Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, daje się poznać z różnych stron.

Oczywiście pierwsze skrzypce dalej gra trio: Elisabeth Moss jako June Osborne, a.k.a Offred, Yvonne Strahovski jako Serena Waterford i Joseph Finnes jako Fred Waterford. Spoko miejsca ekranowego dostaje również Nick (Max Minghella) i to z pożytkiem dla swojej postaci, która odrobine rozwija skrzydła. Zupełnie nie leżały mi niestety role Luke’a Bankole i Moiry – ich występy w paru odcinkach zwyczajnie mnie znudziły. Pojawiają się nowe postaci i nowe wątki i tutaj jest tylko dobrze – Sydney Sweeney jako Eden Spencer trochę irytuje, ale ostatecznie wnosi sporo do serialu. Druga ważna postać, tj. pojawiający się w końcówce sezonu Komandor Joseph Lawrence, nie tylko świetnie gra, oferując niejednoznaczny popis aktorski, ale też przynosi zapowiedź pewnego odświeżenia w sezonie trzecim.

Odświeżenia którego jak zaczynam odnosić wrażenie, Opowieść Podręcznej zaczyna mocno potrzebować. Drugi sezon skupił się na bohaterach, przez co historia trochę podreptała w miejscu. Nie specjalnie mi to przeszkadzało, bo uniwersum jest bogate i ciekawe, a i silnych charakterów wystarczyło, aby przeciągnąć mnie kolejne trzynaście razy. Coś jednak musi się zacząć wreszcie dziać. Czy to nowe intrygi, czy to wydarzenia w skali makro czy jakiegoś rodzaju większe spięcia na nie liniach jeszcze do tej pory nie poprowadzonych. Widzę mnóstwo pola do popisu, nie należy więc się spodziewać, aby w najbliższym czasie Opowieść Podręcznej przestała być w ścisłej czołówce moich ulubionych seriali.

Najnowsze
Lubisz nas?