Recenzja - mobile

Dead Island: Survivors - recenzja - zmierzch żywych trupów

Katarzyna Dąbkowska, 12 lipca 2018 12:30 0

Zdecydowanie nie na to czekali fani.

Dawno, dawno temu, w 2014 roku, Deep Silver zapowiedziało oficjalnie, że trwają prace nad kontynuacją Dead Island. Można by się spodziewać, iż trzy lata później fani będą skakać z radości na wieści o pojawieniu się kolejnej odsłony. Dead Island zadebiutowało, ale nikt nie skakał. Powód jest prosty – prosiliśmy o Dead Island 2, a dostaliśmy Dead Island: Survivors. W dodatku na smartfony...

Dead Island: Survivors pobieżnie tyka Dead Island. Można tutaj zobaczyć lokacje wzorowane na tych, które pojawiły się w oryginale. Pojawiają się również znani i lubiani przez nas bohaterowie. I, co najważniejsze, zabijamy tu zombiaki. A raczej fale zombiaków. Nie spodziewajcie się jednak porządnej siekanki, bo tutaj mamy do czynienia z kompletnie przemodelowaną rozgrywką.

Dead Island: Survivors to gra tower defense wymieszana z erpegiem. Musimy tu zatem ochronić bramy przed spotkaniem z zombiakami. Za bramami chronią się ludzie, znajdują się inne lokacje, ale cel jest jeden – ubić nieumarłych, zanim przedrą się przez nasze fortyfikacje. Naszą misję możemy wypełnić dzięki całkiem pokaźnemu arsenałowi broni, maszyn i innych cudaków do anihilacji plagi zombiaków. Gracz wciela się w międzyczasie w bohatera, który może dodatkowo siekać przedzierających się przez zabezpieczenia nieumarłych.

Zasady są jedynie pozornie skomplikowane – świat gry rozsiany jest na kilku wyspach i możemy na nich wykonywać kolejne zadania, które w zasadzie składają się na jeden cel – ubić, zanim ubiją nas lub przeskoczą płot. Za każde dobrze wykonane zadanie otrzymujemy hajs oraz walizkę z kartami. Zależnie od rodzaju zadania, możemy dostać również materiały budowlane, z których później klepiemy pułapki czy uratować ludność cywilną. Od czasu do czasu gra rzuci w nas również walutą premium w postaci diamentów.

A jeśli już przy walucie jesteśmy. Walutę stanowi tu praktycznie wszystko i choć początkowo wydaje się, że gra wciągnie nas na długie godziny, to free2play zmienia się już po kilku godzinach rozgrywki w free2wait. W walizkach znajdują się potrzebne do upgrade'u postaci czy maszyn karty. Jeśli zdobędziemy ich odpowiednią liczbę, możemy przejść na wyższy poziom dzięki dolcom zdobywanym za dobrze wykonaną robotę. Maszyny kupujemy natomiast za materiały budowlane otrzymywane w trakcie misji. Aby je zdobyć, musimy wciąż rozwijać maszyny i postacie, by bezmózgie ziomki nie dobrały się naszym pobratymcom do tyłków. Gra opiera się zatem mocno o wspomniane karty, które otrzymujemy z walizek. Początkowo ich otwarcie to zaledwie kilka sekund czekania, z czasem ten czas znacznie się wydłuża i czekamy na ich otwarcie kilka długich godzin. Liczba walizek w naszym asortymencie jest jednak ograniczona. Jeśli zatem udajemy się na misję, a nasz bagaż jest pełen, nie otrzymamy dodatkowej walizki z bonusami. Możemy liczyć wyłącznie na hajs, materiały budowlane i radość uratowanych cywilów.

Sam gameplay sprawia frajdę, ale wyłącznie przed rozpoczęciem bijatyki na planszy. Wtedy głowimy się nad rozstawieniem pułapek, obmyślamy za i przeciw zakupowi danych maszyn i obieramy punkty, w których będą najwydajniejsze. Wybieramy również towarzysza, który zostanie wrzucony w razie potrzeby na planszę, by pomóc nam w rozwałce. Po wciśnięciu przycisku Start jest już gorzej. Same elementy tower defence są tutaj świetnie zrobione i tylko z nimi gra byłaby naprawdę niezła. Efekt psują erpegowe dodatki w postaci bohatera ciachającego na prawo i lewo. Problem w tym, że bezmózgie ziomki nadchodzą z różnych stron, a my nie możemy swobodnie poruszać kamerą bez konieczności ruszenia zadem postaci. W skrócie – latamy na prawo i lewo, żeby a to włączyć dodatkową pułapkę, a to zobaczyć, czy zombiaki nie podchodzą zbyt szybko do płota. Chociaż na początku to może nie przeszkadzać, im dalej brniemy w rozgrywkę, tym więcej zombiaków się pojawia i mniejsze szanse na opanowanie tego chaosu poprzez latanie tu i tam.

Dead Island: Survivors prezentuje się bardzo dobrze pod względem graficznym. Choć zarówno lokacje, jak i przeciwnicy są bardzo powtarzalni, to i tak można powiedzieć, że studio Fishlabs odpowiedzialne za grę zrobiło kawał dobrej roboty projektując oponentów i miejscówki. Przekłada się to jednak na płynność rozgrywki i szybki zanik baterii. Po godzinie zniknie wam z telefonów kilkadziesiąt procent naładowania akumulatora. Dużo bardziej irytujące jest jednak to, że produkcja zalicza (przynajmniej na iPhonie 6) okrutne spadki liczby klatek na sekundę.

Dead Island: Surviviors nie stanowi nawet zapchajdziury przed wydaniem Dead Island 2. Jest to luźna produkcja, którą warto pobrać, by pobawić się nią przez kilka pierwszych godzin, kiedy twórcy jeszcze głaszczą nas po rączkach i dają fory, byśmy mogli wciągnąć się w rozgrywkę. Później jednak zombiaki chcą sięgać nie tylko po nasz mózg, ale również po portfel.

Dead Island: Survivors

  • sporo misji
  • elementy tower defense
  • oprawa graficzna
  • elementy RPG
  • marna płynność rozgrywki
Biedna zapchajdziura. 5.5
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
Hyperide VR - recenzja - oda do białej gorączki
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Totalna rozwałka - recenzja gry Just Cause 4
najnowsze