InformacjeRecenzja - konsole

Lumines Remastered - recenzja - powrót króla

... Katarzyna Dąbkowska

Stawianie klocków w rytmie techno bawi tak samo jak kilkanaście lat temu.

Jest rok 2008. Uczę się pilnie, żeby nie oblać semestru na studiach, kiedy znajomy podaje mi swoje PSP i mówi - „Powinno ci się spodobać”. To był jego największy błąd w życiu, bo swojego sprzętu więcej już nie zobaczył i długo też przeżywał, że jego półmilionowy rekord został pobity. Tak zaczęła się nasza przyjaźń z Lumines: Puzzle Fusion. Dzięki nowej, zremasterowanej wersji mogę ponownie powiedzieć, że tak samo tę grę kocham, jak jej nienawidzę.

Lumines Remastered nie wprowadza wielu zmian do wersji, którą dobrze pamiętamy z PlayStation Portable. Owszem, pojawia się tu nowa, ulepszona oprawa graficzna. Widać, że twórcy podciągnęli trochę tu, trochę tam, ale za zasady rozgrywki się nie wzięli. I bardzo dobrze, bo produkcja opiera się na genialnych, świetnie ze sobą współgrających założeniach – układamy dziwnego tetrisa w rytmie fenomenalnej muzyki.

Mechanika rozgrywki jest do bólu prosta. Z góry wylatują składające się z czterech elementów klocki, które musimy ustawiać tak, by tworzyły jednokolorowe kwadraty. Kwadraty te mogą łączyć się ze sobą tworząc kolejne sekwencje. Od lewej do prawej strony krąży prosta linia zbierająca wszystkie stworzone przez nas połączone konstrukcje, pozostawiając za sobą tylko te, których połączyć się nam nie udało. Im więcej takich kwadratów zniknie z planszy, tym większy nasz mnożnik zdobywanych punktów w następnej „przejażdżce” linii. Otrzymujemy, jak było w starej, dobrej wersji, dodatkowe punkty między innymi za wyeliminowanie jednego koloru z planszy lub usunięcie całkowicie wszystkich klocków.

Pojawiają się również pewne schody w postaci stale zmieniających się plansz w trakcie jednego posiedzenia. Same zasady pozostają bez zmian, jednak w ramach zmieniających się utworów w grze zmienia się również oprawa graficzna, wprowadzając zupełnie inne tło, świeże kolory klocków oraz nieco inne utrudnienia. A to klocki lecą szybciej, a to linia porusza się wolniej, a to nagle łączą się ze sobą te dwie części. Wszystkie elementy lawirują, zmieniają się, żyją własnym życiem, jednocześnie idealnie do siebie pasują.

Lumines Remastered oferuje kilka trybów rozgrywki. Odnajdzie się w nich każdy, kto chociażby raz trzymał w rękach odpalonego Luminesa na PSP. Mamy zatem standardowy tryb Challenge dla pojedynczego gracza. Pojawia się również opcja gry między dwoma graczami czy też ze sztuczną inteligencją. Tutaj przegrywa ten, który będzie w trakcie rozgrywki układał mniej sekwencji. Linia podziału planszy będzie stopniowo zmniejszać się u przegrywającego, aż ten się „skuje” i klocki dotkną „sufitu”. Gra z komputerem jest ok, chociaż już po kilku planszach zaczynamy odczuwać swoje braki w szybkim poruszaniu palcami i logicznym myśleniu. Stanowczo lepsza jest gra człowiek vs. człowiek. W wersji na Nintendo Switch gra się naprawdę przyjemnie, a przy okazji można osłuchać się od znajomego na kanapie jakim to jest się osłem.

Kolejnym trybem jest rozgrywka na czas. Tutaj chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, co dokładnie to oznacza – po prostu wykręcamy jak najwyższe wyniki w określonym przez grę czasie. Tryb Puzzle jest chyba najtrudniejszym ze wszystkich, jakie są tu dostępne. Gracz musi wykazać się sporymi umiejętnościami w logicznym dobieraniu klocków, aby stworzyć wybrane przez grę obrazki – a to prosty krzyżyk, a to lamę. Tryb misji wymaga od użytkownika wykonania określonego zadania w podanym czasie, natomiast tryb Skin Edit pozwala na ustawienie sekwencji skórek, czyli określonych motywów kolorystycznych dla klocków wraz z ustalonym motywem muzycznym. Możemy zatem wybrać skórki w określonej kolejności i grać aż skończą się wszystkie utwory lub grać aż wyładuje się nam bateria albo mama zawoła nas na obiad. Tak po prawdzie wszystkie te tryby są ciekawe i wciągające, ale stanowią jedynie dodatek do tego naszego głównego trybu Challenge, dzięki któremu zbieramy najwięcej punktów. Później chwalimy się swoimi wynikami przed znajomkami i pokazujemy im, jakimi są lamusami.

Twórcy nie zdecydowali się na wiele ulepszeń. Można tutaj zobaczyć nieco świeższą oprawę graficzną, jednak ogólny zarys wcale się nie zmienił. Odnajdą się w nim zatem wszyscy gracze, którzy już kiedyś klepali paluchami w PSP, jak i ci, którzy tej gry nigdy nie poznali. Jeśli mam się jednak do czegoś przyczepić to zdecydowanie będą to wibracje w Nintendo Switch. Podczas gry Joy-Cony delikatnie wibrują w rytm muzyki i to jest całkiem przyjemne i fajne, a do tego nie przeszkadza w rozgrywce. Ot, taki naprawdę miły dodatek do rozgrywki. Problem w tym, że im więcej wykręcamy mnożników punktacji, tym wibracje stają się intensywniejsze. Kiedy słuchamy cicho muzyki zdarza się tak, że dźwięki dochodzące z silniczków Joy-Conów będą intensywniejsze niż ścieżka dźwiękowa. Innymi słowy – gra staje się w tym momencie praktycznie niegrywalna bez słuchawek.

Lumines: Puzzle Fusion otrzymało świetny remaster, który wciągnie niejednego gracza na długie godziny. Choć studio portujące nie dodało zbyt wiele nowości, to pokazuje to tylko, że nawet po czternastu latach dzieło Tetsuyi Mizuguchiego wciąż się broni jako jeden z najwybitniejszych przedstawicieli logicznych gier zręcznościowych.

Lumines Remastered (Switch)

  • świetna, wciągająca rozgrywka
  • wiele trybów rozgrywki
  • muzyka
  • wibracje w Joy-Conach miejscami zbyt intensywne, co wymaga gry na słuchawkach

Świetny remaster klockowego króla.

Najnowsze
Lubisz nas?