InformacjeRecenzja - konsole

Bez futra, ale na wynos - recenzja Crash Bandicoot N.Sane Trilogy [Switch]

... Jakub Zagalski

Kolejny miesiąc, kolejna platformówka na Nintendo Switch. Tym razem długo wyczekiwany port z PS4, który utracił odrobinę blasku względem oryginału.

Rok po premierze na PlayStation 4 Crash Bandicoot N.Sane Trilogy utraciło swoją czasową wyłączność i nareszcie cieszy posiadaczy innych platform. Kolekcja jest już dostępna na PC, Xbox One i Ninendo Switch.

Rok temu miałem przyjemność (całkiem dużą, taką 9/10) ogrywać oryginał na PlayStation 4, więc kiedy nadarzyła się okazja sprawdzenia klasycznych przygód Crasha w wersji przenośnej na Nintendo Switch, nie trzeba mnie było długo namawiać. Dla niezorientowanych lub zapominalskich kilka słów wyjaśnienia: Crash Bandicoot N.Sane Trilogy to kolekcja trzech pierwszych przygód tytułowego bohatera, które ukazały się 22-20 lat temu na PlayStation. Za remake, bo nie można tego nazwać remasterem, odpowiadało studio Vicarious Visions – twórcy kilku crashowych platformówek na Game Boy Advance czy Crash Nitro Kart, którzy przy tworzeniu odnowionej trylogii nie dysponowali kodem źródłowym oryginału i przydatnymi materiałami referencyjnymi (tutaj opis sprawy dla ciekawskich). Musieli więc włożyć mnóstwo pracy w uchwycenie ducha gier Naughty Dog, z jednoczesnym zachowaniem kluczowych elementów, a wszystko to obudować współczesną oprawą. Z pewnością nie było łatwo, ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania.

Tak pisałem rok temu i bardzo podobne odczucia mam teraz ze Switchem w dłoni. Podobne, bo choć zawartość jest ta sama co na mocniejszej konsoli Sony, to jednak różnica na niekorzyść Nintendo jest odczuwalna.

Za przystosowanie gry do warunków panujących na Nintendo Switch odpowiada Toys for Bob. Studio znane z serii Skylanders, które nota bene kończy prace nad Spyro Reignited Trilogy. W przypadku trylogii Crasha było do przewidzenia, że Switch nie osiągnie poziomu grafiki PS4 - grając na telewizorze widać wyraźnie, że rozdzielczość odstaje od standardu 1080p, z którym miałem do czynienia rok temu. Gorzej wypada oświetlenie i niektóre tekstury, można się też przyczepić do anti-aliasingu. Największą różnicę widać jednak w samej postaci Crasha, jego siostry Coco (znowu jest grywalna w każdym "pieszym" poziomie), Polarze itd., którzy na PlayStation 4 mogli się pochwalić pięknym, widocznym futrem. Na Switchu efekt "puszystości" praktycznie przestał istnieć i zamiast tego mamy modele obłożone teksturami imitującymi futerko.

Jeżeli ktoś grał na konsoli Sony, to z bliska, szczególnie na dużym ekranie, nie wygląda to dobrze. Trzeba jednak pamiętać o podstawowej zalecie Switcha, która niweluje takie niedogodności – w trybie przenośnym na małym ekranie nie rzuca się to w oczy, podobnie jak niższa rozdzielczość i inne drobiazgi utracone w fazie przenoszenia gry na słabszy sprzęt. Grunt, że całość śmiga płynnie zarówno po podpięciu do telewizora jak i "na wynos", utrzymując stałe 30 fps-ów (na PS4 Pro było tak samo). Tylko pececiarze mogą pokombinować i zwiększyć do 60 fps-ów, choć sam nie uważam tego za konieczność.

Crash Bandicoot N.Sane Trilogy na Switchu jest więc klasycznym przykładem gry tracącej część blasku po przeniesieniu z mocniejszego sprzętu. Ale tak jak kilka miesięcy udowodnił Doom (tutaj moja recenzja), w przypadku hybrydowej konsoli Nintendo liczba pikseli i klatek animacji na sekundę nie jest najważniejsza, gdy pojawia się opcja grania w pociągu, poczekalni czy gdzie tam sobie wymarzymy. Jeżeli czekaliście na trylogię Crasha jako posiadacze Switcha, to nie zwracajcie uwagi na wymienione przeze mnie niedoróbki czy uproszczenia graficzne. One mają znaczenie dla użytkowników różnych platform, chcących wybrać najlepszą wersję dla siebie.

Decydując się na wersję na Switcha nie tracicie nic z zawartości ani współczesnych mechanizmów opracowanych przez Vicarious Visions. Są więc wszystkie podstawowe etapy znane z PlayStation plus dwa dodatkowe, które na PS4 ukazały się w formie darmowego DLC. Jest nowożytny system zapisywania stanu gry, grywalna Coco, time trail we wszystkich trzech grach i sterowanie przystosowane do gałki analogowej (kiedyś grało się tylko na d-padzie). Trzeba oczywiście pamiętać o ponad 20-letnim rodowodzie tych gier, które pod pewnymi względami odstają od współczesnych platformówek. Jako klasyce gatunku należy się jednak ogromny szacunek i ośmielę się napisać, że Crash Bandicoot N.Sane Trilogy to bardzo dobra alternatywa dla świetnych zręcznościówek z maskotkami Nintendo, których na Switchu jest już całkiem sporo.

Crash Bandicoot N. Sane Trilogy (Switch)

  • Dwie genialne gry i jedna słabsza w przystępnej cenie
  • świetnie się sprawdza na małym ekranie
  • remake pełną gębą
  • Nie tak ładna i szczegółowa jak na PS4
  • archaizmy 20-letnich gier

Kolejny świetny towarzysz podróży

Najnowsze
Lubisz nas?