InformacjeRecenzja - PC

Rozwałka aż miło! Wreckfest - recenzja następcy FlatOuta

... Paweł Pochowski

Oldschoolowe podejście do rozgrywki podane w nowoczesnej oprawie - w przypadku Wreckfest taki okazał się sposób na sukces.

Wczesny dostęp na Steamie działa czasem niczym czarna dziura - zasysa pewne produkcje i za nic we wszechświecie nie chce ich wypuścić. Tak właśnie stało się z Wreckfest. Gra zadebiutowała w ramach Early Access cztery lata temu i przepadła, choć trzeba twórcom oddać, że nie mieli łatwo od samego początku. Produkcja gry zaczęła się od nieudanej kampanii na Kickstarterze, a po drodze zmieniła się chociażby nazwa produktu - tak oto Next Car Game stało się Wreckfestem i szczerze powiedziawszy nowy termin zdecydowanie lepiej oddaje charakter rozgrywki. Wreckfest zdecydowanie nie jest "kolejną grą samochodową", natomiast nie mam wątpliwości, że to i owszem prawdziwe święto. Święto rozwałki, zniszczeń, demolki i głuchego trzasku gniecionych blach.

Nic jednak dziwnego. Mamy do czynienia z duchowym następcą kultowego niegdyś FlatOuta. To właśnie studio Bugbear Entertainment stworzyło bowiem tę markę i odpowiada za jej trzy pierwsze i najlepsze zarazem części. Podczas, gdy kolejne FlatOuty okazują się być coraz słabsze, Bugbear Entertainment przygotowało grę opartą na znanych i solidnych fundamentach, tyle że sprzedawanych pod nową nazwą i w atrakcyjniejszym opakowaniu. Kto grał w pierwszego FlatOuta ten wie, co to oznacza. I zdradzę, że już może zacierać ręce.

Wreckfest to nic innego, jak wyścigi w stylu destruction derby, w których bez pardonu realizujemy wszystkie dzikie fantazje o wciśnięciu gazu do dechy i przywaleniu z pełnej petardy w jadącego tuż przed maską przeciwnika. Dlaczego? Dlatego, że wolno. Albo dlatego, że po prostu macie na to ochotę. A wreszcie także i dlatego, że w tej grze po prostu sprawia to czystą frajdę. W konkurencyjnych produkcjach takie zachowanie jest napiętnowane i nawet, gdy to inny graczy uderza w prowadzony przez nas pojazd, generalnie oddać trochę głupio. Dzięki zaawansowanej fizyce, przypierniczenie we wrogów we Wreckfest owocuje festiwalem zniszczeń.

Auta ulegają głębokiej deformacji. Gnie się rama, gną się słupki, odpadają drzwi i maski, często w połowie wyścigu prowadzimy przedziwne metalowe monstrum zamiast auta, ale wszystko odbywa się z bananem na twarzy. Dodatkowo podczas interakcji z autem poddają elementy otoczenia, takie jak drewniane płoty, znaki, ogrodzenia czy bariery z opon. Wszystko wylatuje w powietrze rozpadając się na dziesiątki małych kawałków i opada na tor w bardzo efektowny sposób.

Rozgrywka dla pojedynczego gracza prowadzona jest w formie kariery skoncentrowanej na rywalizowaniu w ramach lig wyścigowych. Na każdym poziomie mamy do pokonania szereg zróżnicowanych imprez oraz zawodów. Niektóre z nich to klasyczne wyścigi, inne to rywalizacja na arenie o to, kto jako ostatni utrzyma się na kołach, ale będziecie mieli szansę zasmakować także rywalizacji za kółkiem szalonych kosiarek. Generalnie jest to mix wyścigów oraz pojedynków w formie deathmatchu. Cześć imprez organizowana jest z myślą o konkretnych pojazdach, za zdobywane pieniądze powiększamy więc nieustannie swój garaż.

Łącznie do dyspozycji graczy oddano plus minus 30 pojazdów. Auta nie są oczywiście licencjonowane, bo nikt z producentów nie zgodziłby się na udział swojego pojazdu w tej metalowej rzeźni, ale fani nie będą mieli problemu z rozpoznaniem kogo udają poszczególne modele. Dość powiedzieć, że są one bardzo podobne do oryginałów. Cieszy szeroki przekrój samochodów. Od amerykańskich klasyków, kombi i terenówek, przez azjatyckie sportówki i europejskie kompakty. Wszystkie zdezelowane, poobijane już na starcie i wszystkie mające koło 20 lat na karku, można więc powiedzieć, że bierzemy udział w wyścigu wraków dla youngtimerów.

Każde z aut można i trzeba tuningować. W zamian za dobrą postawę w wyścigach dostajemy hajs i części. Pieniądze są przydatne albo do zakupu nowych, albo do ulepszania posiadanych aut. Wymieniamy kilkanaście podzespołów, głównie w silniku - od jego bloku i tłoków, przez alternator i chłodnicę, aż po rozrząd, zawieszenie oraz układ wydechowy. Tuning nie ominął także części wizualnych, toteż wymieniać można zderzaki, błotniki, grille czy koła. Wzmacniać można także klatki bezpieczeństwa, a wszystkie te operacje oczywiście mają wpływ na statystyki oraz indeks wydajności. Słowem, jest czym się bawić.

Wiemy już czym i jak, pytanie jeszcze "gdzie" przychodzi nam się ścigać? Na potrzeby Wreckfest twórcy opracowali 22 tory o zróżnicowanych nawierzchniach. Od asfaltu, przez twardy szuter aż po wciągające piaski - gdziekolwiek nie wjedziemy, odczuwalnie zmienia się przyczepność i właściwości jezdne samochodu, na co trzeba brać poprawkę szczególnie, że tory są raczej krótkie i szybkie. Sporo w nich ciasnych zakrętów, górek i zjazdów, a wszystkie z nich w tłoku bywają bardzo problematyczne. Gdyby tego było mało, specjalnością Wreckfest są obiekty w kształcie ósemek, w których centralnym punkcie odbywa się prawdziwa apokalipsa.

Ale w przypadku Wreckfest znamienny jest jeszcze jeden element zabawy. Zaawansowany silnik fizyczny przekłada się bowiem na bardzo przyjemny i satysfakcjonujący model prowadzenia samochodów. Doskonale czuć ich moc i zróżnicowaną budowę - tylnonapędowe muscle przyjemnie rzucają tyłem w ostrzejszych zakrętach, podczas, gdy auta przednionapędowe nadrabiają w szybkich sekcjach. Całość jest zręcznościowa, ale z realistycznym zacięciem. Co więcej, można zdecydować się na zabawę z "hardkorowym" trybem prowadzenia auta, co sprawia, że są one jeszcze trudniejsze w prowadzeniu. W takim momencie i z wysokim poziomem trudności Wreckfest stawia przed graczem całkiem wysoko zawieszoną poprzeczkę z wyzwaniem do pokonania. Mimo, że przyjemnie i opłacalnie jest wjeżdżać w przeciwników, jeden prosty błąd pozbawia szansy na zwycięstwo, a nie ma tutaj miejsca na cofanie czasu.

Emocjonujące pojedynki zdarzają się nawet ze sztuczną inteligencją, która potrafi się odgryźć, jak i zaatakować samodzielnie czasem brutalnie przerywając sen o zwycięstwie. Dodatkowo przeciwnicy są całkiem szybcy, co sprawia, że rywalizacja z nimi wymaga dobrego opanowania toru od technicznej strony. Ale prawdziwa wojna odbywa się dopiero w trybie multi. Na niektórych serwerach odbywa się wolna amerykanka. Nie zdziwcie się, jeśli napotkacie rywali w kombajnach umyślnie jadących pod prąd i zbierających swoje śmiertelne żniwo. Tam zmagania są rywalizacją o życie praktycznie od startu do mety. Gdzie indziej wymagana jest bardziej kulturalna jazda i używanie *przeklętych* hamulców, ale nadal wyścigi cechują się nieustanną przepychanką i boksowaniem pomiędzy uczestnikami. Niezależnie jednak od tego, na którym z nich się znajdziecie, rywalizacja jest zaciekła, a jej zarówno sportowy jak i niesportowy poziom drastycznie wzrasta w porównaniu do singla.

Nie wiem czy twórcy Wreckfest mają jakiś plan na dalszy rozwój gry, ale w mojej opinii muszą zrobić wiele, by utrzymać przy grze społeczność, a nawet ją aktywnie rozbudowywać. Gra musi mieć zapewnionych chętnych graczy na pojedynki w sieci przez długie lata, co bez dodatkowych zawartości i dalszego rozbudowywania tytułu może być utrudnione. Dobrze, że w ręce graczy oddano warsztat, w którym powstają fantastyczne modyfikacje. Jeżeli tylko interesuje Was podniesienie poziomu realizmu zabawy, przerobienie jej na typowy rallycross czy dodanie nowych trybów rozgrywki, to wiedzcie, że gra jest już na to przygotowana przez społeczność. O licznych nowych malowaniach czy samochodach nie będę wspominał, bo to chyba jasność.

Ale warty wspomnienia jest z całą pewnością mod dodający do zabawy fizykę rag-doll dla kierowcy auta. Latające jak pacynka ciało było główną atrakcją w pierwszych FlatOut. Przy zderzeniu z przeszkodami terenowymi pięknym susem wypadaliśmy przez przednią szybę wywijając w powietrzu dodatkowo kilka fikołków. Mało tego. FlatOut miał specjalne minigry polegające m.in. na rzuceniu wirtualnym ludzikiem najdalej lub najcelniej. We Wreckfest tego nie uświadczymy, ale dobrze, że przynajmniej część funkcji powraca dzięki modom.

Pozytywnie oceniam także stronę techniczną Wreckfest. Samochody bardzo fajnie brzmią i aż przyjemnie żyłować silnik słysząc, jak rzucają się do galopu mechaniczne konie. Poziom warczenia, gardłowego charczenia i bulgotania został pieczołowicie dopracowany. Pozostając przy stronie audio nie sposób nie docenić pasującego do zabawy głównie rockowego soundtracku. Ciężkie brzmienie świetnie sprawdza się do kraks i wypadków, nic więc dziwnego, że muzyka fajnie scala się z rozgrywką. Wizualnie jest ok. Filmiki i screeny kilka lat temu robiły większe wrażenie, ale upływający czas jest bezlitosny, a dodatkowo gra doczekała się małego downgrade'u w celu zapewnienia lepszej optymalizacji, jednak z tą nadal jest średnio. Przygotujcie się na okazjonalne spadki liczby klatek poniżej 30. Poza tym, modele samochodów przede wszystkim rozpadają się jak trzeba, fajnie wypadają także tereny dookoła toru i efekty specjalne.

Wreckfest to bardzo miłe zaskoczenie i kawał porządnych, zręcznościowych wyścigów dających mnóstwo frajdy, bo opartych na sprawiedliwych oraz solidnych fundamentach - fizyce, zniszczeniach i modelu sterowania. W takim wydaniu zabawa broni się sama, bez wymyślnych trybów czy unowocześnień w stylu Onrush. Przyjemna klasyka w nowoczesnym wydaniu, która trafiła do nas po długiej i boleśniej fazie early access, udowadniając, że Bugbear nadal wie jak zrobić dobre destruction derby w stylu FlatOut. Dodatkowo całość dopełnia dobra strona audio, zacięta rywalizacja w multi, sporo wyścigów w karierze, niegłupie SI, liczne modyfikacje - czego chcieć więcej? Jeżeli szukacie zręcznościowych wyścigów na wakacje i z nowości wahacie się między Onrush i Wreckfest, w ciemno bierzcie ten drugi tytuł. Jeżeli koniecznie chcecie grać na konsoli, poczekajcie na niego kilka miesięcy, bo warto!

PCWreckfest

  • frajda z rozgrywki
  • fizyka
  • model zniszczeń
  • przyjemny model sterowania
  • zróżnicowane pojazdy
  • fajne, krótkie trasy
  • wciąga
  • szczególnie w multi
  • audiowideo
  • czasem animacja zwalnia
  • przez ten czas jednak oprawa wizualna trochę się popsuła
  • szkoda, że rag-dolla nie ma w podstawie i trzeba go dogrywać modem

Miła niespodzianka, która dostarczy Wam sporo frajdy, jeżeli tylko lubicie się czasem wyżyć za kierownicą. A lubicie, prawda?

Najnowsze
Lubisz nas?