Recenzja - PC

Symulator chodzenia, który może wzbudzić kontrowersje - recenzja Gray Dawn

Adam Berlik, 13 czerwca 2018 10:30 0

Gray Dawn to pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku. O ile będą oni w stanie przełknąć motywy religijne...

Wiele osób z pewnością nawet nie słyszało o Gray Dawn. A szkoda, bo ta pierwszoosobowa gra przygodowa rumuńskiego studia Interactive Stone nie dość, że zapowiadała się ciekawie, to w dodatku spełniła pokładane w niej nadzieje. Otrzymaliśmy naprawdę udany produkt, który intryguje od samego początku aż do wielkiego finału. Ten następuje bardzo szybko, bo po zaledwie czterech godzinach zabawy, ale tyle zdecydowanie wystarczy, by – po pierwsze – opowiedzieć ciekawą historię i – po drugie – nie znużyć gracza rozgrywką.

Akcja Gray Dawn toczy się w 1920 roku na terenie pewnej angielskiej wioski. Głównym bohaterem produkcji jest ojciec Abraham. Ksiądz jest bardzo ciekawą postacią. Nie dość, że odprawiał egzorcyzmy, to w dodatku został oskarżony o zabójstwo kilkorga dzieciaków. Mało tego, duchowny zakochał się w prostytutce. W wyniku tych zdarzeń najwidoczniej oszalał, bo co rusz ma jakieś wizje, a w pewnym momencie trafia również do czyśćca bądź piekła. O co tak w tym wszystkim chodzi i jak było naprawdę? Odpowiedzi na te pytania uzyskamy w toku rozgrywki (niektóre wydarzenia można interpretować na wiele sposobów), a najważniejsza kwestia zostanie wyjaśniona tuż przed ujrzeniem napisu „the end”.

Dzięki Gray Dawn możemy – choćby częściowo – poznać rumuńską kulturę i tamtejsze obrzędy. Osoby głęboko wierzące będą czuły się w pewien sposób dotknięte tym, co można zobaczyć w recenzowanym tytule. Choć gra podejmuje rozmaite wątki religijne, nie jest jednak adresowana do tych, którzy na widok zakrwawionego krzyża mają ciarki na całym ciele. Zwłaszcza, że to nie wszystko, co nas czeka. Podczas rozgrywki trzeba bowiem płynąć łodzią. Nie jest to jednak zwykła łódź, ale… trumna, a zamiast wioseł, są krzyże. Poza tym bohater odwiedza coś na wzór piekła, gdzie brodzi we krwi. Nie trzeba więc nikogo przekonywać, że kiedy o Gray Dawn zrobi się głośniej, być może gra Interactive Stone zasłynie ze względu nie na wysoką jakość wykonania, ale kontrowersje.

Gray Dawn zasługuje na ogromną pochwałę na rozmaitych płaszczyznach. Przed szereg wysuwają się naprawdę klimatyczne lokacje wypełnione ikonami, krzyżami i symbolami. Już w pierwszym, zamkniętym obszarze będącym czymś w rodzaju plebanii, możemy docenić kunszt projektantów z rumuńskiego studia, którym udało się stworzyć niesamowitą atmosferę. Chwilę później, kiedy wyjdziemy na zewnątrz, również zrobimy wielkie „wow”, widząc niesamowicie dopracowany, choć w istocie bardzo malutki obszar. Narzekać można jednak na recykling. Podczas całej gry, której ukończenie – jak już wspomniałem – zajmuje raptem cztery godziny, wielokrotnie powracamy do tych samych miejsc. Ma to oczywiście swoje uzasadnienie w fabule, ale mimo wszystko można było to rozwiązać nieco inaczej.

Wybrane lokacje w Gray Dawn są dostępne w dwóch wersjach. Za sprawą tajemniczej pozytywki nasz bohater zmienia pory roku (z letniej na zimową i odwrotnie), co jest niezbędne do rozwiązania niektórych zagadek. Jedne przejścia są otwarte przy słonecznej pogodzie, inne natomiast zamknięte, kiedy drzewa pokrył biały puch. Skoro już o łamigłówkach mowa, to warto zaznaczyć, że nie należą one do skomplikowanych. Wprost przeciwnie – poradzą sobie z nimi nawet gracze, którzy na co dzień nie mają do czynienia z grami wideo. Dlatego też w tytule opisałem Gray Dawn jako symulator chodzenia. Jest w tym sporo prawdy, bo Interactive Stone postawiło ogromny nacisk na historię, a nie skomplikowaną rozgrywkę.

O tym, że w Gray Dawn pierwsze skrzypce gra fabuła, a nie gameplay, świadczy również sposób podejścia twórców do rozwiązywania zagadek. Podczas rozgrywki zbieramy przedmioty, które trafiają do naszego inwentarza. Nie możemy ich jednak w żaden sposób przeglądać, bo o tym, co mamy w ekwipunku, dowiadujemy się jedynie za sprawą ikon widocznych w prawym dolnym rogu ekranu. I jeśli na przykład dysponujemy kluczem, a obok znajdują się drzwi, to pojawi się na nich specjalna łapka, sugerująca że możemy w tym miejscu wykonać interakcję. Gdybyśmy posiadali kielich, zamiast łapki byłby znak zapytania. Oznacza to, że nie możemy używać wszystkiego na wszystkim, dochodząc do rozwiązania łamigłówki metodą prób i błędów. Gra pozwala nam użyć przedmiotu tylko w miejscu do tego przeznaczonym i nigdzie indziej.

W parze z fenomenalnie zaprojektowanymi lokacjami idzie świetna oprawa wizualna. Gray Dawn zachwyca krajobrazami, ale niekiedy potrafi wręcz obrzydzić gracza widokiem dziwnych stworzeń czy też wszechobecnej krwi. Do tego wszystkiego dochodzi nastrojowa ścieżka dźwiękowa, która również ma ogromny wpływ na specyficzny klimat dzieła niezależnego studia Interactive Stone. Atmosferę burzy jednak kiepski voice-acting. Osoby użyczające swoich głosów postaciom po prostu czytają swoje kwestie zamiast je w jakikolwiek sposób odgrywać (trochę jak na szkolnym przedstawieniu). Próżno szukać w ich wypowiedziach emocji, a szkoda, bo jest tu sporo miejsc, w których wręcz należało pokrzyczeć czy też popłakać.

Gray Dawn nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mimo to jest produkcja, której warto dać szansę. Zagadki są proste, ale różnorodne i ciekawie zaprojektowane, historia wciąga od samego początku, a grafika potrafi zachwycić. Jeśli jednak liczycie na przygodówkę z prawdziwego zdarzenia, to poczujecie się rozczarowani, bo gra nie oferuje żadnego wyzwania. Musicie również pamiętać, że autorzy – kolokwialnie rzecz ujmując – w wielu miejscach jadą po bandzie, co także może wpłynąć na negatywny odbiór produkcji wśród osób wierzących.

Gray Dawn PC

  • intrygujące założenia fabularne i dobrze poprowadzona historia
  • motywy religijne ukazane w ciekawy sposób
  • zróżnicowane łamigłówki
  • świetna oprawa audiowizualna
  • w zasadzie przechodzi się sama
  • kiepski voice-acting
  • można było uniknąć recyklingu lokacji
  • momentami na granicy dobrego smaku
Przygoda, która zapada w pamięć 7.5
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Totalna rozwałka - recenzja gry Just Cause 4
Co cię nie zabije, to cię wzmocni - recenzja Kenshi
najnowsze