Felieton

Terror to świetny serial, który mrozi do kości

Kamil Ostrowski, 12 czerwca 2018 18:00 0

Patrzę na was… Głodnych… Przerażonych… Skulonych na dwóch statkach, które utknęły gdzieś w Arktyce…

Nie bez powodu pod Terrorem podpisał się Ridley Scott. I chociaż nie wyreżyserował żadnego odcinka, tak ciężko się dziwić, że serial wiąże się z jego nazwiskiem. Już pal licho względy marketingowe – ducha Scotta w najlepszym wydaniu czuć tutaj niemalże z każdego kadru. Jest ciężko, klaustrofobicznie, duszno i mroźnie.

Połowa XIX wieku to okres niekwestionowanej dominacji Imperium Brytyjskiego na świecie. Gigantyczny zasób kolonijnych dóbr spływa szerokim strumieniem ku wyspiarskiemu państewku, a relatywny dobrobyt i nadmiar środków jest inwestowany m.in. w dalsze podboje i wyprawy odkrywcze. Dwa statki, HMS Erebus i HMS Terror zostają więc wysłane na północ Kanady, aby odnaleźć przejście pozwalające na opłynięcie Ameryki Północnej od strony bieguna. Zadanie to niełatwe, ale wedle mniemania ówczesnych kartografów możliwe do wykonania. Trzeba tylko pokonać mroźną temperaturę, zamarzający ocean, choroby (w tym szkorbut), samotność i ewentualne niezadowolenie załogi. Tego zadania podejmują się John Franklin i Francis Crozier, jako dowódcy dwóch jednostek, pod generalnym przywództwem tego pierwszego.

Nie zdradzę chyba wiele, jeżeli napiszę, że w pewnym momencie sytuacja wymyka się nieco spod kontroli. Błąd goni błąd, niesprzyjające okoliczności nie dają się naprawić łutem szczęścia, wobec czego ekspedycja na dłuższy czas utknęła w solidnej zmarzlinie. Arogancja dowództwa pieczętuje los marynarzy, którzy z każdym mijającym tygodniem coraz wyraźniej zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.

Terror jest duszny i przykry. Stanowi świadectwo ludzkiego ducha, zarówno jego jasnej, jak i ciemnej strony. Zdecydowaną siłą serialu jest prawdziwy przekrój charakterów. Nawet drugoplanowym postaciom nadaje się nierzadko sporo głębi. Stąd arogancki przywódca staje się skromny w obliczu swojej klęski, ikona w której wszyscy (łącznie z widzem) pokładają nadzieję, stacza się w otchłań alkoholizmu, a sympatyczny dowcipniś staje się okrutnym buntownikiem i szaleńcem. W tym miejscu należy wspomnieć o absolutnie genialnym aktorstwie, na miarę ról życia. Jared Harris jako Francis Crozier to postać niebywale magnetyczna i prawdopodobnie szczyt osiągnieć angielskiego aktora. Ciarán Hinds jako John Franklin trzyma niesamowicie wysoki poziom, odstając od wcześniej wspomnianego Harrisa o krok. Bardzo dobry jest Tobias Menzies jako James Fitzjames, zastępca Franklina. Nawet mając do zagrania role pozostawiające relatywnie mało szerokie pole do popisu, brylować potrafią Paul Ready i Adam Nagaitis jako Henry Goodsir i Cornelius Hickey. Niesamowity jest też fakt, że nawet statyści czy aktorzy mający do zagrania ledwie epizody potrafią w Terrorze naprawdę błyszczeć.

Pod wieloma względami Terror przywodzi na myśl Obcego – 8 pasażera „Nostromo” . Oczywiście brakuje tutaj krzepkiego aliena, aczkolwiek jego miejsce zajmuje równie drapieżny… element krajobrazu. Podobnie jednak jak w przypadku obrazu będącego klasyką science-fiction, tak tutaj również można doszukiwać się prostej metafory, która w rzeczywistości mówi o ciemnej stronie ludzkiej duszy. Serial nie zmieniłby zasadniczo wyrazu, gdyby w miejsce grasującego w ciemności/śnieżycy Zła (wszelkie prawa zastrzeżone), podstawić w jego miejsce odrobinę więcej szaleństwa i brzydkich ludzkich uczynków, sprowokowanych przez desperację i szaleństwo.

Serial powstał na podstawie książki Dana Simmonsa z 2007 roku (twórcy serii Hyperion, zaliczanej do współczesnego kanonu klasyki science-fiction). Większość krytyków śmiało twierdzi, że jest nawet lepsza od serialu, nawet jeżeli przytłacza kalibrem (692 strony w polskojęzycznym wydaniu).

Terror mrozi ciało i duszę. Nie pozostawia suchej nitki na ludzkim duchu i nawet gdy pozostawia widza z resztą wiary w człowieka, to ciężko nie mieć wrażenia, że jest to akt czystej łaski, niemalże z litości nad zmaltretowanym duchem. Serial nie schlebia widzowi, nie próbuje się przypodobać. Powstał w oderwaniu od tego, co się sprzedaje, co warto produkować i jak się seriale kręci, aby wytwórnia była zadowolona. Terror jest równie mroźny, bezlitosny i nieokiełznany, jak mroźne arktyczne morze. Jeżeli tylko macie cierpliwość, nie pożałujecie tej wyprawy.

Komu spodobać się może Terror? Tym, którym w tej chwili jest za gorąco, graczom którzy zasmakowali we Frostpunku oraz oczywiście wszelkim wilkom morskim.

Jak wypada 1983, pierwszy polski serial Netflixa?
Nowe Narcos. Przeprowadzkę do Meksyku uznajemy za udaną
Siedem dni z życia dilera, czyli recenzja serialu Ślepnąc od świateł
Koniec House of Cards naznaczony wymazywaniem Underwooda
najnowsze