Felieton

Największe momenty E3, które okazały się niewypałami

Mateusz Mucharzewski, 07 czerwca 2018 10:00 2

Co roku po E3 gracze mówią, kto wygrał tegoroczną imprezę. Niektórzy jednak takie tytuły zdobywają serią mniejszych lub większych kłamstw.

Konferencje z okazji E3 to również momenty, w których gracze łapią się z zachwytu za głowy i wymieniają wszystkie znane im komplementy pod adresem jakiegoś wydawcy, który właśnie rozłożył ich na łopatki niesamowitą zapowiedzią. Widząc to zdarza mi się zastanawiać ile faktycznie wyjdzie z tych wspaniałych ogłoszeń. Jak pokazuje historia, często z głośnych prezentacji niewiele wynika. Nie chodzi nawet o downgrade, który towarzyszył wielu grom. Najbardziej pamiętnym momentem jest przecież pierwszy pokaz Killzone 2, który ostatecznie nie zachwycał tak jak na trailerze (chociaż i tak wyglądał genialnie). Takie sytuacje zdarzają się jednak częściej. Dobrym przykładem może być chociażby Wiedźmin 3.

Mi jednak zależało na pokazaniu innych, często znacznie mniej medialnych historii. Przedstawię więc nie tylko mniejsze i większe kłamstwa, ale i inne przykłady jak wielcy wydawcy potrafią robić duże wrażenie tanim kosztem, żerując na sentymentach czy naiwności graczy. Co ciekawe w takich historiach wyjątkowo często pojawia się jeden z większych wydawców, który co roku słynie ze świetnie ocenianych konferencji. Oglądając ich tegoroczne wystąpienie (oraz kilku innych firm) warto będzie mieć poniższe przykłady w pamięci. Lepiej oszczędzić sobie późniejszego rozczarowania.

Final Fantasy VII HD

W miarę świeży przykład, który zresztą może powrócić w tym roku. Zapowiedź odświeżonego Final Fantasy VII to mokry sen wielu fanów. Sony dla niektórych mogłoby na swojej konferencji pokazać tylko to, a i tak korporacja byłaby wielkim zwycięzcą E3. Zresztą spójrzcie na reakcje osób, które na żywo oglądały to wielkie ogłoszenie.

Gdzie w takim razie zawiniło Sony i Square Enix, że swój tekst zaczynam właśnie od tej gry? Otóż wszystko miało miejsce na E3 w… 2015 roku. Dokładnie trzy lata temu ogłoszono Final Fantasy VII HD. Od tego czasu w temacie nie wydarzyło się praktycznie nic. Obaj japońscy giganci mieli dość okazji do tego, aby zaprezentować grę w ruchu. Oczywiście jest wiele tytułów, które przed premierą zaliczyło sporo występów na E3. To jednak zupełnie inne historie, ponieważ co jakiś czas gracze otrzymywali nowe materiały. W przypadku Final Fantasy VII HD Sony ogłosiło grę, a potem schowało się na trzy lata. Przez ten czas fanatycy PS4 mogą jednak chwalić się takim tytułem na wyłączność.

Na tej samej konferencji Sony jeszcze raz doprowadziło do euforii graczy ogłaszając Shenmue III. W tym przypadku jest nieco inaczej, ponieważ po drodze zobaczyliśmy kilka nowych materiałów. Z drugiej strony ich poziom był śmiesznie niski, a więc w sumie efekt jest ten sam. Trzy lata temu Sony wygrało E3 dwoma grami, z których do dzisiaj fani nie mają żadnej radości.

Agent

Ponownie Sony, tym razem ogłoszenie z E3 w 2009 roku. Japoński gigant zapowiada deal najwyższego kalibru - Rockstar North, jeden z najlepszych na świecie producentów gier wideo przygotowuje tytuł wyłącznie na PS3. Jak wygląda Agent nigdy się jednak nie dowiedzieliśmy. Jedyne co znamy to logo gry. Na każdym kolejnym E3 Sony nie wspominało ani słowem o projekcie, który w 2009 roku rozpalił wyobraźnię fanów.

Co gorsza przez te 9 lat nikt nigdy nie miał odwagi powiedzieć wprost, że Agent trafił do kosza. Trudno przecież uwierzyć, że prace trwają aż tyle czasu. Nawet przedstawiciele Sony pytani w późniejszych latach o projekt nigdy nie powiedzieli, że gra nadal powstaje. Zamiast tego unikali odpowiedzi jak chociażby Shuhei Yoshida, który po pierwszym pokazie PS4 stwierdził, że coś wie, ale nie jest odpowiednią osobą do rozmawiania na ten temat.

Pod koniec 2015 roku Darren Charles Hatton, były pracownik Rockstar North wyjawił, że na przełomie 2009 i 2010 roku zespół odpowiedzialny za Agenta został przesunięty do prac nad GTA V. Zdradził również, że nie ma pewności czy gra kiedykolwiek zostanie wydana. Szkoda więc, że komuś brakuje odwagi aby wreszcie zadeklarować czy Agent powstaje, czy został skasowany.

BioShock na PS Vita

Jedna z najbardziej kuriozalnych historii. W 2012 roku Sony próbowało sprzedać światu PS Vita. Wielkim argumentem za kupnem handheldu miała być obecność tak popularnej wówczas marki jak BioShock. Na E3 w 2011 roku na scenie pojawił się więc Ken Levine i ogłosił grę. Bez daty premiery ani tytułu. Nic dziwnego, skoro będąc wówczas na scenie nie miał w zasadzie niczego, co mógłby pokazać. Wielka wiara w ten projekt, którą deklarował jakiś czas później niewiele pomogła. Znany designer ogłosił na konferencji Sony coś, co w ogóle nie istniało. Fani byli zachwyceni, przynajmniej przez jakiś czas.

Rok po ogłoszeniu projektu okazało się, że do tej pory nie zostały dopięte ostatnie szczegóły umowy między Sony, a 2K Games. Levine twierdził, że ma świetne pomysły na projekt, ale najpierw ludzie od biznesu muszą się dogadać. Jak widać nie udało im się to do dzisiaj. W omawianym powyżej przykładzie Agenta mówiliśmy przynajmniej o grze, która chociaż przez jakiś czas znajdowała się w produkcji. BioShock na PS Vita nigdy jednak nie powstawał, co nie przeszkodziło Sony w chwaleniu się nim. Ile osób kupiło handheld z myślą o właśnie tym tytule? Kilku na pewno się znalazło. Oczywiście do dzisiaj nikt oficjalnie nie ogłosił skasowania projektu. Zabrakło odwagi i honoru, których przecież nie powinno brakować w japońskiej korporacji.

Milo i Project Natal

Zostawmy już Sony, chociaż firma ta dostarczyła na tyle dużo materiału, że taki artykuł mógłby być poświęcony tylko im. Sprawdźmy może co przeskrobał ich główny rywal, Microsoft. W czasach kiedy Kinect nazywał się jeszcze Project Natal, a więc w 2009 roku, gigant z Redmond próbował nam sprzedać swoją technologię jako niemalże sprzęt z zupełnie innej epoki. Jednym z dowodów na niezwykłą moc sensora miał być projekt Milo. Pomijając dosyć niepokojący pomysł stworzenia wirtualnego chłopca, z którym można wejść w bardzo zaawansowane interakcje, mocno rzuca się w oczy fakt, że oprócz prezentacji na E3 o grze niewiele się mówiło. Pojawiła się na konferencji, potem temat ucichł i po jakimś czasie oficjalnie trafił do kosza.

Nie ma oczywiście niczego nadzwyczajnego w tym, że gry zostają skasowane. Zdarza się to nawet z projektami, które zdążyły zostać ogłoszone i wydawało się, że na 100% trafią do sklepów. Milo to jednak przykład specyficzny, ponieważ jego celem było przede wszystkim pokazanie możliwości Kinecta. Oglądając wideo promocyjne mieliśmy odnieść wrażenie, że z tym sensorem możliwa jest niespotykana do tej pory interakcja z wirtualnym światem. Takie rzeczy nie są dostępne nawet dzisiaj, 9 lat po pamiętnej prezentacji na E3. Najważniejsze jednak, że sam Kinect okazał się urządzeniem, które nie miało nawet połowy możliwości pokazanych na tym filmiku. Na całe szczęście piękna wizja Microsoftu już wtedy wydawała się przekoloryzowana, a więc nie każdy dał się nabrać na wspaniałą wizję przyszłości kreowaną przez producenta Xboksa.

The Division

2013 rok, Ubisoft dopiero zaczyna nas przyzwyczajać do tego, że na koniec swojej konferencji zostawia jakąś bombę. Wówczas było to The Division. Do teraz pamiętam jak zachwycałem się tym projektem! Piękna grafika, niesamowity klimat, zaawansowane technologicznie gadżety i przede wszystkim perspektywa genialnego RPG. Od początku Ubi mówiło o trybie wieloosobowym, ale mimo wszystko pierwszy gameplay pokazywał przede wszystkim bardzo dobrze wyreżyserowaną misję. Kiedy jakiś czas po pokazie zaczęły pojawiać się głosy, że The Division to w rzeczywistości coś w stylu Destiny, a więc quasi MMO, emocje mocno opadły. Premiera pokazała, że z pierwszego pokazu niewiele zostało.

Wydaje się, że największym problemem gry był fakt, że zbyt wiele elementów pokazanych w 2013 roku powstało tylko na potrzeby tej prezentacji. Przykładowo z kanału Przegrani możemy dowiedzieć się, że słynne zamykanie drzwi w samochodach było stworzone wyłącznie, aby robić dobre wrażenie na pokazie. Dopiero hurraoptymistyczny odbiór tej animacji na E3 sprawił, że twórcy zdecydowali jednak dodać ją do gry. Podobnie mogło być z wieloma innymi, oskryptowanymi elementami pokazanego fragmentu rozgrywki czy interfejsem. Tym samym pierwszy gameplay, chociaż prezentował się świetnie, był jednym wielkim kłamstwem. To już znacznie większe przewinienie niż niestety dosyć powszechny downgrade.

Warto w tym momencie wspomnieć, że podobna historia może niedługo ponownie mieć miejsce. W 2016 roku na konferencji Microsoftu świetna wrażenie zrobiło niezależne We Happy Few. Oskryptowana, klimatyczna scena w klimacie BioShocka szybko zachwyciła graczy i dziennikarzy. Niedługo potem okazało się, że to tylko krótki fragment, który nie jest reprezentatywny dla całości gry. Wystarczy sprawdzić jak prezentuje się wersja preview (dostępna na Xbox One) We Happy Few. Obawiam się jednak, że niektórzy dopiero w momencie premiery dowiedzą się, że ekipa Compulsion Games wcale nie stworzyła tego, co chciała nam sprzedać dwa lata temu.

Gwiezdne Wojny od Visceral Games

Na koniec najświeższa historia. Świetny dowód na to, że nie warto specjalnie ekscytować się grami, z których udostępnionych materiałów jest tyle co kot napłakach. Na E3 w 2016 roku EA zaprezentowało krótkie wideo, w którym mogliśmy zobaczyć jakie ekipy pracują nad nowymi grami w świecie Gwiezdnych Wojen. Pojawiło się między innymi Visceral Games z projektem tworzonym we współpracy z Amy Hennig, autorką scenariusza do serii Uncharted. Chociaż zaprezentowany urywek gry miał raptem kilka sekund i przedstawiał przede wszystkim bohatera wychodzącego z budynku, wielu fanów szybko zakochało się w tym projekcie. Zadziałała wyobraźnia, która do szczątkowych informacji dopisała całą resztę.

Ciężko EA obwiniać o to, że gracze zaczęli się zbyt mocno ekscytować ich grą. Wręcz przeciwnie, po to są konferencje, aby taki efekt osiągnąć. Problem w tym, że Elektronicy pokazywali wtedy coś, co w ogóle nie istniało. Cała historię projektu opisałem kilka miesięcy temu w osobnym tekście poświęconym zamknięciu studia Visceral Games. Teraz w skrócie napiszę tylko tyle, że przygotowanie owych kilku sekund zajęło deweloperowi ładnych parę miesięcy. Mimo to pokazana tam postać oprócz chodzenia nie potrafiła nic więcej. Na tym etapie nawet ogólna wizja projektu była daleka od finalnej.

Przed zbliżającym się E3 trzeba więc pamiętać, że prezentowanie przez wydawcę szczątkowych materiałów z gry prawie zawsze coś oznacza. Zazwyczaj, że deweloper nie ma jeszcze zbyt wiele rzeczy do pokazania. Lepiej o tym pamiętać, aby później się nie rozczarować.

Nowa generacja konsol coraz bliżej. Pojedynek PS5 i Project Scarlett zapowiada się ekscytująco
PlayStation Classic - bilet do krainy nostalgii? Recenzja
Latający Cyrk McMahona - recenzja WWE 2K19
Pocałunek potwora, czyli jak przestać być nieudacznikiem - recenzja filmu Venom
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?