InformacjeBez prądu - film

Walka o demokrację - recenzja filmu Czwarta władza

... Joanna Kułakowska

Obraz Stevena Spielberga na temat słynnej kontrowersyjnej publikacji przez wielu amerykańskich recenzentów uznany został za najważniejszy film roku.

Czwarta władza (ang. The Post) w reżyserii Stevena Spielberga opowiada o jednym z najważniejszych dziennikarskich śledztw, nietypowym przymierzu dwóch gazet, które zaczęło się wskutek środowiskowej rywalizacji, a skończyło masowym buntem dziennikarzy przeciwko niedemokratycznym działaniom rządu USA, i przełomowej publikacji, która nie tylko dała silną pozycję dziennikowi „The Washington Post” jako opiniotwórczemu medium i tubie demokracji, ale także walnie przyczyniła się do zakończenia bezsensownej, jak się okazało, wojny w Wietnamie. Przede wszystkim zaś zmieniła dynamikę i relacje między mediami a stroną rządową, tworząc dla tych pierwszych pozycję „czwartej władzy” – strażniczki prawa dostępu do informacji, zagwarantowanego w konstytucji Stanów Zjednoczonych. Drugą warstwą narracji jest opowieść o sytuacji kobiet w latach 60. i 70., o mentalności, która sprawiała, że nie funkcjonowały jako równoprawne partnerki mężczyzn, nie liczono się z nimi i uważano za kogoś gorszego. I chociaż w różnych branżach i różnych środowiskach da się to zauważyć do dziś, to jednak z dzisiejszego punktu widzenia kilka zaprezentowanych w filmie scen po prostu generuje opad szczęki spowodowany poziomem absurdu. Zwłaszcza gdy zdamy sobie sprawę, że w istocie takie rzeczy działy się całkiem niedawno.

Steven Spielberg, krok po kroku, odsłania kulisy ukazania opinii publicznej tajnych raportów, zwanych papierami Pentagonu (Pentagon Papers) – najpierw przez reporterów „The New York Times”, a później przejęcie pałeczki przez zespół „The Washington Post”. Dokumenty te zawierały informacje dotyczące działalności Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych oraz amerykańskich wojsk w Wietnamie i sąsiednich rejonach, dowodząc szeregu kłamstw ze strony administracji USA, m.in. prezydentów J.F. Kennedy’ego i L.B. Johnsona, przez trzy dekady. Sprawa trafiła do prasy w 1971 r., lecz całość akt odtajniono dopiero w roku 2011. Dziennikarze i wydawcy oparli się groźbom Białego Domu i ujawnili fakt, że pomimo oceny dokonanej przez specjalistów, z której wynikało, iż wojna skazana jest na porażkę, do Wietnamu wysyłano coraz to nowych żołnierzy. Wielu młodych Amerykanów szło na śmierć tylko dlatego, że administracja nie chciała stracić twarzy, a obywatelom ponoć potrzebna była wiara w skuteczność Ameryki.

Pracownicy zaangażowanych mediów oskarżeni zostali o naruszenie bezpieczeństwa narodowego. Reporterom groziła utrata pracy i kara więzienia, najwięcej zaś, bo, prócz wolności, także rodzinny dorobek oraz i tak niepewną reputację, ryzykowała wydawczyni „The Washington Post”, Katharine Graham, w którą rewelacyjnie wciela się Meryl Streep. Podczas seansu Czwartej władzy zobaczymy Daniela Ellsberga (Matthew Rhys), konsultanta wojskowego ds. Wietnamu i źródło informacji; Bena Bradlee (Tom Hanks), redaktora naczelnego tytułowego dziennika; Bena Bagdikiana (Bob Odenkirk), dziennikarza śledczego; Roberta McNamarę (Bruce Greenwood), byłego sekretarza obrony USA, jak również wiele innych osób biorących udział w tamtych wydarzeniach.

Czwarta władza, choć bezsprzecznie jest utworem ważnym i całkiem nieźle pełni funkcję przestrogi przed politycznymi machinacjami, utrzymywaniem obywateli w nieświadomości bądź brakiem rzetelnych informacji, wstrzymaniem się od działania czy protestu w newralgicznych sytuacjach, gdy zagrożone są prawa i bezpieczeństwo obywateli, a do tego pokazuje, jak względnie świeżą kwestią jest uznanie społeczne i wysokie stanowiska dla obywatelek, nie należy do dzieł mistrzowsko zrealizowanych. Dramat mistrza Spielberga jest nierówny, jak gdyby zapomniał on o swym kunszcie. Obrazy poświęcone wielkim śledztwom dziennikarskim i/lub przeciwdziałaniu planom polityków, jak np. słynny film z roku 1976 (notabene także o reporterach „The Washington Post”) pt. Wszyscy ludzie prezydenta Alana J. Pakuli, Frost/Nixon Rona Howarda z 2008 r., Spotlight Toma McCarthy’ego z 2015 r. albo Sama przeciw wszystkim Johna Maddena sprzed dwóch lat (zrecenzowana tutaj), często trzymają w napięciu i fascynują od pierwszego do ostatniego kadru (nawet jeśli fabuła okazuje się bardzo skomplikowana). Tym razem, niestety, tak nie jest. Czwarta władza przez pierwszą połowę jest nudna jak flaki z olejem. Także dopiero w drugiej połowie obie wspomniane narracje związane z osiągnięciami demokracji zaczynają zgrabnie się spinać i przeplatać.

Film Spielberga zrealizowany został w sposób nader zagmatwany. Dla kogoś, kto nie jest Amerykaninem lub Amerykanką, a w każdym razie niezbyt dobrze orientuje się w skandalach USA – zwłaszcza wydarzeniach stanowiących źródła bądź okoliczności Watergate – zapewne będzie to trudny, dość mętny obraz. Mamy do czynienia z mnóstwem postaci przewijających się przez ekran, przy czym poza dwójką bohaterów, odgrywanych przez Streep i Hanksa, przez długi czas ciężko stwierdzić, kto jest kim, kto tu jest naprawdę ważny, czyje wypowiedzi i działania należy śledzić ze szczególną uwagą. Pomocne mogłoby być nieraz stosowane w filmach rozwiązanie w postaci napisów informujących, z kim mamy do czynienia. Oczywiście są też bardzo dobre pomysły, jeśli chodzi o montaż – najlepszy z nich stanowi swoista kronika filmowa, która w przyspieszonym tempie prezentuje widzom zawartość kolejnych tomów papierów Pentagonu.

Mamy tu sporo udanych, emocjonujących lub symbolicznych scen: Grupa zapaleńców, którą goni czas i która, gnieżdżąc się w pokoju redaktora naczelnego, rozpaczliwie stara się złożyć konkrety z nieponumerowanych stron raportu. Kay Graham, która aby przedostać się do pomieszczenia, gdzie czekają na nią inwestorzy, mija tłumek kolorowych „kobietek-kurek”, stojących przed drzwiami jak przed nieprzekraczalną granicą, kiedy zaś drzwi się otworzą, widać ten inny, niedosiężny dla nich świat – nobliwe czarne garnitury i poważne oczy świdrujące wydawczynię gazety niczym intruza, obcą, która wdziera się w uporządkowaną dotąd rzeczywistość. Małżonka Bena (Sarah Paulson), która tłumaczy mu rzecz dlań szokującą, z której dotąd nie zdawał sobie sprawy: w jakiej sytuacji znajduje się jego szefowa – ktoś, kto niby piastuje stanowisko, ale nie istnieje, komu zawsze dawano do zrozumienia, że jest „trochę gorszy” i nie powinien znajdować się na tym miejscu. Jeśli słyszysz to tak długo, w końcu zaczynasz w to wierzyć... Rozmowa pani Graham z córką (Alison Brie), która dodaje jej siły, czy wreszcie scena, za którą Streep powinna dostać kolejnego Oscara – moment, w którym jej twarz zmienia się jak w kalejdoskopie, gdyż Katharine Graham walczy sama ze sobą, rozważa wszystkie za i przeciw, by podjąć decyzję, która zmieni oblicze prasy. Albo chwila, gdy widzimy, że mnóstwo gazet przedrukowuje informacje z „The Washington Post” w myśl zasady „wszystkich nas nie zamkną”. To są te momenty, które sprawiają, że Czwartą władzę warto obejrzeć pomimo znużenia, jakie wywoła rozwinięcie całkiem ciekawego początku i które potrwa aż do drugiej połowy utworu.

Niniejszy obraz Spielberga otrzymał już trzy nagrody organizacji National Board of Review (dla filmu, aktorki – Meryl Streep i aktora – Toma Hanksa), sześć nominacji do Złotych Globów (bez nagrody), a 4 marca powalczy o Oscary w kategoriach najlepsza aktorka i najlepszy film. O ile Meryl Streep w pełni zasłużyła za swą kreację na Nagrodę Akademii, o tyle sam film – jako produkt – zawiera mankamenty związane z konstrukcją fabuły i z całą pewnością nie zasługuje na uhonorowanie. Amerykanie jednak mogą zdecydować inaczej ze względu na ważne dla nich historyczne aspekty. Tu warto zwrócić uwagę na scenę wieńczącą Czwartą władzę, która prowadzi nas wprost do Watergate i łączy historię z Wszystkimi ludźmi prezydenta. Walorem filmu jest również świetna muzyka Johna Williamsa i dobra gra aktorska (nie tylko pary wyszczególnionej na plakacie), ale to wciąż trochę za mało, by się nim zachwycać.


Czwartą władzę możesz spokojnie obejrzeć, jeśli interesują Cię rozmaite aspekty walki o demokrację oraz:

  • zajmowało Cię wskakiwanie w buty dziennikarza śledczego „Virtual Herald”, dla którego spór z Białym Domem to betka, skoro starł się z seryjnym mordercą w grze Ripper;
  • dzielnie rozpracowywałeś(-aś) rządowe spiski w serii Tom Clancy's Splinter Cell.
Najnowsze
Lubisz nas?