InformacjeBez prądu - film

Kształt wody, czyli czarna baśń, którą musicie zobaczyć

... Kamil Ostrowski

Dawno nie widziałem równie pięknego, oryginalnego i doskonale zrobionego filmu. Wszystkie nominacje do Oskara w pełni zasłużone.

Guillermo del Toro to niekwestionowany mistrz czarnej baśni. Odważny, meksykański reżyser z Guadalahary nie boi się sięgać po nietypowe kombinacje, często starając się skleić pozornie niemożliwe do połączenia toposy, aby opowiedzieć jedne z najprzedziwniejszych historii współczesnego kina. W jego filmach nie brakuje ciężaru gatunkowego i dramatu, ale często łączą tragizm z lekkością dziecięcej wyobraźni. Ten dziwaczny deltorowy miks w najlepszym wydaniu dostajemy w Kształcie Wody.

Akcja osadzona jest w czasach zimnej wojny, a dokładnie w jej najgłębszym stadium. Szpiedzy z obydwu stron Stalowej Kurtyny starają się wykradać najpilniej strzeżone tajemnice przeciwnika. Społeczeństwa Wschodu i Zachodu upojone są domniemaniami co do postępów w pracach nad tajną bronią, wywiadowczymi rozgrywkami, naciskami politycznymi. Wszystko jest wielką partią szachów, pomiędzy dwoma największymi blokami cywilizacyjnymi w historii. W takim okresie można, a nawet trzeba było domniemywać istnienia rozgrywek na poziomie niedostępnym dla zwykłych śmiertelników. To wtedy właśnie zrodziły się archetypy „tajnych baz” i „spisków rządu”.

Świat przedstawiony w Kształcie Wody jest niejako rzutem wyobrażeń maniaka teorii spiskowych na lata sześćdziesiąte. Mamy tajne laboratorium, w którym wszystko jest owiane tajemnicą i Bóg jeden wie, jakie eksperymenta są tam prowadzone. W podziemnej bazie poznają się Eliza Esposito i… stwór. Najłatwiej będzie go opisać jako człowieka-rybę. Na wpół zwierzę, zdecydowanie dzikie, aczkolwiek w pewien sposób świadome. Mieliśmy już historię o tym, jak dobry człowiek, wbrew złemu systemowi, wypuszcza takiego stwora na wolność, ale tym razem scenarzyści i reżyser posuwają się dalej… o wiele, wiele dalej. Przedstawiają historię miłosną – opowiadają o tym, jak uczucie rodzi się, jak bohaterowie się z nim oswajają i jakie przeciwności losu muszą przezwyciężyć. Aha – jeżeli myśleliście o estetyce człowieka-ryby w jakkolwiek romantyczny sposób, to muszę Was ostrzec – rybolud wygląda po prostu obrzydliwie wedle naszych standardów – jest oślizgły, zimny i szpikulcowaty. Co sprawia, że opowieść jest tym bardziej niesamowita.

Guillermo del Toro udaje się nadać swoim niektórym dziełom naprawdę cudowny klimat. Pomieszanie metaforyzmu z całkowicie życiowym, bliskim przesłaniem. Udało mu się to zrobić, kiedy spod jego rąk wychodził cudowny Labirynt Fauna, ale chyba jeszcze lepiej udało mu się ten efekt osiągnąć właśnie podczas pracy nad Kształtem Wody. Historia jest dziwaczna, pokręcona i absolutnie nietypowa, a przy tym bardzo ciepła. Nie brakuje paru zwrotów akcji, chociaż zaryzykuję stwierdzenie, że w przypadku tego filmu nie chodzi o to, żeby nas zaskakiwał. Porusza w inny sposób. Dojrzewa w widzu powoli. Jest to też zdecydowanie najbardziej intymny film del Toro.

Tego wszystkiego, całego klimatu, wzruszeń i baśniowości, nie byłoby w żadnym wypadku, gdyby nie świetna gra aktorska głównej bohaterki. Sally Hawkins jako Eliza Esposito ukradła moje serce, chociaż w żadnym wypadku nie można jej nazwać klasyczną pięknością (na potrzeby filmu została wręcz ukazana raczej jako brzydkie kaczątko). To druga, obok Frances McDormand (Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri), bardzo mocna kandydatka tegorocznego Oskara za najlepszą kobiecą rolę pierwszoplanową.

Rzadko zdarza mi się poświęcić oddzielny akapit muzyce, ale w tym przypadku absolutnie muszę to zrobić. Od bardzo dawna nie słyszałem już tak kompletnej, idealnie dopasowanej i po prostu piekielnie urokliwej oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Kompozytorowi i wykonawcom należą się brawa na stojąco. Każda nutka dokłada swoją cegiełkę do pięknej konstrukcji jaką jest Kształt Wody w ogóle.

Nowy obraz Guillermo del Toro z pewnością jest jednym z moich faworytów do miana najlepszego filmu zeszłego roku (patrząc po premierze światowej). Nie dziwi mnie fakt, ze zebrał najwięcej nominacji. Próżno szukać w nim wad, a nawet gdyby pozbyć się połowy zalet, to by wystarczyło, żeby chwycić za serce. Cudowna współczesna baśń o miłości. Przewidywalna, ale to nic nie szkodzi.

Jakim graczom spodoba się Kształt Wody? Pod pewnymi względami kojarzył mi się z Bioshockiem, pewnie ze względu na wodny motyw przewodni i podziemny, tajny kompleks. Pod innym względem, przypadnie do gustu tym, którzy lubią topos zakazanej miłości, więc pewnie miłośnikom The Last of Us: Left Behind.

Najnowsze
Lubisz nas?