InformacjeFelieton

Microsoft zrobił kolejny krok - Xbox Game Pass będzie jak growy Netflix?

... Mateusz Mucharzewski

Po ostatnich ruchach Microsoftu można zadać pytanie - to zwykłe uatrakcyjnienie oferty czy nowy trend? A może tylko tonący brzytwy się chwyta?

Producent Xboksa łapie kolejny oddech. Po fatalnym początku przyszedł moment, w którym Microsoft zdecydowanie przyspieszył. To był czas premier Halo 5 czy Forzy Horizon 2. Tempo udało się utrzymać do końca 2016 roku i debiutów Forzy Horizon 3 oraz Gears of War 4. 2017 rok był jednak poniżej oczekiwań, przynajmniej w opinii wielu graczy. Udane były premiery Xboksa One X, Forzy Motorsport 7 czy Cuphead. Kompletnie bez echa przeszło jednak Halo Wars 2. W opinii graczy znacznie lepiej poradziło sobie Sony. Microsoft chce jednak ponownie uderzyć z bogatą ofertą.

Plotki głoszą, że powstaje Forza Horizon 4, nowe Fable, Gears of War 5, Halo 6 (oraz druga produkcja z serii), a nawet kolejny Perfect Dark. Dało się również usłyszeć o tym, że gigant z Redmond szykuje sporą kasę na nowe przejęcia. Brzmi obiecująco. Większe zainteresowanie wzbudziła jednak ostatnia informacja dotycząca przyszłości usługi Xbox Game Pass. Ten dodatkowy abonament do tej pory nie wzbudzał większego zainteresowania. Oferta nie prezentowała się jednak źle. Microsoft zaoferował wiele bardzo ciekawych tytułów, dzięki czemu usługa jest idealnym rozwiązaniem dla osób z większymi zaległościami. Z Xbox Game Pass mogą oni nadrobić sporo zaległości. A co z bardziej zaangażowanymi graczami, którzy regularnie przechodzą nowe tytuły?

To zawsze był główny problem usług abonamentowych oferujących gry. Mam na myśli nie tylko Xbox Game Pass, ale i PlayStation Plus, Games with Gold, EA Access czy Origin Access. Gracze bawiący się w nowości nie mieli co tam szukać. Rewolucją może się jednak okazać najnowsza decyzja Microsoftu. Gigant z Redmond ogłosił, że jego trzy najbliższe tytuły na wyłączność - Crackdown 3, Sea of Thieves oraz State of Decay 2 - będą dostępne w ofercie Xbox Game Pass od samej premiery. To samo ma dotyczyć kolejnych produkcji Microsoftu. Cena? 29 zł miesięcznie. 348 zł za rok. Koszt półtorej gry w pełnej cenie. Głupotą byłoby nie wykupić abonamentu.

Po ogłoszeniu tych informacji od razu pojawiło się pytanie - czy Microsoft chce stworzyć growego Netfliksa przeznaczonego tylko dla posiadaczy Xboksa One? Za odpowiedzią tak oraz nie stoi kilka dosyć mocnych argumentów.

Tak

Gry staną się usługą. Bardzo wiele wskazuje na to, że to nieuniknione. Game as a service i inne tym podobne hasła są demonizowane przez wielu. Najczęściej wynika to z konserwatyzmu i niechęci do nowości. System jednak się sprawdza, co najlepiej pokazują inne branże. Jako pierwszy zauważył to sektor b2b. Rozwiązania sprzedawane w modelu SaaS (software as a service) to obecnie standard. Nikt nie kupuje aplikacji za duże pieniądze tylko uiszcza mały, comiesięczny abonament. Dla producentów to ogromne ułatwienie w pozyskiwaniu klientów i możliwość generowania stabilnych przychodów każdego miesiąca. Dla firm z kolei to mniejsze ryzyko - koszty są niewielkie i zawsze można się wycofać.

Do modelu subskrypcyjnego przeszły również niektóre sektory branży rozrywkowej. Płyty nadal się kupuje, ale coraz więcej osób korzysta z Apple Music czy Spotify. Filmy z kolei to nie tylko kino i telewizja, a przede wszystkim Netflix, HBO GO czy Amazon Prime. Wszystkie te rozwiązania sprawdziły się i wprowadziły mniejszą lub większą rewolucję na rynku. Co najważniejsze, cieszą się ogromną popularnością. Dlaczego więc te same, sprawdzone mechanizmy mają nie trafić do branży gier wideo?

Nie

Przed premierą Xboksa One zakulisowo mówiło się, że to nie nacisk ze strony graczy zmusił giganta z Redmond do rezygnacji z kontrowersyjnych zabezpieczeń DRM. Podobno to największe sieci handlowe nie chciały sprzedawać konsoli. Dla nich to przestałby być interes - po co sprzedawać sprzęt, do którego nikt nie dokupi tylu gier? Pójście w stronę cyfrowej dystrybucji i modelu abonamentowego to dodatkowe, dla wielu niewidoczne korzyści dla Microsoftu. Chodzi o brak potrzeby dzielenia się marżą z pośrednikami, czyli sieciami sprzedaży. Pozwala to zaoferować produkty taniej i w większym stopniu kontrolować rynek.

Jak na razie na zmiany w Xbox Game Pass zareagowała tylko austriacka sieć Gameware. Zdecydowała ona o zaprzestaniu dystrybucji konsoli właśnie ze względu na ostatnie decyzje Microsoftu. To jednak zdecydowanie zbyt mało, aby zmusić giganta z Redmond do porzucenia swojej strategii. Jak na razie jest ona dla nas, graczy, bardzo korzystna, a więc specjalnie nie powinniśmy się tym martwić. Mimo wszystko wizja konsoli, która gry oferować będzie tylko w ramach comiesięcznej subskrypcji jest na razie mało realna. Duzi gracze nie prędko pozwolą na taką rewolucję, nawet jeśli jest ona dla nas korzystna. Sam chętnie płaciłbym nawet i 100 zł miesięcznie za dostęp do całej bazy gier z Xbox Store. W skali roku nadal będzie to mniej niż wydaję obecnie na elektroniczną rozrywkę.

Zmiany już trwają, pytanie kiedy Microsoft się zatrzyma

Patrząc na obecne działania Microsoftu wydaje się, że dalszy rozwój Xbox Game Pass jest nieunikniony. Zwróćmy uwagę, że jeszcze przed ogłoszeniem newsa dotyczącego trzech najnowszych tytułów na wyłączność gigant z Redmond pokazał kierunek, w którym prawdopodobnie zmierza. Otóż już w lutym oferta usługi zostanie poszerzona o kolejne tytuły, wśród nich Rime i Halo Wars 2. Dwie bardzo dobrze oceniane produkcje, żadna z nich nie ma jeszcze roku na karku. Xbox Game Pass już teraz więc zaczynają wzbogacać coraz nowsze gry.

Phil Spencer z Microsoftu mówi, że chce aby Xbox Game Pass uzupełniały również produkcje zewnętrznych ekip. Prowadzone są już nawet pierwsze rozmowy. Przykład Rocket League (debiut od razu w PlayStation Plus) pokazuje, że pojawienie się gry w abonamencie może bardzo pozytywnie wpłynąć na wynik finansowy. Spencer stwierdził również, że Xbox Game Pass może być sporą szansą dla gier singlowych, które w ostatnim czasie przeżywają gorszy okres i tracą mocno na znaczeniu.

Wszystko jednak zawsze rozbija się o pieniądze. Xboksa One ma około 40 mln osób (niestety brak oficjalnych informacji nieco utrudnia szacunki). Załóżmy, że każdy kupi abonament w cenie 10 dolarów. Daje to miesięcznie 400 mln dolarów przychodu. W skali roku - 4,8 mld dolarów. Suma ogromna, ale nie wiem czy większa niż aktualne przychody ze sprzedaży gier na Xboksa One. Nie każdy też abonament wykupi. Myślę więc, że kolejnym krokiem rozwoju usługi będzie podwyżka ceny. Nie sądzę, aby Microsoft popełnił błąd. Raczej zacznie od oferowania coraz lepszych gier w usłudze, aby w powszechnej opinii była ona genialnym interesem dla graczy. Dopiero wtedy cena zacznie rosnąć, może nawet do 20 dolarów. Jeśli za tym pójdą wartościowe gry, nikt nie powinien narzekać. Tym bardziej, że tradycyjna sprzedaż raczej szybko nie zniknie. Pamiętajmy też, że Microsoft kasuje nas jeszcze za Golda. To dodatkowe 30 zł, które co miesiąc trzeba wydać, aby cieszyć się pełną funkcjonalnością konsoli.

Nadal są to jednak mniejsze kwoty niż te wydawane przez większość graczy (mam na myśli tych zaangażowanych w gry, nie casuali). Jak to więc będzie się opłacać? Po pierwsze, większy dostęp do gier może sprawić, że więcej będziemy wydawać na cyfrowe dodatki. Niektórzy już zauważyli, że może to spowodować większa liczbę mikrotransakcji. Po drugie, lepsza oferta Xboksa to mniej argumentów za posiadaniem konkurencyjnych konsol. Microsoft może więc w tym widzieć swoją szansę na przyciągnięcie kolejnych graczy.

Z uwagą przyglądam się poczynaniom Microsoftu. Widzę w tym nie tylko oszczędność. Miesięczny abonament spokojnie wystarczy mi na przejście ich jednej produkcji, a 30 zł to nieporównywalnie mniejszy wydatek niż 200-250 zł. Gry na własność nie potrzebuję, bo po jej ukończeniu tylko będzie zbierać kurz. Rozwój Xbox Game Pass interesuje mnie również z innego powodu - zmiany na rynku są nieuniknione. Branża gier wideo nie jest tutaj żadnym innowatorem, raczej próbuje dogonić rozwiązania znane z innych sektorów przemysłu rozrywkowego. Trudno znaleźć powody dla których tutaj te mechanizmy miałoby się nie przyjąć. Mimo wszystko każdy scenariusz jest możliwy. W branży filmowe i muzycznej kto inny dostarcza sprzęt (telewizory, odtwarzacze muzyki), a kto inny treści (filmy, muzykę). Netflix czy Spotify mogą kontynuować swoją rewolucję, bo żadna sieć sprzedaży niczym im nie zagrozi. Nie podoba wam się nasz model sprzedaży, który uderza w wasz biznes? To co nam zrobicie, przestaniecie sprzedawać telewizory?

Microsoft nie ma jednak takiej niezależności. Brak dystrybucji w dużych sieciach stanie się wielkim atutem w rękach Nintendo i Sony. Gigant z Redmond musi więc postępować wolniej. Rewolucji więc szybko nie będzie. To może i lepiej - gracze będą mieli czas na poznanie nowych rozwiązań i przyzwyczajenie się do innej formy dystrybucji. Przede wszystkim jednak na poznanie atutów takiej formy konsumowania gier.

Najnowsze
Lubisz nas?