InformacjeZapowiedź - PC

Głównie wzloty, mniej upadków. Graliśmy w Civilization VI: Rise & Fall

... Sławek Serafin

Obiecany duży dodatek do Civilization VI już teraz wydaje się być pozycją obowiązkową

O, nowy filmik na początku. Jak miło. Jasne, wiadomo, że obejrzy się go raz i tyle, więc nie za bardzo wiem, po co Firaxis przeznaczało na to środki i ludzi, ale nastraja pozytywnie, więc w sumie nieźle się zaczyna. Wersja testowa dodatku Rise & Fall do Civilization VI, udostępniona nam przez 2K Games, nie zawiera wszystkich nowości, które wprowadza obiecane nam w grudniu rozszerzenie, ale znakomitą większość. W tym, jak widać, także nowy filmik.

Na szczęście nie zmienili muzyki w menu. Jakoś tak się do niej przyzwyczaiłem i polubiłem. Co prawda to nie kultowe Baba Yetu z „czwórki”, ale osobiście uważam, że temat z Civilization VI zdecydowanie plasuje się na drugim miejscu, jeśli chodzi o cywilizacyjne melodie. Sympatycznie się przy nim zastanawia, którą by tutaj tym razem nację poprowadzić do światowej dominacji. Rise & Fall wprowadza osiem nowych cywilizacji, z czego w udostępnionej nam wersji znalazło się pięć. I każdą chce się zagrać. Są ciekawe zaprojektowane, mają swoją charakterystykę i takie atrybuty, że naprawdę trudno jest wybrać. Fani wojowania rzucą się jak wygłodniali na Mongołów, miłośnicy handlu na strasznie fajnych Cree lub Holendrów, a naukowcy na Koreańczyków, którzy mają taki pociąg do wynalazczości, jak Grecy z podstawowej gry do kultury.

Wersja testowa ogranicza rozgrywkę do 150 tur i… przyznam się bez bicia, że ten tekst mógłby powstać już po pierwszym zaliczeniu tego limitu. Tyle, że te nowe nacje są takie fajne… więc musiałem zagrać jeszcze raz, jakąś inną. I jeszcze trzeci potem, żeby było po równo. Tylko Gruzinów i Mongołów nie ruszałem. Jeszcze. Ale i na nich przyjdzie czas, bo Rise & Fall mocno rozbudził mój cywilizacyjny głód. Już w tym momencie rozszerzenie wygląda na pozycję obowiązkową i coś, bez czego już nie będziemy sobie wyobrażać grania w Civilization VI.

Nowości i zmian jest tutaj sporo i nie będę omawiał ich wszystkich, bo na to przyjdzie czas w recenzji. Są nowe budowle, nowe cuda świata, nowe jednostki, surowce i tak dalej. Wiadomo, to są rzeczy obowiązkowe, tak jak nowe cywilizacje. Obowiązkowe i spodziewane, a także nie zmieniające rozgrywki jako takiej. Wzbogacają i tyle. Rise & Fall jednak całkiem zgrabnie nam wywróci do góry nogami podejście do grania za pomocą pozostałych nowości, tych, które wprowadzają nowe elementy do mechaniki. Najważniejszymi z nich są zaś gubernatorzy i system er.

Ery owe są takim trochę nawiązaniem do dawniejszych gier z serii, tych, w których za pomocą odpowiednich posunięć można było wywołać złoty wiek naszej cywilizacji. Tutaj jednak działa to całkiem inaczej. Tak jak w tytule. Są wzloty i upadki. W trakcie każdego okresu rozgrywki, starożytnego, klasycznego, średniowiecznego i tak dalej, zbieramy punkty. Przyznawane są za różne działania, inspiracje dla technologii, budowę cudów, zakładanie religii i takie tam. Od okresu klasycznego możemy sobie wybrać jedno z tzw. zobowiązań, czyli obszarów, na których się skupimy. Rozprzestrzenianie religii, rozwój nauki czy infrastruktury na przykład. Realizując zadania w tych ramach otrzymujemy dodatkowe punkty. Na koniec okresu są one zliczane i w zależności od tego, czy przekroczyliśmy określone progi, czy też nie, w następnym nasza cywilizacja przeżyje rozkwit w erze złotej, będzie sobie spokojnie szła do przodu w zwyczajnej, lub też popadnie w okres teoretycznej stagnacji w ciemnych wiekach. Teoretycznej, bo zarówno czasy upadku jak i wzlotu mają swoje określone premie.

W wieku złotym jest radośnie i w ogóle, ale i w zacofaniu jest ciekawie, bo możemy wtedy wybrać kilka interesujących strategii takich jak na przykład izolacjonizm, który nie pozwala nam zakładać czy zdobywać nowych miast, ale daje bardzo pokaźne premie do szlaków handlowych wewnątrz naszej cywilizacji. Wieki ciemne można nawet celowo sobie zafundować, zwłaszcza zaś dlatego, że jeśli w ich trakcie uda nam się zebrać odpowiednio dużo punktów na złoty wiek w następnym okresie, to zamiast niego przeżyjemy erę heroiczną, tak w ramach zadośćuczynienia. A ta charakteryzuje się tym, że w odróżnieniu od zwykłego rozkwitu, który pozwala wybrać jeden z czterech bonusów na czas swego trwania, umożliwia skupienie się na trzech jednocześnie. Świetna sprawa. To nowe rozwiązanie wprowadza nową warstwę rozgrywki, wymusza zmianę myślenia i długofalowe planowanie. No, chyba, że ktoś nie chce i będzie sobie po prostu grał, bez zwracania uwagi na to, ile ma punktów i co będzie się działo w następnym okresie.

Trudniej jest zignorować drugą dużą nowość, czyli gubernatorów. W odróżnieniu od strategii takich jak Endless Space na przykład, nie musimy ich sobie wyrywać z gardła z innymi nacjami. Każdy ma dostęp do siedmiu takich samych specjalistów – generała, dyplomaty, przemysłowca, patrona sztuk i tak dalej. Każdego możemy wykupić za punkty, które dają nam określone idee czy też niektóre budynki oraz cuda. Pierwszym punktem odblokowujemy daną personę i możemy ją umieścić w jednym z naszych miast, które dostanie podstawową premię wynikającą ze zdolności gubernatora. Gdy zdobędziemy kolejny punkt możemy kupić następnego… lub też rozwinąć umiejętności tego, którego już posiadamy. A warto. I to bardzo. Premie przez nich oferowane są naprawdę znaczące, zwłaszcza jeśli dobrze dopasujemy ich do specjalizacji danego miasta. Ten nowy system jest bardzo interesujący i rozbudowuje strategiczną warstwę Civilization VI, wzbogacając ją o sporo ważnych decyzji do podjęcia. Warto myśleć o gubernatorach, ich zdolnościach i tych bonusach już od samego początku, zakładając pierwsze miasta, planując na setki tur do przodu, tak, by zmaksymalizować potencjał naszej cywilizacji. Strasznie to fajne.

Rise & Fall już po tych kilkunastu godzinach zabawy niepełną wersją wydaje się być jednym z lepszych dodatków, jakimi uraczono fanów wszystkich części Cywilizacji. Dużo nowej zawartości jest mile widziane, jasne, ale najważniejsze i najciekawsze są właśnie te nowe elementy i koncepcje, które wprowadza do zaawansowanej mechaniki rozgrywki. Co nie znaczy, że nie ma tutaj także zmian drobniejszych, a bardzo istotnych. Jedną z nich jest na przykład pojawienie się czegoś takiego jak „obrona cywilna” we współczesności, która bardzo, ale to naprawdę bardzo znacząco podnosi obronność miast w dwóch ostatnich erach. Wojny nowoczesne zyskają dzięki temu całkiem nowy wymiar i być może będą takie przyjemne, jak te dawniejsze…

Oczywiście, wszystkiego jeszcze nie widziałem, nie każdej nowości spróbowałem tak na serio, ani też nie przyjrzałem się wnikliwie. Na to będzie czas, gdy dostaniemy pełną, recenzencką wersję. Ale już teraz wiem, że będę w nią grał, zaciekle i bez ustanku. Rise & Fall tchnie w Civilization VI nowe życie. Tego jestem pewien. A może nawet od razu dwa. Albo trzy. I znów, już za dwa tygodnie, będą noce nieprzespane i obowiązki zaniedbane, nie? Bo przecież jeszcze jedna tura musi być rozegrana...

Najnowsze
Lubisz nas?