Recenzja - mobile

Captain Tsubasa: Dream Team - recenzja - piłka w grze!

Katarzyna Dąbkowska, 19 stycznia 2018 10:00 0

Bohaterowie naszego dzieciństwa znów wkraczają na murawę.

Kiedy zobaczyłam pierwsze zapowiedzi gry Captain Tsubasa: Dream Team to z miejsca powróciły nostalgiczne wspomnienia z szalonych lat 90. O ile jednak wtedy z Kapitanem Jastrzębiem spotykałam się na paśmie Polonii 1, tak dziś, dzięki tej grze mam go zawsze przy sobie w swoim smartfonie.

Najnowsza gra pozwala nam na kierowanie całą drużyną, którą mogliśmy zobaczyć w bajce. Zasady gry są jedynie pozornie skomplikowane, jednak dzięki jasnemu samouczkowi bardzo szybko uczymy się, jak kierować naszymi ruchami podczas meczu. Nie widzimy jednak bezpośrednio naszych zawodników, a jedynie ich podobizny. Jak można się domyślić, mecze rozgrywane są na zasadzie podań, omijania przeciwników na boisku i prób strzelenia brami. Ten element jest jednak nieco bardziej złożony, ale wszystkie założenia są bardzo logiczne.

Ważne jest, że każdy ma swoją funkcję w grze. Jedni nadają się do ataku, inni specjalizują się w obronie. Ta mechanika przypomina bardzo papier-kamień-nożyce i jest niezwykle prosta w stosowaniu podczas meczu. Gra nie polega jednak na samych podaniach i próbach strzelania gola - czasami trzeba się nieźle nagimnastykować. Każdy z bohaterów ma tu osobne punkty wytrzymałości, które może wykorzystać podczas spotkań twarzą twarz (czy też noga w nogę) z przeciwnikiem. Możemy wtedy spróbować wyminąć go rożnymi sposobami czy zablokować. Wyborów jest kilka, więc trzeba brać pod uwagę każdą z możliwych opcji, bo szybkie i nieprzemyślane reakcje raczej nie pomogą nam w wygranej. Pierwsze mecze są bardzo proste i nie trzeba się wysilać, by wygrywać w szkolnej lidze, jednak z czasem przeciwnicy rosną w siłę.

Podstawą rozgrywki jest jednak tworzenie własnej drużyny i doszkalanie zawodników. Taką drużynę budujemy od samego początku. Otrzymujemy „zestaw” startowy składający się na kilkunastu zawodników, a z czasem odblokowujemy kolejnych i dostosowujemy własną drużynę do stylu naszej gry. Oczywiście, trzeba zważać również na umiejętności kolejnego zawodnika. Drużyna musi ze sobą współgrać, by uzyskiwać jak najlepsze wyniki na murawie.

W trakcie rozgrywki możemy skorzystać z kilku trybów. Oczywiście, najpierw musimy wyrobić sobie własną rangę. Początkowo mamy możliwość wzięcia udziału jedynie w meczach w lidze szkolnej. Później jednak, wraz z postępem rozgrywki, mecze stają się coraz bardziej wymagające. Przy okazji odblokowujemy kolejny tryb, w ramach którego stajemy naprzeciwko drużyny stworzonej przez innego użytkownika. Taka rozgrywka jest o wiele bardziej emocjonująca niż w przypadku trybu singleplayer i dużo bardziej satysfakcjonująca. Poza tym możemy brać udział w rozgrywkach ligowych i poszczególnych wydarzeniach.

Sama rozgrywka bardzo mi się spodobała. Jest emocjonująca, wymagająca i trzeba ruszyć przy tym głową. Może nie jest to poziom FIFY, ale mimo wszystko ciężko zejść tutaj z wirtualnej murawy. Do ciekawych elementów należą tu tez animacje, które przywodzą na myśl popularne anime. Niestety, poza główną rozgrywką ta gra najzwyczajniej w świecie prezentuje się niezwykle chaotycznie. Menu to istna stajnia Augiasza. Mnogość opcji i kolorystyka po prostu powalają na kolana i przy pierwszym podejściu powoduje ogólne osłupienie i ogłupienie. Minie trochę czasu zanim zrozumiemy, jakie opcje są pod którym przyciskiem.

Prawdziwym problemem są tu jednak mikropłatności. Twórcy zdecydowali się na niezbyt przyzwoity system energii. Na początek otrzymujemy 32 punkty i za każdym razem, kiedy rozpoczynamy mecz wykorzystujemy część z nich. 5 punktów to jednak niemało i w trakcie jednego podejścia możemy rozegrać zaledwie kilka meczy. Ogranicza to nasze możliwości rozwoju drużyny i po jakimś czasie skutecznie odstręcza od powrotu do rozgrywki. W grze zdobywamy również dwie wersje waluty. Standardową są po prostu monety. Za nie zakupimy jednak niewiele i trzeba się nieco postarać, by móc nabyć coś sensownego. Produkty z górnej półki wykupujemy za... piłki (bo jakżeby inaczej). Problem w tym, że ich zdobywanie jest problematyczne. No, chyba że macie zasobny portfel...

Captain Tsubasa: Dream Team to naprawdę ciekawa gra dla miłośników zarówno piłki nożnej, jak i popularnego anime. Kapitan Jastrząb wymiata na murawie i warto sobie przypomnieć stare, dobre czasy, kiedy piłka była ogrągła, a bramki były dwie. Szkoda tylko, że kolejna gra poległa pod ostrzałem mikrotransakcji.

Captain Tsubasa: Tatakae Dream Team

  • oprawa graficzna
  • wciągająca rozgrywka
  • nawiązania do anime
  • mikrotransakcje
  • chaotyczne i mało przejrzyste menu
Trzeba nieźle dać w łapę, żeby wygrać tu mecz. 7.0
Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
Bajka na dobranoc w zimową porę życia - recenzja filmu Przemytnik
najnowsze