InformacjeRecenzja - konsole

Powrót do korzeni w hollywoodzkim stylu - recenzja Call of Duty: WWII

... LM

Nowe Call of Duty może nie jest całkowicie wierne historycznym realiom, ale wykreowaną tu wizję wojny zdecydowanie warto zobaczyć.

Gdy w marcu tego roku pojawiły się pierwsze przecieki, według których po latach tułaczki na współczesnych i futurystycznych polach bitew seria Call of Duty wraca do swoich korzeni, rzesze fanów nie miały wątpliwości, że jest to strzał w dziesiątkę. Już miesiąc później Call of Duty: WWII stało się faktem, a początkową euforię szybko zasnuły wątpliwości, które mógł rozwiać jedynie finalny produkt studia Sledgehammer Games. Nowy CoD to oczywiście nie tylko kampania dla pojedynczego gracza, która w ostatecznym rozrachunku ma niewielkie znaczenie, ale też tryb wieloosobowy i kooperacyjna kampania, w której stawimy czoła nieumarłym nazistom. Pozostaje sprawdzić, co zmieniło się na frontach II wojny światowej przez ostatnie lata.

Nie ma zbyt trudnej misji, nie ma zbyt wielkiego poświęcenia

Akcja kampanii fabularnej nowego Call of Duty skoncentrowana jest na działaniach 1 Dywizji Piechoty – Big Red One, której losy śledzimy od desantu na plaży w Normandii w czerwcu 1944 roku, aż po walkę o zajęcie mostu Ludendorff na Renie w marcu 1945 roku. Całość rozłożona jest na 11 bardzo dynamicznych i wypełnionych po brzegi akcją misji, podczas których zazwyczaj wcielamy się w postać szeregowego Danielsa – farmera z Teksasu i członka 16. Pułku rzeczonej Dywizji. Ten nie jest jednak osamotniony w swoich działaniach, a relacje pomiędzy członkami jego plutonu są głównym czynnikiem spajającym luźno powiązane misje. Na kolejnych etapach śledzimy rozwój konfliktu Danielsa z dowódcą oddziału, zacieśnianie więzi z szeregowym Zussmanem, a także osobiste rozterki farmera, który poszedł w kamasze, zostawiając w kraju swoją narzeczoną.

Twórcy postanowili przy tym wyraźnie zaakcentować jak ważna podczas starć była praca zespołowa, niejako wymuszając poprzez mechanikę rozgrywki interakcje z członkami plutonu. Każdy z nich pełni określoną funkcję – od zwiadu, przez dostęp do środków leczniczych, kończąc na zapasie amunicji. Dostęp do określonych akcji ogranicza przebieg poszczególnych etapów, co niejako wymusza na nas ukończenie misji bez bezpośredniego dostępu do apteczek czy zapasowych granatów. Całość działa całkiem dobrze i poprawia immersję, aczkolwiek czasami nasi kompani mogliby być mniej kuloodporni i działać zespołowo także we własnym zakresie.

O ile większość czasu kampanii spędzimy, przedzierając się przez umocnione pozycje z karabinem przy biodrze, to podczas wybranych misji rozgrywamy krótkie epizody, podczas których dane nam jest wcielić się w operatora czołgu, pilota myśliwca czy członkinię ruchu oporu. Sekwencje te są bezpośrednio powiązane z działaniami plutonu Danielsa i szczerze mówiąc, mogłoby być ich nieco więcej. Ostatecznie są też mocno uproszczone i tak jak cała kampania – liniowe. Obok tego twórcy postawili przed nami kilka etapów, w których musimy przekradać się przez wrogą bazę, co miejscami jest dosyć komiczne, gdy usilnie ukrywamy się przed wzrokiem patroli, podczas gdy nasz kompan nonszalancko kroczy przed oczami nazistów, nie wzbudzając niczyich podejrzeń.

Warto przy tym zaznaczyć, że pomimo całej pompatycznej otoczki i walki o lepszy świat, Sledgehammer Games zaprezentowało prawdziwie brutalną i dosadną wizję konfliktu. Nie ma tu miejsca na kompromisy, ugrzecznione dialogi i zgrywanie bohatera – egzekucje na jeńcach, żołnierze rozrywani pociskami artyleryjskimi, hektolitry krwi i zostawiani na pastwę losu cywile. Oczywiście gra co jakiś czas pozwala nam na heroiczny czyn, który zazwyczaj ogranicza się do wciągnięcia rannego sojusznika za osłonę czy uratowanie mu życia poprzez zabicie jego oprawcy. Ostatecznie jednak jest to okrutna i zarezerwowana raczej dla starszych graczy wizja, w której żołnierze są tylko walczącymi o przeżycie numerkami w statystyce, które mają osiągnąć określony cel bez względu na koszt.

Światła, kamera, akcja

Nie da się ukryć, że pomimo tego, co dzieje się na ekranie i pewnej dozy dowolności w eliminowaniu kolejnych przeciwników nieustannie mamy wrażenie, że poruszamy się jak marionetki od jednego skryptu do kolejnego. Nie jest to jednak wadą, w czasach gdy produkcje rzucają nas w otwarte światy z tysiącem znaczników i milionem znajdziek. Te ostatnie są obecne w Call of Duty: WWII – podczas każdej z misji możemy znaleźć maksymalnie trzy pamiątki z poszczególnego etapu, które jednak nie mają szczególnego znaczenia dla przebiegu gry i są raczej ukłonem w kierunku wszystkich, którzy lubią nieco zwolnić tempo i poszwendać się po wykreowanym świecie. Jeśli podążamy za dynamiką akcji i bez ociągania się realizujemy cele misji, to szybko zaczynamy mieć wrażenie, że uczestniczymy w świetnie wyreżyserowanym filmie pełnym zapadających w pamięć akcji, jak wykolejający się pociąg czy bieg przez ostrzeliwany przez artylerię las Ardeński. Momentami sceny te są nieco przesadzone, ale z pewnością dobrze komponują się z tym, co twórcy chcieli nam przekazać.

Niemal nieodłącznym elementem skryptów są też sekwencje Quick Time Event, co do których można mieć mieszane uczucia. Część z nich pasuje idealnie, jak na przykład szarpanina z atakującym nas psem, czy szukanie czegoś, co pozwoli nam ogłuszyć przeciwnika, ale momentami mamy wrażenie, że wepchnięto je na siłę. Dodatkowo w przypadku niepowodzenia szybko wracamy do punktu wyjścia, a wymagane do ukończenia akcji guziki pozostają bez zmian, co sprawia, że przy kolejnej próbie są banalnie proste. Na szczególną uwagę jednak zasługuje etap, w którym wcielamy się w członkinię ruchu oporu – o ile gra testuje naszą pamięć, weryfikując, jak dobrze zapamiętaliśmy dane z fałszywych dokumentów, które musimy przekazać Niemcom w określonym czasie, to całość mogłaby być nieco trudniejsza.

Struktura kampanii i wprowadzenia do kolejnych misji zasługują na pochwałę, ale oddana w nasze ręce Hollywoodzka produkcja trąca nieco myszką pod kątem oprawy wizualnej. Nie ulega wątpliwości, że Sledgehammer Games wycisnęło z silnika gry, co się dało, ale cały ten rozmach ostatecznie jest okrojony do wąskiego kadru, co nieco niweczy zamierzony efekt. Animacje i efekty wyglądają poprawnie, a produkcja działała bez najmniejszych problemów technicznych na konsoli, ale z pewnością czas na jakąś większą rewolucję w tym zakresie. Z kolei nie można niczego zarzucić oprawie audio – dźwięki są wyraźne, poprawne i mimo dużego natężenia nie mamy wrażenia ogólnego bałaganu. Efekt ten nieco zaburza jakość polskiego dubbingu, który szczerze mówiąc, najmocniej psuł immersję ze światem gry. Kwestie dialogowe sprawiają wrażenie nagrywanych bez szerszego kontekstu, a krótkie frazy, szczególnie przekleństwa, wykorzystywane są kilkakrotnie, przez co nie zawsze pasują do sytuacji, w której jesteśmy. Dodatkowo zdarzyło się kilka razy, że musieliśmy wytężać słuch, żeby dosłyszeć, co mówi stojący obok nas kompan, by w kolejnym zdaniu niemal nas nie ogłuszył.

Deathmatch albo Deathmatch

Zdecydowanie najsłabszym ogniwem tegorocznego CoD-a jest klaustrofobiczny i nastawiony na nieustanną konfrontację tryb wieloosobowy. Mapy są stosunkowo niewielkie (chociaż zdarzają się wyjątki jak np. Gustav Cannon), przez co wszelkie szersze założenia dowolnego z trybów zepchnięte są na margines, a my niemal bez przerwy wpadamy na kolejnych przeciwników bez czasu na zajęcie pozycji czy przeładowanie. O ile kampania z drobnymi wyjątkami stara się trzymać historycznych realiów, to w tryb wieloosobowy pozostawia je daleko w tyle.

Dynamika map sprawia, że każdy tryb zamienia się w drużynowy deathmatch, a skierowani na realizację wyznaczonych celów gracze padają od strzałów chaotycznie biegających po mapie przeciwników. Nie mamy możliwości wykazania się doświadczeniem czy umiejętnościami, bo wszystkie konfrontacje sprowadzają się do tego, jak wiele kul jesteśmy w stanie wpakować w oponenta w jak najkrótszym czasie. Z tego tytułu część dostępnych w grze broni jest zupełnie bezużyteczna, a każda ze stron pozostaje przy broni automatycznej wyposażonej dodatkowo w masę oderwanych od rzeczywistości ulepszeń. Wyjątkiem od bezwiednego biegania za kolejnymi zabójstwami jest jedynie tryb wojny, gdzie warunkiem zwycięstwa jest trzymanie się wyznaczonych celów pod groźbą szybkiej porażki bez względu na statystyki graczy. O ile poszczególne wyzwania są ciekawie zaaranżowane, to są też dosyć nierówne, a każdy, kto dorwie się do KM-u, może uznać się za zwycięzcę.

Na potrzeby multiplayera powstał specjalny sztab na plaży w Normandii, gdzie możemy odblokować kolejne wyzwania, sięgnąć po elementy kosmetyczne wyposażenia, obejrzeć filmy czy nawet pograć za odpowiednią opłatą w 8-bitowe gry. Interaktywne menu to też okazja do pochwalenia się nowymi skórkami czy gestami przed innymi graczami, o ile kogoś tam znajdziemy. I chociaż sztab dobrze wpisuje się w klimat gry, to wątpliwe, by ktokolwiek spędzał tam dużo czasu, gdy już odblokuje kolejne misje. Z kolei rozmaite wyzwania i rozkazy to gratka dla wszystkich, którzy lubią długie sesje w trybie wieloosobowym, a masa dodatkowych bonusów i liczba ulepszeń z pewnością zachęca do eksperymentowania i regularnej gry.

Noc (nie)żywych nazistów

Zdecydowanie lepiej od trybu sieciowej prezentuje się kooperacyjny tryb zombie nazistów. Jest to całkiem trudna i wymagająca kampania, która polega przede wszystkim na odpieraniu kolejnych fal nieumarłych popleczników Hitlera. Jest mrocznie, klimatycznie i miejscami strasznie, a warunkiem zwycięstwa nie jest jedynie dobry refleks, a odpowiednia znajomość mapy, umiejętne dystrybuowanie zdobytymi umiejętnościami i wzorowa współpraca. W tym aspekcie dodatkowe wyposażenie zdobywane w skrzyniach zaczyna mieć nieco większe znaczenie, chociaż bez odpowiedniej orientacji w terenie i planu działania nie uda nam się dojść zbyt daleko. W trybie zombie pojawiają się też rozmaite zagadki, które musimy rozszyfrować, zanim uda nam się dotrzeć do kolejnego punktu kampanii.

Całość jest spójna, satysfakcjonująca i całkowicie oderwana od realizmu w najlepszym tego znaczeniu. Warto zaprosić do zabawy znajomych i korzystać z komunikacji głosowej, szczególnie gry już opanujemy podstawy i mechanikę rozgrywki. Nie jest to bynajmniej łatwy tryb, ale dostarczył mi znacznie więcej frajdy niż tryb wieloosobowy.

Do źródeł!

Nie da się ukryć, że oczekiwania wobec Call of Duty: WWII były spore. Powrót do korzeni miał być swoistym renesansem i przełomem w interaktywnych starciach na frontach II wojny światowej. Z drugiej strony mamy grono osób, które nie wierzyły, że drugowojenna tematyka cokolwiek zmieni. Ostatecznie okazuje się, że rację mieli wszyscy. Nowy CoD to z pewnością dobra odsłona serii, ale zdecydowanie nie najlepsza gra osadzona w poruszanych przez siebie realiach historycznych, oczywiście w zależności od tego, czego po niej oczekujemy. Wydarzenia, które obserwujemy w kampanii już były, pojawia się trochę nowości, ale jednak doświadczamy znanych nam scen w zdecydowanie lepszej jakości nie tylko pod kątem oprawy wizualnej, ale także mechanizmów rozgrywki. Jeśli oczekiwaliście rewolucji, to z pewnością nie jest to CoD, którego szukacie.

Call of Duty: WWII to nadal liniowa, wypełniona po brzegi skryptami gra akcji, w której zaprezentowano wojnę możliwie najbliżej realizmu, na jaki pozwalał silnik gry i dorobek serii. Kampania jest stosunkowo krótka, ale z pewnością każdy dla kogo ten moduł jest priorytetem, zdecyduje się na wyższe poziomy trudności, co pozwoli ją wydłużyć i uczyni bardziej satysfakcjonującą. Dużym rozczarowaniem jest za to tryb wieloosobowy, który niedzielnego gracza przyprawi o dezorientację i frustrację, ale nie da się ukryć, że fani serii z pewnością szybko się w nim odnajdą, a wraz z kolejnymi dodatkami i nowymi mapami do rywalizacji mogą dołączyć nowi gracze. Znacznie lepiej wypada przy tym tryb zombie nazistów, o ile tylko lubicie dynamiczne starcia ujęte w szerszym kontekście, które prowadzą do czegoś więcej, niż tylko kolejnych poziomów doświadczenia i miejsc w rankingach.

Oczekiwaliśmy sporo, ale Sledgehammer Games dostarczyło nam wystarczająco dużo, żeby uznać Call of Duty za grę dobrą, dopracowaną i przemyślaną, aczkolwiek niepozbawioną bolączek serii i pomniejszych wad. Jeśli lubicie kino akcji, a jeszcze bardziej lubicie w nim uczestniczyć, to z pewnością znajdziecie tu coś dla siebie.

PlayStation 4Call of Duty: WWII

  • wizja II wojny światowej pełnej brutalnych scen
  • przerywniki filmowe i wprowadzenia do misji
  • duża różnorodność w wykonywanych zadaniach
  • epizodyczne sekwencje prezentujące akcję z perspektywy innego bohatera
  • brak większych błędów i bugów w działaniu gry
  • interaktywne menu trybu wieloosobowego
  • oprawa audiowizualna, ze szczególnym naciskiem na dźwięki w grze
  • ciekawy, klimatyczny i angażujący tryb zombie
  • wyzwania motywujące do regularnych zmagań w trybie sieciowym
  • kampania mogłaby być nieco dłuższa
  • momentami aż nazbyt efektowne sceny akcji
  • silnik graficzny ze swoimi ograniczeniami
  • ciasne mapy w trybie wieloosobowym i niewielka różnorodność trybów
  • słaby balans broni i nierówne starcia w trybie sieciowym
  • średnio udany polski dubbing

Udany powrót z widocznym bagażem bolączek serii

Najnowsze
Lubisz nas?