Recenzja

Stranger Things - The Game - recenzja - Demogorgon w stylu retro

Katarzyna Dąbkowska, 27.10.2017 18:00 0

Dziś premiera drugiego sezonu serialu. Z tej okazji przygotowaliśmy dla was recenzję gry, w którą powinien zagrać każdy fan Stranger Things.

Jest chłodny listopad 1983 roku. W Hawkins w tajemniczych okolicznościach znika mały chłopiec. Jim Hopper, szef lokalnej policji, podejmuje poszukiwania, a w miasteczku pojawia się wkrótce dziewczynka o niezwykłych mocach. Historia nabiera ogromnego rozpędu, a jej kontynuację poznamy już dziś. Zanim jednak to nastąpi, możemy zanurzyć się w klimatach Stranger Things z zupełnie innej strony.

Stranger Things: The Game już od samego początku kojarzy się ze SNESowymi produkcjami z The Legend of Zelda: A Link to the Past na czele. Podczas rozgrywki wcielamy się w jedną z wybranych postaci, którą przemierzamy dobrze nam znane, serialowe miasteczko. Grę rozpoczynamy jako Hopper, jednak wraz z postępami w rozgrywce odblokowujemy kolejne postacie. Każda z nich ma unikatowe umiejętności, które pomagają nie tylko w eliminowaniu wszędobylskich przeciwników, ale również w rozwiązywaniu zagadek umożliwiających przejście do następnego etapu gry.

Stranger Things: The Game to reklamówka serialu, która ma przybliżyć nas do fabularnych zwrotów akcji przedstawionych w netfliksowej produkcji. Już od samego początku gra serwuje nam sporo nawiązań do pierwszego sezonu Stranger Things i ciężko będzie połapać się w akcji tym, którzy nie obejrzeli ani jednego odcinka. Jak już wspomniałam, na początku gry wcielamy się w Hoppera i to nie bez przyczyny. Akcja wplątuje się i luźno prowadzi przez kolejne serialowe wydarzenia, więc szef lokalnej policji musi odnaleźć grupkę zaginionych dzieciaków. Oczywiście, z postępem rozgrywki odszukujemy kolejne postaci, wraz z małomówną dziewczynką o nadludzkich mocach – Jedenastką. Jeśli zatem nie oglądaliście pierwszego sezonu, a macie to w planach, wstrzymajcie się z graniem w Stranger Things – The Game, bo zaserwujecie sobie kilka spoilerów.

Gra przypomina niejako dungeon crawlera wymieszanego z grą logiczną. Każdy z bohaterów ma unikalne umiejętności pozwalające na oddziaływanie na środowisko zewnętrzne. Kiedy Hopper używa jedynie swych pięści, Lucas ma procę, która pomaga zrzucać mu przełączać czy zrzucać różne rzeczy z dystansu, a Nancy świetnie radzi sobie z kijem baseballowym, który pozwala na rozwalanie między innymi kłód w lesie. Mapa świata jest spora, więc gracz może pławić się w rozgrywce przez długie godziny bez obaw, że szybko zakończy zabawę. Twórcy zadbali również o to, by poza wciągającym wątkiem fabularnym dostarczyć fanom również kilka ciekawych zadań pobocznych. Wszystko zgrywa się w zbitą i interesującą całość, bez chaotycznych treści (ponownie zaznaczam – jeśli oglądaliście już serial). Dodatkowym, ogromnym plusem jest polska wersja językowa. Oczywiście, bohaterowie nie przemawiają tutaj głosami postaci z serialu, ale „dymkowe” wypowiedzi wiele wprowadzają do rozgrywki i tłumaczą (choć bardzo pobieżnie), co dzieje się w grze. Twórcom za decyzję odnośnie lokalizacji należą się brawa, jednak nie obyło się też bez kilku drobnych potknięć w tłumaczeniach, takich jak chociażby pomyłki w odróżnieniu formy żeńskiej i męskiej.

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, byłoby to sterowanie. Jest bardzo intuicyjne i też niezwykle proste w użyciu. Wystarczy dotykać palcem tam, gdzie chcemy się udać czy w te elementy, które chcemy wyeliminować. Niestety, ale czasami bywa męczące w momentach, kiedy jesteśmy na granicy z mapami, a akurat atakują nas wrogowie. Bardzo często zdarzało mi się pokonać przeciwnika, przejść do następnego etapu, gdzie podczas walki z kolejnym przeciwnikiem przypadkowo przerzucałam się na poprzedni poziom. Jest to niezwykle irytujące, bo w takich momentach najczęściej przeciwnicy się respawnują. Wynik? Czasem walczymy z jednym oponentem kilka razy. Na smartfonach z większymi ekranami obsługa gry jedną ręką będzie również utrudniona. Produkcja ogólnie oferuje dwa tryby rozgrywki – normalny i hardkorowy, przeznaczony jedynie dla cierpliwych. Z tymi nieścisłościami w sterowaniu nawet normalny staje się miejscami niezwykle ciężki.

Stranger Things: The Game zaimponowało mi również klimatem. Choć nie jestem ogromną fanką pixelartu, to tutaj pasuje on idealnie do charakterystycznego wydźwięku. Jak zapewne wiecie, Stranger Things oparty jest o lata 80., horrory klasy B z tamtych czasów i twórczość Jamesa Camerona, Stephena Kinga czy Stevena Spielberga. Tutaj styl retro idealnie wpasowuje się w klimat gry i serialu. Kolorystyka dobrana jest idealnie do poszczególnych etapów, a całość podkreślają rewelacyjna muzyka i dźwięki.

Na koniec najważniejszy plus. Gra jest dostępna całkowicie za darmo. Nie chodzi tutaj o model free2play, który często okazuje się być ukrytym pay2win. Po prostu pobieramy produkt i cieszymy się nim bez żadnych ograniczeń. Gra nie ma w sobie żadnych mikrotransakcji, ani reklam (nie licząc tego, że sama stanowi wielką reklamę serialu). Podczas rozgrywki zbieramy monety, ale nie można ich kupić w żadnym sklepie. Ile zbierzemy, tyle będziemy mieć w wirtualnym portfelu.

Po Stranger Things: The Game spodziewałam się kolejnego „wysysacza” pieniędzy, jakich w App Store i Sklepie Play jest wiele. Studio BonusXP pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie licząc kilku drobnych potknięć zaserwowało naprawdę bardzo dobrą grę. Osobom, które jednak nie są obeznane w tajemniczym i mrocznym świecie Stranger Things nie polecam tego tytułu. Obejrzyjcie najpierw pierwszy sezon, a później pobierajcie grę, bo warto.

Stranger Things: The Game

  • klimat gry
  • oprawa audiowizualna
  • nawiązania do serialu
  • polska wersja językowa
  • wciągająca rozgrywka
  • sporo zadań
  • całkowicie darmowa
  • miejscami problematyczne sterowanie
  • gracze z brakiem znajomości serialu mogą mieć problemy ze zrozumieniem fabuły
Darmowa i klimatyczna wycieczka do Hawkins 8.5
najnowsze