Recenzja - PC

Mały krok naprzód - recenzja Project CARS 2

Paweł Pochowski, 02 października 2017 10:30 0

Slightly Mad Studios obiecywało, nęciło i niestety pod kilkoma względami na tym skończyło. Project CARS 2 jest lepszy od jedynki, choć ma swoje braki.

Pierwszy Project CARS to bez dwóch zdań świetna wyścigowa produkcja, która przykuła do monitora na długie godziny całe zastępy spragnionych “konsolowych” wyścigów na PC graczy. Pisząc “konsolowych” mam tu na myśli przede wszystkim całą otoczkę na poziomie Forzy Motorsport czy Gran Turismo, bo przed debiutancką grą Slightly Mad Studios trudno było na blaszakach o takie produkcje. Mieliśmy albo brzydkie, lecz zaawansowane symulatory albo wyścigi z bardziej dopracowaną warstwą rozgrywki i audiowideo, lecz z reguły w dość prostym i zręcznościowym wydaniu.

Project CARS miała dostarczyć fanom gier wyścigowych na PC zupełnie nowej jakości i w pewien sposób to zrobiło… jednocześnie stało się trochę symbolem nie do końca spełnionych oczekiwań. Pokładano w niej ogromne nadzieje, których długo nie mogliśmy zweryfikować przez kolejne opóźnienia premiery. Gdy wreszcie zadebiutowała imponowała warstwą graficzną, ale jednocześnie frustrowała. Między innymi tym, że deweloperzy pomimo kilku lat pracy i sporej społeczności aktywnie biorącej udział w procesie tworzenia gry nie poradzili sobie z doszlifowaniem wszystkiego na premierę, a co więcej nie dopilnowali także naprawy wszystkich elementów już po niej. I wiecie co? Z Project CARS 2 jest trochę podobnie.

Gracze przyzwyczaili się do betatestów i wczesnych dostępów, a deweloperzy w pewien sposób potraktowali to jako “zielone światło” do wydawania niedokończonych gier. Zastanówcie się sami, która z ostatnich głośniejszych premier na pc (a nawet - o zgrozo - na konsolach) przebiegła bezproblemowo? Gry wymagają od nas pobierania kilkugigabajtowych łatek już pierwszego dnia, a i tak sprawiają liczne problemy nawet w swoich podstawowych aspektach. Na szczęście z Project CARS 2 absolutnie nie jest aż tak źle - gra wyszła w niezłym stanie, co nie zmienia jednak faktu, że wymaga dalszych prac ze strony twórców. Zanim powiem Wam jednak o tym, co nie do końca zagrało przy Project CARS 2 skupię się na tym, co zdecydowanie można zaliczyć grze na plus.

A mowa o prowadzeniu sportowego samochodu - wrażenia wizualne, dźwiękowe, jak i model sterowania składają się tu na zgrabną całość, która wciąga i daje autentyczną przyjemność. Poprawiony model sterowania i lepszy niż w pierwszym Project CARS system force feedback sprawiają, że tłuczenie kolejnych okrążeń, uczenie się auta i toru oraz ciągłe doskonalenie swoich umiejętności i linii przejazdu w poszukiwaniu dziesiętnych części sekundy do urwania jest naprawdę fajne. Całość odbywa się przy zróżnicowanej pogodzie i na różnych torach, a przy tym wygląda bardzo dobrze. Nie jest to najładniejsza gry wyścigowa w historii, a screenshoty promocyjne jak zwykle trochę kłamią, ale całość stoi na wysokim poziomie. Smaczku dodaje fakt, że pomimo poprawienia modelu sterowania na gamepadzie nie jest tak, że Project CARS 2 stało się znacznie prostsze. Zresztą zanim znajdziecie złoty środek w ustawieniach martwych stref czy czułości dla pada trochę minie - nie jest tak, że chwycicie go w dłoń i zaczniecie trzaskać świetne okrążenia od razu, nawet mimo włączenia systemów wspomagających prowadzenie samochodu. Co więcej, w grze nadal nie ma miejsce na system cofania czasu, co sprawia, że w przypadku popełnienia błędu jego konsekwencje trzeba albo wziąć na klatę i jechać dalej, albo rozpocząć całą zabawę od nowa.

W Project CARS 2 w nasze ręce trafia powiększony zestaw samochodów i torów. Tym razem jest to ponad 180 aut, pośród których znajdą się zarówno najważniejsze marki, jak Ferrari, Lamborghini czy Porsche, ale także wiele innych - od Audi czy Renault, aż po Forda czy Mitsubishi. To mniej niż ma konkurencja, ale różnorodność jest naprawdę spora - od samochodów przeznaczonych do wyścigów po owalu, przez bolidy, auta do rallycrossu, pojazdy do wyścigów długodystansowych aż po klasę GT3. Za mało? Liczmy dalej. Aston Martin? Jest. BMW? Także. Nie zabrakło też Chevroleta, Nissana, Hondy, Jaguara, podobnie jak i lekkich zabawek w stylu Caterhama czy KTM X-bow, aż po Mercedesa, McLarena oraz Pagani Zondę. Równie dobrze prezentuje się lista torów. Mamy tu cały przekrój najważniejszych obiektów - zaczynając od Brands Hatch, Brno, Donington Park, Dubai Autodrome czy Hockenheim, przez Imolę, Indianapolis, Laguna Seca, Le Mans i Monzę, aż po Nurburgring, Silverstone i Spa. A stawkę uzupełniają mniej znane, ale niemniej ciekawe obiekty. Testowanie tego wszystkiego przy zróżnicowanych ustawieniach pory dnia czy pogody to zadanie na całe miesiące.

Szczególnie, że model sterowania jest tu mocnym punktem zabawy. Pod tym względem Project CARS 2 wypada lepiej od pierwszej części, choć sytuacja nie jest prosta. Nie jest to stuprocentowa symulacja, ale też nie jest to simcade, a coś znacznie bardziej zaawansowanego. Tak jak pisałem wyżej, prowadzenie auta jest wyzwaniem i przyjemnością dzięki poprawionemu systemowi ffb - grę testowałem na Thrustmaster TS 300RS i miałem z tego masę zabawy, bo auta prowadzą się zróżnicowanie i już nawet sam opór stawiany przez kierownicę jest różny dla poszczególnych typów aut. Jednocześnie po wyłączeniu wszystkich wspomagaczy trzeba sporo ćwiczyć, bo mam wrażenie, że gra nie daje odpowiedniej informacji o tym, do jakiego momentu możemy “cisnąć” - granica utraty przyczepności przez koła i w ogóle informacje z zawieszenia nie zawsze są tak dobre, jak być powinny, przez co fizyki Project CARS 2 trzeba się nauczyć i do niej przyzwyczaić. Innymi słowy choć jest dobrze, Assetto Corsa nadal rządzi.

Slightly Mad Studios przed premierą obiecywało rewolucję w trybie kariery i niestety, ale muszę przyznać, że trudno mi ją dostrzec. Owszem, tak jak opowiadał Ian Bell gracze otrzymali większą dowolność, ale mam wrażenie, że rdzeń trybu pozostał niezmieniony - wybieramy jedną ze ścieżek, a następnie przechodzimy przez kolejne etapy ścigajając się coraz lepszymi autami w bardziej prestiżowych zawodach. Fajne jest to, że deweloperzy szanując czas graczy nie każą im na żmudne wspinanie się od samego dołu wyścigowej drabiny, ale dają taką możliwość - stąd też ponownie zacząć można od gokartów czy serii przeznaczonej dla kierowców “juniorów”, nabierając powoli wyścigowego doświadczenia. Kto nie ma na to czasu może od razu rzucić się na starty w poważniejszych ligach i nie zaprzątać sobie głowy słabszymi autami. W naszej gestii pozostaje także podjęcie decyzji o długości wyścigu czy sesji treningowej, a także kilku innych aspektach, choć nie jest tak, że mamy całkowitą dowolność, bo pewnych rzeczy przeskoczyć się po prostu nie da.

Jednocześnie Project CARS 2 podobnie jak i pierwsza część gry, zawodzi trochę pod kątem całej wyścigowej otoczki. Deweloperzy jak zwykle zapewniają, że najważniejsze dla nich jest sprawienie, by gracz mogł poczuć się jak wyścigowy kierowca, ale jakoś nie silą się na to, by tchnąć w rywalizację w karierze choćby ducha emocji. W motosporcie ogromnie wiele dzieje się także poza torem - kierowcy się kłócą i rywalizują ze sobą, negocjują kontrakty, przechodzą do innych zespołów, a fani śledzą to z zapartym tchem. Marzy mi się gra, która odda to wszystko na wielu płaszczyznach, natomiast na pewno nie będzie to Project CARS 2. Tutaj pomiędzy wyścigami odczytamy tylko maila od inżynierów, czasem średnio pasującego nawet do aktualnego stanu rywalizacji i to w zasadzie tyle. Dwa kliknięcia i jedziemy następny wyścig, chyba, że macie akurat ochotę na jakiś poboczny event. Pod tym względem czeka na graczy spora różnorodność - od jednorazowych zawodów specjalnych po współpracę z producentami i reprezentowanie barw danej fabryki w ligach producenckich.

Kariera w Project CARS 2 mogłaby być doświadczeniem na naprawdę długie zimowe tygodnie, jak nie całe miesiące, niestety zawodzi praktycznie najważniejszy element. Sztuczna inteligencja. Tak jak pierwsza część gry nie błyszczała pod tym względem, tak i dwójka szczególnie na początku ma z tym elementem wiele problemów. Na samym starcie przeciwnicy sterowani przez komputer uwielbiali się pakować w tył naszego auta przy byle okazji. Łatka poprawiła co prawda problem, ale nie tknęła za to zepsutego balansu pomiędzy poszczególnymi wyścigami. Na tym samym poziomie umiejętności przeciwników możemy wygrać dwa wyścigi ze sporą przewagą, a w trzecim nie nawiązać nawet równej walki i patrzeć jak stawka oddala się w siną dal. Brakuje też korelacji pomiędzy kręconymi przez SI czasami, a tym, co dzieje się na torze podczas wyścigów.

Testując ten element udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której wykręcony przeze mnie czas pozwolił na zajęcie zaszczytnego ostatniego miejsca w kwalifikacjach (skromne 4-5 sekund za resztą stawki), natomiast podczas wyścigu identyczny czas pozwolił na objechanie wszystkich i dotarcie na metę pierwszym, ze sporą przewagą. Albo inny przykład - kierowca sterowany przez SI podczas treningu spędził całe okrążenie za moim plecami, ale według tablicy wyników nie przeszkodziło mu to w wykręceniu znacznie lepszego czasu niż mój. Magia. Innym razem szukając przyczyny swojej słabej postawy okazało się, że mechanicy zatankowali mi pięciokrotnie więcej paliwa niż potrzebuję na kilkuminutowy wyścig (co naturalnie strasznie obciążyło auto i wpłynęło na osiągi), a na dodatek na koła założyli opony totalnie niedopasowane do ślicznej, bezchmurnej pogody panującej nad torem. A ja dziwiłem się czemu nie mogę nawiązać rywalizacji z przeciwnikami, z którymi wyścig wcześniej walczyłem jak równy z równym. Może to nie brzmi aż tak źle, ale uwierzcie - to spory problem dla osób, które nastawiają się na fajną rywalizację w trybie dla jednego gracza. W tym trybie najwięcej do powiedzenia ma SI i balans poziomu trudności, a z tym jest w Project CARS 2 póki co średnio.

Kontynuując przez moment wątek SI - możemy co prawda zarządzać agresywnością przeciwników, ale nie zmienia to faktu, że ogólnie jeżdżą oni raczej na zasadzie “jeden za drugim”, odwalają czasem dziwne rzeczy, a do tego totalnie nie potrafią jeździć na deszczu. SI na niektórych torach przy brzydkiej pogodzie totalnie wariuje i objeżdżamy ich niczym dzieci we mgle. Ian zapewnia, że dalsze prace nad SI będą trwały i twórcy dopracują ten element przez kolejne miesiące, ale co to ma być - early access czy pełna wersja gry? Bez dopracowanego trybu kariery, balansu w poziomie trudności i doszlifowania SI graczom pozostanie samodzielne kręcenie okrążeń lub tryb multi, choć i tu nie wszystko zagrało jak trzeba.

Głównie dlatego, że i ten element dopiero będzie rozwijany. Znaczy owszem, już teraz możecie się ścigać z innymi graczami i nie ma z tym specjalnych problemów pod względem dołączenia do serwerów czy opóźnień, ale póki co matchmaking nie pozwala na tworzenie całych lig czy sezonów (a miał), nie umożliwia także tworzenia zawodów z podziałem na docelowy kontroler (a powinien) czy używane asysty (a przynajmniej nie znalazłem). Cześć z tego ma być, ale dopiero za jakiś czas, o ile twórcy spełnią swoje obietnice.

Co więcej, w Project CARS 2 nawet nie tyle trudno doszukać się prawdziwej rewolucji, co nawet znaleźć czasem większe nowości. I to do tego stopnia, że łapałem się na sprawdzaniu czy na pewno odpaliłem drugą, a nie pierwsza część serii. Serio. Wiem, że to może brzmieć jak żart, ale z ręką na sercu potrafiłem sprawdzić nazwę włączonej gry, bo nie byłem pewien czy to aby nie jedynka i to nie tylko dlatego, że menu w obu są identyczne. Mamy tu poprawionych kilka elementów i kilka nowości, ale całość sprawia momentami wrażenie porządnego dodatku do jedynki, a nie kontynuacji na jaką zasługują gracze i fani.

Przykład? Efekty pogodowe. Są fenomenalne. Serio! Warunki na trasie przepięknie zmieniają się na naszych oczach - na jednym okrążeniu zachodzące słońce razi w oczy, by za kilka minut być już tylko odbiciem w kałuży na torze. Woda zbiera się i wsiąka w zróżnicowany sposób, w zależności od podłoża. Mamy tu mgłę, śnieg, mżawkę i wpływ ciśnienia na zachowanie się opon nawet w zależności od wysokości położenia toru nad poziomem morza, a system Live Track 3.0 sprawia, że jazda w niektórych warunkach to dosłownie walka o przetrwanie. Tylko po co? Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że gracze na pewnym poziomie zaawansowania chcą ścigać się ze sobą i poprawiać swoje czasy na poszczególnych okrążeniach, szukając perfekcyjnych ustawień i czasów przejazdu, a nie omijać kałuże czy walczyć o to, by auto nie wywinęło bączka na śniegu. Jasne, to jest ładne i efektowne i pewnie nawet przez jakiś czas bawi, ale czy na dłuższą metę oczekujemy od gry wyścigowej bycia zaawansowanym symulatorem pogody? Na to pytanie każdy z nas odpowiedzieć musi sobie osobiście.

To wszystko razem sprawia, że mam z Project CARS 2 pewien problem. Bo nie wiem kto tak naprawdę miałby w ten tytuł grać zdając sobie sprawę, że jest jednocześnie zbyt zaawansowany i trudny dla amatorów oraz jednocześnie zbyt uproszczony dla hardkorowych fanów wyścigowych symulacji. Idąc dalej tym tropem, błędy ze sztuczną inteligencją i zbalansowaniem poziomu trudności trawią dość topornie wykonany tryb kariery, a póki co liczne ograniczenia sprawiają, że i do trybu multi może nie być to najlepszy wybór. Owszem, to nie zmienia faktu, że gra jest bardzo ładna, system sterowania daje ogromnie wiele przyjemności, a dynamicznie zmieniająca się pogoda wypada naprawdę efektownie, ale przecież nie powinna być to sztuka dla sztuki, a elementy zgrabnie zazębiającej się całości. Chwilowo mam wrażenie, że tak do końca nie jest, a co więcej nie mogę mieć pewności, że stanie się tak w przyszłości. Oby, bo inaczej okaże się, że cały wysiłek Slightly Mad Studios poszedł na marne. A tego byłoby szkoda, bo jakby nie patrzeć Project CARS 2 to bardzo dobra gra wyścigowa i krok naprzód dla serii. Niezbyt duży i nie do końca w dobrą stronę, ale jednak.

Project CARS 2 PC

  • oprawa audiowizualna
  • mimo wszystko efekty pogodowe
  • spora baza aut i torów
  • rallycross
  • przyjemne sterowanie
  • grywalność
  • sztuczna inteligencja wymaga dalszej pracy
  • bugi w karierze - m.in. z balansem poziomu trudności
  • za trudna dla amatorów i zbyt mało złożona dla hardkorowych fanów symulacji
  • robi się z tego symulator pogody, ale czy o to chodzi w wyścigach?
Świetna gra, choć wymagająca szlifów i skierowana do wąskiej grupy 7.5
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?