InformacjeBetatest

Stary, dobry CoD? Wrażenia z bety Call of Duty: WWII

... Paweł Pochowski

Pierwsze betatesty nowego Call of Duty już za nami. Wybraliśmy się na drugowojenny front, a z tej wyprawy przygotowaliśmy dla Was stosowny raport.

Ponoć prosiliśmy, błagaliśmy i otrzymaliśmy – tak utrzymuje Activision zapewniając, że nie mogło być głuche na liczne prośby fanów Call of Duty marzących o powrocie do realiów drugiej wojny światowej. Po boomie z minionej dekady, gdy w pewnym momencie tematykę największego zbrojnego konfliktu w dziejach ludzkości eksploatowano aż do przesady, nastąpiła wieloletnie przerwa, podczas której nikt już nie chciał ani zbytnio odpalać, ani też produkować gier osadzonych w latach 1939 – 1945. Trendy się jednak zmieniają, a w ostatnich latach faktycznie zaczęły pojawiać się głosy sugerujące, że już czas na powrót do przeszłości. Na taki krok pierwsi odważyli się twórcy z EA DICE, choć z dwóch wielkich wojen Szwedzi wybrali akurat tę pierwszą. Activision nie mogło pozostać obojętne na taki ruch i po roku robienia dobrej miny do złej gry triumfalnie ogłosiło powrót Call of Duty do korzeni. Totalne zaskoczenie.

Swoją drogą, na tym przykładzie doskonale widać jak gaming zmienia się na przestrzeni lat. W czasach pierwszego Call of Duty liczyła się przede wszystkim kampania dla jednego gracza, a potyczki sieciowe stanowiły dodatek do całości. Teraz jest zupełnie inaczej. Call of Duty dostarcza graczom pełen zestaw atrakcji – od singla, przez multi aż po kooperację. Sama kampania fabularna to zdecydowanie za mało, by przekonać graczy do zakupu strzelanki, która docelowo powinna oferować rozgrywkę na kilkadziesiąt czy kilkaset godzin.

Trybiki w maszynie

Stąd tak wiele zależy od trybór rozgrywki. W tym temacie niestety prywatna beta Call of Duty: WWII nie zaprezentowała właściwie nic innowacyjnego. Podstawowe tryby rywalizacji są takie same, co w poprzednich częściach – mamy więc zespołowy deathmatch, hardpoint oraz dominację, które stanowią tak właściwie główną oś zainteresowania większości graczy. W poprzednich edycjach Call of Duty to właśnie w te tryby grało najwięcej osób, resztą interesowała się właściwie garstka. Pod względem zasad czy liczebności zespołów nie zmieniło się praktycznie nic – w deathmatchu bierzemy udział w wojnie pomiędzy dwoma pragnącymi wyniszczyć się zespołami, natomiast w dominacji i hardpoint rywalizujemy o kontrolę nad punktami. Każdorazowo jest to zabawa dla raptem 12 osób. O ile jednak w pierwszym przypadku odbijamy punkty w stałych miejscach na mapie, o tyle w hardpoint lokacja jest jedna, a dodatkowo pojawia się na mapie losowo.

Jeżeli liczyliście na rewolucję lub przynamniej znaczne odświeżenie formuły na multiplayer w wykonaniu Call of Duty, możecie się srogo zawieść. Pod względem innowacji naprawdę nie ma tu wiele. Wprost przeciwnie, ogrywając kolejne mecze nie mogłem pozbyć się uczucia, że to przecież wszystko jest znane i osadzone jeden do jednego w dotychczasowej formule. Jeżeli liczyliście więc na to, że wraz z przeprowadzką na front II wojny światowej pojawią się wieloosobowe desanty na okupowanych przez nazistów plażach, że w walkach w trybie online wezmą udział dziesiątki graczy, a całość zrealizowana zostanie z rozmachem, dzięki któremu weźmiemy udział w bitwach, jakich jeszcze nie widzieliśmy to pozostaje Wam jedynie liczyć na to, że będzie tak w trybie singleplayer. Bo w multi raczej nie ma na to szans.

Dlaczego? Przyczyna jest prosta. Call of Duty to produkcja, która wychodzi co roku, ale pracują nad nią różne studia. Jednocześnie spory nacisk położony jest w przypadku tej serii na e-sport – Activision mocno zaangażowało się w organizowanie ligi na PlayStation 4 i dbanie o to, by całość nabierała jak najbardziej profesjonalnego kształtu. Trudno byłoby mówić jednak o jakiejkolwiek długoterminowej rywalizacji na wysokim poziomie, gdyby co roku wraz z nową częścią zmianie ulegały główne założenia trybu multi, prawda? Więc się nie zmieniają.

Nigdy nie byłem maniakiem serii Call of Duty, ale już recenzując Call of Duty: Black Ops III – który zresztą miał świetne multi – narzekałem na klaustrofobiczne mapy, na których znajduje się miejsce dla jedynie kilku graczy. Spodziewałem się, że w dwa maksymalnie trzy lata sytuacja ulegnie poprawie, ale od tego czasu nie zmieniło się nic. Twórcy ograniczyli się jedynie do zmian w modelu poruszania się postaci. I tak przesiadka z Black Ops III na Infinite Warfare w znaczny sposób ograniczała już mobilność postaci, ale nowe realia to kolejne ograniczenia. Ja bardzo lubię, gdy postaci są szybkie i dynamiczne, podobnie jak i te wszystkie podwójne skoki w powietrzu, ślizgi i bieganie po ścianach. Nie ma nic dziwnego w tym, że Call of Duty: WWII przystosowując się do realiów drugiej wojny musiało zrezygnować z wszystkich podobnych urozmaiceń i postawić na bardziej przyziemną rywalizację. Problem w tym, że po ograniu bety nie widzę, by cokolwiek fajnego zaproponowano w zamian.

Recykling mode on

Call of Duty: WWII w samym swoim rdzeniu to rozgrywka dokładnie taka sama co zwykle. Mamy tu do czynienia z doskonale znanym podziałem na klasy postaci (jasne, nazwy są inne, ale podział na role czy ekwipunek taki sam), identycznym systemem modyfikowania broni, podobnymi co zawsze zdolnościami pasywnymi czy nawet identycznymi „scorestreakami” – od rozpoznania pozycji wrogów z samolotu, przez bombardowanie aż do ostrzału artyleryjskiego, choć naturalnie kilku niepasujących do realiów się oczywiście pozbyto. Wszystko co się da z dotychczasowych elementów twórcy zaimplementowali do Call of Duty: WWII i to chyba m.in. z tego właśnie powodu ciężko odnieść mi wrażenie, że obcuję faktycznie z czymś nowym.

Być może także dlatego, że pozostałe elementy reklamowane jako nowe może i częściowo takie są, ale tylko dla Call of Duty samego w sobie, podczas gdy faktycznie trudno tu mówić o innowacjach z prawdziwego zdarzenia. Idealny przykład to nowy tryb rozgrywki – Wojna. Potyczki składają się tu z serii zadań, które muszą wykonać atakujący, aby popchnąć akcję naprzód. Do wykonania są takie zadania jak zajęcie danego obszaru, zniszczenie składu amunicji czy eskortowanie czołgu. To ostatnio samo w sobie jest zupełnie niczym tryb „safeguard” z Black Ops III, choć robota zastąpiono w tym przypadku czołgiem. Niby nowość, a tak właściwie pomysł od konkurencji ze wsparciem własnych, poddanych recyklingowi rozwiązań. Ot innowacja.

Wojna w skali mikro

Apogeum mojego narzekactwa osiągnę dopiero w tym momencie. Call of Duty: WWII nie wprowadza bowiem żadnych ulepszeń pod względem wielkości mapy – to nadal te same małe, klaustrofobiczne, a przede wszystkim schematycznie tworzone poziomy, które lądują w trybach multi kolejnych Call of Duty od dawna. I tym razem nie wygląda na to, by miało się to zmienić. Nie wiem czy jest inna popularna strzelanka, która rozgrywa się na tak ograniczonych i schematycznych poziomach. I tym razem spotkałem podobne ścieżki, z palącymi się co kawałek wrakami pojazdów i typowymi przejściami przez rozwalone budynki czy fragmenty ogrodzeń. Niby walczymy w ardeńskich lasach czy okopach Pointe du Hoc, ale przez wielkość zespołów i rozmiar mapy naprawdę ciężko wczuć się w klimat II wojny. I to pomimo trzymania w rękach M1 Garand czy karabinu STG-44.

Sporo sobie na Call of Duty: WWII ponarzekałem, ale poza brakiem wielkich nowości czy stworzeniem wreszcie przez deweloperów większych poziomów póki co innych problemów nie stwierdziłem. To wszystko o czym piszę nie oznacza, że multi w Call of Duty: WWII jest skazane na porażkę. Po pierwsze, tryb multi to jedynie cześć oferowanych przez Call of Duty: WWII atrakcji, a ja widziałem zaledwie jego wycinek. Gra zaoferuje przecież także kampanię fabularną czy tryb kooperacji, nie mówiąc o tym, że może w samym trybie wieloosobowym chowają się pewne nowości, które dopiero zostaną ujawnione bliżej premiery. Mamy też dostać dywizje i kwaterę główną, których póki co nie zdążyłem przetestować. Zresztą nawet gdyby tak nie było, samo strzelanie wykonane jest jak zwykle, a więc dobrze. To jedno także nie zmienia się już od lat. Spodziewałem się jednak czegoś więcej licząc na to, że powrót do II wojny będzie dla serii okazją do odświeżenia kilku elementów i to właśnie za to trzymam kciuki najmocniej. Póki co widzę tu jedynie "starego, dobrego CoD-a", ale to akurat nie ma nic wspólnego z powrotem do korzeni.

Najnowsze
Lubisz nas?