Felieton

PlayStation i Xbox jak iPhone. Pożegnajcie podział konsol na generacje

Kamil Ostrowski, 05.07.2017 10:30 6

Jeżeli wielki eksperyment Microsoftu się powiedzie, to możemy doczekać się ogromnej zmiany w myśleniu o konsolach.

Spójrzmy prawdzie w oczy – Xbox One X nie jest żadną rewolucją przynajmniej w kategoriach konsolowych. Jest ewolucją, co paradoksalnie – jest dosyć rewolucyjne. Sprzęt debiutuje mniej więcej w połowie czasu trwania generacji, przynajmniej generacji w rozumieniu do jakiej przyzwyczaili nas producenci hardware’u do grania. To nietypowe, bo nowej konsoli Microsoftu na pewno nie można nazwać „odświeżeniem” Xboksa One, a raczej jego rozwinięciem. Wydarzenie to jest bez precedensu, ale ja już dziś jestem praktycznie przekonany, że do takiej nowej cykliczności powinniśmy się przyzwyczaić, bo pewnie zostanie z nami na dłużej. Mało tego, nie zdziwiłbym się, gdyby na przestrzeni kolejnych dekad nowe sprzęty pojawiały się w jeszcze krótszych odstępach czasu – nawet co dwa lata.

Skąd takie przypuszczenie? Spójrzmy tylko na rynek. Xboksy 360 co prawda wycofano z produkcji, ale zaledwie około rok temu, w związku z czym wciąż są one szeroko dostępne i funkcjonują jako platformy do grania – pojawiają się na ten sprzęt nowe tytuły, chociaż są w zaniku. Podobnie wygląda sytuacja z PlayStation 3, którego taśmy produkcyjne zamknięto ledwie w końcówce maja 2017 roku. Poza tym Microsoft obecnie sprzedaje aż trzy (sic!) wersje Xboksa One, natomiast Sony dwa różne PlayStation 4. A nawet trzy, jeżeli osobno liczyć odświeżoną wersję „nie-do-końca-slim” i pozostające w magazynach ostatnie sztuki „klasycznego” PS4. Toż to czysty obłęd. Co ciekawsze, o ile w przypadku „fata” i „slimki” w wydaniu niebieskich różnice są stosunkowo niewielkie, tak zieloni różnicują swoje sprzęty coraz mocniej i to z iteracji na iterację.

Recenzenci Xbox One S wyraźnie wskazywali na fakt, że ta wersja konsoli Microsoftu z rodziny „One” już oferowała niewielką poprawę wydajności. Na papierze była to różnica rzędu kilku procent, która jednak pozwalała na zabawę w wyższym komforcie – część gier otrzymywała parę dodatkowych klatek na sekundę, inne dodatkowe efekty, nie mówiąc o podbitej rozdzielczości. Xbox One S w 90% był więc tym, co znaliśmy z poprzednich generacji – pomniejszoną, upiększoną wersją. W 10% był jednak upgradem. Moim zdaniem Microsoft mógł w ten sposób badać rynek i sprawdzać czy klienci pozostający przy starym sprzęcie nie poczują się wykluczeni. Skoro się nie poczuli, to można startować z Xbox One X, który oczywiście jest silnym upgradem, ale nie tworzy przepaści między generacjami. Albo inaczej. Jest nową generacją, ale w zmodyfikowanym rozumieniu.

Spójrzmy teraz na najnowsze „high-endowe” wersje konsol od obydwu czołowych producentów (Nintendo jak zawsze robi po swojemu, wobec czego pomijam ich w tym zestawieniu). PlayStation Pro w teorii jest wyraźnie potężniejsze od swojego młodszego brata. Zastosowano szybciej traktowany procesor, ale co ważniejsze do obudowy wciśnięto zupełnie nowy chip graficzny, który robi kolosalną różnicę. Ogólnie rzecz biorąc hardware zastosowany w klasycznym PS4 cechowała moc obliczeniowa na poziomie 1,84 teraflopów, natomiast ten w PS4 Pro to już 4,2 teraflopa. Oczywiście jest to moc pożytkowana głównie na potrzeby wyświetlania obrazu w 4K, nie zmienia to jednak faktu, że nowa konsola od starej różni się zupełnie jak kolejne generacje telefonów – teoretycznie Samsung Galaxy S6 się dramatycznie od Galaxy S8, aczkolwiek różnica nie jest wyraźna w momencie premiery tego ostatniego, a dopiero w dłuższej perspektywie czasu producent wycofuje wsparcie dla poszczególnych urządzeń, odcinając w pierwszej kolejności najbardziej problematyczne, najsłabsze sprzęty.

Jeszcze większą różnicę widać, kiedy do porównania dodamy Xboksa One X. W zasadzie nie ma w tym nic dziwnego, skoro sprzęt wypuszczony zostanie zdecydowanie później (dodajmy z kronikarskiego obowiązku, dla czytelników z przyszłości – jeszcze nawet nie pojawił się na rynku). Procesor ośmiordzeniowy taktowany w 2,3GHz, do tego 12GB pamięci GDDR5 i moc obliczeniowa na poziomie 6 teraflopów. To spora różnica, wręcz kilkukrotna, jednak to nic, jeżeli porównywalibyśmy ze sobą urządzenia z oddzielnych generacji. Przykładowo – wspomniany układ graficzny PS4 oferuje wydajność na poziomie 1.84 teraflopa, a w przypadku PS3 jest to ponad dziesięciokrotnie mniej – 0,176 teraflopa. Na tych liczbach wyraźnie widać, jak bardzo „po środku generacji” jest Xbox One X.

Co w tym wszystkim najciekawsze, obydwaj producenci zdecydowanie deklarują, że mają zamiar utrzymać koherentność swojego ekosystemu w ramach obecnie produkowanych platform, bez uszczerbku dla posiadaczy tańszych sprzętów. Podkreślano to wielokrotnie i dotychczasowe doświadczenia z PlayStation Pro wskazują na to, że jest możliwe stworzenie jednej gry, działającej na różnych wersjach konsoli, będących objętościowo i jakościowo w sensie gameplay’u identycznych, a oferujących „jedynie” lepszą grafikę w przypadku konsoli z wyższej półki – najbardziej reprezentatywne jest tutaj oczywiście Horizon: Zero Dawn. Nie widzę powodu, dla którego np. nowe Halo miałoby na Xboksie One X nie oferować wyższej rozdzielczości, paru dodatkowych efektów czy wyższej ilości klatek na sekundę. Nie widzę też powodu, dla którego po premierze Xboksa One X2 (czy jakkolwiek będzie się nazywała kolejna konsola zielonych), Microsoft miałby odciąć się od poprzedniej iteracji, czyli Xbox One X, który będzie dla swojego następcy tym, czym dzisiaj jest dla niego Xbox One S. Starszym rodzeństwem w czasie apokalipsy zombie, które przecież wciąż daje radę więc nie wypada go zostawić i samemu pobiec do przodu bez oglądania się, mimo że staruszek odstaje lekko wyglądem.

Śmiem zaryzykować stwierdzenie, że zmianę sprowokował, a nawet wymusił w całości Microsoft, który wobec swojej kiepskiej pozycji w czasie panowania ósmej generacji próbuje zmienić zasady gry i wciągnąć Sony w szybszą wymianę piłek. Zieloni zaserwowali mocne uderzenie, przynajmniej w pojęciach czysto hardware’owych. Co ciekawe, Japończykom wydaje się to pasować i wcale nie spieszą się oni z wydaniem nowej iteracji, co nie znaczy jednak, że w perspektywie dwóch-trzech lat nie pojawi się coś nowego. W zwykłych warunkach byłaby to po prostu kolejna generacja konsol, aczkolwiek jestem przekonany, że możemy liczyć również na to, że w czasie jej trwania również doczekamy się PlayStation 5 Pro, więc pytanie brzmi: czy w dalszym ciągu powinniśmy liczyć generacje w taki sposób w jaki robiliśmy to do tej pory? A jeżeli tak, to na jakiej podstawie mamy pozostawać przy tym założeniu? Wyłącznie z przyzwyczajenia?

Moim zdaniem w najbliższej przyszłości nieuniknione jest „zesmartfonowienie” rynku konsol. Nie widzę w tym absolutnie nic złego – wręcz przeciwnie, dla klienta to same korzyści. Dowolnie może on decydować o poziomie „high-endu”, na jaki ma w danej chwili ochotę. Jeżeli wystarcza mu sprzęt paruletni, to może przy nim pozostać, albo wręcz w niego dopiero zainwestować, na co wystarczą mu niewielkie pieniądze (spójrzmy na ceny PlayStation 4 i Xboksa One – są wręcz śmieszne). Kto lubi być w awangardzie, ten będzie miał możliwość zakupu nowego sprzętu co trzy-cztery lata, dzięki czemu w okresie zmierzchu danej generacji uniknie pobłażliwych uśmieszków ze strony reprezentantów pecetowej rasy panów. Wszyscy wygrywają. No, może poza nami – dziennikarzami, którzy będą musieli częściej wymieniać sprzęt. Ale aż głupio mi narzekać.

najnowsze

Do Mordhau nadchodzą spore zmiany

Twórcy gry Mordhau podzielili się planami rozwoju swojej produkcji – dostaniemy między innymi dwie nowe mapy, dodatkowy tryb rozgrywki oraz inne przydatne funkcje, które dziś omówimy.