Felieton

Trafienie Krytyczne #9. Przekleństwo poprawności politycznej

Sławek Serafin, 12.03.2017 14:46 65

Dzień Kobiet był w środę co prawda, ale dobry temat nie przestaje być dobrym tematem tylko dlatego, że minęło już kilka dni.

Lubię grać postaciami kobiecymi. W zasadzie w każdej grze, w której mogę, czyli głównie we wszelakiej maści RPG, tworzę sobie bohaterki płci pięknej. Dlaczego? Cóż, wytłumaczenie jest takie proste jak ten seksistowski żart, w którym gracz płci męskiej twierdzi, że jak już ma przez kilkadziesiąt godzin gapić się na tyłek biegającej postaci, to niech chociaż to będzie ładny tyłek. Właśnie dlatego. Oczywiście, nie chodzi tu o pośladki, ale jak faktycznie mam spędzić dłuższy czas z jakąś postacią, to już jestem taki dziwny, że wolę go spędzić z kobietą właśnie. No i granie kolejnym łysym mięśniakiem jest takie nudne, nie?

Ale miało być o politycznej poprawności w grach. Spory o nią trwają od lat już, a ostatnio przybrały na sile na okoliczność różnych produkcji, choćby naszego rodzimego Wiedźmina. Co prawda tam chodziło o to, że wszyscy są biali i nie ma postaci ciemnoskórych, ale polityczna poprawność odnosi się nie tylko do kobiet przecież, tylko wszystkich mniejszości dyskryminowanych tym, że się ich w grach nie przedstawia. Albo przedstawia w roli w jakiś sposób podrzędnej. I ogólnie opinia jest taka, że tej politycznej poprawności jest za dużo, czyż nie? Fani Wiedźmina stali murem za CD Projektem i za ich wizją jednolitej kolorystycznie gry. Cały czas słyszy się, że sztuczne wciskanie do gier kobiet, ciemnoskórych czy też osób homoseksualnych jest sztuczne właśnie. Przecież nie jesteśmy rasistami, nie? Ani homofobami? Ani nie traktujemy kobiet jako coś gorszego od nas też. Więc po co tak na siłę wszystko ugrzeczniać? Jest dobrze, tak jak jest, prawda? Nie, nie prawda.

Żeby udowodnić dlaczego to nie jest prawda i dlaczego takie sztuczne regulacje, takie narzucone odgórnie normy, takie parytety i tym podobne są naprawdę potrzebne, cofnę się trochę w czasie, jeśli pozwolicie. Wyobraźmy sobie, że jest XIX wiek. Druga połowa. I wszystko jest dobrze, tak jak jest, tylko jacyś krzykacze burzą nam spokój wygadując bzdury o prawach pracowniczych albo powszechnym prawie wyborczym, także dla kobiet. No niespotykane. Przecież do tej pory wszystko tak dobrze funkcjonowało, nie? Co to za wymysły, jakieś odgórne regulacje, jakieś ograniczenia wolności?! Nie wolno pracować więcej niż ileś tam godzin dziennie? A niby dlaczego ktoś nie może, jeśli chce? A odszkodowania za wypadki? No to przecież jest wina pracownika, że miał wypadek w pracy chyba. Chorobowe? A dlaczego ma się komuś płacić za to, że nie pracuje? Urlop macierzyński? Dobre sobie. Zakaz pracy dzieci? A niby dlaczego? Dziecko też człowiek, jak chce, to niech zarabia. I jeszcze te prawa wyborcze dla kobiet, no już śmiech na sali. Przecież jest dobrze tak, jak jest. Jesteśmy nowoczesnymi ludźmi, wszystko jest na dobrej drodze, a ci tutaj mącą, domagają się czegoś, mają jakieś roszczenia. Chyba ich pogięło. Nie rozumiemy, dlaczego czują się dyskryminowani.

No właśnie. Wtedy kapitaliści, fabrykanci i im podobni, nie rozumieli, dlaczego robotnicy czują się dyskryminowani. Nie potrafili się postawić na ich miejscu, nie potrafili ze swojej uprzywilejowanej pozycji spojrzeć na czyjąś sytuację i ją zrozumieć. Dlatego były potrzebne prawda. Odgórne regulacje. Żebyśmy nie zasuwali po 14 godzin dziennie w fabryce w wieku lat ośmiu. Żeby było lepiej, nam wszystkim, a nie tylko tym, którzy wtedy rządzili światem. I na takiej samej zasadzie dziś działa polityczna poprawność. Ma na celu narzucić warstwie uprzywilejowanej poszanowanie praw dyskryminowanych mniejszości, które wszystkie razem już wcale mniejszościami nie są.

Ale dlaczego oni się czują dyskryminowani? To trudno zrozumieć, nie? Dlaczego kobiety protestują, że głównym bohaterem w grze jest mężczyzna? Dlaczego czarnoskórzy marudzą, że wszyscy w grze są biali? A homoseksualiści, że wszyscy są heteroseksualni? Przecież nikt im nie każe grać, nie? A na dodatek twórcy gry mają święte prawo zrobić ją w taki sposób, jak chcą, prawda? Nie. Nie prawda. I bardzo łatwo jest zilustrować to kolejnym przykładem.

Rockstar wydaje kolejną część Grand Theft Auto. Znów mamy trójkę bohaterów. Tyle, że jeden jest pochodzenia meksykańskiego, drugi jest czarnoskóry a trzecia postać jest co prawda biała, ale nie tylko jest kobietą, to jeszcze na dodatek homoseksualną. Wyobrażacie to sobie? Wyobrażacie sobie to oburzenie? Te gniewne komentarze, te niby to rozsądne głosy, te mniej lub bardziej wyszukane obelgi pod adresem Rockstara, który przesadził z polityczną poprawnością i nie umieścił w grze ani jednego normalnego bohatera? Burza stulecia by była. Coś pięknego. I ciekawe, ilu z tych święcie oburzonych jawną dyskryminacją białych, heteroseksualnych mężczyzn, zdałoby sobie sprawę, że to, co oni czują w tej sytuacji, gdy zostali arbitralnie wykluczeni, czują od wielu, wielu lat ci wszyscy przedstawiciele wykluczanych mniejszości. Te wszystkie dziewczyny, które muszą grać w gry, gdzie na pierwszym miejscu jest facet. Ci wszyscy ciemnoskórzy, którzy mogą sobie do czarnych najwyżej postrzelać jako postać rasy białej. Ci wszyscy homoseksualiści, którzy po raz kolejny widzą, że normą jest heteroseksualny bohater. Tyle, że oni się tak nie buntują. Nie domagają się tak głośno i licznie poszanowania swoich praw. Bo są przyzwyczajeni do tego, że praw nie mają. Że świat gier jest domeną białych, heteroseksualnych mężczyzn, gdzie kobieta jest obiektem seksualnym, czarny bandytą a gej pośmiewiskiem. Takie wzorce funkcjonują w kulturze od bardzo, bardzo dawna. I ukształtowały świadomość wszystkich, nie tylko tych uprzywilejowanych, ale również pokrzywdzonych. Najlepszym przykładem na to, że przełamywanie tych szkodliwych stereotypów jest takie trudne, są właśnie te wybuchy oburzenia przeciw politycznej poprawności.

Tej politycznej poprawności, która próbuje naprawić krzywdy i sprawić, by kultura była tak różnorodna, jak odbierające ją społeczeństwo. Owszem, robi to siłą. Za pomocą narzuconych praw. Odgórnych regulacji. I bardzo dobrze, bo to jest jedyna pewna metoda. Gdyby ponad sto lat temu nikt nie walczył o prawa pracownicze czy wyborcze czy zniesienie segregacji rasowej, gdyby odpowiednie instytucje państwowe nie narzuciły nowych praw, to żylibyśmy dzisiaj w świecie znacznie mniej sprawiedliwym i w społeczeństwach, które są znacznie mniej równe. Ale nie ma co spoczywać na laurach, bo nadal jest bardzo wiele do zrobienia. Nie, nie jest dobrze, tak jak jest teraz. Jest lepiej niż było, ale nadal nie dobrze. Nie dla wszystkich. Nadal są rzesze ludzi, którzy czują się dyskryminowani. A jeśli się czują, to znaczy, że są. I jeśli akurat nie należymy do żadnej z tych poszkodowanych grup, to nie odmawiajmy im praw, tylko dlatego, że nie ich nie rozumiemy i nie wiemy o co im chodzi, bo przecież wszystko jest dobrze, a Wiedźmin jest słowiański i dlatego wszyscy mają być biali. Nie, nie mają. Mają być tacy, by nikt nie poczuł się wykluczony i dyskryminowany. Oprócz białego heteroseksualnego faceta, któremu przeszkadza, że w jego grze są silne postacie kobiece, czarnoskórzy i geje, bo on co prawda nic do nich nie ma, ale nie chce ich oglądać. Ta przeklęta polityczna poprawność tylko wszystko psuje, nie?

najnowsze

Hitman 2 sam w Nowym Jorku

Jeszcze przed premierą twórcy obiecali fanom serii zupełnie nową lokację. Którą też wreszcie dostaliśmy.