Recenzja

Dziwny jest ten świat - recenzja Horizon Zero Dawn

Łukasz Berliński, 20.02.2017 11:20 14

Z połączenia prehistorii z futuryzmem nie mogło wyjść nic dobrego...

Kiedy zobaczyłem pierwsze obrazki z Horizon Zero Dawn pomyślałem sobie, że ktoś w Guerrilla Games wpadł na kompletnie szalony pomysł stworzenia odjechanego benchmarku pokazującego potencjał drzemiący w konsoli PlayStation 4 oraz nowej wersji Pro. Owszem, udostępniane przed premierą materiały pozwalały wierzyć, że dostaniemy jedną z najładniejszych gier na konsolę Sony, ale poza tym trudno mi było poważnie podchodzić do tytułu, w którym ludzie z dzidami polują na metalowe roboty. Horizon Zero Dawn wbrew pozorom jest pozbawione kiczu, a wykreowany przez twórców Killzone’a nowy świat wciąga gracza jak bagno, zachwycając swym rozmachem i wielobarwnością.

Akcja toczy się w odległej przyszłości, w której historia zatoczyła potężne koło i na Ziemi ponownie dominuje bujna przyroda, a człowiek cofnął się do etapu życia plemiennego. Pierwsze z czym kojarzy się Horizon Zero Dawn to Far Cry Primal, z tymże tutaj zamiast polowania na mamuty, polujemy na metalowe maszyny. Te niczym dinozaury majestatycznie panują na Ziemi i budzą grozę oraz strach wśród ludzi. I wbrew pozorom, umiejscowienie ogromnych robotów w tej „post-postapokaliptycznej” przyszłości, w której świat wygląda jak ten sprzed tysięcy lat przed naszą erą, było bardzo dobrą decyzją, pozwalającą na stworzenie czegoś zupełnie nowego.

Wszystkie niesamowitości świata Horizon Zero Dawn poznajemy z perspektywy Aloy, młodej, charyzmatycznej wojowniczki, która próbuje zdobyć wiedzę na temat swego pochodzenia oraz otaczającego ją świata. Aloy poznajemy w pierwszych scenach jeszcze jako dziecko, które porzucone przez swą matkę staje się wyrzutkiem w matriarchalnym plemieniu. Jedyną jej szansą na powrócenie do łask sfeminizowanego plemienia jest przejście tzw. „próby” i udowodnienie swej wartości. To jednak dopiero początek przygody, której ukończenie wraz z kilkunastoma dodatkowymi aktywnościami zajmuje około 30 godzin. I co najważniejsze, przez ten czas nie odczuwa się nudy, o co nietrudno w grach z otwartym światem.

Musicie bowiem wiedzieć, że Horizon Zero Dawn mimo imponującej rozmiarów mapy nie sprawia wrażenia świata, w którym łatwo się zgubić. Paradoksalnie jak na grę aspirującą do bycia sandboxem zaskakująco dużo tu skryptów i liniowego prowadzenia gracza za rączkę, zwłaszcza w głównym wątku fabularnym. Czy to źle? Absolutnie nie, bowiem dzięki temu twórcom udało się sprawnie wyreżyserować ciekawą historię, w której pytania o pochodzenie głównej bohaterki łączą się z pytaniami o ludzkość i przyszłość, jaka ją czeka. Dlaczego matka Aloy porzuciła ją tuż po narodzinach? Skąd wzięły się wielkie maszyny? Co się stało z naszą cywilizacją i dlaczego futurystyczna przyszłość przedstawiona w grze wygląda jak prehistoryczna przeszłość? Pytań nasuwa się sporo od samego początku i by uniknąć spoilerów napiszę tylko, żeby nie zrażać się nieco patetycznym początkiem. Horizon Zero Dawn trzeba dać najpierw szansę, odrzucić racjonalizowanie większości sytuacji, które dzieją się w tym świecie. Wówczas po kilku godzinach najnowsza gra holenderskiego studia w pełni kupuje gracza i pochłania go bez reszty.

Horizon Zero Dawn to gra, która wymyka się prostemu szufladkowaniu. Z jednej strony przywołane wcześniej podobieństwo do Far Cry Primal nie jest bezpodstawne, jednak różnice są kolosalne. O ile w produkcji Ubisoftu na dłuższą metę męczyła powtarzalność i schematyczność, tak tutaj ani razu nie poczułem nudy. Aloy ma dosłownie niespożyte zapasy energii, przez co nigdy się nie męczy i podobnie jak akcja gry, cały czas gna do przodu. Aloy automatycznie wspina się na każdą przeszkodę i robi to bez zająknięcia. Aloy nawet kiedy wychyla się zza krzaków jest niedostrzegalna dla przeciwników. I choć brzmi to absurdalnie, to właśnie dzięki takim celowo zastosowanym rozwiązaniom grywalność Horizon Zero Dawn stoi na tak wysokim poziomie.

Jednym z najważniejszych elementów w grze jest walka. Aloy posługuje się głównie podstawowymi, prymitywnymi narzędziami jak włócznia czy łuk, które może modyfikować na różne sposoby w zależności od posiadanych zasobów. O ile walka z członkami innych plemion jest bardzo standardowa, tak prawdziwa frajda pojawia się w momencie starć z maszynami. Choć część z nich, zwłaszcza tych słabszych, licznie występujących na początku rozgrywki, można autentycznie pokonać po prostu okładając je włócznią, tak prawdziwe wyzwanie stanowią pojedynki z większymi maszynami.

Grając na normalnym poziomie trudności częstokroć przez swą nieuwagę dostawałem łupnia. Starcia z robotami wymagają od nas dużych pokładów cierpliwości i kreatywności, bowiem każdy typ wymaga innego podejścia. Przed walką pomaga nam fokus, urządzenie wyglądające jak futurystyczna słuchawka z zestawu głośnomówiącego, który dzięki rozszerzonej rzeczywistości potrafi m.in. wskazać słabe punkty oraz ścieżkę, którą porusza się przeciwnik, co pozwala przygotować odpowiednią taktykę. I choć w teorii można z maszynami wyjść na otwartą „wymianę ognia”, tak na dobrą sprawę skończy się to rychłym niepowodzeniem. Gra premiuje tu przede wszystkim podejście skradankowe, spryt i zręczność, dzięki czemu starcia 1 na 1 są efektowne i dostarczają dużo satysfakcji.

Z poległych wrogów możemy pozyskiwać części i materiały służące do craftingu oraz handlu, dzięki czemu Aloy może posługiwać się coraz lepszym i bardziej wymyślnym ekwipunkiem. Dodatkowym plusem jest także możliwość szybkiego wytwarzania amunicji w trakcie walki, co pozwoliło twórcom zaprojektować walki tak, by były jak najbardziej dynamiczne i nie zmuszały gracza do ucieczki w trakcie starcia w celu uzupełnienia zapasów. Ponownie, pozornie absurdalne rozwiązanie w tej grze wyszło tylko na korzyść przy tworzeniu doświadczenia całej rozgrywki.

Horizon Zero Dawn to jednak przede wszystkim gra o eksploracji. Rozległy świat skrywa przed nami tyle zakamarków, że praktycznie nie korzystałem z opcji szybkiej podróży. Podobnie jak w Wiedźminie 3, tak i w najnowszej produkcji Guerrilla Games samo przemierzanie kolejnych, położonych w różnych strefach klimatycznych krain stanowi niesamowite przeżycie. Oprawa graficzna w Horizon Zero Dawn robi fenomenalne wrażenie na PlayStation 4 (niestety nie miałem sposobności przetestować gry na konsoli w wersji Pro), zachowując płynne 30 klatek na sekundę. Razi może nieco mimika twarzy bohaterów niezależnych w trakcie dialogów, ale to w zasadzie jedyna rzecz, do której mógłbym się przyczepić.

Spójrzcie tylko na załączony zwiastun czy screeny. Ostatni raz takie wrażenie zrobiło na mnie Uncharted 4. W Horizon Zero Dawn co chwila zatrzymywałem się, by podziwiać bujną florę i mechaniczną faunę. Gra wygląda fenomenalnie, a projekty lokacji oraz maszyn idealnie ze sobą współgrają tworząc spójny świat, udanie łączący w sobie tak dwa odległe od siebie klimaty. A do tego wszystkiego całość okraszona jest idealnie dobraną muzyką, która doskonale wkomponowuje się w to co się dzieje na ekranie.

Z połączenia prehistorii z futuryzmem nie mogło wyjść nic dobrego... Wyszło coś bardzo dobrego, bowiem wbrew moim obawom, Horizon Zero Dawn nie tylko „wygląda”, ale przede wszystkim jest świetną grą redefiniującą podejście do otwartego świata. Długi czas rozgrywki nie równa tu się dłużyznom, na nudę nie można narzekać, a eksploracja sprawia niezwykłą satysfakcję. O ile tylko dacie się na początku uwieść tej nowatorskiej wizji Holendrów z Guerrilla Games, zostaniecie przez Horizon Zero Dawn pochłonięci bez reszty.

Horizon Zero Dawn

  • Ciekawa historia
  • Świetnie zaprojektowany świat
  • Wciągające i wymagające walki z maszynami
  • Fenomenalna oprawa audiowizualna
  • Mimika twarzy bohaterów
  • Nie wszyscy przekonają się do wizji twórców
Absurdalnie dobra gra 9.0
najnowsze