Graliśmy

Level Up - sprawdziliśmy nowości od Bandai Namco

Paweł Pochowski, 10.02.2017 17:30 0

Tekken 7, dodatek do Dark Souls, nowy Ace Combat - lista atrakcji na imprezie organizowanej we Frankfurcie przez Bandai Namco była naprawdę pokaźna.

Level Up było wydarzeniem organizowanym jednocześnie w kilku miejscach na świecie, gdzie Bandai Namco prezentowało swoje nowości zaproszonej grupie dziennikarzy i gości z branży. To właśnie podczas tej imprezy podano do informacji publicznej datę premiery Get Even, zaprezentowano nowy gameplay z DLC The Ringed City do Dark Souls III czy wreszcie oficjalnie zapowiedziano Project CARS 2.

Miałem okazję pojawić się we Frankfurcie na niemieckiej edycji Level Up, pograć w prezentowane tam produkcje i zamienić kilka słów z obecnymi deweloperami. Stąd też wrażenia z Project CARS 2 oraz Get Even uzupełnione o rozmowę z twórcami opublikujemy w ciągu weekendu lub tuż po nim. Natomiast dziś pozwólcie, że powiem Wam o reszcie prezentowanych tam gier.

Ace Combat

Ace Combat 7: Skies Unknown prezentowane było na frankfurckiej imprezie w krótki, ale bardzo efektowny sposób – z wykorzystaniem PlayStation VR. Niestety demo ograniczone było zaledwie do jednej misji, która dobiegała końca po jakichś pięciu minutach, ale był to naprawdę efektownie spędzony czas. Oglądanie Ace Combat w tym wydaniu to chyba najlepszy ze sposobów na podziwianie gry i to nawet pomimo faktu, że grafika generowana w taki sposób naturalnie traci trochę ze swojego rozmachu. Wrażenie przebywania w trójwymiarowej przestrzeni, a w tym przypadku prowadzenia walk z pokładu bojowego myśliwca z nawiązką rekompensuje jednak wszelkie niedociągnięcia. Możliwość obrócenia głowy w ślad za znikającym nad naszą głową przeciwnikiem to nie tylko wizualny majstersztyk, ale przede wszystkim niezwykle praktyczna i przydatna rzecz potwierdzająca jedynie, że gogle VR spokojnie mogą być czymś więcej niż upiększaczem zabawy.

Demo było trochę zbyt krótkie, by powiedzieć cokolwiek o zmianach w sterowaniu myśliwcami, ale nie odczułem większych rewolucji względem kanonu serii. Sądzę, że Ace Combat 7 zadowoli szczególnie tych, którzy poczuli się rozczarowani poprzednią częścią, a dodatkowy smaczek w postaci obsługi trybu VR może przyciągnąć do serii nowych fanów. Gdybym miał w swoim domu PlayStation VR z całą pewnością rozważyłbym zakup tej gry – obok Resident Evil VII nowy Ace Combat może być jedną z pierwszych konsolowych produkcji, która wie w jaki sposób dobrze skorzystać z wirtualnej rzeczywistości.

Dark Souls III: The Ringed City

The Ringed City, to drugie z DLC zaplanowanych do Dark Souls III. Podczas eventu zaprezentowano gameplay z gry, który mogliście już obejrzeć na łamach naszego portalu. Bandai oprócz filmiku pozwoliło nam także w The Ringed City zagrać. W tym miejscu nie zamierzam ukrywać, że żaden tam ze mnie znawca tematu, a więcej mógłby powiedzieć pewnie nasz redakcyjny spec Adam, który wyłożyłby wszelkie zmiany w najdrobniejszych detalach. Ja mogę jedynie zapewnić, że wprowadzona w dodatku mapa wypada bardzo klimatycznie, posępnie oraz irracjonalnie - znajdziecie tu zarówno dziwne budynki czy elementy umieszczone w sposób przeczący grawitacji, jak i liczne szkielety i ruiny. To zresztą ciekawy element, bo momentami droga do nowej czy ukrytej lokacji wiedzie właśnie przez zniszczoną część jakiejś konstrukcji, na której trzeba stanąć, aby następnie runąć w dół. Upadki z wysokości na szczęście są amortyzowane przez pył zalegający na ziemi.

The Ringed City to także nowi pełzający przeciwnicy, którzy potrafią zaskakiwać atakując z poziomu podłogi i przygważdżając do ziemi. Trzeba mieć się wtedy na baczności, bo w pojedynkę nie wydają się być zbyt silni, ale już w większej grupie okazywali się większym zmartwieniem. Twórcy pracują także nad nowymi ciekawymi przeciwnikami większego kalibru, ale jak to na DLC przystało - nie szykujcie się tu na większe rewolucje. Wygląda na to, że fani otrzymają więcej tego, co znają z Dark Souls III i pewnie będą z tego powodu zadowoleni.

Tekken 7

Po kilku latach, które minęły od poprzedniej pełnoprawnej części Tekkena fani wyjątkowo mocno czekają na tegoroczna premierę siódmej już odsłony. Co prawda po drodze przydarzyła się druga część Tekken Tag Tournament, ale sami doskonale wiecie – klasyczny pojedynek jeden na jednego smakuje inaczej niż walki zespołowe. Zresztą, Tekken 7 po raz pierwszy zadebiutuje na komputerach, co jeszcze kilka lat temu byłoby nie do pomyślenia. Do premiery zostały już tylko cztery miesiące. Nic więc dziwnego, że Bandai Namco zabrało grę ze sobą na Level Up i przy kilku stoiskach pozwalało dziennikarzom spędzić z nią kilka chwil.

Jedynym dostępnym trybem zabawy był klasyczny pojedynek – przeciwnikiem mógł być gracz lub konsola (tytuł działał na PS4). Nie zobaczyłem więc jak działa odświeżone story mode, ale Tekken 7 i tak pozostawił po sobie bardzo ciekawe wrażenie. W oczy rzucała się płynna i szczegółowa animacja postaci, a walka dostarczyła dużo przyjemności – szczególnie, że mogłem wypróbować największą nowość. Mechanika Rage Art pod koniec starcia pozwala na odwrócenie jego losów i nadrobienie strat potężnymi ciosami i kombinacjami, zakończonymi efektownymi ko. Całość nie jest aż tak brutalna jak u konkurencji, ale wygląda naprawdę okazale. Inna nowość to ciosy Power Crush, podczas których można zarówno zadawać jak i jednocześnie otrzymywać obrażenia bez przerywania animacji.

Przyznam szczerze, że kilka rund pojedynków w Tekken 7 upewniło mnie w przekonaniu, że nowa część to obok Injustice 2 najciekawsza bijatyka tego roku.

Little Nightmares

Ze wszystkich prezentowanych we Frakfurcie gier, Little Nightmares okazało się być jedną z najciekawszych niespodzianek. Owszem, na Project Cars 2 czy polskiego Get Even czekałem mocniej, ale to właśnie niepozorna produkcja od Tarsier Studios wypadła niezwykle intrygująco. Jej główną bohaterką jest mała dziewczynka, która przemierza kolejne pomieszczenia ogromnego domostwa, wyjętego prosto z dziecięcego koszmaru. Jednocześnie napotyka na swojej drodze stwory, które z pewnością czają się pod łóżkiem każdego przerażonego sześciolatka.

Rozgrywka jest typową platformówką, ale zaprezentowaną w naprawdę fajny sposób. Główna bohaterka porusza się w sposób idealnie dopasowany do jej wieku. Design lokacji i ciekawe przeszkody sprawiają, że zabawa naprawdę wkręca, a co więcej – potrafi czasem podnieść ciśnienie. Twórcy popisują się świetnym timingiem bardzo dobrze cyrklując poziom trudności w sam środek pomiędzy budowaniem napięcia, a nie frustrowaniem gracza. Dodam do tego, że akcję oglądamy z boku, ale postać porusza się w trzech wymiarach, co czasami bywa mylące co do dokładnego miejsca w którym się znajduje. Z drugiej strony ma to plusy - kamera w ciekawy sposób przechodzi pomiędzy pomieszczeniami to przybliżając, to oddalając się od pierwszego planu. Temu wszystkiemu towarzyszy świetny i gęsty klimat nadający zabawie unikalny ton.

Nie sądzę, by Little Nightmares narobiło wokół siebie sporo hałasu. Nie znajdziecie tu rewolucji gatunku, gra nie jest też tak ciężka jak chociażby Limbo, ale mimo wszystko pomysłowe wykonanie i oryginalne podejście do tematu dają szansę na kilka przyjemnych godzin. Czy będzie tak w rzeczywistości przekonamy się już pod koniec kwietnia. Gra zadebiutuje 28.04. W naszym kraju – nakładem Cenegi.

Impact Winter

Przesyt w gatunku survivali najlepiej obrazuje fakt, że sprawdzając przed wyjazdem agendę totalnie nie kojarzyłem nazwy gry i to pomimo faktu, że – jak się później okazało – pisałem o niej tuż po tym, jak została zapowiedziana w roku 2015. Od tego czasu w Wiśle upłynęło sporo wody, a na PC ukazało się więcej gier z tego gatunku niż w poprzedniej dekadzie. Po pierwszych kilkudziesięciu minutach spędzonych z grą zaryzykuję jednak stwierdzenie, że Impact Winter ma szansę na jego lekkie odświeżenie.

Główny bohater oczywiście znalazł się w trudnej sytuacji – jak wskazuje sama nazwa, po raz kolejny jest to potężna zima, którą próbuje przetrwać wraz z grupą ocalałych zaszyty w kościele, gdzieś na kanadyjskiej prowincji. Okazuje się jednak, że dla tej ekipy jest nadzieja – odebrana przez radio wiadomość informuje o tym, że gdzieś tam jest ktoś, kto wie o niewesołej sytuacji bohatera i jego znajomych, a co więcej – zamierza przybyć z pomocą i to już w ciągu 30 dni. Naszym zadaniem jest więc przetrwanie miesiąca i upewnienie się, że szczęśliwego końca doczekamy w komplecie.

To właśnie mechanizm zarządzania społecznością jest w Impact Winter jednym z najciekawszych elementów. Niczym w State of Decay czy polskim This War of Mine podejmujemy szereg ważnych decyzji wpływających na codzienność grupy – co ugotować, kto zje jaką rację, jakie wytworzyć przedmioty, w jaki sposób ulepszyć posiadane schronienie i wreszcie gdzie wybierać się po kolejne zapasy. Na pierwszy rzut oka wypada to całkiem fajnie, choć jak wiadomo pełną ocenę takich mechanizmów można wystawić dopiero po kilku godzinach solidnych testów.

Jak ujawnili twórcy podczas Level Up – gra ukaże się nie tylko na PC, ale i konsole aktualnej generacji. Pierwszeństwo ma jednak wersja na blaszaki, która zadebiutuje już 12 kwietnia.

najnowsze