Recenzja - konsole

I ty zostaniesz Saiyaninem - recenzja Dragon Ball Xenoverse 2

Jakub Zagalski, 15 listopada 2016 11:00 0

Czy są tu jacyś fani Dragon Ball Z?

Nie da się ukryć, że japońskie studio Dimps zna się na Dragon Ballu jak mało kto, gdyż produkuje gry na tej licencji nieprzerwanie od czternastu lat. Twórcy serii Dragon Ball Z: Budokai, Dragon Ball Z: Burst Limit, Dragon Ball Z: Shin Budokai i kilku innych tytułów z poszukiwaczami smoczych kul byli przez wielu fanów postrzegani jako zdolni rzemieślnicy, którzy nie chcą porzucać sprawdzonych (choć często wyświechtanych) schematów i zaskoczyć nową jakością. Zmiana nastąpiła półtora roku temu, gdy na rynek trafił Dragon Ball Xenoverse – gra łącząca najlepsze elementy arenowych brawlerów z motywami RPG, a nawet MMO.

Pierwszy Dragon Ball Xenoverse miał genialne założenia, ale w praktyce wiele elementów nie zagrało tak, jak powinno. Wydany pod koniec października sequel miał szansę naprawić błędy i niedociągnięcia. Zanim przescrollujecie stronę do ramki z oceną i plusami i minusami (jeśli jeszcze tego nie zrobiliście), powiem prosto z mostu, że Dragon Ball Xenoverse 2 jest klasycznym przykładem „więcej i lepiej”, ale to nadal za mało, by uznać tę grę za wybitną mieszankę bijatyki z MMORPG.

Jeżeli mieliście wcześniej do czynienia z Dragon Ball Xenoverse, to przesiadając się na „dwójkę” poczujecie się jak w domu. Punkt wyjścia warstwy fabularnej odnosi się do bliźniaczo podobnego motywu, jaki widzieliśmy półtora roku temu. Otóż stworzony przez nas bohater dołącza do elitarnej jednostki Time Patrol, której członkowie dbają o porządek w chronologii wydarzeń. Innymi słowy, walczą ze wszystkimi, którzy chcą namieszać w linii czasu, na przykład przenosząc się do przeszłości i wspierając jednego z wojowników biorących udział w kluczowej dla historii wszechświata walce. A takich przecież w Dragon Ball Z nie brakowało. Jak nietrudno zgadnąć, członkowie patrolu mają ręce pełne roboty i w pewnym momencie na horyzoncie pojawia się nowe zagrożenie, które może swoim działaniem zaburzyć bieg znanych nam wydarzeń. Do czego oczywiście nie możemy dopuścić.

Zabawa z Dragon Ball Xenoverse 2 rozpoczyna się od prostego kreatora postaci: wybieramy jedną z pięciu ras (Majin, Saiyan, Earthling, Namekian, Freiza), płeć, budowę ciała, głos, rysy twarzy, kolor włosów itp., po czym określamy swoje preferencje związane ze sposobem prowadzenia walki. Deklarujemy, czy wolimy walić do przeciwnika z dystansu, tłuc się w zwarciu lub stawiać na elastyczność i dostosowywać do zmieniających się warunków. Warto pamiętać, że jest to zaledwie zarys postaci, gdyż przez kolejnych kilkadziesiąt godzin, które można z łatwością utopić w grze, nasz bohater może stale ewoluować pod względem wyglądu i zachowania na polu walki.

Nowo utworzona postać dowiaduje się na wstępie o przynależności do Time Patrol i poznaje okolicę Canton City, która stanowi dla nas bazę wypadową, pełną zleceniodawców, sklepików i innych ważnych punktów. To tutaj spotkamy również innych graczy gotowych na zabawę w stylu uproszczonego MMO, z którymi można toczyć pojedynki lub wyruszyć na wspólną misję.

Pod względem pomysłu na rozgrywkę i prowadzenie narracji Dragon Ball Xenoverse 2 nie rozwinęło się znacząco od części pierwszej. Większość czasu nadal spędzamy tu na wykonywaniu powtarzalnych misji, szukaniu sekretów i toczeniu niezliczonej ilości walk, które są sednem całej zabawy. Wzorem innych gier studia Dimps, Dragon Ball Xenoverse 2 jest trójwymiarowym brawlerem, w którym walka toczy się na rozległych poziomach na ziemi, w powietrzu, a czasami nawet pod wodą. Opanowanie umiejętności latania i dashowania to podstawa, gdyż rzadko kiedy tłuczemy się tu jak w klasycznej bijatyce, chodząc od jednego końca areny do drugiego. Dragon Balle od Dimps to synonim widowiska, fajerwerków i błyskawicznie zmieniające się akcji, która robi piorunujące wrażenie na fanach mangi/anime Akiry Toriyamy, marzących o przeniesieniu się do ukochanego uniwersum.

Takie widowisko ma jednak swoją cenę - mimo pozornego skomplikowania (za akcją na ekranie często trudno nadążyć) Dragon Ball Xenoverse 2 nie jest turniejową, skillową bijatyką, w której wyprowadzanie combosów i specjali wymaga długiego treningu. Wręcz przeciwnie, mechanika zadawania ciosów jest stosunkowo prosta i opiera się na dwóch atakach: lekkim i mocnym, które w odpowiednich kombinacjach dają różne efekty. Przytrzymując spust wchodzimy w menu zadawania ciosów specjalnych, są dystansowe projectile, jest blok i teleportacja za plecy atakującego nas przeciwnika. Przyswojenie podstaw naprawdę nie zajmuje wiele czasu, dzięki czemu Dragon Ball Xenoverse 2 jest bardzo przystępny dla nowicjuszy, którzy utożsamiają konsolowe bijatyki z długim i żmudnym treningiem. Z drugiej strony, system walki jest na tyle głęboki i zniuansowany, by nie znudzić weteranów po kilku godzinach zabawy. Niesamowicie skutecznym magnesem przyciągającym do gry jest zresztą możliwość rozwijania postaci, uczenia nowych technik i dopasowywania wojownika do własnych potrzeb i preferencji. To od nas zależy, jak i czym będziemy uderzać w przeciwnika – a możliwości jest od groma.

Po przejściu kilku treningowych misji i zapoznaniu się z podstawami walki, Canton City (miejscówka znacznie większa i bardziej zróżnicowana niż Toki Toki City z „jedynki”) staje przed nami otworem. Z tego miejsca możemy podążyć ścieżką fabularną, ale warto również pamiętać o pobocznych zadaniach, które bardzo często przyjdą nam z pomocą, gdy nasz wojownik będzie musiał zdobyć trochę punktów doświadczenia. Wydaje mi się, że w Dragon Ball Xenoverse 2 jest mniej grindowania, na które wielu graczy narzekało w „jedynce”. Z drugiej strony, wiele zależy od stylu gry i chęci zobaczenia i zrobienia wszystkiego po drodze, zanim przejdzie się do kolejnej misji głównego wątku.

Dragon Ball Xenoverse 2 to gra skierowana przede wszystkim do fanów mangi/anime Dragon Ball Z oraz do wszystkich, którym podobała się pierwsza część z zeszłego roku. Osoby zawiedzione tamtą odsłoną raczej nie mają tu czego szukać, bo „dwójka” nie wprowadza rewolucyjnych zmian czy radykalnych ulepszeń. Jednocześnie nie odważę się nazwać tegorocznej odsłony łatwym skokiem na kasę. Widać to chociażby po jakości wykonania – w przeciwieństwie do poprzedniej gry, Dragon Ball Xenoverse 2 jest dedykowane wyłącznie konsolom obecnej generacji i pecetom. Pierwsze Xenoverse na PlayStation 4 śmigało w 30 klatkach animacji na sekundę, miało długie loadingi w hubie i ogólnie sprawiało wrażenie gry przeniesionej ze słabszej konsoli. W „dwójce” mamy dwa razy płynniejszą animację, co jest niezmiernie ważne przy niesamowicie efektownych pojedynkach. Niestety dosyć często zdarza się, że kamera nie nadąża za wydarzeniami na ekranie. Oprawa graficzna nie zmieniła się jakoś znacząco, bo to w dalszym ciągu dosyć prosta, stylizowana na anime produkcja. Miła dla oka, choć o wiele bardziej przypadł mi do gustu styl i efekty graficzne w Naruto Shippuden: Ultimate Ninja Storm 4, w które też grałem na PlayStation 4.

Jeżeli marzy wam się przygoda w uniwersum Dragon Ball Z i chcecie znowu przeżyć największe pojedynki z tej serii, a może zobaczyć alternatywne scenariusze pewnych wydarzeń (bo i takich tutaj nie brakuje), Dragon Ball Xenoverse 2 wydaje się być rozsądną inwestycją. Najnowsza produkcja studia Dimps zawiera tonę atrakcji dla fanów kultowego dzieła Akiry Toriyamy, mnóstwo odniesień, postaci i znanych scenerii, więc w pierwszej kolejności jest to pozycja właśnie dla nich. Nowicjusze szukający wciągającego brawlera z elementami RPG muszą się pogodzić z masą powtarzalnych zadań i mniejszych lub większych potknięć (vide kamera), które na szczęście rekompensuje widowiskowa i satysfakcjonująca walka. Seria Xenoverse idzie w dobrym kierunku, ale jeżeli dojdzie do powstania trzeciej części, twórcy będą musieli zadbać o szereg zupełnie nowych elementów.

Dragon Ball Xenoverse 2 PS4

  • przystępny styl walki
  • widowiskowe pojedynki
  • realia Dragon Balla
  • 60 FPS
  • modyfikowanie postaci
  • Canton City
  • kamera często nie nadąża
  • powtarzalność misji
  • SI pomagierów
  • momentami nierówny poziom trudności
Więcej i lepiej, ale nadal z wieloma elementami do poprawki 7.3
Co nowego w PlayLink?
Ciemne chmury zbierają się nad Steamem. Zaczyna się nowa cyfrowa rewolucja?
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?