InformacjeFelieton

Epitafium dla twórczości Uwe Bolla (games-only-edition)

... Kamil Ostrowski

(Nie)sławny reżyser wreszcie odchodzi na emeryturę. Graczom szczególnie zaszedł za skórę. Przypomnijmy sobie jego największe osiągnięcia.

Wiadomość ta uderzyła niczym grom z jasnego nieba! Jeszcze niedawno spokojnie żyliśmy sobie, chodząc do pracy, ucząc się, robiąc zakupy, kochając się i w pokoju czekając na nowe filmy Uwe Bolla. Dziś? Dziś już nic nie jest pewne. Nie wiadomo czy społeczeństwo jakie znamy przetrwa tę próbę. Jedno z najważniejszych ogniw spajających nasze społeczeństwo pękło. Kompres na nasze rozgorączkowane głowy, które wiecznie szukają kontrowersji, sporów, dyskusji i różnic zniknął. Temat filmografii niemieckiego reżysera, ta Wieża Babel, będąca płaszczyzną porozumienia ludzi różnych ras, narodowości i religii, wkrótce stanie się tematem zamkniętym. I kiedy już wstrząśniemy ostatnią kroplę tego kojącego balsamu, który przypominał nam przez tyle lat, że w gruncie rzeczy wszystkich ludzi na świecie coś jednak łączy, będziemy musieli odnaleźć się na nowo. Straszna perspektywa.

Póki co jednak, po raz może ostatni, pomyślmy o tym jak Uwe Boll zjednoczył miliony ludzi na całym świecie, których łączyło przekonanie, ze jego filmy są naprawdę słabe. Spójrzmy w przeszłość i nie bójmy się powiedzieć, że wszyscy gracze to (jeszcze) jedna rodzina, bowiem każdego z nas, niezależnie od tego czy gramy na konsolach, pecetach, telefonach czy handheldach, w równym stopniu bolały kinowe ekranizacje gier, które popełnił ten Niemiec.

Bloodrayne (2005)

Nieziemska jak na filmy Uwe Bolla obsada. Jakimś cudem udało się do tej produkcji zaprząc Bena Kingsley’a, Michaela Madsela i początkującą wtedy Michelle Rodriguez. Każdy z tych aktorów prawdopodobnie czuł się po premierze tego filmu moralnego kaca (a może i nie tylko, niewykluczone że byli utrzymywani w stanie permanentnego upojenia alkoholowego). Niestety, i aktorzy dupa gdy…

Bloodrayne jest niezmiernie plastikowy, sztuczny, drewnianie zagrany, pusty fabularnie i okropnie naiwny we wszystkim co robi. Napisałbym, że to gniot, ale byłoby obrazą dla innych filmów, które kiedykolwiek nazwałem gniotami. Z jakiegoś powodu nie powstała pełnoprawna kontynuacja. Mam pewne podejrzenia związane z dysproporcją pomiędzy budżetem (25 milionów), a dochodami z dystrybucji filmu (3,7 miliona), ale nie będę pochopnie ferował wyroków. Mam chociaż nadzieję, że twórcy niezłej przecież gry mogli dzięki opłatom za licencję uregulować parę rachunków za prąd.

Alone in the Dark: Wyspa cienia (2005)

Uwe nie próżnował w 2005 roku. Udało mu się wypuścić drugi film oparty na licencji zapożyczonej ze świata gier komputerowych – Alone in the Dark. Efekty specjalne godne CGI z pierwszego Warcrafta, drętwe aktorstwo i napięcie godne dreszczowców klasy Z to cechy charakterystyczne tego dzieła. Co ciekawe, po raz kolejny Boll miał do dyspozycji niezłych aktorów, m.in. Christiana Slatera (Mr. Robot z serialu o tym samym tytule).

Ciekawostką jest, że film okazał się mniejszą klapą finansową – 20 milionów budżetu i 10,4 miliona dolarów przychodu. Prawdopodobnie najlepszy pod tym względem wynik w karierze Niemca.

BloodRayne 2: Deliverance (2007)

Zaraz, zaraz oszuście! Mówiłeś, że nie powstała kontynuacja Bloodrayne! Powstała i nie powstała. To film wydany tylko na DVD, więc… czy tak naprawdę się liczy? Ok, pewnie tak. Uznajcie w takim razie to za niespodziankę. Kolejną niech będzie fakt, że druga część serii osadzona jest na Dzikim Zachodzie.

Za zmniejszonym budżetem (10 milionów) wiązał się adekwatny spadek „jakości”. Tym razem Uwe Boll bije sam siebie, a kolejne sceny wywołują salwy śmiechu przemieszane z ciarkami zażenowania. Nic dziwnego, że zarówno krytycy jak i widzowie byli bezlitośni. BloodRayne 2: Deliverance zarobiło, uwaga, 167.445 dolarów.

Postal (2007)

O tym filmie chyba wszyscy słyszeli. Materiał bardzo dla Uwe Bolla wdzięczny, bo sam w sobie będący mocno zabarwiony pastiszem. Film jest tak zły, że aż momentami dobry, chociaż w gruncie rzeczy większość „dobra” zawiera się w samym zwiastunie (warto obejrzeć, bo na sam koniec występuje Rick Hoffman znany jako Luis z serialu Suits!).

Oglądacie na własne życzenie. Rozliczenie budżetu filmu: 15 milionów dolarów wydatków, 146.741 dolarów przychodu.

Dungeon Siege: W imię króla (2007)

Uwe Boll bez wątpienia należy do pracusiów, którzy nie spoczywają na zasłużonych laurach. W bardzo płodnym dla siebie roku 2007 wypuścił jeszcze jeden film na licencji gry – tym razem dostało się niegdyś popularnej marce Dungeon Siege. W imię króla to nudny potworek, na stworzenie którego jakimś cudem udało się wyprosić aż 60 milionów dolarów, ale to chyba tylko dzięki fali popularności jaką przeżywał wtedy gatunek kinowego fantasy (tak zwany „efekt LotRa”). Przychody z box office - nieco ponad 13 milionów dolarów.

Pominąłemw zestawieniu W imię króla 2: Dwa światy i W imię króla 3: Ostatnia misja, bo chociaż wyewoluowały z ekranizacji Dungeon Siege, to w pewnym stopniu seria się „usamodzielniła”. Przy okazji też trochę zdziwaczała, bo pojawili się płatni zabójcy przenoszący się między światami, komandosi naparzający się na miecze, jakieś karate… generalnie WTF absolutny.

Far Cry (2008)

Rok 2008 dał nam tylko jeden film Bolla oparty na licencji gry wideo. Tym razem jego rodzime studio Crytek dało mu możliwość stworzenia materiału w oparciu o serię Far Cry. Mój Boże, dlaczego?

Zobaczcie tylko ten zwiastun i posłuchajcie odgłosów wymierzanych ciosów. Złoto. I wielkie straty, bo z 30 milionów wpakowanych w ten film zwróciło się mniej niż milion. Jak temu facetowi przez tyle lat udawało się wyciągać kasę? Musiał odurzać producentów narkotykami, mieć jakieś haki, albo najlepszą gadkę na świecie. Nie widzę innego wytłumaczenia.

BloodRayne: The Third Reich (2011)

Przez nielicznych krytyków, którzy odważyli się sięgnąć po to dzieło okrzyknięty został „kompletnym bełkotem”. Lesbijskie fantazje, skóra, kartonowi naziści i kolejny film, który byłby tak zły, że aż dobry, gdyby nie nadęcie i zadufanie reżysera, który uparcie próbuje brać siebie na poważnie. Szokująco idiotyczna fabuła w połączeniu z dorównującym scenariuszowi aktorstwem. Prawdopodobnie ukoronowanie wysiłków reżysera, aby stać się najgorszym producentem wszechczasów.

Dla filmu znalazłem tylko szacowany budżet – 10 milionów dolarów. Brak informacji o przychodach. Prawdopodobnie w stosunku do wydatków zmieściły się w granicach błędu statystycznego.

Poza grami

Uwe Boll to nie tylko ekranizacje gier wideo spośród znanych dzieł tego twórcy wymienić trzeba Szczury Tunelowe ( wyjątkowo wysoka średnia na IMDB, aż 4,7/10!), Mściciela z Wall Street (znów wysoko, 6,1/10!) oraz serię Rampage (trzy części). Co by nie mówić, dramatycznie drętwy Niemiec był twórcą płodnym. Zdaje się nawet, że na starość radził sobie coraz lepiej. Można by wręcz pomyśleć, że uda mu się jeszcze stworzyć coś godnego uwagi. Niestety dowiemy się tego już nigdy, chyba że Uwe Boll postanowi wrócić do kręcenia filmów. Trzymam kciuki, ciężko mi jednak powiedzieć: za powrót czy za pozostanie na emeryturze.

Najnowsze
Lubisz nas?