Recenzja - mobile

Gangsterskie porachunki wracają na ulice New Bordeaux, czyli recenzja Mafia III: Rivals

Katarzyna Dąbkowska, 21 października 2016 13:00 0

Nie tylko Lincoln Clay może rządzić na ulicach miasta.

Ulice New Bordeaux usiane są gangsterami, z których wyróżnia się postać Lincolna Clay'a. Nie tylko on jednak dąży do stworzenia ogromnego imperium i objęcia kontroli nad miastem. W podziemiach metropolii rodzi się kolejna banda, a my pokierujemy nią ku zwycięskiej ścieżce w grze Mafia III: Rivals.

Fabuła przedstawiona w grze nijak ma się do Mafii III. Podczas rozgrywki kierujemy bandą gangsterów, która pnie się na szczyt mafijnej kariery. Historie bohaterów są skrócone i podane ubogo na tacy przy każdym opisie postaci, czego efektem jest brak jakiejkolwiek głębi opowieści.

Mafia III: Rivals nie jest też podobna rozgrywką do „większego brata”. Mamy tutaj do czynienia z niezwykle prostym w założeniach erpegiem. Przejmujemy kontrolę nad bandziorami i w kolejnych turach spuszczamy łomot innym gangsterom. Walki nie są specjalnie wciągające, za to bardzo szybko da się opanować ich podstawowe zasady. Każda z postaci ma określoną liczbę punktów obrażeń oraz obrony. Umiejętności bohaterów można dodatkowo podkręcać różnego rodzaju znajdźkami, takimi jak kastety, paski czy koktajle Mołotowa.

Podczas starć kierujemy ruchami grupy bandziorów. Wybieramy dokładny cel i gangstera, który może go zaatakować. Niektórzy wywierają na siebie większy wpływ i tym samym zadają oponentowi więcej obrażeń. Warto zatem rozważnie dobierać ruchy. Rozgrywka jest ograniczona w zasadzie do kilku ruchów. Powiela się ciągły schemat - wybór mafioza - wybór oponenta - łomot - oczekiwanie na odpowiedź przeciwnika. Od czasu do czasu, kiedy przeciwnik zada jednej z naszych postaci sporo obrażeń, uruchamia się jego atak specjalny. Nie wymaga jednak kombinowania i ponownie skupia się na wciśnięciu jednego czy dwóch przycisków. W efekcie już po kilku rundach mamy wrażenie, że ciągle robimy to samo.

Grę można pochwalić za to za kreację postaci. Historie przedstawione w grze może są schematycznie powtarzane z innych gangsterskich opowieści, jednak mafiozi wyglądają na prawdziwych, wyjętych z życia gangsterów. Zamiast czystych garniturków i żelowanych włosków spotykamy bandę umorusanych bandytów rodem z przestępczego świata. Efekty audiowizualne też stoją na stosunkowo wysokim poziomie. Muzyka wpisuje się w ogólny klimat gry, choć dźwięki walk pozostawiają wiele do życzenia.

Dużym plusem gry jest także polska wersja językowa. Chodzi tutaj nie o głosy postaci, a o słowne przepychanki, jakie mają miejsce jeszcze przed wejściem użytkownika na planszę. Od czasu do czasu dowiemy się, że przeciwnik „skopie ci tyłek tak mocno, że będziesz srać przez słomkę”. Takich elementów jest niewiele, ale bywają zarówno ostre, jak i zabawne. W pełni wpisują się w gangsterskie, uliczne porachunki.

Ogromnym minusem gry są mikrotransakcje, które zauważalnie blokują postępy w rozgrywce. Skupiają się one przede wszystkim wokół ulepszania postaci, dzięki czemu możemy szybciej pokonywać wrogów. Z tym także jest problem. Znajdziek jest w zasadzie niewiele, a trzeba je dodatkowo rozdzielić pomiędzy wszystkich bandziorów. Gra bardzo szybko daje nam do zrozumienia, że niepłacących graczy niespecjalnie będzie akceptować i da im w kość. Już po pierwszych kilku poziomach przeciwnicy bywają bardzo silni. Trzeba pamiętać dodatkowo, że mamy jedną ekipę, która musi stawić czoła kilku falom przeciwników. Wygranie bitwy nie oznacza jednak, że wraca nam zdrowie.

Mafia III: Rivals to gra mało skomplikowana i niespecjalnie ciekawa. Sprowadza mafijne porachunki do nudnej, monotonnej rozgrywki, która nie wymaga głębszego zaangażowania. Do tego morduje rozgrywkę podkręconymi wymaganiami, co ogólnie sprowadza się do mikropłatności. Gry nie ratuje ciekawa oprawa audiowizualna, mocne dialogi czy kreacja postaci. Dobra otoczka nie jest tym, czego szuka się w mobilnych erpegach.

Mafia III: Rivals

  • oprawa audiowizualna
  • ciekawe postacie
  • polska wersja językowa
  • mocne dialogi
  • monotonna rozgrywka
  • męczące mikrotransakcje
  • powtarzalna
Kierowanie mafią bywa nudne. 6.0
Twórcy Dark Souls znowu pokazali klasę - recenzja gry Sekiro: Shadows Die Twice
Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
najnowsze