Bez prądu - film

Różowa Pantera spotyka Tarantino - recenzja filmu Nice Guys. Równi goście.

Joanna Kułakowska, 18 maja 2016 21:00 0

Życie detektywa to nie bajka, tak jak i speca od mokrej roboty i złamań spiralnych, a kiedy połączy ich „prosta sprawa”, stanie się... bardzo skomplikowane.

Nice Guys. Równi goście to niesamowity wyciskacz łez... ze śmiechu. W dodatku świetne kino akcji i zakręcony kryminał. Chłonąc szalone perypetie bohaterów filmu Shane’a Blacka (znanego np. z Iron Mana III), którzy co i rusz wpadają z deszczu pod rynnę, czujemy powiew lekkiego absurdu rodem z serialu Różowe lata 70., wchłaniając zarazem potężną dawkę bijatyk i komiksowo przerysowanych zejść śmiertelnych. Fabuła przypomina klimatem, spiętrzeniem zwrotów akcji i poziomem humoru kryminalne komedie Dorwać małego (ang. Get Shorty) i Be Coll – w pierwszym z filmów w grę wchodził przemysł filmowy, w drugim muzyczny, tu zaś kłania się porno, korporacje i polityka. Akcja dzieje się w 1977 r. w Los Angeles – mieście smogu, drogiej benzyny, szalonych imprez w udziwnionej, dekadenckiej oprawie, na których alkohol leje się strumieniami, a kłęby spalin zastępuje dym marihuany. To miasto, gdzie brak aniołów, za to pełno świrów różnej maści, a zarówno codzienność, jak i życie nocne mogą okazać się iście groteskowe.

Widz zostaje wrzucony w ów specyficzny klimat już na samym początku, kiedy to towarzyszymy ok. dziesięcioletniemu chłopcu, który wykrada rodzicom „świerszczyka”. Nie dane mu będzie jednak zbyt długo delektować się zdjęciem apetycznej Misty Mountains (bardzo ładny pseudonim branżowy, nie mylić z Hobbitem), gdyż znienacka pozna ją osobiście, choć niestety nie w takich okolicznościach, o jakich by marzył. Słowa, które słyszy z ust dziewczyny, okażą się bardzo istotne dla fabuły, a tym samym dla pechowego i dość fajtłapowatego detektywa Hollanda Marcha (Ryan Gosling) oraz sympatycznego (i paradoksalnie przez to tym straszniejszego) osiłka do wynajęcia Jacksona Healy’ego (Russell Crowe). Ci dwaj spotkają się przy okazji sprawy niejakiej Amelii (Margaret Qualley), która bardzo nie chce być znaleziona, w czym Healy usiłuje jej pomóc, a March przeszkodzić. Spotkanie to okaże się dla detektywa iście druzgocące (może nie będzie to spirala śmierci, ale całkiem blisko), dla widza zaś niezwykle zabawne. Oczywiście będzie to typowe guilty pleasure, bo z krzywdy ludzkiej nie powinno się przecież śmiać. Nie ma się jednak czym martwić – wkrótce obu naszych Równych gości połączy piękna, no może trochę wymuszona sytuacją, męska przyjaźń, która przetrwa liczne zawirowania dzięki trzynastoletniej Holly (Angourie Rice), rezolutnej córce Hollanda Marcha.

Wydawałoby się proste zlecenie ze strony Amelii i związana z nim tajemnica okażą się zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Dojdzie do tego pozornie banalna sprawa Misty Mountains (Murielle Telio), młodzieżowe protesty przeciwko zanieczyszczaniu powietrza, korporacyjne brudy i sekretne rządowe ustalenia, a wszystko to zanurzone w sosie branży porno. Ilekroć bohaterowie filmu Nice Guys. Równi goście znajdują trop, znajdują też trupa – albo dosłownie, albo „w czyjejś szafie”. Idą po nitce do kłębka, ten zaś okazuje się węzłem gordyjskim. Czasem poszukiwania sensu prowadzą ich na manowce, jednak tylko po to, by za chwilę tam wrócić i kopać głębiej. Fabuła jest zakręcona jak, nie przymierzając, drzwi od poczty. Nie tylko trup ściele się gęsto, ale i nagłe wolty scenariusza.

Obraz Shane’a Blacka to nie tylko makabreska i crimedy opierająca się na gagach i zwariowanej intrydze. To także ironiczne spojrzenie na filmowy świat lat 70., który tak naprawdę jest naszym światem. Obserwujemy bowiem w krzywym zwierciadle polityczne bagno lub problemy dorosłych z dzieciakami i widzimy jasny przekaz – nic się nie zmieniło. Nie ma żadnego „za moich czasów” było tak czy inaczej. Zawsze były, są i będą przekręty. Zawsze znajdą się idealiści z młodego pokolenia, którzy będąc fanatykami i oszołomami, okażą się zarazem ostatnią deską ratunku. Koniec końców jednak zawsze wygrają… ci bogaci i ustosunkowani. Lecz czasem tym „równym” uda się skopać parę umoczonych tyłków i zaleźć za skórę winowajcom. A dzieciaki? Zawsze dojrzewały szybciej, niż wydawałoby się dorosłym, którzy akurat zapomnieli o swych szczenięcych latach.

Twórcy filmu Nice guys. Równi goście ukazali to w nader groteskowy sposób. Na przykład Holly jest doroślejsza od własnego ojca, który wysoce nieskutecznie usiłuje chronić ją przed światem. Niestety, bystra, sprytna i na swój sposób bardzo dojrzała dziewczynka chce koniecznie pomóc obu panom i choć ładuje się przy tym w tarapaty, to zarazem nie tylko sama umie z nich wybrnąć, ale jeszcze i ich wyciąga. Całkowicie rozbraja scena, kiedy tytułowi Równi goście zdobywają informacje od ledwie co od ziemi odrosłego chłopca, który chlubi się, że ma dużego „wacka”, i flegmatycznie dorzuca, że szuka pracy w pornosie. Albo przybliżenie kulisów pracy Healy’ego, często zatrudnianego przez rodziców, by obijać gęby dilerom i/lub kochankom ich córek, wraz z komentarzem w stylu: Co się dzieje z tymi dzieciakami? Kiedyś były inne.

Film zachwyca nie tylko stopniem komplikacji scenariusza i humorem – raz czarnym, raz niemal slapstickowym, ale i grą aktorską. Ryan Gosling, znany też jako muzyk, jest świetnym aktorem o zacięciu komediowym. Russel Crowe przez wiele lat działania w branży filmowej wypracował sobie doskonały warsztat. Chcielibyście patos? Dramat? Kino akcji? Komedię? Do usług – dla widza wszystko. Popisy obu aktorów budzą niekontrolowane salwy śmiechu, zwłaszcza w chwilach, gdy prezentowane przez nich postacie czynią koncert gry przeciwieństw. Znakomicie oddana została także relacja ojca i córki oraz przyjaźń Holly i Healy’ego. Sceny rozmów, podczas których Angourie Rice zmiękcza serce brutalnego „mordobija”, kompletnie go oczarowując, czarują również odbiorcę. Warto wspomnieć też o niesamowitym, porąbanym tandemie gości od brudnej roboty rodem z dzieł Tarantino, w które to role wcielają się Keith David i Beau Knapp, oraz o straszliwym płatnym mordercy Johnie Boyu, który jako żywo kojarzy się ze sceną z parodii kina szpiegowskiego Austin Powers i Złoty Członek, w której kręcony jest film o Austinie Powersie, którego interpretuje Tom Cruise zamiast Mike’a Myersa... Matt Boomer jako John Boy przypomni wam tę chwilę na pewno – to po prostu kolejny strzał w dziesiątkę. I wisienka na torcie – pojawia się również Kim Basinger w mało typowej dla siebie roli.

Na zakończenie trzeba wspomnieć jeszcze o bardzo dobrej ścieżce dźwiękowej ilustrującej wydarzenia, karkołomnych scenach wymagających nielichych umiejętności kaskaderskich i efektach specjalnych. Tak, te ostatnie również tam występują – sen Hollanda Marcha robi nieliche wrażenie. Podsumowując: jeśli ktoś ma ochotę na mnóstwo zakręconej akcji i ogromną porcję humoru, po prostu musi pobiec do kina. Premiera 20 maja.

Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
Bajka na dobranoc w zimową porę życia - recenzja filmu Przemytnik
najnowsze