Recenzja

Koniec wspaniałej przygody - recenzja Uncharted 4: Kres Złodzieja

Łukasz Berliński, 05.05.2016 09:01 0

Uncharted 4: Kres Złodzieja to jedna z najlepszych gier w jakie miałem okazje zagrać i jednocześnie piękne pożegnanie z przygodami Nathana Drake'a.

Naughty Dog od dobrych kilku lat przyzwyczaił nas do wysokich standardów swoich produkcji. Wszystkie dotychczasowe gry z serii Uncharted czy świetne The Last of Us nie tylko stawiały wysoko poprzeczkę innym twórcom w próbach wykrzesania pełni mocy PlayStation 3, ale także, a raczej przede wszystkim, oferowały świetną rozgrywkę oraz historie. Nie inaczej jest i tym razem. Uncharted 4: Kres Złodzieja nie tylko fenomenalnie wygląda. To przede wszystkim świetnie opowiedziana historia ostatniej wyprawy Nathana Drake'a, w którą gra się po prostu wyśmienicie i która z nawiązką spełnia wszelkie pokładane w niej nadzieje.

Akcja Uncharted 4 rozgrywa się parę lat po wydarzeniach z trzeciej części. Nathan Drake wiedzie spokojne, ustatkowane życie u boku Eleny. Nie w głowie mu już kolejne nielegalne ekspedycje w poszukiwaniu zaginionych skarbów i odkrywaniu nowych lądów. Wydawać by się mogło, że awanturniczy okres w życiu Drake'a został definitywnie zamknięty. Do czasu, kiedy do jego drzwi puka Sam, do tej pory uznawany przez wszystkich za zmarłego brat Nathana. Wizyta po 15 latach nieobecności nie jest przypadkowa. Sam co prawda uciekł z pilnie strzeżonego panamskiego więzienia, jednak teraz musi spłacić dług wdzięczności swemu "koledze" z celi, który pomógł mu wydostać się z zza krat. Cena jest wysoka, bo rozchodzi się o połowę majątku pirackiego skarbu kapitana Henry'ego Avery'ego, którego wartość jest szacowana na 400 milionów dolarów. W tej sytuacji nie pozostaje naszemu bohaterowi nic innego, jak wyruszyć w swą ostatnią przygodę i pomóc bratu odnaleźć piracką fortunę.

Odnalezienie skarbu nie jest jednak takie proste. Nasi bohaterowie mają zaledwie trop w postaci krzyża św. Dyzmy, w którym rzekomo ukryte są wskazówki dotyczące lokalizacji spuścizny Avery'ego. Sęk w tym, że wystawiony na tajnej licytacji przedmiot pragnie upolować niejaki Rafe, syn bogacza, który tak jak Sam i Nathan pragnie odnaleźć skarb i udowodnić innym, że zasługuje na miano odkrywcy, a nie wyłącznie majętnego dziedzica. Rozpoczyna się wyścig z czasem, w którym Rafe wraz ze swą znajomą Nadine i całą armią najemników Shoreline będzie robił co w jego mocy, by jako pierwszy dotrzeć do skarbu, ale i za wszelką cenę postara się utrudnić życie naszym bohaterom.

Kolejne tropy i poszlaki prowadzą Nate'a, Sama oraz starego znajomego Sully'ego przez mroźną Szkocję, czerwony Madagaskar czy do dżungli na pewnej wyspie, o której więcej nic nie napiszę, by nie psuć Wam przyjemności z samodzielnego odkrywania kolejnych kart historii w Uncharted 4: Kres Złodzieja. Musicie zaś wiedzieć jedno: żadne screeny nie oddają w pełni tego, co ujrzycie na ekranie. Najnowsza produkcja Naughty Dog wygląda fenomenalnie i niejednokrotnie w trakcie rozgrywki złapiecie się na tym, że szczęka opadnie Wam bezwładnie. Twórcy doskonale zdają sobie sprawę z własnych umiejętności i dzięki odpowiedniej pracy kamery, a także trybowi fotograficznemu, wprost zachęcają gracza by zatrzymał się na dłuższą chwilę i po prostu podziwiał fenomenalne widoki oraz kunszt pracy ludzi odpowiedzialnych za oprawę wizualną Uncharted 4.

Na osobny akapit zdecydowanie zasługuje reżyseria. Gry z serii Uncharted zawsze cechowały się naturalnymi przejściami między filmowymi przerywnikami a właściwą rozgrywką, ale to, co wyprawia się w Uncharted 4 to majstersztyk. Sceny pościgów (tak, możemy wsiąść za kółko!), walki czy trudów wspinaczki zapierają dech w piersiach, przyćmiewając filmowe akcje znane z przygód Jamesa Bonda czy Indiany Jonesa. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że wszystko dzieje się tu na silniku gry i na dobrą sprawę nie sposób patrząc na grę odróżnić nieinteraktywne sceny od samej rozgrywki.

Nie inaczej jest z historią przedstawioną w Uncharted 4: Kres Złodzieja. Scenarzyści Naughty Dog postarali się, byśmy ani przez chwilę nie czuli się znudzeni. Z jednej strony mamy bardzo dobrze poprowadzoną narrację w braterskiej relacji Nathana i Sama. Z drugiej przewija się wątek Eleny i partnerskiej miłości, wystawionej na próbę przez kłamstwa w związku. A do tego wszystkiego, nieco drugoplanowo, toczy się opowieść o kapitanie Henrym Averym i jego skarbie, która sama w sobie pcha historię do przodu nie pozwalając graczowi na jakiekolwiek oznaki znużenia. Wyważenie między dynamicznymi fragmentami, a tymi nieco bardziej "gadanymi" jest tu doskonale rozwiązane i przez niemal 19 godzin, których potrzebowałem na spokojne ukończenie Uncharted 4, ani razu nie zdarzyło mi się odczuć nudy. Duża zasługa w tym nie tylko samej fabuły, ale i kreacji postaci oraz aktorów użyczających im swych głosów. Nolan North, Troy Baker czy Emily Rose spisali się jak zwykle na medal uwiarygadniając bohaterów gry. Ale i w polskiej wersji językowej Jarosław Boberek i spółka odwalają kawał świetnej roboty i słucha się ich bez żadnych zgrzytów, o co nietrudno przy dubbingu.

Sam trzon rozgrywki w Uncharted 4 nie przeszedł rewolucji. To w dalszym ciągu bardzo dobrze zbilansowana przygodowa gra akcji, w której głównymi elementami rozgrywki jest wspinaczka oraz walka. Ta pierwsza została świetnie zaprojektowana (jak zresztą wszystko w tej grze); Nathan jest tu w swej życiowej formie i patrząc na jego wspinaczkowe wyczyny pozostaje jedynie pozazdrościć kondycji i sprawności. Nowością jest możliwość korzystania z liny i bosaku, których w grze często używamy do pokonywania przeszkód, rozwiązywania łamigłówek (które choć nie są specjalnie trudne, to ich rozwiązanie przynosi satysfakcję), uciekania przed wrogami i atakowania ich w trakcie walki. Wspominałem już, że bujanie się na linie nad przepaścią wywołuje w tej grze autentyczne zawroty głowy?

Sama walka znacząco nie zmieniła się od tego co widzieliśmy w poprzedniej odsłonie. Drake ma do dyspozycji całkiem pokaźny arsenał, od zwykłych pistoletów zaczynając, po shotguny, karabiny maszynowe czy granaty, na wyrzutniach rakiet kończąc i skutecznie potrafi z niego korzystać. Starć w grze jest całkiem sporo i na normalnym poziomie trudności w późniejszych etapach zdarzało się, że nie obyło się bez wczytania ostatniego zapisu stanu gry. Zwłaszcza opancerzeni przeciwnicy oraz snajperzy potrafią nam zajść za skórę. Owszem, Drake może chować się za przeszkodami, ale większość z nich rozpada się po kilku strzałach, co zmusza nas do ciągłej zmiany pozycji i zwiększa dynamikę starć. Choć z drugiej strony, w większości przypadków, nic nie stoi na przeszkodzie by skradać się, chowając w wysokiej trawie i po cichu eliminować kolejnych przeciwników. Styl gry zależy tu wyłącznie od preferencji i umiejętności gracza.

Przemodelowaniu uległ natomiast multiplayer. Uncharted 4: Kres Złodzieja oferuje kilka trybów rozgrywki. Mamy tu klasyczny Team Deathmatch oraz w wersji rankingowej pozwalającej na zdobywanie nie tylko kolejnych punktów, ale i coraz to lepszego statusu. Do tego dochodzi tryb Plunder będący wariacją Capture the Flag oraz Command, w którym grając 5 na 5 zdobywamy punkty nie tylko za pokonanie przeciwników, ale i za podbite terytoria. Miłym akcentem jest również możliwość "rozgrzewki", gdzie na spokojnie możemy zapoznać się ze wszystkimi nowymi mechanikami rozgrywki w grze wieloosobowej zanim przystąpimy do właściwej rozgrywki o punkty.

W trakcie walki, mając możliwość sterowania postaciami występującymi w trybie fabularnym, możemy korzystać nie tylko z przedmiotów mistycznych o nadnaturalnych mocach, ale i po raz pierwszy z usług pomocników. Wynajęcie snajpera, medyka czy łowcy pozwoli drużynie osiągnąć przewagę w walce, każdy z nich oferuje bowiem różne usługi przydatne w trakcie starć. Co ważne, zarówno przedmioty mistyczne, pomocników, jak i inne elementy ekwipunku i rozszerzenia możemy kupować za zdobyte w trakcie sesji multiplayer punkty. Naughty Dog stawia nie tylko na frajdę płynącą z zespołowych starć wieloosobowych, ale i uczciwość wobec graczy. A do tego, przez minimum najbliższy rok od premiery, co kwartał ma pojawiać się nowa i co ważne, darmowa zawartość do trybu multiplayer, m.in. nowe mapy, bronie, skórki itp. To miła odmiana od konieczności płacenia za każde, nawet najmniejsze DLC w innych produkcjach.

Sic parvis magna - "wielkość ze skromnych początków". Ta inskrypcja na pierścieniu kapitana Henry'ego Avery'ego idealnie oddaje to, co udało się przez te wszystkie lata osiągnąć studiu Naughty Dog. Bo to, że Uncharted 4 to gra wielka, nie ulega żadnej wątpliwości. Przez te 12 lat, jak piszę o grach, nie zdarzyło się, bym grze wystawił 10/10. Teraz robię to z czystym sumieniem, bo Uncharted 4: Kres Złodzieja to piękne ukoronowanie całej serii. I tylko żal, że to już ostatnia wyprawa Nathana Drake'a...

Uncharted 4: Kres Złodzieja

  • Świetna historia
  • Fenomenalna oprawa audiowizualna
  • Ogromna grywalność
  • Multiplayer
  • I można by tak wymieniać i wymieniać
  • Nie stwierdzono
Kłaniam się, panie Drake 10.0
najnowsze

Crash Team Racing Nitro-Fueled podbiło angielskie serca

Produkcja wystartowała z naprawdę potężnym przytupem – Activision odnotowało w Wielkiej Brytanii trzeci najlepszy debiut w tym roku, przegrywając tylko z Days Gone oraz z Resident Evil 2. 

Być może dostaniemy nowe Ape Escape

Kultowa seria Ape Escape świętuje w tym roku swoje 20 urodziny. Z tej okazji Sony przygotowało specjalne wideo, a także uruchomiło zupełnie nowe konto na Twitterze, gdzie zamieściło tajemniczą grafikę.