Recenzja

Jeż i hydraulik walczą o złoto - recenzja Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games

Jakub Zagalski, 11.04.2016 13:00 0

Spodziewałem się kolejnej gry na licencji wydanej na fali popularności sportowego święta, o której szybko zapomnę. Tymczasem zostałem mile zaskoczony.

Seria Mario & Sonic at the Olympic Games nie może się pochwalić tak długą tradycją jak nowożytne igrzyska olimpijskie, które własnie obchodzą 120. rocznicę, tym niemniej wydana właśnie na 3DS-a (wkrótce także na Wii U) piąta odsłona cyklu zdecydowanie zasługuje na uwagę miłośników wirtualnych olimpiad w nie do końca poważnym wydaniu.

Wzorem poprzednich odsłon Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games zabiera graczy w podróż do lokacji, w których będą się odbywać zmagania prawdziwych sportowców w ramach letnich igrzysk olimpijskich. Gra stworzona przez Sega Sports R&D po raz kolejny zyskała licencję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, dzięki czemu na ekranach konsolki pojawia się oficjalne logo zawodów, w świecie gry umieszczono rzeczywiste stadiony etc. Mały, ale miły dodatek, który stanowi oczywistą kampanię promocyjną igrzysk jak i sportowej produkcji od Segi.

Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games jest klasycznym zbiorem sportowych minigier, w których przyjdzie nam stukać w klawisze, smyrać palcem po ekranie czy wychylać konsolkę w różnych kierunkach. Menu główne wita gracza czterema trybami, przebieralnią dla Miiludka i listą rekordów. Pierwszą z brzegu opcją jest Quick Play, w której wybieramy jedną z czternastu dyscyplin i od razu zabieramy się do roboty. W tym trybie możemy się zmierzyć w takich sportach jak: piłka nożna, golf, bieg na 100 metrów i 110 przez płotki, skok w dal, rzut oszczepem, pływanie, łucznictwo, boks, tenis stołowy, siatkówka plażowa, jeździectwo, BMX i gimnastyka artystyczna z obręczą. Poszczególne zawody są rozgrywane w klasycznym trybie "Olympic" lub "Plus", który dorzuca do zabawy elementy znane z serii gier Mario i Sonic (power upy, zmodyfikowane reguły etc.).

W zależności od dyscypliny gracz musi mashować jeden przycisk i co jakiś czas wciskać drugi, by przyspieszyć (np. w bieganiu), poruszać konsolą, by odpowiednio wycelować przed wypuszczeniem strzały z łuku, pukać w ekran dotykowy (skok w dal) czy wciskać przyciski odpowiadające symbolom na ekranie w rytmicznej gimnastyce. Quick Play stanowi wprowadzenie do świata igrzysk z Mario i Sonikiem, ale zdecydowanie nie należy tego trybu traktować jako głównej atrakcji. Bicie na okrągło nowych rekordów bardzo szybko się nudzi, więc do Quick Play zaglądałem wyłącznie wtedy, kiedy nie miałem czasu na główny tryb, czyli Road to Rio.

Road to Rio to fabularyzowana zabawa, w której nasz Miiludek bierze udział w rozmaitych zawodach sportowych, rzucając wyzwanie kultowym maskotkom Segi i Nintendo. W pierwszej kolejności wybieramy, czy chcemy reprezentować barwy akademii wąsatego hydraulika, czy niebieskiego jeża, co nieznacznie wpływa na dalszy ciąg przygody. Po krótkim wprowadzeniu lądujemy w brazylijskim mieście, gdzie czeka na nas kilka atrakcji.

Tryb Road to Rio jest podzielony na poszczególne dni, które kończą się, gdy pokonamy lokalnego mistrza w finale danej dyscypliny. Zanim wystartujemy w głównych zawodach, należy wziąć udział w kilku treningach sprawnościowych, a także zadbać o odpowiedni ubiór i akcesoria. Miiludek jest określony kilkoma cechami (siła, wytrzymałość itp.), których wartość w dużej mierze zależy od tego, jakie ciuchy posiada nasz zawodnik. Lepsze ubrania można zdobyć na kilka sposobów, przy czym najłatwiej jest po prostu podejść do stoiska Yoshiego i nabyć pożądany element garderoby, płacąc jabłkami. Trzeba przy tym pamiętać, że najlepsze przedmioty można używać tylko wtedy, gdy nasza postać jest odpowiednio rozwinięta, na co wskazuje liczba gwiazdek. Oprócz ubrań można też kupować specjalne kije do golfa, rowery, konie czy paletki do tenisa stołowego. Każdy model ma swoje plusy i minusy, dzięki czemu odpowiada różnym stylom gry i potrzebom.

W Road to Rio poruszamy się po fragmencie danego miasta, gdzie umieszczono kilka punktów obowiązkowych do zaliczenia (treningi, eliminacje) i nieobowiązkowych atrakcji. Jest kilka skrzyń do odkrycia i innych bonusów, ale co najważniejsze, w przeciwieństwie do Quick Play w Road to Rio mamy dostęp do trzydziestu dodatkowych sportów, które pojawiły się już w edycji London 2012. Oprócz wymienionych wcześniej dyscyplin możemy więc zagrać w badmintona, koszykówkę, popływać kajakiem, skakać na trampolinie czy zagrać w piłkę ręczną.

Trzecim trybem dla samotników jest Pocket Marathon - minigra zliczająca nasze kroki w trybie Sleep Mode. Powiem szczerze, że Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games jest pierwszą grą, która po tylu latach posiadania 3DS-a "zmusiła" mnie do noszenia "uśpionej" konsoli schowanej w plecaku. Każdy mój spacer przekładał się bowiem na liczbę kroków, które stawiał Miiludek w wirtualnym maratonie po ulicach Rio. Po dotarciu do pośredniego celu otrzymywałem jabłka i melony (waluty obowiązujące w świecie Yoshiego), a także kolejne części garderoby do wykorzystania w Road to Rio. Pocket Marathon jest więc bardzo fajnym dodatkiem, który robi sensowny użytek z naszych kroków i zachęca, by wrzucać konsolę do plecaka/kieszeni przed każdym wyjściem z domu. Oczywiście zawsze można oszukać i machać "uśpionym" 3DS-em, ale nie jest to zbyt efektywna metoda.

Gra sportowa nie mogłaby się oczywiście obejść bez trybu dla wielu graczy, który w przypadku Rio 2016 kryje się pod hasłem Versus Mode. Do dyspozycji oddano dwa warianty: Local Play z wyszukiwaniem innych zawodników/zakładaniem własnych grup dla graczy oraz Download Play - znany od czasów DS-a wariant, w którym podłączający się do nas lokalnie przeciwnicy nie muszą mieć własnego egzemplarza Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games. Bardzo fajne i praktyczne rozwiązanie.

Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games, które pierwszy raz w historii serii pojawia się najpierw na konsoli przenośnej, to prawdziwa gratka dla fanów bohaterów Segi i Nintendo, a także świetna pozycja do kilkuminutowych posiedzeń. Road to Rio motywuje do regularnego włączania przenośnych igrzysk olimpijskich, podobnie jak Pocket Marathon do noszenia konsoli w plecaku. Versus spodoba się osobom, którym znudziły się starcia z "myślącą" schematami Sztuczną Inteligencją. Przed sięgnięciem po Mario & Sonic at the Rio 2016 Olympic Games nie spodziewałem się wiele po tym tytule, ale dwa tygodnie później zdaję sobie sprawę, że nie było dnia, bym chociaż na kilkanaście minut nie włączył sportowej kolaboracji Segi i Nintendo, mimo że na moim 3DS-ie nie brakuje zaległości do nadrobienia i nowości do sprawdzenia.

  • Road to Rio i Pocket Marathon nie pozwalają zapomnieć o grze
  • gratka dla fanów Mario i/lub Sonica
  • przyjemna oprawa graficzna i muzyczna
  • Mało dyscyplin w Quick Play
  • sterowanie w niektórych sportach
Rekord świata nie padł, ale i tak jest dobrze. 7.5
najnowsze