Recenzja

DarkMaus - recenzja

Adam Berlik, 26.02.2016 18:00 0

Wysyp gier inspirowanych Dark Souls jest nieunikniony. Ale skoro są to dobre gry, to nie powinniśmy raczej narzekać, prawda?

Choć początkowo może się wydawać, że DarkMaus próbuje zwrócić na siebie uwagę ze względu na podobieństwa do Dark Souls, w istocie świetnie broni się nie tylko jako gra inspirowana kultowym action RPG-iem autorstwa From Software, ale i zupełnie oddzielny tytuł. W obu przypadkach mamy do czynienia z produkcjami, które oferują zręcznościowy system walki, oparty na umiejętnościach gracza oraz bardzo wysoki poziom trudności, zmuszający do wielokrotnego pokonywania tych samych etapów.

Zamiast średniowiecznych zamków, gęstych lasów, mrocznych podziemi czy też lokacji wypełnionych lawą, w DarkMaus przemierzamy opustoszały, zepsuty świat, wcielając się w jednego z wojowników, któremu udało się przetrwać. Nie jest to jednak rycerz w zbroi, jak w Dark Souls, lecz tytułowa mysz, która wyposażona w tarczę i miecz (a później również łuk, a nawet czary piromanty) stara się utrzymać przy życiu, walcząc z napotkanymi przeciwnikami, wśród których nie brakuje pająków, wron czy też innych stworów. Ponadto zamiast kamery zza pleców kierowanego bohatera tym razem akcję obserwujemy w dwóch wymiarach, z perspektywy lotu ptaka.

System walki oparty jest na bardzo prostych założeniach. Możemy wyprowadzać lekkie i ciężkie ataki, jak również zasłaniać się tarczą i wykonywać odskoki. O ile znajdziemy odpowiednie przedmioty, będziemy mieli szansę na zlikwidowanie przeciwników z dystansu. DarkMaus to gra, która dzięki nieskomplikowanej mechanice zabawy potrafi od samego początku zachęcić nie tylko fanów popularnych Soulsów, ale i pozostałych fanów zręcznościówek z domieszką komputerowej gry fabularnej.

Za pokonywanie kolejnych wrogów otrzymujemy punkty doświadczenia zwane tutaj marrows, czyli odpowiednik dusz z produkcji From Software. Kiedy zginiemy w trakcie walki będą one znajdowały się w miejscu zgonu. Będziemy mieli tylko jedna szansę, by je odnieść - jeśli znów poniesiemy śmierć, przepadną bezpowrotnie. Nie chcąc psuć nikomu zabawy dodam, że w niektórych (zwykle sporadycznych) przypadkach "dusze" mogą zostać skradzione przez bohaterów niezależnych. Skoro o nich mowa, to warto również dodać, że w DarkMaus czasem na mapie pojawiają się dużo silniejsi przeciwnicy, odpowiednicy czerwonych fantomów z Dark Souls.

Bardzo dobrze zrealizowano system rozwoju postaci. Marrows są jedyną walutą w grze DarkMaus. Możemy je przeznaczyć na rozwinięcie wybranej statystyki naszego bohatera (standardowo odpowiadają one za liczbę punktów życia, wytrzymałość, udźwig, itd.) czy też skorzystać z nich, by udoskonalić zdolność posługiwania się danym typem broni. Tak jak w Dark Souls, tak i tutaj nie możemy korzystać ze wszystkich znalezionych mieczy czy toporów - musimy dysponować odpowiednimi statystykami postaci.

Co ciekawe, w DarkMaus rodzaje broni możemy ulepszać na dwa sposoby. Wspomniane już inwestowanie "dusz" w umiejętności posługiwania się danym typem miecza to jedna sprawa. Obrażenia można zwiększyć również poprzez ulepszanie danego typu oręża za pomocą odpowiednich przedmiotów. Jednocześnie swoje szanse na przetrwanie zwiększamy odblokowując dodatkowe zdolności, których nie wykupujemy jednak za marrows lecz aktywujemy co określoną liczbę poziomów doświadczenia. Istotne jest to, że niektóre mogą utrudnić zabawę, więc w dowolnym momencie każdą z odblokowanych zdolności można wyłączyć.

DarkMaus nie prowadzi gracza za rączkę. Owszem, mamy tutaj informacje o kolejnych celach naszej misji, ale to raczej tylko niewiele mówiące wskazówki. Jedynym ułatwieniem w tym zakresie są znaczniki na mapie świata, które informują nas albo o tym, gdzie znajduje się ognisko, albo gdzie odkryliśmy zablokowane drzwi. Po odnalezieniu klucza łatwiej nam będzie je zlokalizować. Problematyczne jest jednak to, że uruchamiając mapę świata nie mamy podglądu wszystkich miejscówek, lecz jedynie tych, które znajdują się najbliżej nas - zmusza to gracza do błądzenia po tych samych lokacjach i szukania dalszej drogi.

Jak już wspomniałem, wielokrotne pokonywanie tych samych etapów jest chlebem powszednim w DarkMaus. Co za tym idzie, śmierć także jest nieodłącznym elementem rozgrywki, a każdy zgon (czy też ponowne odpoczęcie przy ognisku) okazuje się być równoznaczne z odrodzeniem wszystkich zabitych przeciwników. W tym aspekcie jednak gra okazuje się nieco bardziej przyjazna niż Dark Souls, bowiem po określonej liczbie śmierci obok ogniska pojawia się nie tylko nasz główny bohater, ale także duchy, które wspólnie z nim wyruszają do walki. Naturalnie jeśli nie chcemy tego typu pomocy i mamy ambicję, by przejść całość w pojedynkę, możemy tę funkcjonalność wyłączyć w opcjach.

DarkMaus nie jest jednak bez wad. Przede wszystkim trzeba ponarzekać na mało zróżnicowane lokacje. Gra sprawia wrażenie rozbudowanej wersji demonstracyjnej. Poruszamy się po jednym, wielkim poziomie stworzonym w tej samej stylistyce i kolorystyce. Kolejnym problemem tytułu jest brak możliwości wydawania marrows na zakup przedmiotów. Mowa głównie o tych, które umożliwiają regenerowanie punktów życia naszego bohatera. Nie mamy ich pod dostatkiem, ciężko je również "wyfarmić", bo praktycznie nie wypadają z przeciwników. W praktyce oznacza to, że od jednego do drugiego ogniska musimy przejść bez uleczania się.

Czasem szwankuje także balans poziomu trudności. Owszem, stopień wyzwania rośnie wraz z postępami w rozgrywce, ale czasem tam, gdzie powinno być ciężko jest zbyt łatwo i na odwrót. Przejście jednej lokacji może sprawić ogromne kłopoty i wymagać kilkunastu powtórzeń, bo wszędzie atakują nas przeciwnicy, a dodatkowo musimy unikać pułapek, natomiast po chwili następuje walka z dwoma bossami jednocześnie, których pokonujemy w kilkanaście sekund. Nie brzmi to rozsądnie, ale taka sytuacja miała miejsce w trakcie rozgrywki.

Czas rozgrywki w DarkMaus jest mocno uzależniony od zdolności gracza. Całość nie należy do mocno rozbudowanych i ukończenie produkcji może zająć nawet jedno popołudnie. Podobnie, jak Dark Souls, recenzowany tytuł mocno zachęca do kolejnych podejść w celu przetestowania nowych rodzajów broni. Warto zmierzyć się z grą choćby dwukrotnie również po to, by poznać wszystkie zakończenia. Na śmiałków poszukujących większego wyzwania czeka natomiast tryb New Game Plus, w którym poziom trudności jest jeszcze wyższy, ale mysz rusza do walki z odblokowanymi umiejętnościami i zdobytymi elementami wyposażenia. W tym wariancie zabawy mamy znacznie mniej ognisk, wrogowie nie pojawiają się w tych samych miejscach, co w pierwszym przejściu, a pokonywanie stworów umożliwia zdobycie nowych rodzajów broni.

DarkMaus to gra, którą można śmiało polecić miłośnikom wymagających zręcznościówek z domieszką elementów charakterystycznych dla gatunku cRPG. Czasem frustruje, ale kiedy pokonamy trudny etap, daje mnóstwo satysfakcji i nie pozwala odejść od monitora. Głównie dlatego, że jest po prostu uczciwa - każde potknięcie jest wynikiem naszych błędów; nigdy nie czujemy się oszukani przez sztuczną inteligencję. Zachęca również do szlifowania swoich umiejętności i wielokrotnego przejścia. Podsumowując - trzeba zagrać!

DarkMaus

  • bardzo satysfakcjonujący, uczciwy system walki
  • elastyczny system rozwoju postaci
  • dużo rodzajów broni do wyboru
  • przyzwoita grafika
  • mało zróżnicowany świat
  • brak możliwości kupowania przedmiotów do uleczania bohatera
Udany klon Dark Souls? Nie, to raczej świetna gra inspirowana produkcją studia From Software 8.0
najnowsze