Recenzja

LEGO Dimensions - recenzja

Katarzyna Dąbkowska, 29.10.2015 16:00 0

Obok tej gry żaden fan LEGO nie może przejść obojętnie.

Gry toys-to-life przeżywają ostatnimi czasy prawdziwy rozkwit. Amiibo rozchwytywane są wśród wielbicieli gier Nintendo, pojawiła się kolejna, dodająca do zabawy samochody, odsłona serii Skylanders, a Disney Infinity atakuje nas postaciami z Gwiezdnych Wojen. Wejście na ten rynek LEGO stanowiło w zasadzie jedynie kwestię czasu. Czy klockowa produkcja stanowi poważną konkurencję?

Jestem nieuleczalną fanką gier spod szyldu LEGO. Z serią związałam się jeszcze za czasów LEGO Batman i od tamtej pory nieprzerwanie trwam przy padzie za każdym razem, kiedy do sprzedaży trafia kolejna odsłona. Ostatnio miałam jednak wrażenie, że TT Games nie ma już pomysłu na nowe gry i swoją pracę ogranicza do wymiany tekstur. Z LEGO Dimensions miało być inaczej. W końcu w ręce dostajemy klocki z prawdziwego zdarzenia, więc i nadzieje na świeże rozwiązania powróciły.

Patrząc wstecz ostatnie produkcje z logo LEGO bazowały historią w większości na produkcjach kinowych. Tym razem twórcy zdecydowali się na fabularny miszmasz w stylu tego co mogliśmy zobaczyć w filmie LEGO Przygoda. Pojawia się portal prowadzący bohaterów do równoległych klockowych światów. Uniwersum Władcy pierścieni, Powrotu do przeszłości, Simpsonów, Doktora Who czy Batmana - jest w czym wybierać. Nie jest to jednak historia przypadkowa. Portal ma zapewnić złemu Lordowi Vortechowi panowanie nad całym klockowym światem. Na swojej drodze spotyka jednak trzech (dostępnych w ramach pakietu podstawowego) bohaterów - Batmana, Żyletę oraz Gandalfa. To oni staną naprzeciw okrutnemu Lordowi i wszystkim złoczyńcom, których rekrutował za pomocą portalu. Pozornie chaotyczna opowieść składa się w logiczną całość wzbogaconą świetnie dobranymi dialogami przesyconymi humorystycznymi wstawkami. Światy przenikają się i dopełniają, więc czasami Batman staje oko w oko z Sauronem, Dalekami i robotami Lexa Luthora - i to na tym samym poziomie!

Jeśli wspominamy o magicznym portalu, działa on zupełnie inaczej, niż w przypadku Skylanders czy Disney Infinity. Po otworzeniu pudełka musimy się trochę nakombinować z jego złożeniem. Możemy zająć się tym jeszcze przed rozpoczęciem rozgrywki lub w trakcie gry - jak kto woli. Najważniejsze jest jednak to, że portal podczas rozgrywki jest cały czas aktywny i nie zostawiamy go na pastwę kurzu. Samej klockowej konstrukcji nie przebudowujemy, jednak przekładamy jej poszczególne elementy. Portal jako jedyny z dostępnych na rynku jest czymś więcej, aniżeli prostym czytnikiem NFC. Najczęściej będziemy przy jego pomocy rozwiązywać zagadki logiczne - przenosić bohaterów w różne miejsca, malować portal kolorami czy szukać ukrytych przedmiotów. Kiedy raz spróbuje się takiej rozgrywki, nie chce się wracać do statycznej formy portalu. Nie mniej jednak takie rozwiązania mają też swoją drobną wadę - niektóre zagadki mogą być dla tych najmłodszych dość skomplikowane, więc małolaty nieobeznane jeszcze z takimi wiadomościami jak łączenie kolorów podstawowych mogą potrzebować asysty podczas pokonywanie kolejnych poziomów. Czy wspominałam, że każde pole portalu ma swoje własne podświetlenie?

Warto nadmienić, że postacie, z które stawiamy na portalu niczym nie różnią się (prócz doczepianej podstawki) od tych, które znaleźlibyśmy w normalnych zestawach klocków LEGO. Podstawowa wersja pozwala na przejście całej rozgrywki bez konieczności kupowania dodatków, więc nie można powiedzieć, że gra w jakikolwiek sposób wyciąga rękę po pieniądze. Nie mniej jednak nieco boli cena każdego takiego dodatkowego pakietu. Te dzielą się na trzy rodzaje - Level Packi, które wprowadzają nowe postacie i poziom (25 do 30 euro), Team Packi dodające do gry dwie postaci i dwa pojazdy lub pojazd i gadżet (około 20 euro) oraz Fun Packi z dodatkową postacią i pojazdem (15 euro). Niemniej jednak należy liczyć się z tym, że są to w zasadzie zestawy klocków LEGO, a te nigdy nie należały do najtańszych. Na szczęście klocki zawsze można odłączyć od podstawki i zacząć się nimi bawić dodając więcej elementów z własnej kolekcji lub po prostu rozmontować i pozostawić na podłodze w nadziei, że teściowa w nie rano wejdzie gołą stopą. Gra nie ma jeszcze takiej technologii, by sprawdzać czy na podstawce stoi aktualnie Żyleta czy jednak przyłączyliśmy do niej Dartha Vadera w dodatku bez głowy. Budowanie to ciekawy element rozgrywki, który w zasadzie nie jest monitorowany przez grę.

Model rozgrywki na pierwszy rzut oka pozostał niezmieniony i przypomina ten, z którym mieliśmy do czynienia w poprzednich grach LEGO. Sterowanie jest do bólu proste i bez problemu dadzą sobie z nim radę najmłodsi. Chodzimy zatem po poziomach, rozwalamy wszystko na swojej drodze, by zdobyć klockową walutę i rozwiązujemy kolejne zagadki. Twórcy postarali się jednak, by te były różnorodne i ciekawe. Bywały etapy, gdzie naprawdę trzeba było się nagłowić, by przejść dalej. Rozwiązania okazywały się niezwykle proste, jednak czasami trudno było wpaść na wskazówkę. Wspomniane wcześniej łamigłówki wymagające użycia portalu ożywiły nieco już zastygłą serię i wprowadziły sporo świeżości do gry.

Esencja zabawy w LEGO Dimensions leży jednak w trybie kooperacji. Można dzielić się między sobą zadaniami, od czasu do czasu pozbawić dla żartu partnera życia czy podbierać walutę. Zdarzało mi się jednak grać solo i muszę przyznać, że tutaj w pojedynkę grało mi się całkiem miło, choć czasami rozgrywka sprawiała mi drobne problemy techniczne. Często gra przełączała mnie na złego bohatera podczas prób jego zmiany lub uniemożliwiała mi wskoczenie za kierownicę pojazdu.

Największe brawa należą się twórcom za zatrudnienie wielkich gwiazd przy produkcji LEGO Dimensions. Podczas rozgrywki możemy nie tylko zobaczyć na ekranie takie postacie jak Marty McFly, Doktor czy Batman. Teraz wszyscy ci i inni bohaterowie przemawiają głosami znanymi nam z telewizji czy kin. Na liście znajduje się naprawdę imponująca liczba sław, takich jak Christopher Lloyd, Gary Oldman, Michael J. Fox, Peter Capaldi czy Troy Baker. TT Games odwaliło naprawdę kawał dobrej roboty jeśli chodzi o dubbing w grze. Szkoda tylko, że bohaterowie przemawiają głównie w przerywnikach filmowych. Można w sumie narzekać na brak polskiej wersji językowej, jednak należy tutaj nadmienić, że LEGO Dimensions nie ma w oficjalnej dystrybucji w naszym kraju. W poprzednich odsłonach gry wprowadzano jednak napisy, więc jeśli najnowszy tytuł trafi kiedyś na polskie półki sklepowe, to z pewnością doczeka się tłumaczenia.

LEGO Dimensions to jedna z najlepszych gier z serii, w jakie dane mi było grać. Wciągająca fabuła przeplatana świetnym humorem i wprost genialnym dubbingiem to już wystarczający powód, aby po tę grę sięgnąć. Kiedy dodamy do tego aktywny portal z możliwością przebudowania to dostajemy nie tylko rewelacyjną platformówkę, ale i najlepszy tytuł z gatunku toys-to-life jaki jest w tej chwili dostępny na rynku. Pamiętajcie jednak, że zestaw startowy to tylko początek i prędzej czy później skończycie zamawiając dodatkowe poziomy i figurki. W sumie o to chyba chodziło twórcom.

LEGO Dimensions (WiiU)

  • aktywny portal
  • ciekawe i różnorodne łamigłówki
  • sporo nowości w porównaniu do poprzednich odsłon
  • możliwość przebudowywania pojazdu
  • różnorodność światów
  • ciekawa fabuła
  • świetny dubbing
  • klocki pasują do zwykłych zestawów LEGO
  • świetny humor
  • czasami ciężko wpaść na wskazówki do łamigłówek
  • kłopoty ze sterowaniem w trybie dla pojedynczego gracza
  • niektóre zagadki mogą być byt ciężkie dla najmłodszych
Esencja LEGO w jednym miejscu. 8.7
najnowsze