Tydzień z

Weekend z GTA V na PC: Tryb online i skoki

gram.pl, 12 kwietnia 2015 13:00 26

Zabawa w kampanii to jedno. Jednak GTAV pozwala nam także poszaleć po Los Santos z innymi graczami. A nawet wspólnie wykonać skok.

Dla wielu graczy prawdziwa przygoda z GTA V zacznie się tak naprawdę dopiero w momencie uruchomienia rozgrywki sieciowej. Choć opowiedziana przez Rockstar historia i ogrom możliwości w trybie kampanii wystarczy zapewne wielu z nas na długie tygodnie, to właśnie moduł rozgrywki sieciowej ma największe szanse zapewnić temu tytułowi rzeczywistą długowieczność. Przyjrzyjmy się mu zatem nieco bliżej.

Pierwsze kroki w nieznane

Naszą zabawę rozpoczynamy oczywiście od stworzenia postaci. Docelowo możemy takowych posiadać nawet kilka, jednak dla uproszczenia skupimy się na jednym bohaterze. Kreator postaci to całkiem mocno rozbudowane narzędzie, dzięki któremu w chwili obecnej nadamy naszej postaci niemalże dowolny wygląd. Warto jednak pamiętać, że wciąż ważną rolę odgrywają geny, czyli początkowy wybór naszych wirtualnych rodziców. Na szczęście w odróżnieniu od wersji pierwotnej gry, mamy obecnie możliwość znacznie większej samodzielnej ingerencji w wygląd bohatera lub bohaterki oraz spory wybór startowych zestawów ubrań.

No super, po prostu świetnie. Strasznie dziękuję za te opałowe brylki i kolorowe bermudy. I niby co? Mam robić napady w klapkach? Kogoś tu chyba ostro pogrzało...

Nie można też zapominać o startowych statystykach naszej postaci. Dostępną pulę punktów możemy dowolnie rozdysponować i warto w tym momencie skupić się przede wszystkim na współczynnikach, które najtrudniej podnieść, choć oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by stworzyć postać pod wybrany przez siebie styl gry. Tak czy inaczej zawsze warto zainwestować na starcie w strzelanie. W przeciwieństwie do pozostałych cech takich jak wytrzymałość, czy prowadzenie pojazdów, rozwijanie strzelania wymaga amunicji, za którą – jak za niemal wszystko w GTA Online – będziemy musieli zapłacić ciężko zarobioną gotówką. Poza tym da nam to już na samym początku pewne poczucie bezpieczeństwa i możliwość obrony przed co bardziej krewkimi graczami.

No przecież mówiłem, że chcę umieć latać. Latać chcę! I nie. Nie lubię wody.

No dobrze, jesteśmy już w Los Santos. Jednak myliłby się ten, kto pomyśli, że zaczniemy naszą karierę z poziomu na jakim swoje przygody zaczyna Michael, czy nawet Trevor. Nic z tego. Jesteśmy goli i weseli, a o czymś takim jak choćby własny kąt, czy garaż na razie możemy pomarzyć. Poza tym nikt nas tutaj nie zna, a reputacja jest wszystkim. O niej za chwilę, skupmy się wcześniej na podstawach, czyli zarabianiu gotówki. Prawda jest taka, że w świecie GTA V Online musimy zapłacić za dosłownie wszystko, czego nie uda nam się ukraść. Nawet za rozmowy telefoniczne i nie jest to żaden żart.

Może i nie jestem aniołem, ale napadnie na tych biednych frajerów przy bankomatach, czy krojenie parkometrów było zdecydowanie poniżej mojego poziomu. Ale co zrobić? Trzeba jakoś wiązać koniec z końcem, a na jakąkolwiek grubszą robotę byłem po prostu za wąski. Na szczęście zaraz potem odkryłem samochody.

Kradzież samochodów na zlecenie to świetny sposób na zarobienie pierwszych konkretniejszych pieniędzy. Nie potrzebujemy do tego niczyjej pomocy, należy tylko pamiętać o tym, że zarówno sama kradzież, jak i poruszanie się takim pojazdem wzbudza podejrzliwość policji, co może skończyć się pościgiem. Ale nie należy się tym bardzo martwić – jeśli nie narozrabiamy za bardzo pościg będzie jednogwiazdkowy, a dodatkowo udana ucieczka zwiększy nam reputację. Skradziony pojazd możemy spróbować sprzedać w Los Santos Customs, pamiętając przy tym, że możemy robić to co mniej więcej godzinę (doba w grze).

To była gruba akcja i niezła porażka. Wypatrzyłem tego Ocelota na skrzyżowaniu, stał na światłach. Podbiłem od strony pasażera, frajerka nie zablokowała drzwi, więc wbijam do środka, wypycham cizię na asfalt i długa! Pech chciał, że akurat z przecznicy wyjechał wóz patrolowy. Odpalili dyskotekę i po chwili połowa miasta naginała już za mną. Przeleciałem więc przez pobliski skwerek uważając, żeby kogoś nie rozjechać, wypadłem na dwupasmówkę i poleciałem pod prąd. Gliniarze może i mają dobre samochody, ale skilla to im czasem brakuje. Gdy czułem się niemal bezpieczny, na wprost wyrosła ta cholerna ciężarówka. Ledwie uniknąłem czołówki, ale zaliczyłem ostrą obcierkę, poszła przednia szyba i wszystkie klosze z jednej strony. O pełnych ośmiu patykach za wózek mogłem już sobie zapomnieć...

Kradzież samochodów, to także świetny sposób na sprawdzenie różnorodnych modeli pod kątem przyszłych działań. Możemy praktycznie przetestować sobie zarówno ich sposób prowadzenia, czy choćby wytrzymałość, która w niektórych akcjach może mieć kluczowe znacznie. Gdy dorobimy się już garażu, łatwiej będzie nam wybrać furę dla siebie.

Kiedy zbierzemy już trochę kasy, warto od razu zainwestować w lepszą broń. Czego by nie mówić, bez porządnej giwery jesteśmy tutaj nikim, pełniąc dla złośliwych graczy rolę tarczy strzelniczej. Im wcześniej zdobędziemy więc jakąś broń automatyczną, tym lepiej dla nas. Warto też bez przerwy kontrolować stan amunicji – nie ma nic gorszego niż suchy trzask iglicy podczas zażartej walki o życie.

"Karabin jest przedłużeniem oka snajpera. Zabija swoim śmiertelnym spojrzeniem." - jak powiedział kiedyś Jim Morrison, też niezły aparat swoją drogą. Ale odłóżmy na razie marzenia na bok, trzeba uciułać przynajmniej na jakiś pistolet maszynowy. Albo porządną strzelbę.

Mamy już porządniejsza giwerę, można więc pomyśleć o prawdziwej robocie. Skoki na razie sobie odpuść, ale można zacząć od ograbiania sklepów. Tutaj trzeba się już nieco lepiej przygotować, pamiętając o świętej zasadzie „bezpieczeństwo przede wszystkim”. Po pierwsze dobrze jest wybrać sklep gdzieś poza samym miastem – nie dość, że często łatwiej będzie nam uciec, to paradoksalnie zyski potrafią być w przypadku takich odosobnionych placówek dużo wyższe. Druga sprawa, to maska. Kupujemy jakąkolwiek w sklepiku na plaży (na wprost rollercoastera) i zakładamy na akcję, co pozwoli nam bez większego ryzyka powtórzyć akcje w tym samym miejscu. Trzecia kluczowa kwestia, to samochód do ucieczki – musi być szybki i dobrze się prowadzić, podstawiamy go pod same drzwi. Reszta to już tylko kwestia zimnej krwi.

No i wpadam z tą małpią mordą do środka. Krzyczę do frajera, żeby wyskakiwał z hajsu, ale widzę, że się grzebie, więc dla lepszego efektu walę krótką serię po półkach. Od razu odzyskał sprawność manualną i kasa zaczęła płynąć szerszym strumieniem. Mam jednak nosa do kombinatorów i po chwili wyczułem, że cwaniaczek coś kmini. Pewnie miał strzelbę pod ladą, w tej okolicy tak lubią. Więc biorę go na muszkę, pozdrawiam kilkoma ciepłymi słowami, po których spuścił z tonu i zaczynam się zwijać. No i kurde niespodzianka. Trafił mi się jakiś dowcipniś chyba, bo ledwie wybiegłem z tej budy, a tu widzę, jak jakiś palant odjeżdża moim samochodem. No może nie do końca moim, ale chyba kleicie o co biega. Jeszcze się skubaniec zatrzymał kilkadziesiąt metrów dalej, myślałem, że może jednak... Ale gdzie tam, co podbiegałem to odjeżdżał kawałek. Bardzo kurde zabawne. Baaardzo. A tu już słyszę patrolówki gnające w moją stronę, więc mykam za sklep, wskakuję do jakiegoś starego pick-upa i próbuję zwiać przez pola. Uciekliście kiedyś starym złomem przed policyjnymi terenówkami po świeżo zaoranym polu? No ja też nie.

Ostatnim etapem początku naszej gangsterskiej kariery jest zdobycie pierwszego mieszkania i miejsca garażowego. Po pierwsze uzyskamy miejsce, w którym będziemy mogli choć przez chwilę poczuć się bezpiecznie. Po drugie wreszcie będziemy mogli zachować w bezpieczny sposób pojazdy, które sobie zorganizujemy. Trzeba tylko pamiętać o tym, że liczba miejsc w garażu jest ograniczona, dlatego warto dobrze zastanowić się nad odpowiednim doborem pojazdów. Na pewno warto posiadać jedną szybką furę do wyścigów i części akcji, przyda się też porządna terenówka oraz motocykl. Reszta to kwestia indywidualnych preferencji. Koszt pierwszego mieszkania do około 30 tysięcy, osiągnięcie takiej kwoty nie jest więc szczególnym wyzwaniem.

Nawet mi się tu podoba. Pomijając niesprawny palnik w kuchence, przeciekająca spłuczkę, pęknięte lustro, skrzypiące drzwi w szafie i wyłączający się co chwilę telewizor, jest całkiem przytulnie. No i te karaluchy w piwnicy. Jutro zgłoszę to administratorowi budynku.

Bezpieczeństwo przede wszystkim

Bez pieniędzy ani rusz. Musimy więc nie tylko nauczyć się pieniądze zdobywać, ale również odpowiednio je chronić. Najgłupszą rzeczą jaką można zrobić, jest noszenie przy sobie całej posiadanej gotówki. Co prawda nikt nie skroi nas z całości posiadanych zasobów, ale jeśli tylko zginiemy, „wypada” z naszej postaci część forsy, którą przy sobie nosimy. Jeśli do tego trafimy na gracza, który jest lepiej od nas uzbrojony i spostrzeże, że jesteśmy nadziani, szybko skończy się to polowaniem. Dlatego po każdym większym przypływie gotówki wyciągamy telefon i dokonujemy jej transferu na nasze konto. Tam będą bezpieczne, a sporej części największych transakcji (zakup apartamentów oraz pojazdów) i tak dokonujemy zdalnie. Przy sobie nosimy tylko tyle, ile potrzebujemy na uzupełnienie amunicji, czy proste zakupy.

Ten to dopiero był uparty. Ale muszę przyznać, że sam jestem sobie winny. Robiłem akurat kilka akcji z autami, wszystko na zamówienie, dobra forsa z tego była. Tak się zapaliłem do roboty, że zapomniałem o deponowaniu kasy. I wtedy pojawił się ten koleś. Wyglądał jak taki płatny morderca z filmu, czy jakiejś tam gry. Wiecie, łysa czacha, gajerek, czerwony krawat, skórzane rękawiczki, takie klimaty. Psychol jakiś. I uwziął się na mnie, choć pierwszy raz był chyba przypadkiem. Problem w tym, że szybko kapnął się, że jestem przy kasie. Potem czekał już pod szpitalem, nawet nie zdążyłem się porządnie rozejrzeć, kiedy znów zaliczyłem beton. Dopiero po czwartym razie udało mi się odbiec od drzwi i wbić do jakiegoś przejeżdżającego wózka „na trzeciego”. Oczywiście od razu wnerwiło to ochronę szpitala, ale co robić? I myślicie, że dał mi spokój? A skąd. Pół godziny później znalazł mnie znowu, ale tym razem miałem dla niego niespodziankę – puste kieszenie. Spróbował jeszcze raz, a potem odpuścił. Chyba do niego dotarło.

Kolejna sprawa, to ubezpieczenie samochodów. O ile pierwsze dostajemy w Los Santos Customs za darmo, o tyle za pozostałe trzeba już zapłacić. Jednak warto to zrobić, ponieważ nie raz stracimy zapewne nasz pojazd podczas różnorodnych akcji, czy nawet walk z innymi graczami. Dzięki ubezpieczeniu wystarczy jeden telefon do firmy ubezpieczeniowej i automatycznie odzyskujemy utracony pojazd. Warto też nasze ulubione zabawki wyposażyć w nadajniki pozwalające zlokalizować ich aktualną pozycje na mapie.

Dałem się podpuścić jak dziecko. Boczna uliczka, zero gliniarzy, cisza, spokój, ćwierkają ptaszki. I niesamowicie odpicowana bryka. Cudeńko. Mistrzostwo tuningu. Uwierzcie, każdy by się skusił. Podbijam, obczajam – zero alarmu, drzwi niemal otwarte, normalnie jak wygrany los na loterii. No to jeszcze raz lukam na okolicę, wsiadam i... Buuuum! Wylatuję w powietrze razem z tym cudem techniki. Pewnie kawalarz siedział gdzieś na dachu i tylko czekał na moment, gdy znajdę się w środku. Oczywiście niczym nie ryzykował – samochód albo kradziony, albo ubezpieczony, a ubaw musiał mieć po pachy. Ludzie to jednak mają napaskudzone we łbach...

Nie jesteś sam

Interakcje z innymi graczami to podstawa. Choć wiele form aktywności, czy misji wykonamy samodzielnie, zawsze warto poszukać kogoś do współpracy. Nie dość bowiem, że będzie nam łatwiej wykonać zadania (w przypadku skoków nie ma nawet innej opcji), to dodatkowo będziemy zdobywać za to więcej punktów. Nawet jeśli nie mamy zbyt wielu grających w GTA V Online znajomych, możemy nawiązać wirtualne przyjaźnie samodzielnie. Oczywiście ciężko nam będzie przekonać innych do siebie, jeśli będziemy agresywni lub dla zabawy zaczniemy przeszkadzać pozostałym graczom. Choć oczywiście możemy się bawić także w ten sposób. Nic jednak tak dobrze nie wpływa na zdobywanie nowych znajomości i budowanie wirtualnych przyjaźni, jak wspólne działanie.

Nigdy nie uwierzycie jak to się zaczęło. Robiłem sobie akurat z nudów rundki na rowerze wokół kortu tenisowego, kiedy podbił do mnie ten kolo z dredami i zaproponował szybki mecz. Nie miałem akurat na oku żadnej fuchy, więc powiedziałem sobie: „Czemu nie?” Sport to zdrowie i takie tam. Skończyło się na tym, że obskoczyliśmy jeszcze partyjkę golfa, po której trochę nieśmiało powiedział, że musi już spadać, ale jutro chętnie obskoczyłby ze mną jakąś grubszą robotę, bo potrzebuje kasy. Zgodziłem się, czemu nie? Wyglądał na spoko gościa, choć może trochę zahukanego. Teraz mija już tydzień, a my trzepiemy robotę za robotą. Ma podobną do mnie repę na dzielni, więc czuję, że razem daleko dojdziemy.

Oczywiście nie każdy będzie przyjacielsko nastawiony, z czego należy zdawać sobie sprawę za każdym razem, gdy wchodzimy do gry. GTA V Online pełne jest rożnych dziwaków, nastawionych na gankowanie innych gangów, czy po prostu wszelakich dowcipnisiów, którzy czerpią radość z uprzykrzania życia innym.

O tej gościówie krążą już legendy. Podobno pojawia się tylko w nocy. Chodzi po ulicach, wydaje z siebie jakieś potępieńcze dźwięki i tylko czeka na okazję, by kogoś przestraszyć. Tak, zwyczajnie przestraszyć. Nie pytajcie po co. Nie mam pojęcia. Nikt nie ma pojęcia. Zakrada się od tyłu i wydaje z siebie ten przeraźliwy pisk, po czym ucieka na motocyklu zanim zdążysz otrząsnąć się z szoku. Ja jej nigdy nie spotkałem, ale mój ziom Aleksiej, ten z dredami, miał tego pecha i mówił, że prawie dostał zawału. Mam ciarki i gęsia skórkę na samą myśl o tym wszystkim. Powtórzę się, ale ludzie to jednak mają napaskudzone we łbach...

Zazwyczaj stanowią oni mniejszość w grze, choć wyrobienie sobie złej reputacji może zaowocować tym, że będzie nas rzucać na serwery pełne takich właśnie graczy. Najgorszym co może nam się zdarzyć, to wyznaczenie za naszą głowę nagrody przez innego, bogatego i mającego pozycję gracza. Wtedy możemy się spodziewać tego, że wszyscy pozostali zaczną na nas polować. Na szczęście bardzo rzadko zdarza się, że podobna sytuacja ma miejsce, gdy jesteśmy w porządku w stosunku do innych. Od pewnego momentu również my będziemy mogli coś takiego zrobić, nie należy jednak używać tego mechanizmu bezzasadnie – po pierwsze zawsze będzie nas to kosztować jakieś pieniądze, po drugie zyskamy sobie wśród innych graczy reputację przewrażliwionego upierdliwca.

Było ich w sumie trzech, od razu widać, że jakiś poprany gang. Różowo-kremowe samochody, maski na gębach, „firmowe” koszulki, kowbojskie kapelusze i pełno ciężkiej broni. Wpadli do miast tylko po to, żeby narozrabiać. Przez jakąś godzinę narobili takie bajzlu, że nie dało się zrobić żadnego zadania. Kiedy tylko kogokolwiek wyhaczyli, od razu zaczynała się masakra. W końcu jakiemuś herbatnikowi z mocną repą pękła żyłka i zaczął skrzykiwać wszystkich obecnych. Bogatsi wyznaczyli nagrody i zaczęła się jazda! Tylu wybuchów i eksplozji nie widziałem od czasu ostatniej wizyty w kinie. Po jakichś dwudziestu minutach i kilku wizytach w szpitalu kowboje zmiękli, podwinęli ogony i zwinęli się do siebie. I tak ma być. U nas na dzielni to my ustalamy reguły.

Niejako zwieńczeniem naszej socjalizacji z ludźmi grającymi w GTA V Online jest założenie lub przystąpienie do którejś ze zorganizowanych grup. Tutaj warto oczywiście – jeśli będzie to możliwe - zrobić wcześniej mały wywiad i dowiedzieć się, jaką reputację wśród innych graczy ma dany gang, czy grupa. Na pewno każdy, bez względu na preferencje odnośnie stylu gry, znajdzie dla siebie odpowiednią ekipę. Dlatego nie zawsze warto przystępować do którejkolwiek z grup na samym początku zabawy, lepiej nieco poczekać, aż wykrystalizuje się nam styl naszej rozgrywki, a grupy nieco okrzepną. Dobrze zorganizowane i prężnie działające ekipy, to niemal stuprocentowa pewność, że od ręki znajdziemy kogoś do wspólnej zabawy. Działanie w ramach większej grupy, to także możliwość skutecznej zabawy w którymś z drużynowych trybów zabawy, jak choćby klasycznym deathmatchu. Jakość rozgrywki w przypadku, gdy mamy do czynienia ze współpracującą ze sobą, zgrana ekipą jest nieporównywalna z zabawą z przypadkowo spotkanymi graczami.

Siedzimy właśnie z Aleksiejem i mocno rozkminiamy. Gościu dostał wczoraj propozycję od pewnego gangu, ale usłyszał od jednego ze swoich ziomów, że ekipa nie cieszy się zbyt dobrą reputacją. Owszem, niby robią swoje i koszą przyzwoitą kasę, ale jest tam paru psycholi, którym odbija nawet podczas skoków i potrafią narobić bez sensu niezłego bydła. To chyba nie dla nas, ja muszę teraz na nową chawirę zarobić, a nie użerać się z idiotami. Poszukamy więc kogoś innego, jakichś bardziej ogarniętych ziomali. Albo może zorganizować coś samemu? W końcu trochę nas już tu znają, pewnie byliby chętni.

Nie tylko do tanga trzeba dwojga

Po tym, gdy już oswoimy się z GTA Online i wbijemy dwunasty poziom doświadczenia, można rozpocząć zabawę w słynne napady grupowe. Jest to część gry, która została obiecana już przy premierze Grand Theft Auto V na konsole starszej generacji, ale twórcy długo pracowali nad tym, by wszystko dobrze. A czekało tu na nich dużo więcej trudności, niż można by się spodziewać. Problemem okazało się chociażby równomierne rozłożenie akcji na każdego uczestniczącego w napadzie. W końcu np. siedzenie przez kilka minut w samochodzie pod rabowanym obiektem nie byłoby zbyt ciekawe dla kierowcy. Bo co on miałby w tym czasie robić? Stacje radiowe zmieniać?

Tak, bo przecież o tym marzyłem. By zamiast kraść hajs z banku, bezczynnie wpatrywać się w kierownicę samochodu i czekać na to, aż przyjadą gliny, by nas wszystkich zgarnąć, a mnie przyskrzynić pierwszego. Nie dam się wrobić. Wpadam do środka razem z chłopakami - muszę mieć na nich oko, by nie odwalili czegoś głupiego za moimi plecami.

Napady online rozpoczynają się prawie identycznie, jak te, które widzieliście przy okazji trybu fabularnego. Gdy spełnimy wymagane warunki (należy wyposażyć się chociażby w odpowiednie mieszkanie, by posiadać miejsce, w którym można napad zaplanować) dzwoni Lester z informacją, że ma dla nas propozycję. I to z gatunku takich, która może być opłacalna dla obu stron. Nie pozostaje więc nic innego, niż udać się na spotkanie z nim, a następnie posłuchać co ma do powiedzenia. Pierwsza z misji jest poniekąd wprowadzeniem do tego trybu, stąd też jej ograniczenie – choć większość zadań przygotowano z myślą o czterech graczach, w początkowym bierze udział jedynie dwóch. Celem napadu jest niewielki bank położony poza głównym miastem. Plan jest prosty, pomniejsza placówka nie jest bowiem dobrze chroniona, napad na nią nie powinien więc zająć zbyt dużo czasu. Początkowo przyjeżdżamy na miejsce, by rozeznać się w sytuacji. Zanim jednak przejdziemy do działania, oczywiście trzeba się odpowiednio przygotować. Znamy to doskonale z trybu fabularnego.

Mały bank, to mało ochrony, ale dużo hajsu. Te ponad sto patyków było dla mnie niczym manna z nieba. Mogłem w końcu ustawić się w tym sfajdaczonym mieście, kupić więcej broni i lepszy samochód, by stanąć na nogi. Kto to widział gangstera jeżdżącego autobusem? Wtedy myślałem, że to spora robota, ale z czasem okazało się, że to jak sparing przed ważnym meczem. Emocje są nieporównywalnie mniejsze, gdy kroisz coś grubego zamiast małego banku w zapadłej dziurze. No ale tak jak mówiłem, hajs się przydał.

Jednym z zadań, które należy wykonać przed napadem na bank Fleeca jest znalezienie odpowiedniego samochodu. Choć może znalezienie nie jest problemem samym w sobie. Od razu otrzymujemy bowiem informację, kto dokładnie znajduje się w posiadaniu potrzebnego nam opancerzonego samochodu. Niestety nie są to panowie, którzy pojazd oddadzą bez walki. Udajemy się więc na miejsce, a następnie wraz z partnerem eliminujemy pilnujących auta przeciwników. Gdy obrońcy leżą na ziemi bierzemy wóz i odstawiamy w okolice fabryki Lestera. Przy okazji pierwszego z napadów poznajemy także nowe minigry. Pierwsza z nich związana jest z łamaniem zabezpieczeń, co trzeba wykonać zanim wejdziemy do banku, aby otworzyć drzwi do skarbca. Jeden z gangsterów zajmuje się więc prowadzeniem samochodu, drugi natomiast za pomocą aplikacji przygotowanej przez Lestera zajmuje się zabezpieczeniami. Zabawa polega na ominięciu układów scalonych i dotarciu od początkowej do końcowej bramki swego rodzaju impulsem elektrycznym. Przypomina to trochę grę w węża.

Tak, ale jest też od niej znacznie trudniejsze. W węża jak przegrasz, to możesz sobie spróbować ponownie. Tu nie mamy takiej opcji. To prawdziwy napad. Jak coś pójdzie nie tak, wszyscy skończymy za kratkami! Dlatego łamanie zabezpieczeń jest naprawdę ważne. Jeżeli coś pójdzie nie tak, cała akcja się przez to opóźnia. A takich sytuacji nikt podczas napadu nie potrzebuje, uwierzcie mi.

Dalsza część zadania to już sama akcja. Gracz będący gospodarzem rozdziela role – jeden wciela się w kierowcę, który po podjechaniu pod bank wkracza do środka i zajmuje się pracownikami oraz osobami postronnymi, trzymając je na muszce. Drugi natomiast wkracza do otwartego sejfu, a następnie za pomocą drugiej z minigier włamuje się do skrytki (przewiercając zamek) i wybiera kosztowności. Po tym pozostaje już tylko ucieczka. Kierowca unikając policji udaje się na miejsce, gdzie auto zostaje uniesione przez helikopter przeznaczony do transportowania dużych ładunków z przyczepionym na haku ogromnym magnezem. W ten oto sposób pojazd zostaje uniesiony w powietrze, a następnie odstawiony w bezpieczne miejsce. Zysk? Grubo ponad sto tysięcy dolarów. W GTA Online to naprawdę dużo.

Lot helikopterem to dopiero było coś! Miny policjantów goniących nas samochodami - bezcenne! Nie wiedzieli czy jechać dalej, czy stanąć i się rozpłakać! Genialny był pomysł z tą ucieczką, muszę przyznać - choć początkowo trochę w niego wątpiłem. W końcu gdyby do akcji wysłano helikopter policyjny lub wojskowe myśliwce, mogłoby być naprawdę nieciekawie, a lecąc na "haku" transportowego helikoptera bylibyśmy podani na tacy.

Dalsze napady są już bardziej skomplikowane i przeznaczone przede wszystkim dla czterech osób. Osób, dodajmy, które najlepiej, jeżeli znają się choćby z sieci i umawiają na wspólną zabawę. Misje wymagają bowiem niezłego przygotowania i nie są proste, łatwo w nich o porażkę, a zabawa z kimś, kto radzi sobie gorzej od reszty i przez kogo trzeba co chwilę powtarzać poszczególne fragmenty może szybko stać się męcząca. No i nie można zapomnieć o niezbędnej podczas zabawy komunikacji – dobrze jest, gdy wszyscy w zespole podłączeni są do jednej grupy na Xbox Live i rozmawiają z sobą, przekazując niezbędne informacje. Tym bardziej, że często liczy się odpowiednie zgranie całego zespołu, które przekłada się na końcowy sukces lub porażkę. Poza tym dobrze jest w odpowiedni sposób zaplanować zadania. W późniejszych misjach jeden z graczy np. wciela się w snajpera wspomagającego grupę z dystansu. Warto dopasować to zadanie do osoby, która dobrze radzi sobie ze strzelaniem, nie pudłując w kluczowych momentach. Także kierowcy nie powinni być przypadkowi – dobrze, gdy za kółko siadają „zawodowcy”, bo nie ma nic gorszego niż misja zakończona niepowodzeniem tuż przy końcu, podczas ostatniej fazy ucieczki z miejsca napadu.

Pamiętam tego brodacza z pierwszej akcji, kompletna niezdara, nie wiem skąd on się tu w ogóle wziął. Przy ucieczce wpakował się wprost w nadjeżdżający radiowóz, a następnie nie zdołał wycofać i tak oto utknęliśmy tuż pod nosem glin. Świetnie, po prostu cudownie. A już mieliśmy hajs w kieszeniach. A taki był z niego cwaniaczek, gdy mówił, że prowadzi samochód jak nikt inny w Los Santos! Zapomniał dodać tylko, że po prostu jest najgorszym z kierowców, a przed skrętem w lewo pyta się, czy to na pewno ta strona, w której kciouk jest po prawej stornie.

Po pierwszym zadaniu zabawa staje się bardziej złożona. Rozgrywka wymaga zebrania czterech osób, podzieleniu się na mniejsze grupy realizujące misje do przygotowania, no i sam skok, w którym bierze udział większa ilość graczy. Są one zresztą znacznie trudniejsze. Sporo tu zwariowanych akcji w postaci organizowania ucieczki z więzienia, napadów na większe banki czy efektownych strzelanin z udziałem helikoptera. Dzieje się dużo, a zabawy starcza na kilkanaście świetne spędzonych godzin. Rockstar długo kazał czekać na napady w trybie online, ale gdy już się ukazały, nikt nie może żałować czasu spędzonego na oczekiwaniu, bo zrealizowane są one naprawdę świetnie. Dobrze więc, że grający na PC otrzymają je od samego początku. Dość już się naczekali na podstawową wersję gry, by teraz ponownie oczekiwać - tym razem premierę dodatku.

Tekst powstał ze współpracy firm gram.pl oraz Cenega Poland.

Trafienie Krytyczne #54. A co jeśli gry są winne?
Kodowanie popkultury: wielki skok na kasę
Co w modach piszczy #29 - Dead Space 2, Wiedźmin 3, Gothic II
Nie tylko Wiedźmin, czyli 10 gier które powinny doczekać się serialu
najnowsze