Recenzja - PC

Battlefield Hardline - recenzja

Michał 'Myszasty' Nowicki, 25 marca 2015 21:00 45

Gdyby dało się tworzyć mody do BF4, Hardline pewnie nigdy by nie powstał.

Ta oto myśl przyświecała mi przez niemal cały czas rozgrywki w najnowszą odnogę - bo trudno to inaczej nazwać - utytułowanej serii Battlefield. Hardline, bo taki podtytuł nosi produkcja, stworzony został przez studio Visceral Games przy udziale EA DICE. A skąd ta kontrowersyjna teza? Pojawiła się choćby dlatego, że porównując grę EA do kompleksowości i poziomu zaawansowania modów do innych produkcji, doszedłem do wniosku, że utalentowani fani zrobiliby to znacznie lepiej. A już na pewno w przypadku rozgrywki sieciowej. Tym bardziej, że liczba rzeczywistych nowości zasługuje najwyżej na DLC do BF4, a nie normalnie wyceniony pełnoprawny tytuł.

Co ciekawe chcę tu pochwalić samą ideę. Wykorzystanie silnika i mechaniki rozgrywki BF4 do stworzenia gry, w której naprzeciw siebie stają policjanci i bandyci, jest naprawdę dobrym pomysłem. Po pierwsze gier tego typu nie ma zbyt wiele, co zawsze owocuje efektem pewnej świeżości. Po drugie choćby u siebie zauważyłem spore znużenie "nowoczesną wojną", jaką od kilku lat, niemal bez przerwy serwują nam producenci największych gier z rozbudowanymi trybami multi. Battlefield Hardline mógłby więc potencjalnie wypełnić tę lukę, niestety za mało tu istotnych zmian, by uznać tę produkcję za w pełni udaną.

Zacznę wszakże od trybu kampanii, który na początku zapowiadał się bardzo grywalnie. Fabuła choć oscylująca wokół motywów wielokrotnie przetrawionych przez kino i telewizję, zaczęła mnie wciągać, spodobał mi się również ten "serialowy" podział na odcinki, choć to jedynie zwyczajny sztafaż. Jednak w drugiej połowie "sezonu" zacząłem odnosić wrażenie, że scenarzystom i przede wszystkim autorom dialogów zaczęło brakować pomysłów. Nie żeby początek kampanii jakoś powalał, ale przez kilka chwil było nawet całkiem przyzwoicie. Cóż z tego, skoro po krótkim czasie gołym okiem zaczęło być widać mielizny scenariusza i zupełnie pozbawionych głębi bohaterów, włączając to Nicka Mendozę, czyli głównego bohatera tej mało udanej policyjnej sagi. Twórcy posunęli się również nieco za daleko w budowaniu nastroju najtańszą metodą - używając nieinteraktywnych scen na silniku gry. Chwilami miałem wrażenie, że więcej czasu poświęcam na oglądanie, niż właściwą rozgrywkę, co w produkcji aspirującej do miana gry akcji fatalnie wpływa na odbiór całości.

W Battlefield Hardline zaimplementowano także kilka nowych elementów mechaniki rozgrywki, mających ją zarówno uatrakcyjnić, jak i jeszcze głębiej osadzić w przyjętej konwencji. Tutaj jednak również nie wszystko zagrało tak jak powinno. Najważniejszą nowością jest chyba możliwość aresztowania (czytaj: skucia kajdankami) przeciwników. Pomysł świetny, wykonanie zdecydowanie mniej. Problemem jest fakt, iż umiejętność ta jest zbyt potężna i zarazem łatwa do wykonania. Po kilku pierwszych odcinkach, gdy rozpracujemy już metodę działania skryptów sterujących SI, możemy "zwinąć" niemal całą mapę. I wcale nie przesadzam. Zawodzi też poszukiwanie dowodów, które mogło być potencjalnie jednym z najciekawszych elementów zabawy, a sprowadzone zostało do prostej i nic nie wnoszącej czynności.

Całkiem nieźle natomiast sprawdza się mechanika skradania. Odwracanie uwagi, przekradanie za plecami, poziom podejrzliwości przeciwników, cicha eliminacja - mamy tutaj niemal wszystkie składniki potrzebne dobrej skradance. Znów jednak nie zagrało kilka elementów. Po pierwsze bowiem skradać - poza kilkoma fragmentami niemal narzuconymi przez fabułę - w ogóle się nie opłaca. Aresztowanie zabiło niemal całkowicie ten element rozgrywki. Po drugie ością w gardle staje nam... SI przeciwników. Tak durnych, bo trudno użyć innego słowa, botów nie widziałem od dawna. Przeciwnicy są zupełnie niezorganizowani, działając na podstawie najprostszego skryptu - wykryć, stanąć i strzelać. Zapomnijcie o flankowaniu, czy nawet chowaniu się za przeszkodami. Gwoździem do trumny jest mechanizm "miejsce ostatniego pobytu bohatera", który przyciąga wszystkich w zasięgu niczym lampa naftowa ćmy. Nawet przez kilka chwil pobawiłem się biegając w kółko po mapie i obserwując podążające za moim cieniem stado lemingów. Ale uwierzcie - ta zabawa szybko się nudzi.

Oczywiście kampania to tylko przystawka mająca zaostrzyć apetyt na sesje w sieci. Rozgrywka multi zawsze była podstawowym oraz najważniejszym trybem w każdej grze z serii Battlefield i nie inaczej jest w Hardline. Jednak i tutaj nie jest tak dobrze, jak tego oczekiwałem. Przyczyna takiego stanu jest bardzo prosta - rozgrywka, mimo iż stwarza pozory bycia czymś nowym i świeżym, jest zbyt podobna do tego, co znaleźć możemy w BF3/4.

Tak naprawdę poza kilkoma ledwie trybami, które wnoszą nieco świeżości, doświadczamy klasycznej "powtórki z rozrywki". Większość trybów to nic innego jak battlefieldowe standardy pozbawione ciężkich pojazdów, ze zmienionymi by pasować do konwencji "skórkami". Oczywiście nie powinno to dziwić i prawdę powiedziawszy sam nie miał bym nic przeciwko kolejnej porcji zabawy w dużym Podboju. Pod warunkiem wszakże, że pojawiłaby się w tym trybie jakakolwiek wartość dodana, coś zupełnie nowego i oryginalnego. Tymczasem otrzymujemy dokładnie to samo z nieco innymi modelami. Ileż można? Równie klasycznie jest w trybie Team Deathmatch, zaś Krwawa Forsa i Napad to nic innego, jak wariacje na temat Capture The Flag.

Takiego kopiowania sprawdzonych wzorców jest tutaj znacznie więcej, choćby w obrębie dostępnych klas, które są niemal dokładną kalką tych znanych z BF4. A przecież przyjęta konwencja była znakomitym materiałem wyjściowym do znacznie głębszej zabawy klasami postaci, niż zmiana kilku gadżetów i wyrzucenie 3/4 broni. Swoją drogą metoda na przytrzymanie graczy przy rozgrywce po znacznym okrojeniu arsenału też nie grzeszy subtelnością. Mniej broni i innych zabawek - wolniejszy awans. Jakież to proste, prawda? Dobrze przynajmniej, że wiele z nich możemy kupić po prostu zbierając gotówkę (zastąpiła punkty doświadczenia) i spełniając specjalne warunki (zazwyczaj odpowiednia liczba fragów), bez konieczności mozolnego przebijania się przez "drzewka" rozwoju.

Rozczarowały mnie też mocno mapy, które można określić jednym słowem - nijakie. Albo robię się już zbyt wybredny, albo rzeczywiście nic nie wybija się tutaj ponad standard i przeciętność. Tym bardziej, że duża część map sprawia wrażenie posklejanych z fragmentów aren z BF3/4 lub wręcz pokrytych innymi teksturami ich kopii. Pewną osłodą jest wykorzystanie na kilku mapach sławetnego "levolution", choć są to efekty zdecydowanie mniej spektakularne, niż w przypadku wojennych Battlefieldów.

Na szczęście twórcy mieli przebłyski i oprócz standardowych opcji, wrzucili do gry kilka trybów, które przytrzymały mnie przy rozgrywce sieciowej. Pierwsza sprawa to dwa bardzo szybkie i dynamiczne tryby Na Ratunek oraz Na Celowniku. W pierwszym z nich jedna z drużyn ochrania dwóch "sterowanych" przez SI zakładników, w drugim jeden z graczy wciela się w rolę VIP-a, którego sojusznicy mają chronić przed atakami drugiej grupy. Całkowicie zrezygnowano tutaj z możliwości odradzania się, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu zabawa jest znacznie bardziej dynamiczna, rundy są szybkie oraz intensywne skutecznie podnosząc adrenalinę, a jasny i klarowny cel w połączeniu z niewielkimi rozmiarami map sprawia, że nie doświadczamy tu plagi biegających gdzieś po obrzeżach kamperów. Może czasami rozgrywka jest zbyt chaotyczna, ale wraz z upływem czasu zauważyłem, że coraz liczniejsza grupa graczy zaczyna świetnie rozumieć o co chodzi i gra sprawiała mi coraz większą przyjemność. Swoją droga niemal nie wierzę w to co piszę - w Battlefieldzie podoba mi się szybki i dynamiczny tryb na małych mapach...

Jednak największym hitem w moim osobistym zestawieniu okazała się Fucha. Po bliższej i spokojnej analizie to nic innego, jak Podbój z mobilnymi punktami kontroli i beznadziejnym modelem jazdy. Ale ileż w tym naprawdę dobrej i sycącej zabawy! Zasady są bardzo proste. Na mapie rozstawiono kilka samochodów, których przejęcie i kontrolowanie daje takie same profity, jak bazy w Podboju - im więcej pojazdów pod naszą kontrolą, tym szybciej znikają "bilety" przeciwnika. Do tego dodano bardzo znaczące bonusy za szybką jazdę, możliwość obsadzenia całego wózka wychylonymi przez okna ziomami z zespołu... i oto przed nami najbardziej grywalny tryb w Battlefield Hardline. W bardzo prosty sposób zmuszono tu graczy do pozostawania w ciągłym ruchu, przez co sytuacja na mapie zmienia się niczym w kalejdoskopie, a szalone pościgi i ucieczki pompują w nas tony adrenaliny.

Równie mieszane uczucia jak w przypadku pozostałych aspektów gry, mam w stosunku do oprawy graficznej. Całkiem niezłe modele i świetnie wyglądające twarze skontrowano tutaj zdecydowanie zbyt sterylnym jak na charakter gry otoczeniem. Widać to szczególnie w trybie kampanii podczas wizyt w biednych dzielnicach rażących sztucznością, której nie są w stanie zamaskować ani perfekcyjne efekty cząsteczkowe, ani równie dobre oświetlenie. Nie popisano się także podczas tworzenia map do rozgrywki sieciowej - wspominana wcześniej nijakość odnosi się nie tylko do ich układu, ale też designu artystycznego. Jeśli tylko dysponujecie taką możliwością, od razu polecam też prowadzenie rozgrywki z oryginalnym , angielskim dubbingiem. Polska wersja językowa jest raczej słaba, zbyt często razi sztucznością i przede wszystkim wręcz fatalnym doborem głosów do postaci.

Powyższą recenzję podsumuję w zasadzie jednym zdaniem - Battlefield Hardline jest grą, która powstała zupełnie niepotrzebnie. Jako całość jest niemal kwintesencją przeciętności, zarówno pod względem grywalności, jak i wykonania. Nie oczekiwałem co prawda jakiejś rewolucji w gatunku, ale Hardline zawodzi w zbyt wielu aspektach, by uznać te produkcję za choć trochę lepszą niż poprawna. Za dużo tu kopiowania wojennych Battlefieldów, za mało oryginalności i dobrze działających mechanizmów. To najwyżej materiał na nawet niezłe DLC do BF4. Choć, jak wspomniałem na samym wstępie, moderzy zrobiliby to zapewne znacznie lepiej.

PS. Screeny pochodzą od producenta, ponieważ z niewyjaśnionych do dziś przyczyn ani FRAPS, ani Action! nie chciały w żaden sposób ze mną współpracować.

Battlefield Hardline PC

  • tryby Na Ratunek, Na Celowniku i przede wszystkim Fucha
  • nastrój w pierwszych "odcinkach" kampanii
  • system "kupowania" nowych broni i sprzętu
  • nijakie mapy
  • beznadziejna SI w kampanii
  • niewykorzystany lub źle wykorzystany potencjał nowych elementów mechaniki rozgrywki
  • klasy postaci i wiele elementów niemal żywcem przeniesionych z BF4
  • polski dubbing
Nijakość 5.0
Osądzić sędziego - recenzja We. The Revolution
Waszyngton w ogniu - Tom Clancy's The Division 2 - recenzja
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
najnowsze