Tormentum: Dark Sorrow - recenzja

Adam Berlik
2015/03/06 12:15
9
0

Czy debiutancka produkcja polskiego OhNoo Studios, czyli Tormentum: Dark Sorrow, to gra warta uwagi? Odpowiedź jest tylko jedna - OhYes!

Tormentum: Dark Sorrow - recenzja

Klasyczne przygodówki z interfejsem point and click (wskaż i kliknij) rządzą się swoimi prawami, więc ciężko wprowadzić do nich rewolucyjne mechaniki. Autorzy gry Tormentum: Dark Sorrow, czyli trzyosobowe OhNoo Studio, nie zamierzało wymyślać koła na nowo, lecz zdecydowało się osadzić akcję swojej produkcji w surrealistycznym i mrocznym świecie z lokacjami inspirowanymi dziełami Zdzisława Beksińskiego i H.R. Gigera. To właśnie głównie z powodu niesamowitej oprawy wizualnej ciężko przejść obok Tormentum: Dark Sorrow obojętnie.

Akcja gry Tormentum: Dark Sorrow rozpoczyna się w momencie, gdy nasz protagonista jest transportowany sterowcem do tajemniczego więzienia. Mężczyzna nie wie, jak się nazywa, skąd pochodzi i jakie zbrodnie popełni, że postanowiono wsadzić go za kratki. Wie natomiast, że tuż po przybyciu spróbuje uciec z tego miejsca, by poznać swoją przeszłość. Ta okazuje się bardzo interesująca, podobnie zresztą, jak sam bohater, o czym można przekonać się w momencie ukończenia produkcji.

Zastosowanie motywu z amnezją głównego bohatera Tormentum: Dark Sorrow wydaje się być kiepskim pomysłem, a właściwie brakiem jakiejkolwiek koncepcji na początek scenariusza. Na szczęście jednak OhNoo Studios, choć postawiło na klasykę, nie stworzyło nędznej historii. Z czasem okazuje się, że twórcy przygotowali może nie znakomitą, ale bardzo spójną i dobrze poprowadzoną opowieść.

Gra oferuje niewielki świat, który składa się zaledwie z kilku głównych obszarów. Początkowo możemy poruszać się jedynie po zamku, ale z czasem wychodzimy z budynku i trafiamy na pustkowia. W dalszej części zabawy mamy okazję również odwiedzić Mroźne Łzy, gdzie spotkamy postacie, które pomogą nam w dostaniu się do następnej miejscówki. Każdy z ekranów został dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Czasem zamiast skupić się na rozwiązaniu łamigłówki czy też dialogu z postacią, po prostu stoimy i podziwiamy talent Piotra Ruszkowskiego, odpowiedzialnego za wygląd lokacji. Jako że stworzył on obrazy inspirowane twórczością Beksińskiego i Gigera, miejscówki prezentują się bardzo specyficznie, ale za to świetnie pasują do klimatu opowieści.

Tormentum: Dark Sorrow nie było zapowiadane jako gra dla okazjonalnych graczy, ale za sprawą niskiego poziomu trudności z zagadkami bez problemu poradzą sobie nawet mniej doświadczeni miłośnicy przygodówek. Zwłaszcza dlatego, że mamy tu do czynienia z klasyką (układanie klocków i puzzli, gra w memory, naprawa mechanizmu z zębatkami, ustawianie figurek w odpowiedniej kolejności, a nawet odgrywanie melodii przy pomocy znalezionych nut).

GramTV przedstawia:

Podczas rozgrywki nie otrzymujemy bezpośredniego systemu podpowiedzi, ale mimo to gra bardzo często ułatwia rozwiązanie kolejnych łamigłówek. Gdy zatrzymamy się w danej lokacji na dłużej, niektóre obiekty zostaną podświetlone. To znak, że właśnie nimi powinniśmy się zająć. Wielokrotnie również bohater znajduje szczegółowe informacje na temat działania rozmaitych mechanizmów i zapisuje schematy ich działania w notatniku, by zajrzeć do nich w odpowiednim czasie.

Tormentum: Dark Sorrow charakteryzuje się wyśmienitą grafiką, której nie powstydziłyby się wysokobudżetowe przygodówki, ale w kilku aspektach widać ograniczony budżet na stworzenie niektórych elementów rozgrywki. Autorzy nie zatrudnili aktorów do nagrania kwestii dialogowych. Początkowo można odnieść wrażenie, że gra nie załadowała wszystkich dźwięków, ale z czasem okazuje się, że twórcy postawili na minimalizm. Dla jednych może to być wada, bo będą musieli czytać wszystko samemu, dla innych zaleta, bo stwierdzą, że brak voice actingu dodaje grze jeszcze więcej tajemniczości.

Warto również wspomnieć, że w Tormentum: Dark Sorrow nie doświadczymy żadnych animacji głównego bohatera. Nie możemy poruszać się nim po kolejnych planszach tak, jak w innych przygodówkach - mężczyzna stoi albo z lewej, albo z prawej strony ekranu i pełni rolę statysty. W ogóle nie odzywa się do postaci niezależnych, ale czasem, dzięki jego wypowiedziom zyskujemy cenne wskazówki na temat rozwiązania danej zagadki. Próżno także liczyć na jakąkolwiek muzykę - sporadycznie z głośników wydobywają się delikatne dźwięki, które budują naprawdę dobry nastrój.

A co z czasem rozgrywki? Niestety, ale Tormentum: Dark Sorrow to przygoda na jeden dłuższy wieczór - całość można bowiem ukończyć w około pięć godzin. Trzeba mieć jednak na uwadze fakt, że OhNoo Studios mocno zachęca do dwukrotnego przejścia swojej przygodówki w celu zdobycia osiągnięć i poznania wszystkich rozgałęzień w scenariuszu. Gra, choć jest liniowa, kilkukrotnie zmusza do podejmowania istotnych wyborów (niekiedy dokonujemy ich nieświadomie!), mających wpływ nie tylko na przebieg opowieści, ale i na stosunek postaci niezależnych do głównego bohatera.

Tormentum: Dark Sorrow robi naprawdę bardzo pozytywne wrażenie. To gra, w którą powinien zagrać każdy fan klasycznych przygodówek. Głównie ze względu na niesamowitą atmosferę i świat, jaki udało się wykreować debiutującemu OhNoo Studios, ale także z powodu ciekawie zaprojektowanych zagadek i dobrze skonstruowanej fabuły. Choć całość nie oferuje rewolucji w zakresie mechaniki rozgrywki i charakteryzuje się niskim poziomem trudności, zapewnia kilka godzin rozgrywki na naprawdę wysokim poziomie.

8,0
Tormentum: Dark Sorrow zapamiętamy za grafikę, ale rozgrywka także stoi na wysokim poziomie
Plusy
  • niesamowita oprawa graficzna
  • świetna atmosfera
  • dobrze poprowadzona i spójna fabuła
  • ciekawe, choć klasyczne zagadki
  • wybory moralne
Minusy
  • brak voice actingu i animacji głównego bohatera (dla niektórych)
  • można narzekać na niski poziom trudności i krótki czas rozgrywki
Komentarze
9
Usunięty
Usunięty
06/03/2015 22:49

@ozoqq -> Masz prawo do swojego zdania i uszanuję to. :) Czas, który spędziłem w ukończenia Metro nie jest strata czasu i był najlepszy dla mnie, nawet poboczne elementy też. :) Na przyszłości mam ochotę wrócić do niego jeszcze raz. :) Takie jest moja opinia o Metro.Słusznie. Side-questy wpychane na siłę nie jest dobre posunięcie. Ale jeśli będą side-questy, które są zrobione z serca i pasja, wtedy chętnie zagram to.Nie spróbuję Ci zrozumieć, dlaczego Metro jest gorsza od Order i szanuję Twojego zdanie. To kwestia gustu, który nie podlega dyskusji. :) Order też nie jest zła, ale po prostu mogłoby być lepiej (gameplay). :)Pozdrawiam. :)

Usunięty
Usunięty
06/03/2015 21:08

>Wystarczy> popatrzeć na Metro Last Light i Half-Life 2, które oferują dużo więcej. :) Nawet Spec> Ops: The Line jest lepszy od Order.Każdy ma prawo do swojego zdania. Ja w Spec Ops: The Line nie grałem to się nie wypowiem. Grałem w drugie Metro i Half-Life''a 2. HF2>The Order>Metro. Takie jest moje zdanie. A bronię The Order, bo krótsza gra bez side-questów nie musi być od razu zła. Zapychanie gry pierdyliardem questów też nie zawsze jest dobre. W AC: Unity aż mapa jest nieczytelna. W FC4 też co 50 wirtualnych metrów jest znajdźka, quest albo side-quest. The Order jest bardzo spójną grą, która przerywnikami filmowymi potrafi trzymać w większym napięciu niż większość gier gameplayem. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie.A czy Tormentum można dorwać gdzieś oprócz Steama?

Usunięty
Usunięty
06/03/2015 19:04

@up -> Dziękuję za wyjaśnienia dla @ozoqq. Oszczędziłeś mi trudu. :)@ozoqq -> Jak widzisz, sama dobra grafika i uniwersum to nie wszystko. ;) Wystarczy popatrzeć na Metro Last Light i Half-Life 2, które oferują dużo więcej. :) Nawet Spec Ops: The Line jest lepszy od Order.




Trwa Wczytywanie