Felieton

Remastery - dar niebios czy zło konieczne?

Jakub Zagalski, 02 marca 2015 15:15 40

Przerabianie istniejących gier na potrzeby współczesnych konsol to nie nowy, ale ciągle aktualny temat. Jest się z czego cieszyć czy wręcz przeciwnie?

Mamy początek marca, a ja grałem w tym roku już w dwa remastery głośnych gier (Resident Evil i Grim Fandango). Przed nadejściem konsol ósmej, bieżącej generacji zasiadałem do podobnie modernizowanych produkcji dobrych kilkanaście razy. Czy się je kocha, czy nienawidzi, remastery stały się elementem konsolowego (i nie tylko) krajobrazu i wszystko wskazuje na to, że odnawiane gry z dopiskiem "HD/Definitive/Remastered Edition" będą regularnie gościły na listach nadchodzących premier. Czy to dobrze, czy wręcz przeciwnie, oceńcie sami, ważąc kilka przedstawionych przeze mnie argumentów.

Jeżeli przespaliście wysyp gier z cyklu Classics HD na PlayStation 3 i podobnych odpowiedników na inne konsole, śpieszę z wyjaśnieniem, że tak rozumiany remaster jest ogólnie rzecz biorąc zmodernizowaną wersją gry wydanej pierwotnie na słabszej platformie. Najlepszym przykładem są tytuły ze wspomnianej linii Classics HD (tudzież HD Collection), które przenosiły gry z PlayStation 2 i PSP na PlayStation 3. Wiązało się to oczywiście z ulepszeniem oprawy audiowizualnej, dostosowanej do możliwości odbiorników HD, formatu 16:9, zmianami w sterowaniu, wsparciem dla nowych akcesoriów (Move) czy trofeów. Remasterów nie można stawiać na równi z bezpośrednimi portami gier, ani mylić z kategorią remake'u. Co prawda pojęcie remaster zawiera się w pojęciu remake'u, jako że mamy do czynienia z pewną formą odtworzenia istniejącej gry. Z tą różnicą, że remaster jest z natury bardzo mocno związany z oryginałem od strony technicznej, zaś remake może być tak naprawdę budowany od zera, tudzież wykorzystywać niewielką część pierwotnych elementów (vide remake Resident Evil na GameCube'a, który według Shinjiego Mikami był nowym tworem w 70%).

Remasterowanie gier na siódmej generacji konsol zaczęło się na dobre w 2009 roku od God of War Collection. Gracze żądni nowych przygód Kratosa ("trójka" ukazała się rok później) chętnie przypomnieli sobie dwie pierwsze części w nowej oprawie, a tym samym pokazali, że tego typu inicjatywy wydawnicze mają sens. Przez następne lata remastery pojawiały się jak grzyby po deszczu, zadomawiając się także na konsolach kolejnej generacji. Takim grom nieustannie przykleja się łatkę "odgrzewanych kotletów", jednocześnie nikt nie ma wątpliwości, że popyt na remastery nie maleje.

Powtórka z rozrywki

Dlaczego remastery mają wzięcie, a ich liczba rośnie z każdym miesiącem? Odpowiedź jest banalnie prosta - gracze uwielbiają wracać do ważnych dla siebie tytułów sprzed lat. Nostalgia, wspomnień czar, mówienie, że kiedyś gry były lepsze, wszystko to wpływa na chęć wracania do ulubionej klasyki. Pojawiające się remastery pozwalają w łatwy sposób odświeżyć sobie dany tytuł bez konieczności wyciągania z szafy (lub kupowania) odpowiedniej platformy. Co więcej, osoby przyzwyczajone do obrazu w wysokiej rozdzielczości nie muszą się zmagać z nieostrym obliczem gier, które powstawały z myślą o odbiornikach CRT. Oczywiście nie brakuje konsolowych purystów, patrzących z pogardą na nowinki techniczne i bezczeszczenie oryginału dopiskiem "HD". Nie zmienia to jednak faktu, że dla bardzo wielu osób remastery są doskonałą alternatywą, a często jedynym sensownym rozwiązaniem, gdy chcą po latach wrócić do trylogii Prince of Persia czy przygód Snake'a z PlayStation 2.

Walory edukacyjne

Nie należy zapominać, że po remastery mogą również sięgać zupełnie nowi odbiorcy, którzy nie mieli styczności z oryginalną wersją. Przez swój wiek, wcześniejszy brak zainteresowania danym tytułem, cokolwiek innego. W takiej sytuacji zmodernizowana gra z ładniejszą grafiką i innymi drobnymi usprawnieniami nabiera walorów edukacyjnych, pozwalając nowicjuszom sprawdzić, dlaczego dana produkcja zasłużyła na niesłabnące uznanie. Co było godnego uwagi w Metal Gear Solid 3: Snake's Eater, czy Beyond Good & Evil jest faktycznie tak dobre, jak się o niej mówi, o co chodzi z tym całym Okami etc. Wśród remasterów oczywiście nie zabrakło gier, które nie były ani wybitne, ani szczególnie ważne (żeby tylko wspomnieć o Cell Damage HD), tym niemniej znakomita część tego typu produkcji to wznowienia znanych i lubianych serii. Albo takich, które nie zyskały należytej popularności, a zdecydowanie powinny.

Druga szansa

Stąd pojawia się kolejna zaleta wydawania zremasterowanych wersji starych gier. Mianowicie, remastery mogą być dla niektórych tytułów drugą szansą na zaistnienie w świadomości graczy. A zwłaszcza na osiągnięcie komercyjnego sukcesu, którego zabrakło w czasie premiery oryginalnej wersji. Oczywiście nie łudzę się, że zremasterowane Ico & Shadow of the Colossus, Beyond Good & Evil czy niedawno wydane Grim Fandango znajdą się nagle na szczytach list sprzedażowych, tym niemniej ponowne zaprezentowanie klasycznego tytułu stanowi dla niego dodatkową szansę. I to od nas, graczy, zależy, czy ta szansa zostanie wykorzystana. W końcu ile razy się już mówiło o głosowaniu portfelami i komercyjnych porażkach wybitnych tytułów, które nie trafiły do szerokiego grona odbiorców. Kupowanie zremasterowanych wersji takich gier nie wpływa automatycznie na rozpoczęcie prac nad kontynuacją/duchowym spadkobiercą, ale stanowi wyraźny sygnał, że gracze chcą mieć po latach na swojej półce coś, co wcześniej z jakichś powodów poległo na gruncie sprzedażowym. Drodzy fani, nie marnujmy więc takiej okazji, bo jak widać czasem na okazanie swojego wsparcia nie jest za późno.

+100 do wygody

Walory edukacyjne, pożywka dla nostalgii - wszystko fajnie, ale w moim przypadku najważniejszym powodem sięgania po remastery HD jest wygoda. Możliwość kupowania całego zestawu, na przykład trylogii gier na jednej płycie. Albo jeszcze lepiej wersji cyfrowej, która "zwalnia" mi trochę miejsca na półce. Nie ukrywam, że w moim regale, szufladach i innych kartonach leży już trochę gier, również takich, które doczekały się wydań zremasterowanych. I chociaż bardzo chętnie sięgam po te odmłodzone wersje, to jednak nie zawsze mam ochotę kupować je w wydaniu pudełkowym. Inny aspekt związany z wygodą grania w remastery dotyczy gier z konsol przenośnych. Metal Gear Solid: Peace Walker kupiłem tuż po premierze na PSP i odbiłem się od niego po kilku godzinach. Nie mogłem bowiem przeboleć sterowania na jednej gałce. Odpowiedzią na moje błagalne wołania o "grywalnego" Peace Walkera była kolekcja Metal Gear Solid HD, uzupełniająca tytuł z handhelda normalnym sterowaniem. Podobnie miałem z Kingdom Hearts: Birth by Sleep, które weszło w skład kolekcji Kingdom Hearts HD 2.5 ReMIX. Wygoda remasterów działa też w drugą stronę, bo w niektóre tytuły z PlayStation 2, Dreamcasta czy peceta (vide Grim Fandango) wolę po prostu grać na przenośnej PS Vicie.

Remaster non grata

Nie wszystko złoto, co się świeci, i chociaż remastery mają wiele zalet (o czym starałem się przekonać), to jednak część z nich nie powinna po prostu ujrzeć światła dziennego. Przykładem niech będzie Silent Hill HD Collection na PlayStation 3 i Xboksa 360. Zestaw dwóch świetnych i niesamowicie ważnych gier, które zostały fatalnie potraktowane przy tej reedycji. Kolekcja zebrała zasłużone baty za podstawowe błędy, uniemożliwiające komfortowe granie. Co więcej, wydawca anulował tworzenie łatki, mającej zaradzić kilku problemom w wersji na konsoli Microsoftu. Krótko mówiąc, aż szkoda patrzeć na takie traktowanie klasyki i marnowanie potencjału.

Nic więc dziwnego, że niektórzy gracze podchodzą do remasterów z wielką nieufnością, wyczuwając łatwy skok na kasę i odcinanie kuponów od znanej marki. I faktycznie nigdy nie mamy gwarancji, że zmodernizowana wersja świetnej gry nie okaże się zabugowaną pomyłką, która prezentuje się gorzej od oryginału. Albo wprowadzone zmiany są tak niewielkie, że dany remaster ma więcej wspólnego z bezpośrednim portem. Tak czy inaczej, odnawianie gier nie powinno już nikogo dziwić, a tym bardziej złościć. Wszak remaster jest z natury alternatywą dla oryginału, po którą sięgamy, albo i nie, z rozmaitych powodów. Moje już znacie. A jakie są wasze?

Nokaut w pierwszej rundzie - recenzja Super Smash Bros. Ultimate
Nostalgicznie i nowocześnie - recenzja Pokemon: Let's Go, Pikachu!
Smocze Szaleństwo - recenzja Spyro: Reignited Trilogy
Straszenie po japońsku - recenzja Death Mark
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?