Felieton

Jak redakcja gram.pl zapatruje się na rok 2015?

Gram.pl, 24 grudnia 2014 14:30 8

Do zakończenia roku 2014 pozostały już tylko dni. Był to rok, który dla gier zapisać może się na wiele różnych sposobów, ale z całą pewnością nie jako zbyt obfity w świetne i nowe produkcje, bo tych brakowało. Ale to nie miejsce na patrzenie za siebie, a wprost przeciwnie - dziś chcemy zastanowić się nad tym, co przyniesie nam przyszłość.

Paweł Pochowski: Chciałbym zacząć od zwrócenia uwagi na to, co w roku 2015 mogłoby zmienić się w branży. A jest tego trochę, zwłaszcza od biznesowej strony. Chciałbym, by twórcy gier przestali bawić się w "marketing 2.0" karmiąc graczy i media zwiastunami teaserów czy filmikami prezentującymi głównie logo gry. Nie bawi to ani nas, ludzi piszących o grach, ani czytelników czy fanów danych serii. Chciałbym, by na rynku pojawiło się mniej "rimejków" w stylu Sleeping Dogs, a więcej w stylu GTA V, choć najbardziej to sobie i czytelnikom życzę tytułów całkiem nowych, niebędących odgrzewanymi kotletami. Z radością przywitałbym także mniej obietnic bez pokrycia, które prędzej czy później są smutnie weryfikowane przez rzeczywistość, jak w przypadku Watch Dogs. Przydałoby się także mniej problematycznych startów jak w Assassin's Creed: Unity czy Driveclub.

Ale życzenia to jedno, a rzeczywistość całkiem co innego. Na ten moment mamy już kilka mocnych przesłanek na temat tego, jak może wyglądać przyszły rok. Panowie, co o nim sądzicie? Jak dla Was zapowiada się nadchodzących dwanaście miesięcy?

Patryk Purczyński: Ja przede wszystkim życzyłbym graczom, żeby wreszcie ukazały się wszystkie te znakomicie zapowiadające się tytuły, które miały trafić pod choinkę już w tym roku, ale z różnych względów ich twórcy nie byli w stanie dotrzymać obiecanych terminów. Rok 2014 stał pod znakiem przełożenia wielu naprawdę głośnych pozycji, żeby tylko wspomnieć Batman: Arkham Knight, Wiedźmina 3 czy Project CARS. Nadchodzące 12 miesięcy już teraz zapowiada się więc niezwykle gorąco, ale mi z tyłu głowy wciąż siedzą pogłoski, jakoby E3 2014 było tylko "rozgrzewką" przed przyszłorocznymi targami. Jeśli te spekulacje się potwierdzą i rzeczywiście to nowa edycja imprezy przyniesie masę głośnych zapowiedzi gier, które wyrobią się z premierą jeszcze w tym roku, to może być to jeden z najlepszych 12-miesięcznych okresów dla branży w XXI wieku. Nie miałbym nic przeciwko, by tak się stało.

Kamil Ostrowski: Ja już od paru lat jestem nieco... na uboczu. Najbardziej grzeją mnie indyki i gry studiów niezależnych (wbrew pozorom nie musi to być tożsame) i gry sieciowe, co poniekąd jest efektem błędów i wypaczeń marketingowych. Coraz ciężej jest deweloperom "dostarczyć", bo dział sprzedaży obiecuje złote góry przy każdej możliwej okazji.

Nie wszystkie zespoły potrafią dostarczać dzieła kalibru Halo, The Last of Us, Bioshock czy Diablo. Tymczasem co zapowiedź, to kolejne rewolucje - najlepszym przykładem niech będzie The Division, które wygląda tym mniej kosmicznie, im więcej o nim wiemy (nie znaczy to, że musi to być zła gra!). Zupełnie straciłem zaufanie do korporacji i od dużych firm niczego nie oczekuję. Traktuję je na równi z każdym innym deweloperom - przed premierą w ogóle nie słucham o grze, ani się nie "napalam", czekam za to aż obietnice zweryfikują dziennikarze, społeczność, bądź ja sam.

Polecam to podejście, bo dzięki niemu można doświadczyć kilku miłych niespodzianek i uniknąć paru bolesnych zawodów.

Zresztą, mam wrażenie że dla świata gier w ogóle przychodzi czas opamiętania się. Coraz większa krytyka spada na system "Early Access", w czym nie ma absolutnie nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że korzysta się z niego nadmiernie (patrz - DayZ) albo wręcz wciska się kit (patrz - Earth: 2066). Powoli sączący się strumień zimnej wody leci zresztą też na miłośników finansowania społecznościowego. Na drugi akt Broken Age czekamy już prawie rok, o stanie wielu projektów nie słyszeliśmy już zdecydowanie za długo, a żeby nie trzeba daleko szukać spektakularnej wtopy, to wystarczy wspomnieć rodzimą reaktywację Secret Service. Podejrzewam, że w 2015 świat crowdfundingu zaliczy mały dołek, zanim sytuacja się ustabilizuje.

Paweł Pochowski: Faktycznie, z tegorocznej jesieni na pierwszy kwartał przyszłego roku uciekło nam wiele świetnych produkcji, co pozostawiło pewien niedosyt. Ale dzięki temu styczeń i luty już teraz zapowiadają się naprawdę nieźle. Pozwólcie, że wymienię tu chociażby tylko Evolve, Dying Light, Grand Theft Auto V na PC, The Order: 1886 czy Bloodborne. A to tylko te najgłośniejsze z gier. Tuż za nimi czają się bowiem Life is Strange, Resident Evil: Revelations 2, Raven's Cry czy odświeżone wersje Grim Fandango, Saints Row IV oraz Heroes of Might & Magic III: HD Edition. I faktycznie, wydawcy, a w szczególności Ubisoft, uczą nas ostatnio, aby być ostrożnym i wstrzymywać się z entuzjazmem.

Tym bardziej cieszy mnie forma Techlandu i ichniego Dying Light, które miałem okazję już testować przez kilka godzin i produkcja zapowiada się po prostu fenomenalnie. Tu zresztą zaszło coś odwrotnego do zjawiska, o którym wspominamy. Po obu Dead Island informacje o Dying Light spłynęły po mnie jak po kaczce, a tym czasem okazuje się, że to produkt z ogromnym potencjałem, który może być najlepszą grą w dorobku polskiego dewelopera. Trzymam mocno kciuki i tym razem – już całkowicie podstawnie.

Co do Early Access – problem nie leży w formule programu, ale w tym, jak wykorzystują go deweloperzy, bo często zdarzało się, że było to dla nich po prostu kolejne źródło finansowania, zamiast platforma do współpracy z fanami nad rozwojową wersją gry. Ale Valve powoli stara się to zmienić i to mnie cieszy. Bo to dzięki właśnie EA mam dostęp do naprawdę fajnych produkcji pokroju Dex czy The Forest, a już ostrzę sobie ząbki na kolejne, jak chociażby długo oczekiwane H1Z1. Fakt faktem, w roku 2015 oczekuję jednak od deweloperów opamiętania się, szczególnie na Kickstarterze. Sytuację Broken Age ciężko komentować. Tyle lat Tim pracował nad grą, która dało się przejść raptem w 4-5 godzin. Drugi epizod dostarczony miał być najpóźniej jesienią tego roku, a dam rękę sobie uciąć, że mówiono coś o wiośnie. A jest to przecież projekt, na który zebrano kilkukrotnie więcej pieniędzy niż potrzebowało studio Double Fine. To zresztą niejedyny przykład partactwa, a także jeden z tych lżejszych. Bo Broken Age jest dostępne choć w połowie i wyszła z tego naprawdę fajna przygotówka. Co mają powiedzieć gracze, którzy zapłacili za projekty okazujące się finalnie całkowitym niewypałem, albo też porzucane przez twórców? To dopiero wpadka i wstyd.

Skoro jesteśmy już przy finansowaniu społecznościowym, Kickstarterze i Early Access to wspomnę tylko, że w roku 2015 powinno zadebiutować Kingdome Come: Deliverance. Dla mnie jedna z najbardziej oczekiwanych gier przyszłego roku, a i przy okazji klejnot w koronie Kickstartera, który udowadnia, że taki model biznesowy naprawdę ma sens i przyczynia się do tworzenia ważnych projektów. Od przyszłego roku oczekuję także, by ruszyło się coś w temacie wirtualnej rzeczywistości. O Oculus Rift wspomina się już od tak dawna, że gogle mogłyby w końcu zadebiutować w sklepach w konsumenckiej wersji. Czas na to najwyższy, tym bardziej, że przecież i Sony mają w zanadrzu swój projekt, a i Microsoft ponoć coś tam pichci w swoim laboratorium. To może być rzecz, która naprawdę przyniesie nam nową generację i to niezależnie od tego, czy odpalimy ją przy grze na PC, na PS4 czy na Xbox One.

Kamil Ostrowski: Przyznam Ci rację na pewno co do jednego - przyszły rok zapowiada się miodnie. Na tyle miodnie, że chyba w końcu kupię sobie konsolę nowej generacji. (okrzyki szoku i niedowierzania. Z tłumu słychać przerażony szept "Jak to? On grach pisze, a nowej konsoli nie ma).

Bo tak, nie mam PlayStation 4 ani Xboksa One. Nie poczułem jeszcze wyraźnej potrzeby. Póki co w kwestii doświadczenia next-genowe zapewniają mi pecetowe wersje. Nie oznacza to, że nie chciałbym mieć nowej konsoli, ani tym bardziej nie jestem uprzedzony - to już będzie moja czwarta generacja z telewizyjnym sprzętem do grania. Po prostu nie poczułem jeszcze wystarczająco silnej... Pokusy. Dlatego czekam. Dodam przy okazji, że jeszcze nie zdecydowałem się nawet, który sprzęt wybrać - zarówno nowe Halo jak i Uncharted na pewno dostarczą... Poczekam na oceny - w kwestii konsol zawsze decydowała za mnie jakość tytułów na wyłączność.

2015 to na sto procent będzie dla mnie rok, w którym inwesuję w PlayStation 4 albo Xboksa One.

Michał Mielcarek: Nowa generacja dopiero się rozpędza. Jeszcze nie zobaczyliśmy, co potrafią konsole Sony i Microsoftu, dlatego przede wszystkim nastawiałbym się na to, że rok 2015 zdominują gry. Po prostu - gry, a nie nowinki technologiczne. Pamiętacie Move czy Kinecta? Dzięki nim stare konsole odżyły, podobnie w przypadku 3D. Ale to było dopiero po kilku latach od premiery PS3 czy Xboksa 360. Dlatego nie nastawiam się, że Sony mocno uderzy w 2015 z Morfeuszem. Jeśli już, to coś więcej na ten temat powie na CES i na E3, ale tylko po to, żeby pokazać, że jest w grze.

Patrzę na listę gier, które ukażą się w nowym roku i widzę sporo nowych marek. Evolve, The Order 1886, Dying Light, Life is Strange, Bloodborne, Project C.A.R.S., Mighty No. 9, Superhot, Raven's Cry. Te gry mają już ustalone daty premiery. A poza nimi mniejsze lub większe szanse, by ukazać się w 2015 mają Battleborn, Deep Down, Drawn to Death, Everybody's Gone to the Rapture, Fortnite, Get Even, Hellblade, Hellraid, Let it Die, No Man's Sky, Quantum Break, Rime, Routine, Satellite Reign, SOMA, Star Citizen, The Division, The Tomorror Children, Until Dawn, Whore of the Orient, What Remains of Edith Finch, czy Wild. Celowo wszystkie wypisuję, żeby uzmysłowić Wam jak dużo tego jest, obojętne czy to gry AAA, czy indie. Początki nowej generacji to zawsze najlepszy moment, by ukazały się nowe tytuły i tutaj nie jest inaczej. Wciąż jednak czekam na zapowiedzi gier, które będą nowymi Mass Effectami, Assassinami itd. Nie widzę za bardzo kandydatów poza The Division, czy już wydanym Watch Dogs. Czekam też na serię, która będzie jak Uncharted dla PS3 czy Gears of War dla Xboksa 360.

Jak myślicie, czy czeka nas jakaś meganiespodzianka? Duże przejęcie, a może zamknięcie albo jeszcze coś innego?

Patryk Purczyński: Nowe marki zawsze stanowią zagadkę, więc nie chcę wchodzić za bardzo w spekulacje, natomiast jest kilka takich tytułów, na których zapowiedź się po prostu czeka i sądzę, że to może być ten rok. O jakie pozycje mi chodzi? Ano chociażby o Mafię 3, która - jak mówiło się swego czasu w kuluarach - przechodzi swoje problemy. Ja mam jednak bezgraniczne zaufanie do Take-Two i wierzę, że "trójka" spełni moje wygórowane oczekiwania; chociażby o nowego Red Deada, choć w tym przypadku trudno mówić o "meganiespodziance", wszak o nowej części westernu Rockstara również wspomina się od dłuższego czasu; chociażby o Falloucie 4, którego zapowiedzi spodziewałem się już w tym roku.

Jeśli zaś chodzi o przejęcie czy upadek, przyszły rok może być pod tym względem spokojny. Sytuacja w Square Enix się unormowała. Włodarze EA sami przyznają, że lepiej wychodzą im mniejsze ruchy. Activision Blizzard po odłączeniu się od Vivendi zajmie się sobą. Disney, jeżeli chce nadal budować swoją pozycję w przemyśle gier, powinien zaopatrzyć się w lepszych wykonawców, ale nie sądzę, by nawet takiego kolosa było stać na drugie (po wykupieniu LucasArtsu) wielkie przejęcie w tak krótkim czasie. Zresztą, umowa z EA na wykonanie gier spod znaku Star Wars świadczy raczej o tym, że Disney nie wybiera się na zakupy. Większego ruchu spodziewałbym się wśród mniejszych ekip. Grube ryby mogą zapolować na co smaczniejsze indyki.

Paweł Pochowski: Póki co wygląda na to, że na E3 i Microsoft może dołączyć do stawki producentów sprzętu VR. Ponoć prototypowe egzemplarze są już w rękach deweloperów, a w przyszłym roku sprzęt doczeka się swojej publicznej prezentacji. Nie byłoby to dziwne, Microsoft potrzebuje własnego "Morfeusza" i nie może pozwolić sobie na zaniedbania w tak ważnej dziedzinie. Wirtualna rzeczywistość będzie na PC, będzie na PlayStation, nie może jej zabraknąć na Xboksie. Ale fakt, że to cały czas rozgrzewka przed prawdziwym wyścigiem. Ten dopiero nastąpi i raczej nie w roku 2015.

Co do niespodzianek, towarzyszą one branży gier praktycznie nieustannie. Zakulisowe mariaże i współprace, umowy na wyłączność, wreszcie upadki i przejęcia - nie zdziwiłbym się, gdyby i w tym roku branża nas zaskoczyła. Może faktycznie nie ruchami na najwyższym szczeblu, ale z całą pewnością czymś, wobec czego nie przejdziemy obojętnie. Electronic Arts przez ostatni czas zwolniło trochę tempo. Trwa tam obecnie małe przeorganizowanie, co widać chociażby po pierwszym od dawna zawieszeniu cyklu wydawniczego marki Need for Speed. Spodziewam się, że za jakiś czas firma powalczy o powrót na swoją dawną pozycję, możemy spodziewać się wtedy od nich czegoś nowego. No i nie zapominajmy o tym, że mają w rękawie hity pokroju Mirror's Edge 2 czy Star Wars: Battlefront. W 2015 nadejdzie też czas na zapowiedź nowego, pełnoprawnego Battlefielda.

Przez ostatnie trzy lata wiele zyskał Ubisoft, ale tegoroczne wydarzenia bardzo nadszarpnęły wizerunek wydawcy. Także tutaj spodziewam się ruchów mających poprawić sytuację. I owszem, The Division pozostaje bardzo ważnym tytułem w roku 2015 dla francuskiego wydawcy, ale nie zapominajmy o nowym Rainbow Six. To gra, która może okazać się czarnym koniem i zostać jedną z najważniejszych produkcji nadchodzącego roku.

Kamil Ostrowski: Chyba wszyscy duzi wydawcy mają już "na pieńku" z graczami. Activision to... Activision, a więc imperium zła, wiadomo. Ubisoft dał się poznać od zupełnie innej - taśmowo zaczęli wypuszczać gry akcji robione na jedno kopyto. Wysokiej jakości, to prawda, ale nawet najlepszy schabowy kiedyś się nudzi. Do tego ta ostatnia wpadka z wydajnością... Mam za to wrażenie, że po kiepskim okresie nieco ocieplił się wizerunek Electronic Arts. Firmie chyba też znudziło się bycie opluwanym na każdym kroku, bo ostatnio pracują nad swoim wizerunkiem. Dali BioWare popracować długo nad Dragon Age: Inkwizycja i wyszła z tego świetna gra. Na horyzoncie czai się Battlefront, oswoiliśmy się już z Origin... Dobrze to wygląda.

Tak na marginesie - czasami odnoszę wręcz wrażenie, że giganci branży wymieniają się pozycją "tego nielubianego", żeby zachować równowagę pomiędzy robieniem kupy kasy, a nieprzylepieniem do siebie łatki firmy z piekła rodem. Kiedyś nie lubiliśmy Activision, a kochaliśmy EA (bo Mirror's Edge). Później nienawidziliśmy EA, a kochaliśmy Ubisoft (bo Prince of Persia i Splinter Cell). Teraz nienawidzimy Ubisoftu, a kochamy... Blizzard (bo Hearthstone, Heroes of the Storm, Overwatch, itd), który w gruncie rzeczy jest Activisionem. To się chyba fachowo nazywa "cykl wydawniczy" (takie tam heheszki).

Michał Mielcarek: Czekałem aż któryś z Was wyskoczy z jakimś odważnym stwierdzeniem odnośnie naszej ulubionej gałęzi rozrywki AD 2015, ale widzę, że spodziewacie się, że przyszły rok będzie stał po prostu pod znakiem gier. I szczerze mówiąc, mam zupełnie tak samo. Chciałem błysnąć jakąś myślą, że warto zwrócić uwagę na crowdfunding, który pozwala spełniać marzenia prawdziwym indykom, czego przykładem ekipa tworząca Superhot. Kickstarter jeszcze się nie skończył. Chciałem zaskoczyć wszystkich mówiąc, że w przyszłym roku możemy być świadkami narodzin nowego trendu odświeżania starych, znanych marek przez mało znanych developerów pod czujnym okiem wydawców (tak jak to miało być z inicjatywą Collective Square Enix). Albo powiedzieć coś o tym, że na rynek gier mobilnych nie da się wbić w przyszłym roku, jeśli w szeregach danej firmy nie będzie ludzi zatrudnionych tylko do analizowania tego co się sprzedaje, czego chcą ludzie, co działa. Designerzy nie są potrzebni.

Tyle że ja również uważam, że w przyszłym roku najważniejszym wydarzeniem będą premiery nowych, świetnych gier. I dlatego cieszę się, że już Święta i dużo wolnego, ale już nie mogę doczekać się aż ta machina ruszy na nowo, bo przyszły rok po prostu musi być jednym z najlepszych dla graczy do tej pory. Czego nam wszystkim życzę.

najnowsze