Recenzja - PC

F1 2014 - recenzja

Paweł Pochowski, 07 listopada 2014 14:00 7

Tegoroczny sezon Formuły 1 powoli dobiega końca, a na rynku standardowo zadebiutowała nowa odsłona oficjalnej gry stworzonej przez Codemasters. Czy warto dać jej szansę? Niestety, odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Codemasters wpadło bowiem w zastawione własnoręcznie sidła.

Wszystkiemu winne next-geny. A przynajmniej na to wygląda. Twórcy z Codemasters od co najmniej dwóch lat pracują nad wersją gry tworzoną z myślą o PlayStation 4 oraz Xbox One. Oficjalna zapowiedź nastąpiła równo z ujawnieniem informacji o F1 2014 - tytuł dedykowany konsolom minionej generacji zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami ukazał się w październiku, F1 dla next-genów zadebiutuje zaledwie kilka miesięcy później, bo na początku przyszłego roku. Co więcej, na PC ukażą się obie wersje gry. To dość ciasne okienko wydawnicze, które od samego początku rodziło pytania o jakość F1 2014. Niestety, okazały się one zasadne.

Już w samych trybach gry sporo namieszano. Twórcy zupełnie odwrócili się od swoich dotychczasowych pomysłów i zrezygnowali z kariery, w której mozolnie wspinamy się po kolejnych szczeblach, zaczynając od najsłabszych zespołów, by dopiero później móc zasiąść za kierownicą Ferrari czy Red Bulla. W F1 2014 takiego problemu nie ma, już na sam start można wybrać najlepsze zespoły, z których nie wyrzucą nas nawet jeśli notorycznie będziemy rozbijać bolid o bandę. To zresztą trend dotyczący całości zabawy w F1 2014 - gra ewidentnie wyciągnęła rękę do osób, które dotychczas uznawały ją za zbyt trudną. Pojawił się więc nowy, jeszcze łatwiejszy poziom zabawy, ułatwiono prowadzenie bolidu za pomocą pada, zrezygnowano także z testów młodych kierowców na rzecz jednego okrążenia testującego nasze umiejętności rozgrywanego podczas pierwszego włączenia gry. To dziwne, bo przecież wspomniane testy w minionych latach były ważną częścią zabawy, a ponadto pozwalały na zapoznanie się z wieloma ważnymi elementami, jak jazda po mokrym torze czy korzystanie z KERS oraz DRS. Dlaczego to wycięto? Nie mamy pojęcia. Opcja pominięcia testów byłaby wskazana, ale ich całkowite wycięcie jest pójściem na łatwiznę. Niestety, wygląda na to, że twórcy polubili zabawę z nożyczkami, ale nie opanowali jeszcze igły i nici. Odcięli bowiem od całości coś jeszcze - zeszłoroczną nowość w postaci klasycznych bolidów i torów. Niestety nie przyszli nic w zamian. A przecież w zeszłorocznej edycji była to flagowa innowacja, można było ją lekko przypudrować, dodać nowy bolid oraz jeden nowy klasyczny tor i wszyscy byliby zadowoleni. Niestety tak się nie stało. Być może tryb klasyczny będzie cukierkiem, który będzie miał za zadanie łowić publikę do F1 tworzonego z myślą o aktualnej generacji konsol. Ale z takim stanem rzeczy F1 2014 ma bardzo trudny start na rynku, już od samego początku rozczarowując graczy i nie dając nic w zamian.

Poza zmodyfikowanym w tym roku trybem kariery bawić można się jeszcze w pojedynczym Grand Prix, trybie wyzwań (jazda na czas, wyzwanie czasowe, tryb scenariuszy) oraz wyzwaniu sezonowym. Oczywiście w grze znajduje się także tryb wieloosobowy. To tylko i aż tyle zarazem - dla weteranów serii nie ma tu nic zaskakującego, a w większej ilości trybów biorąc pod uwagę ten nieszczęsny tryb klasyczny mogli bawić się przy okazji F1 2013. Dla nowych osób zabawy będzie na całą jesień i potężny kawał zimy, ale przecież nie motywuje ich to do zakupu akurat F1 2014 - za małe pieniądze mogą nabyć którąś z poprzedni części serii i mieć nawet nie tyle samo, co po prostu więcej.

To też nie tak, że gra jakoś mocno się popsuła. Model sterowania w F1 2014 nadal jest bardzo dobry, a poziom trudności zdecydowanie powyżej gier w stylu Need for Speed. To zupełnie inna para kaloszy, przystępując do wyścigu z odpowiednio dobrze dostosowanym do naszych umiejętności poziomem trudności wiadomo, że będzie ostra jatka - jechać trzeba przecież szybko, a jednocześnie bezpiecznie, bo już złe wejście w zakręt kosztować może utratę pozycji, a co dopiero wypadnięcie z toru czy roztrzaskanie bolidu. Stąd też F1 2014 to nadal niezwykle wymagająca gra, w której ważną rolę odgrywają treningi i kwalifikacje, nauka toru oraz jazdy w zmiennych warunkach pogodowych, a także podnoszenie swoich umiejętności. Nie zmienia to jednak faktu, że podobnie było w przypadku chociażby F1 2013. Trudno więc polecić zakup akurat tegorocznej części.

Grywalność cały czas jest w tej produkcji - to w końcu gra o Formule 1, siedzimy w kokpicie bolidu mknącego czasem i 300 kilometrów na godzinę, by po chwile ostro dohamować i wejść w ostry zakręt z prędkością ograniczającą zakres błędu do minimum. Spóźnione hamowanie choćby o kawałek spowoduje wypadnięcie poza tor i - być może - roztrzaskanie go o bandę. Poprawne wykonanie tego manewru to naturalnie satysfakcja, choć tylko chwilowa, bo dosłownie kilka sekund później czeka kolejny trudny fragment. A wszystko to z oddechem przeciwników na karku, czyhających na najmniejszy nasz błąd. SI w kolejnych odsłonach serii na przestrzeni lat znacznie się poprawiło, choć akurat w F1 2014 wielkiej różnicy względem poprzedniej części nie widać. Jest poprawne, choć aktualnie prym pod tym względem wiodą produkcje syngowane nazwą Forza Motorsport, od których Codemasters mogłoby się trochę nauczyć.

Ważną nowością w F1 2014 miała być obecność Andrzeja Borowczyka. Już od samego początku nie wszyscy byli z tego zadowoleni, bo popularny komentator ma w Polsce tyle samo przeciwników, co zwolenników. Pierwszych uspokajamy więc, a drugich lekko rozczarowujemy - Borowczyk nie ma w grze zbyt wiele do powiedzenia. Ilość jego kwestii została ograniczona do minimum, a szkoda. O tym, że mógłby pojawić się w oficjalnej grze F1 mówiono od dawna, mniej więcej od 2011 roku. Po takim okresie oczekiwania chciałoby się, by wypowiadał on więcej kwestii, a jego głos był słyszany częściej. Pozostaje mieć nadzieję, że być może w przyszłorocznej odsłonie F1 twórcy pozwolą rozwinąć mu skrzydła.

Od strony wizualnej gra nadal wygląda dobrze, ale tylko tyle. Poprzednie odsłony prezentowały grafikę na naprawdę wysokim poziomie, niestety upływ czasu zrobił swoje, a Codemasters chyba nie inwestuje już w silnik EGO dla konsol minionej generacji. Patrząc na F1 2014 w ruchu trudno wyłapać większe różnice w stosunku do poprzedniej części. Nadal są efekty wyglądające świetnie, jak szczegółowe wykonanie bolidów czy warunki atmosferyczne, oraz te, na które grze ewidentnie brakuje mocy, jak chociażby odbicia w lusterkach. Biorąc pod uwagę obecną gdzieniegdzie pikselozę grafika sytuuje się na średnim poziomie. Można na nią patrzeć z zadowoleniem, ale trudno o zachwyt, tak jak w poprzednich latach. Na szczęście F1 w nowych szatach ujrzymy na rynku już za kilka miesięcy, a znając twórców - jest na co czekać i mogą oni zawiesić poprzeczkę naprawdę wysoko. Szkoda tylko, że kosztem tegorocznej edycji.

Reasumując, trudno F1 2014 polecić komukolwiek. Nie jest to gra, która Codemasters się udała. Wycięto część zeszłorocznej zawartości, a w jej miejsce nie dołożono praktycznie nic. Weterani serii lepiej niech zostaną przy F1 2013, ale zakup zeszłorocznej edycji spokojnie polecić można także tym, którzy chcą postawić dopiero pierwsze kroki w ściganiu się wirtualnymi bolidami. Jeśli nabędą zeszłoroczną część, w ich kieszeni zostanie więcej pieniędzy, a dodatkowo otrzymają warty uwagi tryb klasyczny i rozbudowane testy młodych kierowców. F1 2014 oceniamy więc nisko, ale miejcie na uwadze, że to nie tyle zła gra, co po prostu jej kiepskie tegoroczne, nieopłacalne kupna wydanie. Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda.

F1 2014 PC

  • przyjemny model sterowania
  • grywalność
  • niezły poziom trudności
  • dobra oprawa audiowizualna
  • ograniczony komentarz Borowczyka
  • obcięte testy młodych kierowców
  • uproszczony tryb kariery
  • brak trybu klasycznego
  • brak powodów do zakupu
F1 2014 prezentuje się w równie dobrej formie w tym sezonie, co Sebastian Vettel. Jednym słowem - miało lepsze czasy 5.5
Podsumowanie The Game Awards 2018 - szczegóły wszystkich nowych zapowiedzi
Niebieski znowu w akcji - recenzja Mega Man 11
Przyspieszony kurs dojrzewania, czyli recenzja Life is Strange 2
Wojna jak z obrazka - recenzja Valkyria Chronicles 4
najnowsze