Recenzja - PC

Insurgency - recenzja

Paweł Pochowski, 18 marca 2014 12:00 10

Sieciowa strzelanka bez przesadnego hype'u i taniego efekciarstwa, a za to z niską ceną i satysfakcjonującą mechaniką rozgrywki. Można? Można!

Sytuacja z Insurgency jest o tyle ciekawa, że wbrew innym dostępnym na rynku strzelankom tytuł robi przeciętne pierwsze wrażenie. Trudno być do niego pozytywnie nastawionym po obejrzeniu promocyjnych filmików czy zdjęć, zupełnie jakby New World Interactive oszczędziło na marketingu albo nie miało speców potrafiących wykreować "efekt łał". Większość FPS-ów potrafi zrobić znakomite pierwsze wrażenie, a trailery z kolejnych Battlefieldów czy Call of Duty podbijają często internet z prędkością światła robiąc jednocześnie niemały hałas. Z drugiej jednak strony, gdy już zacznie się w Insurgency grać, mimo nienajlepszych pierwszych wrażeń, tytuł broni się gameplay'em. Nie występuje żaden dysonans pt. "to miało być świetne, a jest nijakie!". Wprost przeciwnie, zaskakuje pozytywnie, ponieważ oferuje odmienną od obecnych na rynku FPS-ów zabawę z solidnymi podstawami. A przede wszystkim - anagażującą i trudną.

Być może pewne braki w umiejętności zareklamowania gry biorą się stąd, że New World Interactive to żadni weterani branży. Nie stworzyli jak dotąd wielu produkcji, które miały okazję sprzedać się w milionach egzemplarzy, studio nie zostało założone przez żadnego "dinozaura", który wiedziałbym jak działa branża od podszewki. Ekipa składa się z osób, które w 2007 roku opracowały w miarę głośny i doceniony przez graczy mod do Half-Life'a 2 o tej samej nazwie. Od 2010 roku złączyli się w niezależnym studio i pracowali nad swoją debiutancką produkcją, z którą od początku tego roku wystartowali już na dobre i starają się przebić do świadomości fanów sieciowych strzelanek.

Może być jednak ciężko. Albo inaczej - trudno, i to dosłownie. To zresztą było pierwsze z moich wrażeń. Jak prawdziwy rekrut po odpaleniu Insurgency swoje kroki skierowałem w stronę treningu, by poznać podstawy zabawy. Sądziłem, że szkolenie potrwa dwie minuty i będę mógł wkroczyć do walki, ale tak się nie stało. Trening omawia co prawda podstawowe kwestie, w stylu kucania, strzelania z różnego rodzaju broni czy korzystania z materiałów wybuchowych, ale szybko przeistacza się w pierwsze poważniejsze starcie z botami. Trochę się śmiałem z ich dziwnego wyglądu i sposobu poruszania się, ale gdy zginąłem trzy razy z rzędu w potyczce z komputerowymi przeciwnikami przestało mi być do śmiechu. Chwilę później zrozumiałem, że rozgrywka w Insurgency jest zdecydowanie odmienna od gier pokroju Counter-Strike czy Battlefield, o czym dobitnie świadczył z trudem ukończony trening. Już pierwotna wersja Insurgency, jeszcze za czasów moda do HL2, trzymała się w miarę blisko realizmu i założenie to przysługiwało twórcom także podczas tworzenia samodzielnej wersji gry.

Jak więc wygląda rozgrywka w Insurgency? Rzekłbym, że spokojniej niż w najpopularniejszych shooterach. Brak tu czołgów, samolotów i wozów opancerzonych niczym w Battlefield, przy okazji nie uświadczycie tutaj także dziwnej fizyki czy map przeznaczonych dla 64 osób, w których wróg często nadbiega z każdej możliwe strony. Nie zrobicie też szalonych raszy wyskakując z za rogu niczym współczesny arabski ninja w Counter-Strike. Zapomnijcie o odbijaniu granatów od trzech ścian czy wpakowaniu wrogowi całej serii w plecy. Owszem, zabawa ma w sobie coś z CS, ale chodzi tu bardziej o podobny setting gry niż jej mechanikę. W Insurgency często zabija się i ginie od jednego strzału. I nie musi to być wcale strzał w głowę. Z walki eliminują równie dobrze pociski kierowane w kończyny czy korpus. Margines błędu jest więc zbyt wąski by radośnie biegać po mapie krzycząc "allahu akbar" i rzucać granaty w losowo wybrane miejsca. Odwrotnie - częściej warto wybrać dobrą, bezpieczną pozycję i bronić dany fragment mapy. Nie oznacza to jednak, że gra premiuje siedzenie w miejscu z ustawionym celownikiem i czekanie, aż wróg podejdzie w odpowiednie miejsce. Sama kampa to zbyt mało, by odnieść sukces w tej grze, a i z takimi osobami radzić można sobie na wiele sposobów.

Odmienne tempo rozgrywki nie oznacza także, że gra jest wolniejsza bądź nudniejsza. Dzięki temu, że zginąć naprawdę jest łatwo, a nie mamy żadnych stu punktów życia którymi warto zaryzykować, bo da się ewentualnie przeżyć i po postrzale, rozgrywka także jest emocjonująca. Często rundy w Insurgency nie zajmują wiele czasu, potrafią trwać zaledwie kilkadziesiąt sekund, przez co należy odpowiednio reagować na to co dzieje się na mapie. Zabawa kładzie mocny nacisk na współpracę całego zespołu, jeżeli więc zdecydowałeś się na obronę punktu, którego akurat nikt nie atakuje, a widzisz, że znajomi mają mocne problemy w innym miejscu - warto im pomóc, bo za chwilę być może będziesz musiał mierzyć się z przeciwnikami zupełnie sam. A walka dwóch na jednego to w Insurgency praktycznie pewna porażka (zostawiamy w spokoju dobrze rzucony granat czy sytuację, w której jesteś już nieźle doświadczony i trafiasz na dwóch nowicjuszy - to inna para kaloszy).

Zabawa w Insurgency dzieli się na trzy elementy. Pierwszy to "operacje taktyczne", w których przejmujemy punkty, bronimy/niszczymy zapasów lub chronimy/polujemy na VIP-a. Jest to rozgrywka, w której trzeba grać bardziej z głową, gdyż trudniej o zdobycie odrodzenia dla drużyny, a rundy częściej kończą się w 40 sekund. W "ciągłej walce" z reguły jest więcej czasu i każdy z graczy spokojnie zdąży uczestniczyć w rundzie kilka razy, zanim ta się skończy. Wszystko dlatego, że rozgrywka koncentruje się na przepychaniu przeciwników z danego punktu oraz także ochronie zapasów. Jest to mniej taktyczna, delikatnie bardziej zręcznościowa forma rozgrywki w Insurgency, ale nadal łatwo tu zostać biegającym po mapie darmowym fragiem jeżeli nie myślimy nad tym, co tak właściwie powinniśmy zrobić. Trzecia z form zabawy to kooperacja przez sieć ze znajomym, w której rywalizuje się ze sztuczną inteligencją. Potraktować to można trochę jako rozgrzewkę tudzież wstęp do właściwej zabawy, gdyż ta z prawdziwymi przeciwnikami smakuje zdecydowanie lepiej.

Każdorazowo przed odrodzeniem mamy możliwość zmiany klasy postaci - brak tu medyków, ale są saperzy, strzelcy, snajperzy, technicy jak i żołnierze od walki na pierwszym froncie. Wybór jest ważny, ponieważ zniszczenie zapasów wroga jest ultra trudne bez c4 w ekwipunku lub przynajmniej dwóch granatów odłamkowych, trzeba więc dostosować wybraną postać i ekwipunek do granego trybu i mapy. W ekwipunku zresztą zmieniać można naprawdę sporo - każdorazowo mamy do dyspozycji określoną liczbę punktów, które wydajemy na wyposażenie. W zależności od wybranej broni, ewentualnej broni dodatkowej, rodzaju i liczby granatów, a także rodzaju kamizelki i szelek mogą nam zostać do zadysponowania cenne punkty, które spożytkujemy na modyfikację broni. W ten sposób nasz karabin otrzymać może latarkę, tłumik, przedni uchwyt, lunetę czy lepszą amunicję, co przekłada się na faktyczną przewagę na polu walki. Jednak uwaga, opakowanie się kilogramami sprzętu negatywnie wpływa na wytrzymałość postaci, która zaczyna się szybciej męczyć.

Broń zresztą odgrywa ogromną rolę w grze i twórcy naprawdę sporo przy niej popracowali. To chyba najładniejszy element Insurgency, a każdy z modeli prezentuje się naprawdę ślicznie i został odpowiednio dopieszczony. Dodatkowo karabiny mają porządnego kopa po wystrzale - w porównaniu do tego w grach pokroju Call of Duty broń ma śmieszne drgawki, a nie odrzut. Także celownik nie jest statycznie trzymany w miejscu, a delikatnie pływa, przez co celowanie nawet na średni dystans nie jest proste. No i najważniejsze - dźwięk. Cudowny, realistyczny dźwięk wystrzału, idealnie symulujący działania na polu walki, z przecudownym wręcz echem roznoszącym się po całej mapie. Jeżeli widzieliście jakieś nagrania np. z działania wojsk USA na Bliskim Wschodzie zapewniam Was, że odgłosy ostrzeliwania się z wrogiem brzmią niesamowicie podobnie i jest to efekt, który bardzo pozytywnie wpływa na immersję w Insurgency. Momentami ma się ochotę po prostu podziwiać jak mapa pogrążą się w walce i słychać dochodzących z oddali krótkich serii wystrzałów z karabinu.

Oprócz dźwięku także oprawa wideo prezentuje się w Insurgency naprawdę dobrze. Niektóre mapy wyglądają podobnie do bliskowschodnich poziomów z Counter Strike, takich jak de_dust. Tutaj jednak są większe, bardziej rozbudowane, z możliwością wchodzenia do budynków i ostrzeliwania z nich pozycji wroga, zresztą są także inaczej skonstruowane, ponieważ każda z ekip zawsze ma co najmniej kilka dróg do wyboru, a walka nie koncentruje się w dwóch wąskich przesmykach. Jednocześnie silnik Insurgency często ma okazję do zademonstrowania świetnej gry światłocienia. W nienasłonecznionych miejscach rządzi mrok, w którym trzeba wytężyć wzrok, by dostrzec kryjącego się w nim przeciwnika. Na zewnątrz z kolei spojrzenie w słońce powoduje efekt oślepienia, co jest może niezbyt ważne, ale za to wygląda fajnie i prezentuje przywiązanie twórców do szczegółów. Ładnie wyglądają także mapy z zimowym wystrojem oraz górski Heights, choć być może na tle pozostałych brakuje mu trochę kolorków. Dobre wrażenie robią także detonacja smoke'a, który jest odpowiednio gęsty, a także popularnego "flasha", który skutecznie dezorientuje przeciwników. Ciekawe jest to, że produkcja wygląda znacznie lepiej w ruchu niż przy dynamicznych ujęciach, nie wierzcie więc do końca załączonym do tekstu screenom.

Żeby jednak nie było, że Insurgency to najlepszy shooter na rynku - kilka uwag. Animacja SI podczas treningu jest naprawdę słaba i wzbudza jedynie śmiech, zresztą słabo radzi sobie także towarzyszący nam NPC. Pozostając przy grafice, dziwnie wyglądają puste oczy postaci, a efekt wypadającego z rąk karabinu, gdy któryś z graczy ginie, jest iście komiczny. Gra potrafi się czasem zbugować, a wtedy VIP zamiast biegać rozkłada ręce i lata metr nad ziemią zupełnie, jakby był Jezusem czy jakimś Buddą. Co do błędów, czasem zmiany w modyfikacjach naszego ekwipunku nie wczytują się od razu, a z opóźnieniem jednej rundy; nie wiedzieć czemu, ale potrafi to trochę zirytować.

Najważniejsze zastrzeżenia mam jednak do twórców gry. Insurgency musi się rozwijać. Widać w nim niezły potencjał i może trafić do naprawdę sporej ilości graczy, ale potrzeba nad nim dalszej pracy. Jak słusznie toczą się dyskusje na oficjalnym forum gry - aktualnie jej e-sportowy potencjał jest ograniczony przez samych twórców, którzy na ten moment nie wprowadzili ani rozsądnego trybu gry z gatunku "znajdź i zniszcz" (aktualny ma pewne przeszkadzające kwestie), ani też nie umożliwili wyłączenia opcji odrodzeń podczas rundy, bez czego nie da się sensownie prowadzić sportowej rywalizacji. Niestety, toczące się dyskusje to domena graczy, twórcy jakby nie chcieli wziąć ich pod uwagę i podyskutować nad tym, co warto zmienić. A szkoda, bo jeżeli nie wezmą sobie ich rad do serca, popularność Insurgency może z czasem jedynie maleć i w ten sposób zmarnowany zostanie naprawdę spory potencjał na świetną pozycję do wielu lig i turniejów.

Gra ma jednak jeszcze jedną wielką zaletę, o której nie wspomniałem do tej pory - cenę. Kod na Steam można nabyć już za 35 złotych, a kupno go za pomocą samej platformy od Valve to dosłownie kilkanaście złotych więcej. To jedna czwarta ceny, którą trzeba było zapłacić za nowego, nieskończonego Battlefielda.

Insurgency jest wciągające i wymaga nie tylko celnego oka, ale także trochę oleju w głowie. Łatwo tu zginąć, a i trzeba sporo pomyśleć. To może odpychać - zbyt dużo bezsensownego biegania to dużo śmierci, przez co większość czasu spędza się obserwując kolegów co jest fajne, ale tylko na krótsza metę. Trzeba więc odbębnić trening i się przystosować - trochę chować, wychylać, zabezpieczać odpowiednie pozycje, mądrze korzystać z granatów i wiedzieć, że wróg może czaić się wszędzie i praktycznie nigdy nie można pozwolić sobie na utratę czujności. Wiem, że nie wszyscy będą wstanie Insurgency docenić, ale jeżeli nie przeraża Was trochę więcej taktyki i realizmu niż w innych shooterach, a chcielibyście zagrać w fajną, tanią (!), nastawioną na współpracę z zespołem i realizację celów strzelankę to Insurgency może być dobrym wyborem. Może nie znajdziecie w niej zapierających dech w piersi momentów z walącymi się wieżowcami, walk z kosmitami czy uzbrojonych pojazdów, ale jest za to sporo krwistego mięsa - a więc wymiany ognia, która smakuje tak dobrze, że praktycznie nie czuć braku wymienionych elementów i daje lepszego kopa niż odrzut z AK-47. Ze swojej strony naprawdę polecam, szczególnie tym, którzy zaliczyli choćby krótki romans z Red Orchestra, bo to całkiem podobne w założeniach produkcje.

Insurgency PC

  • świetne odgłosy strzelania
  • w miarę trudna rozgrywka
  • wymagające celowanie
  • modyfikacje broni i ekwipunku
  • niezła grafika
  • niska cena
  • polska wersja kinowa
  • kilka mniejszych technicznych bugów(oczy bez źrenic, upadające przy śmierci karabiny)
  • e-sportowy potencjał, który na ten moment nie wiadomo czy zostanie przez twórców wykorzystany
Tanie, dobre strzelanie przez sieć - czego chcieć więcej 7.8
6 rzeczy, które Apex Legends robi lepiej od konkurencji
Pociąg do postapokalipsy - recenzja gry Metro Exodus
Gdzie ten Battlefield, czyli wrażenia z bety BFV
najnowsze