Recenzja - PC

Democracy 3 - recenzja

Sławek Serafin, 20 stycznia 2014 11:17 1

Zrozumienie procesów społeczno-ekonomicznych nigdy nie było takie proste i łatwe. Zwłaszcza proste.

Demokracja to jest naprawdę bardzo kiepski system rządów i na swoją obronę ma tylko to, że jest osiem razy lepsza od każdego innego wymyślonego do tej pory przez człowieka. A Democracy 3? Podobnie. To jest kiepska gra tak ogólnie, ale ma też w sobie coś, co przemawia na jej korzyść. Tym czymś jest walor edukacyjny, niezbyt rozwinięty, raczej na poziomie licealnym niż jakimkolwiek wyższym, ale mimo wszystko jest. I jest atrakcyjnie, jasno i przejrzyście przedstawiony, co zresztą też jest mocną stroną nowej gry Cliffa Harrisa. Szkoda tylko, że ma ona tak wiele stron słabych. Ale może po kolei.

Choć nazwa wskazuje, że będziemy mieli tutaj do czynienia z grą skupiającą się na demokratycznych rządach, wyborach, partiach i tym podobnych przepychankach, do których każdy rodowity Polak ma wrodzony wstręt i jednocześnie wielkie zamiłowanie, to tak nie jest. Owszem, wyborom, zachowaniu popularności, politycznemu marketingowi i powiązanym zagadnieniom poświęcono w Democracy 3 trochę uwagi, ale cała ta kwestia jest trzecioplanowa. Tak naprawdę ta gra to ciekawy, choć uproszczony, symulator przemian społecznych i ekonomicznych. Symulator niedoskonały i niezbyt realistyczny, ale i tak najlepszy w swojej klasie. Oczywiście, bycie najlepszym nie jest trudne, gdy jest się w zasadzie jedynym przedstawicielem swojego gatunku... pomijając Tropico i być może Victorię od Paradox Entertainment.

W Democracy 3 rządzimy krajem. Do wyboru jest ich kilka, głównie Anglosasi w postaci USA, Kanady, Australii czy Wielkiej Brytanii, ale są też Francja i Niemcy, gdyby ktoś chciał odmiany. Wachlarz niezbyt szeroki i na dobrą sprawę bardzo jednolity - mimo pewnych różnic pomiędzy tymi krajami, są one wszystkie bardzo podobne pod względem profilu. Nie możemy poszaleć sobie żadnym z państw trzeciego świata i nie ma też szans na coś o orientalnym smaku, a szkoda, bo ciekawie byłoby spróbować się z polityczną rzeczywistością jakiegoś Wietnamu czy innych Filipin. Owszem, w teorii temu problemowi można zaradzić za pomocą modów, które pozwalają fanom stworzyć własne kraje i dodać je do listy, ale jeśli sami danego kraju nie wykreujemy, to szansa, że zrobi to ktoś inny, jest niewielka - bo choć Democracy 3, zintegrowane w Steam Workshop, jest bardzo przyjazne modderom, to ci nieszczególnie garną się pod te skrzydła. Pewnie dlatego, że jak już wspomniałem, gra jest ciekawa, ale tak ogólnie to niezbyt dobra. Głównie dlatego, że zbyt prosta.

W pierwszej chwili wcale się taka nie wydaje. Wręcz przeciwnie, zderzenie z tymi wszystkimi tabelkami i wykresami zależności jest gwałtowne. I onieśmielające trochę. Zdrowy respekt szybko jednak ustępuje fascynacji, gdy okazuje się, w jak kapitalny sposób autor Democracy 3 wtłoczył w prosty i przejrzysty interfejs całe mnóstwo informacji. To akurat jest niekwestionowana zaleta tej produkcji, kto wie czy nie największa - wielu innych twórców mogłoby się uczyć od Cliffa metod prezentacji, bo widać, że ma je opanowane prawie do perfekcji. Gdyby nie miał, to nie przedstawiłby całego kraju za pomocą jednego menu. Kodowane kolorami ikonki prowadzą nas do danych statystycznych i wykresów różnych, ale nie tylko, bo część z nich symbolizuje prawodawstwo, w które możemy jako szef rządzącej partii ingerować, a jeszcze inne sygnalizują nam określone problemy, lub też o wiele rzadsze efekty pozytywne. Gdy w coś klikniemy, zostaniemy przeniesieni do odpowiedniego ekranu, który wyjaśnia nam co to dokładnie jest i jak się kształtowało w czasie. A także od czego zależy i na co wpływa - te opcje również są "klikalne", więc możemy sobie podążać po nitce do kłębka bez większych problemów. Aby wszystko uczynić bardziej przejrzystym, już na poziomie głównego menu możemy sobie zobaczyć całe sieci zależności - wystarczy najechać na daną opcję, żeby wyświetlił nam się wykres "przepływu", pokazujący wyraźnie co i z czego się bierze oraz do czego prowadzi. Nie brzmi to może zbyt sensowne, gdy się o tym czyta, ale wystarczy choć raz zobaczyć, by docenić spryt i wygodę tego rozwiązania.

Ot, weźmy na przykład takie bezrobocie. Wystarczy najechać na jego ikonę kursorem i zaraz nam się wyświetli konstelacja innych ikonek, takich jak bieda, przestępczość, spożycie alkoholu, zasiłki i tym podobne, wszystkich powiązanych z bezrobociem właśnie. Linie między nimi, opatrzone strzałkami, obrazują nam w sposób najbardziej przejrzysty z możliwych, z czego się bezrobocie bierze i na co wpływa oraz jak duże proporcjonalnie znaczenie mają poszczególne przyczyny i skutki tegoż bezrobocia. To samo, tylko nieco inaczej, już bardziej szczegółowo przedstawione, możemy zobaczyć po wejściu do ekranu bezrobocia, skąd też bez trudu możemy przenosić się do innych, w tym też takich, w których wolno nam będzie podejmować decyzje. Ich przewidywalne skutki możemy zaobserwować od razu na wykresach z prognozami. Żeby jednak było zabawniej, prognozowane są jedynie skutki bezpośrednie - na przykład jeśli chcemy podnieść akcyzę na alkohol, to zobaczymy, że doprowadzi to do zmniejszonej konsumpcji tegoż alkoholu, a także utraty poparcia biedniejszej części społeczeństwa, która przepada za swoimi piwem, winem i destylatami. Ale "reperkusje" będą szły dalej, bo każda decyzja w Democracy 3 to kamień rzucony do stawu, który wywołuje fale rozchodzące się po całej powierzchni. Wyższa akcyza to mniejsza konsumpcja alkoholu, co z kolei prowadzi do mniejszej przestępczości na przykład, a ta z kolei redukuje nam koszty utrzymania więziennictwa. Oczywiście, mniej "picia" to także wyższa produktywność i lepsze zdrowie społeczeństwa... które jednak będzie nieszczęśliwe, zwłaszcza jego najbiedniejsza część, która w alkoholu topi swoje smutki. Takimi ciągami przyczynowo-skutkowymi możemy sobie tu wędrować dowolnie, w górę i w dół - najczęściej jednak, zwłaszcza na początku, będziemy zaczynać od problemów.

Problemy bywają różne - a to epidemia astmy wywołana zanieczyszczeniem powietrza, a to zamieszki na tle rasowym lub ekonomicznym, a to strajk kolejarzy lub "drenaż mózgów", czyli emigracja najzdolniejszych, najbardziej wartościowych obywateli. Każdy problem ma swoje przyczyny, ale czasem trzeba zawędrować całkiem daleko, żeby w końcu zidentyfikować kluczowe ogniwo łańcucha wydarzeń, to na które możemy mieć wpływ. I wtedy dokonujemy zmiany za pomocą nowej ustawy, jeśli tylko mamy odpowiednią ilość abstrakcyjnych punktów kapitału politycznego. A potem już tylko trzymamy kciuki, by nasze działania odniosły zamierzony skutek w kolejnych turach, a zwłaszcza przed wyborami. Rozwiązanie większości problemów wymaga podjęcia kilku różnych decyzji na kilku polach, ale jeśli tylko jesteśmy gotowi na poniesienie dodatkowych kosztów, to nie będzie to aż takie trudne.

I tu dochodzimy do naczelnej wady Democracy 3 - ta gra jest bardzo prosta. Nie mówię, że łatwa, bo to zależy od nas samych i tego, czy podążamy jedyną słuszną ścieżką, czy też nie. Ale jest prosta. I to mimo skomplikowanej i rozbudowanej sieci zależności, które zresztą całkiem zgrabnie obrazują to, jak wyglądają współczesne społeczeństwa i co decyduje o ich kształcie. Jest prosta, bo szybko można się zorientować, jaka jest recepta na sukces. Jest nią oczywiście podniesienie podatku dochodowego i władowanie dodatkowych wpływów w wydatki socjalne, dbanie o środowisko naturalne, transport publiczny, państwowe szkolnictwo i służbę zdrowia oraz rozwój technologii. Jeśli społeczeństwo zobaczy, że wydajemy zabrane im pieniądze na poprawę ich życia, to nie będzie się burzyć, a jeśli nie zaczniemy gnębić podatkami korporacji i najbogatszych, to mamy gwarancję wzrostu gospodarczego. I nic więcej nie trzeba by stworzyć socjalistyczną utopię według wzoru szwedzkiego. Trzeba tylko uważać z wprowadzaniem nowych praw, żeby nam się ekstremiści nie dobrali do tyłka - zarówno fanatycy religijni, jak i grube kapitalistyczne ryby mogą nie czekać do wyborów, które i tak pewnie przegrają ze zgrają zadowolonych z socjalu obywateli, i zastosują bardziej bezpośrednie środki. Takie jak na przykład zamach. Politykom zdarzało się już ginąć z rąk mniej lub bardziej profesjonalnych zabójców i nie inaczej jest w Democracy 3. Ale jeśli będziemy wprowadzali nowe regulacje stopniowo i nie zalegalizujemy jednocześnie eutanazji, obowiązkowego pobierania organów do przeszczepów, małżeństw homoseksualnych oraz nie pozwolimy nauczać w szkole kreacjonizmu na równi z teorią ewolucji, tylko rozłożymy to na dwa lub trzy lata, to nie powinniśmy zostać zamordowani przez ortodoksów. A jeśli uda się tego uniknąć, to reszta już pójdzie z górki.

Owszem, można też w Democracy 3 podążyć w przeciwnym kierunku. Ograniczyć emigrację, dyskryminować mniejszości, uzbroić policjantów w pistolety maszynowe, zorganizować taką inwigilację, że nawet agentom Stasi byłoby wstyd, wprowadzić w szkołach obowiązkowe modlitwy dwa razy dziennie i tak dalej. Ale jeśli nie podniesiemy przy tym podatków i nie wyłożymy pieniędzy na socjal, o którym wspomniałem, to i tak leżymy. W najlepszym wypadku możemy zafundować sobie nowy narodowy socjalizm, może nawet i w Niemczech. I wygrywać wybory przewagą 95% głosów, co we współczesnej demokracji jest niemożliwe. Po kilku godzinach przestaje to być jednak zabawne i staje się nudne, bo raz osiągnięta "utopia" ani się nie rozsypie, ani też nie da się jej dalej doskonalić. Mimo rozbudowania i mnogości opcji gra jest dość płytka. Nie ma w niej też prawie niczego, co normalnie kojarzymy z wielką polityką - wielkich medialnych skandali, komisji śledczych, dymisji i tym podobnych zawieruch. To skutek przyjętej skali - jedna tura to kwartał, więc trudno jest skupiać się na trwających kilka dni przepychankach w mediach, ale... ale dla wielu z nas to właśnie jest esencja demokracji, ta ciągła walka pomiędzy partiami i politykami. W Democracy 3 tego w ogóle nie ma. To tylko bardzo fajnie rozrysowane drzewko zależności społecznych i ekonomicznych, taka łamigłówka z jednym rozwiązaniem. Idealna jako materiał pomocniczy na lekcję Wiedzy o Społeczeństwie, ale do grania na dłuższą metę się nie nadaje - brakuje tu dynamiki, nieprzewidywalności i jakiegoś czynnika ludzkiego.

Democracy 3 jest za suche, za abstrakcyjne, zbyt bezosobowe, zwłaszcza gdy porówna się grę z klasycznym politycznym symulatorem, jakim jest seria Tropico. Po kilku godzinach zobaczymy już wszystko, co ta gra ma do zaoferowania - i to kilka razy. Szkoda, naprawdę szkoda, bo zabawa z tym świetnym interfejsem to prawdziwa przyjemność i aż żal, że za taką świetną formą nie kryje się zbyt wiele treści. Generalnie nie polecam więc... ale jeśli Democracy 3 wyląduje gdzieś kiedyś w jakiejś megapromocji czy zestawie gier za pół darmo, to warto się skusić, bo choć nie ma tu nic, co by człowieka utrzymało dłużej niż przez trzy czy cztery godziny, to warto jest właśnie tak długo się pobawić w tworzenie swojego idealnego państwa. Bez różnicy czy się uda czy nie. Zarówno sukces, jak i porażka będą pouczające.

Democracy 3 PC

  • świetny, przejrzysty interfejs
  • oryginalny pomysł na grę
  • dobrze zobrazowane zależności społeczno-ekonomiczne
  • wsparcie dla modów
  • wszystko bardzo uproszczone
  • brak wyzwań, dynamiki, zaskoczeń
  • tylko jedna droga do sukcesu
  • po kilku godzinach ma się już dość
Bardzo ładna pomoc naukowa dla licealistów 6.0
Niezły kocioł! - recenzja filmu Asteriks i Obeliks: Tajemnica magicznego wywaru
Tony Hawk's Skate Jam - recenzja - Panie Hawk, daj pan już spokój!
Podwodne Kino Nowej Przygody - recenzja filmu Aquaman
Monster Boy and the Cursed Kingdom - recenzja - doprawdy Przeklęte Królestwo
najnowsze