Bez prądu - gry planszowe

Kto z kim? - recenzja gry planszowej

Mateusz Kołodziejski, 01 stycznia 2014 16:57 4

Kto miałby największe w starciu z ZUS-em: Hulk, Jarosław Kaczyński czy Hello Kitty? Jeżeli jest to najdziwniejsze pytanie jakie ostatnio usłyszeliście to znaczy, że nie mieliście jeszcze do czynienia z Kto z kim?.

Imprezowe karcianki to w ostatnim czasie bardzo popularna forma towarzyskiej roz(g)rywki. I w gruncie rzeczy nie ma co się dziwić, bo jestem pewny, że większość z nas zaliczyła przynajmniej jedną domówkę, na której nudna posiadówa zmieniła się w pełen emocji wieczór dzięki Tabu, Dixit czy opisywanemu niedawno Bang!. Dlatego też bardzo ucieszyła mnie wiadomość o pojawieniu na rynku kolejnej gry z tej kategorii. Tym bardziej, że stoi za nią Reiner Knizia, legenda planszówkowej branży.

Ktoś kto mógłby tańczyć tango?

Kto z kim? trafia w nasze ręce w sporych rozmiarów pudełku, które skrywa 200 kart z bardziej i mniej znanymi postaciami, 64 kartoniki wyzwań, a także instrukcję. Na tą ostatnią składa się pojedyncza (!) kartka formatu A5, co na początku może wywołać sporą konsternację - gdzie podziały się brakujące strony? Wszystko jest w najlepszym porządku, po prostu reguły gry są na tyle nieskomplikowane że do ich objaśnienia z powodzeniem wystarczy kilka zdań.

Na początku tury każdy dobiera karty postaci tak, aby zawsze mieć na ręku cztery osoby. Następnie jeden z graczy odkrywa wierzchnią kartę wyzwań i umieszcza na środku stołu. Zadaniem wszystkich uczestników będzie znalezienie osoby, która najlepiej nadawałaby się do wykonania postawionego zadania. Gracze dokłada zakrytą kartę postaci tak, aby nie było wiadomo do kogo należały i po wymieszaniu są one odsłaniane. Następnie wszyscy po kolei odrzucają jedną postać, która najmniej pasuje do wyzwania, uzasadniając krótko swój wybór. Gracz, do którego należała ostatnia pozostała na polu boju postać, zgarnia punkt. Grę wygrywa ten, kto na koniec zgromadzi najwięcej punktów, więc tutaj nie ma zaskoczenia.

Ktoś kto mógłby uczyć ojca dzieci robić?

Jak zdążyliście się już zorientować, mechanika Kto z kim? czerpie w dużej mierze z Dixita, czego jednak nie mogę poczytać za wadę. Wręcz przeciwnie, uwielbiam planszówki, które wymagają od graczy kreatywności i spontanicznych reakcji. I na tym polu najnowsze dzieło Reinera Knizii nie zawodzi. Podczas typowej tury na stole leży karta z wyzwaniem w stylu "Ktoś z kim można by się wykąpać", a obok niej Matka Teresa, Donald Tusk, Optimus Prime i Thomas Edison. W takim momencie naprawdę trzeba się nagimnastykować, żeby wymyślić ciekawe uzasadnienie kogo byśmy odrzucili w pierwszej kolejności. Oczywiście, o ile komuś się chce.

I w ten sposób doszliśmy do największej wady Kto z kim? - reguły są tak uznaniowe, że to, czy gra będzie sprawiać frajdę, czy zakończy się totalną towarzyską klapą zależy wyłącznie od graczy. Potencjalnym uczestnikom rozgrywki musi dopisywać nastrój, muszą chcieć się ze sobą poprzekomarzać i powygłupiać, bo inaczej rozgrywka zupełnie straci sens. Wystarczy, że jedna z osób przy stole nie będzie wyczuje humorystycznej konwencji i odrzuci kartę mówiąc "nie, bo nie" i w tym momencie w zasadzie można już zebrać karty i schować je do pudełka, bo atmosfera pryska jak bańka mydlana. I wszystko to w świetle lapidarnych zasad, ponieważ gracz ma prostu podać wyjaśnienie, jego sensowność nie podlega ocenie. Nie znam drugiej gry, którą tak łatwo może popsuć jeden z uczestników.

Ktoś kto zrobiłby z Polski Irlandię?

Sytuację częściowo chociaż mogłaby uratować możliwość ponownej argumentacji w celu obrony swojego wyboru. Ujawniłoby to właściciela karty, ale mogłoby pomóc w zdobyciu punktu. Jednak jeśli trafimy na rozrywkowych i wygadanych współgraczy zabawa i bez żadnych modyfikacji jest przednia. Kto z kim? dobrze się skaluje, chociaż jak to w imprezowych karciankach bywa minimalna liczba graczy ustalona na trzech jest zbyt niska. Przyjemnie eliminuje się postacie już we czwórkę, a im więcej osób przy stole, tym lepiej. Liczba rund, tak jak wiele innych reguł jest ustalana przez samych graczy, ale jeśli nie przeginamy da się je ukończyć w mniej więcej pół godziny, czyli w sam raz.

Na koniec zostawiłem jeszcze jedno poważne zastrzeżenie. Chodzi o kartoniki z postaciami, a konkretnie zdobiące je grafiki. Chociaż na pierwszy rzut oka takie karykaturalne przedstawienie postaci dobrze wpisuje się w klimat gry, to dobre wrażenie szybko ustępuje rozczarowaniu. Twórcy poszli tutaj na godną pożałowania łatwiznę - wszystkie postacie podzielone są na kategorie takie jak polityk, bohater historyczny czy celebryta, a do każdej kategorii przypisany jest zaledwie jeden rysunek. Oznacza to na przykład, że upchani w tej samej grupie fikcyjnych bohaterów Gandalf, Darth Vader i Geralt na kartonikach wyglądają dokładnie tak samo. Nie tylko psuje to w pewnej mierze zabawę, ale przede wszystkim zmusza wgraczy do dokładnego przeczytania kto znajduje się na karcie, bo na podstawie obrazka nie sposób tego wywnioskować.

Ktoś kto mógłby sprzątać toalety?

Kto z kim? to dość ryzykowny wybór jak na imprezową karciankę. Z jednej strony może świetnie rozkręcić drętwych znajomych dzięki solidnej dawce absurdalnego humoru. Z drugiej strony o ile nie trafi w gusta wszystkich uczestników rozgrywka szybko stanie się mordęgą. Warto jednak mieć tę grę w odwodzie i od czasu do czasu wyłożyć ją na stole. W końcu jest ryzyko, jest zabawa!

Kto z kim? PLANSZOWE

  • proste zasady
  • duża ilość wyzwań i postaci
  • o ile trafimy na odpowiednie towarzystwo potrafi bawić
  • jedna osoba potrafi zepsuć całą rozgrywkę
  • reguły są zbyt umowne
  • grafiki na kartach postaci często nie pasują
Imprezowa karcianka ze średniej półki 6.5
Radosny żywot złomiarza - recenzja Deep Sky Derelicts: Na rubieżach kosmosu
Hokus pokus, czary mary, cztery karty idą w gary - czyli recenzja Miracle Merchant
Impreza na chrzcinach. Recenzja gry planszowej The Godfather: Imperium Corleone
Mechanika i najlepsze karty z Hearthstone: podróż do wnętrza Un'Goro
najnowsze