Recenzja - PC

Alien Rage - recenzja

Sławek Serafin, 24 września 2013 22:25 55

Czy CI Games swoim najnowszym Alien Rage zdołało wygrzebać się z budżetowego dołka miałkich strzelanek? Czy science-fiction po polsku jest do przełknięcia?

Nikt chyba nie spodziewał się zbyt wiele po Alien Rage, prawda? Screeny i zwiastuny były zachęcające, przedpremierowe przechwałki producentów takoż, ale wiadomo, one zawsze takie są, a CI Games (dawniej City Interactive) to CI Games - odnoszący sukcesy producent i wydawca gier ze średniej półki. Dawniej to z niskiej nawet, ale jakiś czas temu budżety się zwiększyły, studia rozbudowały i nastąpił awans na półkę średnią. A o którą sekcję półki średniej chodzi w przypadku Alien Rage? O tę dość wąską, poświęconą klasycznym strzelankom wywodzącym się z pnia DOOMa i Quake'a, okupowaną w ostatnich latach przez tytuły nieliczne, ale całkiem niezłe, takie jak Serious Sam 3 i również polski Hard Reset. Jak w porównaniu do nich wypada produkcja bydgoskiego oddziału CI Games?

Cóż, oszukiwać się nie będziemy, więc od razu można powiedzieć wprost, że to porównanie korzystnie dla Alien Rage nie wypada. Ale, co ciekawe, nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Zwłaszcza na początku, bo akurat start gra ma fatalny i przez pierwsze pół godziny będziemy ją darzyć coraz większą niechęcią, z każdym krokiem przeradzającą się w autentyczną nienawiść. Ten stan może się utrzymać do godziny nawet, ale gdy uda nam się przetrwać ten okres natężonego negatywnego stosunku do Alien Rage, to można liczyć na to, że będzie coraz lepiej. Do klimatów ekstatycznych grze daleko, ale mniej więcej w połowie dociera do poziomu znośnej kompetencji w zabawianiu gracza i choć poza niego nie wykracza już, to trzyma go konsekwentnie aż do samego końca. Który to koniec następuje po godzinach sześciu, jeśli gra się na najniższym poziomie trudności. Ja osobiście zaczynałem śmiało na wyższym, ale potem z pokorą zmieniłem na najłatwiejszy, bo wyzwania wyzwaniami, ale walenie głową w mur aż do pomalowania go na czerwono i szaro wcale mi się nie uśmiechało. A granie w Alien Rage czasem taką czynność przypomina, bo gra jest momentami wyjątkowo trudna, zwłaszcza na początkowych etapach, gdy jeszcze nie nauczyliśmy się co, jak i gdzie.

Zanim jednak do opisu tychże niuansów przejdziemy, chcę z prawdziwą przyjemnością stwierdzić, że Alien Rage to jedna z niewielu gier, która ma tytuł adekwatny do zawartości. Bardziej trafne tytuły mają tylko gry ochrzczone imieniem głównego bohatera, takie jak Max Payne i Alan Wake. Obcy Wściek, bo tak można sobie przetłumaczyć tytuł strzelanki CI Games, faktycznie traktuje o Obcych co to się wściekli. Na nas, Ziemian, się tak bardzo pogniewali, oczywiście. Przez pewien czas udawało nam się wspólnie eksploatować górniczo pewną asteroidę bogatą w wysokoenergetyczny promet, ale potem nagle Obcy wzięli i wyrżnęli w pień cały nasz personel. Nieładnie, prawda? Dlaczego jednak to zrobili? O tym przekonamy się grając w Alien Rage jako samotny komandos, wysłany na wyżej wymienioną asteroidę w celu zniszczenia instalacji górniczych pozostających w rękach Obcych. W trakcie swojej misji odkryje on nagrania pozostawione przez pewną panią doktor, z których to nagrań wyłoni się prawda o konflikcie i jego przyczynach. Oczywiście, prawda nie będzie nam w stanie przysłonić naczelnego celu, czyli skopania obcych tyłków, ale dobrze ją przynajmniej znać.

Fabularnie Alien Rage jest słaby i płaski. Bohaterowie, czyli nasz główny kozak oraz jego kumple nadający przez radio, są perfekcyjnie jednowymiarowi i pozbawieni jakiegokolwiek charakteru. Scenki przerywnikowe pojawiają się w grze tylko w momentach, gdy nasz heros zostaje zaskoczony przez kolejnego bossa pod koniec poziomu, żebyśmy mieli tych kilka sekund na docenienie wkładu projektantów w obmyślenie jeszcze paskudniejszej niż poprzednia machiny śmierci. Tempo rozwoju akcji jest jednostajne, dramaturgia nie pojawia się nawet w scenach, w których uciekamy we właśnie zawalającej się kopalni... a reżyserią całości równie dobrze mógł się zajmować jakiś ekspert od programów w stylu Dlaczego ja albo inne Trudne sprawy, tak to wszystko drętwo jest poskładane w całość. Ale... ale sytuację ratują wspominane dzienniki pani doktor, znajdowane na niektórych poziomach i w sposób zaskakująco plastyczny oraz klimatyczny malujące tło tej całej opowieści. W pewnym momencie złapałem się na tym, że chodząc po poziomach przede wszystkim rozglądam się właśnie za tymi zapisami, bo tak mnie zaciekawiły - nie zdarzało mi się to nawet w Bioshockach, w których dzienniki odgrywały przecież bardzo ważną rolę. Niestety, nie znalazłem ich wszystkich, pewnie dlatego, że niepojętą decyzją projektantów prawie idealnie zlewają się one z otoczeniem, jeśli chodzi o kolorystykę. Nie wydaje mi się, żeby problemem było nadanie im jakiegoś innego odcienia, by były zauważalne na pierwszy rzut oka - w końcu to jest fabuła tej gry, nie? Gracz powinien się z nią zapoznać, więc ukrywanie jej nie ma zbytnio sensu, tak? No, ale to nie jest jedyna rzecz, która w Alien Rage nie ma sensu i jest związana z oprawą graficzną.

Ta zaś jest technicznie kompetentna. Fajerwerków nie ma, z bliska wszystko jest trochę kanciaste i tekstury są niskiej rozdzielczości, ale w zasadzie gra nie wygląda źle. Dobrze też nie, bo autorzy korzystając z silnika Unreal 3 nie postarali się by Alien Rage wyglądało inaczej jakoś niż wszystkie inne gry korzystające z tego engine'a. I w rezultacie wygląda tak samo. A na dodatek jest niemiłosiernie sztampowe jeśli chodzi o wizję artystyczną świata przyszłości, tak jakby projekty wyciągnięto z jakiegoś zestawu "standardowe wizje science-fiction" i wlepiono do gry bez żadnych przeróbek. Bardzo to wszystko odtwórcze, pozbawione śladu oryginalności. Co gorsza, prawie cała akcja gry toczy się w takich samych okolicznościach przyrody - jak nie kopalnia, to kompleks przemysłowy, a jak nie kompleks, to statek Obcych. Może sami autorzy gry potrafiliby odróżnić na pierwszy rzut oka etap trzeci od, powiedzmy, dziewiątego, ale tylko oni - ja właśnie przeszedłem całość, a patrząc na zrzuty ekranowe, które sam zrobiłem, nie wiem, z której części gry one pochodzą. Bo cała gra to takie samo środowisko, bez żadnych urozmaiceń. Gdyby jeszcze miało swój klimat i charakter, jak cyberpunkowe wizje z Hard Reset, to nie byłoby problemu - jednak, jak już wspomniałem, oryginalności się w Alien Rage nie uświadczy. No, ale miałem napisać, co jeszcze jest w grze bez sensu.

Przeciwnicy są bez sensu. To znaczy to, jak wyglądają. Ich projekty znów podpadają pod kategorię pozbawionej kreatywności sztampy, ale nie o to chodzi. Problem leży w fakcie, że wróg prawie w ogóle nie odcina się od otoczenia. Pierwsze etapy gry to ciągła frustracja, bo przez przeładowane efekty specjalne, niespecjalnie robiące wrażenie zresztą, nie widać kto do nas strzela i skąd do nas strzela. Często trzeba powtarzać jakiś fragment misji, wracając do punktu kontrolnego, tylko dlatego, że zostaliśmy obskoczeni przez Obcych, których nie wypatrzyliśmy na czas. Drugie podejście jest łatwiejsze, bo wróg pojawia się w tych samych miejscach co poprzednio, więc mamy nad nim przewagę - ale często nie kończy się na drugim, czy nawet trzecim podejściu, zwłaszcza w przypadku pierwszych bossów. Na szczęście ludzki mózg to cud natury, a i oko też nie jest najgorszym wynalazkiem ewolucji, więc mniej więcej po godzinie czy dwóch grania uczymy się odróżniać Obcych od tła. I od tego momentu frustrujące walenie seriami prawie na oślep do gości, którzy bezproblemowo przyjmują na klatę pół tony ołowiu, zmienia się w satysfakcjonujące sprzedawanie precyzyjnych i zabójczych strzałów w głowę, a później oglądanie fontann fosforyzującej juchy tryskającej z miejsca, gdzie przed chwilą był czerep delikwenta.

Właśnie gdzieś tak po tej godzinie uczymy się jak grać w Alien Rage i... to granie staje się nawet przyjemne momentami. Pozbawione inspiracji czy kreatywności, ale wystarczająco dynamiczne, żeby się trochę zatracić w ciągu kolejnych korytarzy i fal wrogów. Nadal jednak Alien Rage przypomina odrobinę operację pod częściowym znieczuleniem - niby nas nic nie boli, ale wiemy, że jesteśmy tutaj tylko dlatego, bo nie mieliśmy innego wyjścia. Nie ma bowiem tego typu strzelanek zbyt wiele, taka prawda. Kto chce sobie postrzelać klasycznie, bez ustawianych scen, terrorystów, Rosjan, Arabów i Amerykanów, nie ma zbyt wielu opcji.

Alien Rage nie jest idealne, to fakt. Wręcz przeciwnie, gra jest podrzędna jeśli porówna się ją z konkurentami - Serious Sam 3 ma większe przestrzenie i epickie hordy wrogów, a Hard Reset pomysłowo zaprojektowanie bronie, zróżnicowanych przeciwników i dużo lepszy klimat. Alien Rage jest pozbawiony rozmachu, stłoczony, arsenał ma równie mało oryginalny jak wszystko inne, włącznie z pomysłami na przeciwników, które odkopano chyba w warstwie z triasu, takie są przedpotopowe. Ale działa. Za grosz wyobraźni nie ma, ale działa. Po pierwszych zgrzytach i wertepach wóz przyspiesza i toczy się do finału na tyle gładko, że przyznam bez bicia, tych sześć godzin spędzonych z Alien Rage nie było najgorzej zmarnowanymi w tym miesiącu. Gdy gra zostanie wydana w Polsce w wersji pudełkowej za te trzy czy cztery dychy, to będzie odpowiednia cena za to, co oferuje. Więcej płacić absolutnie się nie powinno, ale czterdzieści złotych za taką pozbawioną polotu, ale kompetentną bezmózgą strzelankę to nie najgorszy interes. Oczywiście, jeśli ktoś nie grał jeszcze w Hard Reset lub Serious Sam 3, to powinien się z nimi zapoznać albo przed Alien Rage, albo w ogóle zamiast - są zdecydowanie lepsze w tym co robią. Tym desperatom jednak, którzy tamte gry już znają na wylot i łakną niezmiernie jakiegoś nowego oldschoolowego shootera, powiem, że ten Alien Rage od CI Games da się przełknąć. Trzeba tylko dużo popić.

Alien Rage PC

  • tło fabularne w dziennikach
  • całkiem poprawne bieganie i strzelanie
  • bossowie ciekawi, ale nie przegięci
  • cena
  • kompletny brak kreatywności, zero oryginalnych pomysłów
  • fabuła poza dziennikami leży i kwiczy
  • wszystko wygląda dokładnie tak samo przez cały czas
  • niepotrzebnie frustrujący początek
Odtwórczy, sztampowy, niepotrzebnie trudny ale nawet znośny shooterek 6.5
Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2
Śmierć autentyczności - recenzja filmu Narodziny gwiazdy
Gris - recenzja - pochwała karmi sztukę
Kosmiczni piraci kontra cały świat - recenzja Ancient Frontier: Steel Shadows
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?