Felieton

Gawęda o wiekowym filmiku, zdobywcy Oskara i zakręconych grach wideo znad Sekwany

Bartłomiej Nagórski, 06.07.2013 16:10 3

Czyli opowieść o tym jak polska animacja poklatkowa sprzed trzydziestu lat zainspirowała francuskich twórców gier niezależnych. Cytując autorów: "Because Polska & WTF".

Game jam to zgromadzenie deweloperów gier, podczas którego uczestnicy starają się stworzyć grę lub jej prototyp w ciągu 24 bądź 48 godzin. Do najbardziej znanych należą Indie Game Jam, od którego wszystko się zaczęło, a także Ludum Dare 48 i Global Game Jam. Z reguły game jam ma jakiś motyw przewodni, na przykład "minimalizm" albo "ewolucja" - powstające gry muszą do niego nawiązywać. Podczas Hits PlayJam, zorganizowanego niedawno pod egidą francuskiego dziennika Le Monde, jako motyw organizatorzy obrali... krótki filmik. Nie zdanie, nie hasło, nie idęę, tylko film - a dokładnie, polską animację poklatkową Tango autorstwa Zbigniewa Rybczyńskiego.

Warto tu otworzyć nawias i przybliżyć trochę sylwetkę tego twórcy, bo Rybczyński nie jest zbytnio znany czy rozpoznawalny u nas w kraju - a szkoda, bo to jeden z nielicznych Polaków nagrodzonych Oskarem (w tym zaledwie dwóch w kategorii animowanych filmów krótkometrażowych). Statuetkę otrzymał właśnie za Tango, w roku 1983. Co ciekawe, rok wcześniej Rybczyński wyemigrował z Polski, a że obierając Oskara powiedział parę ciepłych słów o Solidarności, to ówczesne krajowe media starannie przemilczały fakt nagordzenia Polaka.

Zbigniew Rybczyński był prekursorem technik wizualnych, które - choć realizowane na prehistorycznych sprzętach - pod względem pomysłowości i wizyjnością wyprzedzały swoją epokę o całe lata. Przykładowo, chyba każdy zna efekt bullet time obecny w Max Payne, F.E.A.R. czy wielu innych grach. Wbrew pozorom jednak po raz pierwszy efekt ten nie pojawił się w filmie Matrix, tylko w teledysku Midnight Mover grupy Accept, zrealizowanym właśnie przez Rybczyńskiego. Nawiasem mówiąc, nie był to jedyny wideoklip który wyszedł spod jego ręki: najbardziej znany jest chyba ten do Imagine Johna Lennona i Yoko Ono. Rybczyński współpracował też z Mickiem Jaggerem, Lou Reedem, Pet Shop Boys i wieloma innymi.

Wracając do będącego osią Hits PlayJam Tanga, nasuwa się pytanie dlaczego organizatorzy wybrali akurat wiekową i dość dziwaczną animację bliżej nieznanego polskiego twórcy? Jak powiedzieli nam Simon Bachelier z grupy One Life Remains oraz Laurent Checola z dziennika Le Monde - przede wszystkim po to, żeby zejść z utartych szlaków i tym samym pobudzić kreatywność uczestników. Wybór akurat tej konkretnej animacji miał też inny cel: w Tango bardzo wyraźny jest motyw cykliczności. W miarę postępu filmu do pokoju wkraczają kolejne postaci, wykonując rozmaite czynności, które powtarzają się. Dopiero kiedy skończy się cykl ostatniej postaci, dołącza następna, podczas gdy zachowania poprzednich zapętlają się. Można to porównać do melodii, w której również powtarzają się sekwencje dźwięków, a w trakcie utworu dołączają nowe. Trzymając się naszej działki, to jest gier wideo, można przypomnieć doskonałe Dark Souls, która to gra również zbudowana jest na bazie pętli: cykl śmierci i powrotów do życia, powtarzające się przemiany nieumarły-żywy, a także zapętlenie samej gry, którą po przejściu zaczyna się od nowa w trybie New Game Plus, jak w Dniu Świstaka.

Widać zatem, że nieortodoksyjny wybór organizatorów był wbrew pozorom nieźle przemyślany. Dzięki temu animacja Rybczyńskiego zarezonowała z twórcami - spora część gier z Hits PlayJam wykorzystywała motyw pętli i cykli jako element rozgrywki. Tytuły powstałe w trakcie dwudniowego jamu zobaczyć i wypróbować możecie na podstronie Le Monde. Zbyt dużo miejsca zajęłoby opisanie ich wszystkich, natomiast wyłowiliśmy dla Was kilka perełek, które z tych czy z innych względów zwróciły na siebie naszą uwagę.

Zaczęliśmy od dwóch gier noszących polskie tytuły: Hałaśliwa Demonstracja i Wojna Taniec. W tej pierwszej pojedynkują się dwie orkiestry: zadaniem obydwu graczy jest utrzymywanie muzyka, którym aktualnie sterują, w świetle poruszającego się losowo reflektora. Kiedy skończy się kierować jednym grajkiem, pojawia się następny - ale poprzedni nie znika, tylko porusza się po trajektorii, jaką wcześniej przebiegał pod kontrolą gracza. W miarę postępów w grze coraz ciężej jest się poruszać w tłumie własnych i konkurencyjnych muzyków. Mnie osobiście rozśmieszyła nieco interpretacja hymnu Polski w czołówce gry, ale obawiam się, że niektórzy co bardziej patriotycznie nastawieni gracze mogą mieć za złe autorom Hałaśliwej Demonstracji tę przeróbkę...

Drugi polsko brzmiący tytuł to Wojna Taniec - rozmowa z twórcami wykazała, że mieli na myśli raczej taniec wojenny, acz zapewne posługiwali się translatorem Google. W grze walczą ze sobą klany dziwacznych stworzeń (od dwóch do czterech), kontrolowane przez graczy. Kiedy jeden z nich wygra, walka rozpoczyna się od nowa: tym razem na plac boju wkracza następne pokolenie czworonożnych istot z nieco innymi umiejętnościami. Podobnie jak Hałaśliwej Demonstracji, poprzednie generacje zwierzaków pozostają na ekranie, tak że z każdą kolejną rozgrywką po planszy grasuje więcej istot, strzelając, bodąc rogami i wprowadzając ogólne zamieszanie. Ich powtarzające się sekwencje ruchów przywodzą na myśl tytułowy taniec wojenny. Wojna Taniec charakteryzuje się wyjątkowo dopracowaną stroną audiowizualną (koniecznie posłuchajcie noszących polskie tytuły melodii z gry) i daje nadspodziewanie dużo frajdy, jak na grę powstałą w 48 godzin.

Warto jeszcze wspomnieć o wyróżniającej się stylową grafiką Among The Shapes, w której gracze kierują dwiema postaciami. Punkty dostaje się za dotknięcie czterech magicznych konstrukcji w rogach ekranu, w czym przeszkadzają mroczne kształty, których trzeba unikać. Stwory te poruszają się po określonych i powtarzających się trajektoriach, a im więcej punktów, tym więcej przybywa przeszkadzajek. Nawiasem mówiąc, przypominają one trochę złe cienie z Heart of Darkness autorstwa Erica Chahi (zresztą też Francuza). Gdybyście mieli kłopoty ze sterowaniem, to przypominam ze francuski układ klawiatury to AZERTY, więc nie używamy WSAD tylko ZSQD. Inne ciekawe tytuły, to japońsko brzmiąca Bokida z trójwymiarową rozgrywką i geometrycznymi kształtami, a także nawiązujące do niedawnych zamieszek w Brazylii Movimento Passe Livre.

Oryginalnym pomysłem organizatorów Hits PlayJam, również unikatowym na tle innych game jamów, były ograniczenia, czyli coś w rodzaju obieralnych utrudnień (jak modyfikatory w Unreal Tournament). Każda z biorących udział ekip musiała wybrać co najmniej dwa z puli ograniczeń, które narzucały pewne dodatkowe reguły. Wśród nich znajdowały się takie punkty jak "Local Multiplayer", czyli konieczność zapewnienia opcji gry na wielu graczy na jednym sprzęcie, "Music Jam Session", czyli obowiązek stworzenia i udostępnienia muzyki do gry (rezultaty znajdziecie tutaj), a także "Balls of Steel". Ta ostatnia reguła zmusza autorów gry do wysłania jej tradycyjną pocztą do któregoś dużego studia deweloperskiego lub do jakiegoś znanego twórcy. Zaskakująco dużo uczestników Hits PlayJam zdecydowało się podjąć to wyzwanie, w wyniku czego Hałaśliwa Demonstracja wraz z przypominającym dzieło radosnego szantażysty listem powędruje do Sosa Sosowskiego (polski twórca gier niezależnych, m.in. McPixel), androidowe To Rent - do Quantic Dream (jeden z komentatorów na Facebooku napisał "ta gra to totalnie jest coś dla Davida Cage'a"), a Wojna Taniec - do Edmunda McMillena, twórcy Super Meat Boy.

Obecnie wszystkie gry powstałe w ramach Hits PlayJam są oceniane przez jury, składające się z piątki przedstawicieli branży elektronicznej rozrywki. Nagrody zostaną przyznane w trzech kategoriach: "Mobile" (tablety i komórki), "Arcade" (zręcznościówki) oraz "Grand Prix" (czyli nagroda główna, za całokształt). O tym kto zwycięży, dowiemy się w najbliższy poniedziałek (8 lipca). A Wam, która z gier podobała się najbardziej?

Za interesujące informacje o Zbigniewie Rybczyńskim dziękuję Marcelemu Szpakowi.

najnowsze